aleksandrynka
06.04.06, 14:34
Stałam w dziale nabiału przy serkach danio. Byłam z ponaddwuletnim synkiem.
Obok stała pani promująca danonki. Nachyliła sie do mojego dziecka i pyta go:
- Lubisz danonki?
On kiwnął głową.
- A lubisz zwierzątka? - i pokazuje mu zwierzątka z literkami, które trzymała
w koszyczku (nowa promocja, alfabet). Dziecko ciekawie się nachyla, to ja
pytam:
- Może ma pani "o"?
- nie wiem, musiałabym poszukać, ale ja to daję jak Pani kupi danonki!
...
I tu mnie szlag trafił na miejscu!
Powiedziałam jej chłodno, że to bardzo nieładnie zaczepiać w tej sprawie
dziecko, bo ono nie podejmuje decyzji o zakupach tylko ja... Więcej mi do
głowy nie przyszło, odeszłam.
Jak to później przemyślałam to powinnambyła włożyć łapę do tego jej
zakichanego koszyczka i dać dziecku jakąś literkę. I niechby zaprotestowała,
świnia jedna. Dziecku robi nadzieję, a może ja nie mam kasy na te jej
danonki? A może dziecko jest uczulone? A literki fajne są... Na szczęście mój
mały olał jej liteki z góry, ale mogło być przeciez inaczej. Gdyby się
awanturował pewnie bym zrobiła młyn.
Ja nie wiem, uczą ich takiej perfidii? Sama stałam kiedyś na promocji, miałam
kasety dla dzieci i gratisy dla kupujących. I nie przyszło mi do głowy, zeby
zaczepiać dzieciaki. A może ja jakaś inna jestem...