nie radze sobie z zachowaniem meza....

11.04.06, 08:54
poprosiłam męza zeby załatwił urlop na wczasy( bo juz mamy zarezerwowane) sam
je wykupił i rezerwował, więc go grzecznie poprosiłam, ale poniewaz
sprzecza;liśmy sie o głupoty, to zaczął sie zachowywac jak dupek, rzuciła
mnie kapciami, trzesnal drzwiami i rzucał sie przed wyjsciem do pracy na
mnie, chciał mnei uderzayc, ale wyszedł.
Robi mi na złośc, bo on jest dupa poprostu, boi sie zapytac o należny mu
urlop w pracy, mam dosc męza dupy poprostu.Wszystko robię ja, on jest
dziecinny i nie ma odwagi, nie odzywa się. Co ja mam zrobic? ja chce faceta
prawdziwego, kitóry nie będzie dupą.
    • mradford Re: nie radze sobie z zachowaniem meza.... 11.04.06, 08:58
      a co Twoim zdaniem oznacza prawdziwy facet,bo ten ktory jest agresywny i
      demonstruje wszelkie objawy "meskosci" nie jest?to jest dupa czy nie jest dupa
      bo cos mi sie tu nie zgadza,z jednej strony boi sie zapytac o urlop a z drugiej
      strony jest na tyle odwazny zeby sie na Ciebie z rekami rzucac?
      • gelsemium Re: nie radze sobie z zachowaniem meza.... 11.04.06, 20:27
        No o to właśnie chodzi: w domu odważny, a na zewnątrz tej odwagi brakuje.
      • dusia_mamusia Re: nie radze sobie z zachowaniem meza.... 27.04.06, 22:04
        A co to za odwaga: rzucać sie z łapami na bezbronną żonę? To zwykły tchórz
        jest. Szefa sie boi i na kobiecie się wyżywa. To jest właśnie dupa. Prawdziwy
        facet ma o żonę dbać i być oparciem. A nie straszyć,że pobije jak mu sie coś
        nie spodoba.
    • 7betinka9 Re: nie radze sobie z zachowaniem meza.... 11.04.06, 08:58
      a jaki był przed ślubem?
      • maxwell Re: nie radze sobie z zachowaniem meza.... 11.04.06, 09:01
        7betinka9 napisała:

        > a jaki był przed ślubem?


        nie był taki przed slubem, męzczyzna dla mnei to tsaki facet co szanuje swoją
        kobietę i czasem cos potrafii załatwić, w pracy nie potrafii sobie nic
        załatwić, ja nawet zrezygnowałam z pracy bo on nie mogł wychodzic z pracy tak
        jak jego koledzy, bo on sie wstydził zapytac i powiedziec ze chce wyjsc. On
        pracuje nadgodziny które nie są przymusowe, moze wychodzic wczensiej, o ile
        powie, ale on dupa i nie powiedział bo sie wstydził, ja ciągle przez neigo
        płaczę.
        • 7betinka9 Re: nie radze sobie z zachowaniem meza.... 11.04.06, 09:05
          moja znajoma bierze podobny przypadek za męża za ok rok
          szczerze - jest mi jej żal,
          ale już nie mam sił dłużej "otwierac jej oczu"
    • madziaaaa Re: nie radze sobie z zachowaniem meza.... 11.04.06, 09:01
      no to mu to powiedz. ja bym nie darowała, jak by podniósł na mnie rękę czy
      nawet kapcia, to dla mnie koniec. mój też czasami spycha podjęcie decyzji na
      mnie, "bo on nie wie". Ale miałam tego świadomość, takiego go brałam. i choć
      mnie to wkurz, to z jednej strony mi to odpowiada, bo lubię dominować.
      Pogadaj z mężem. A może po prostu masz zespół napięcia przed? wyluzuj,
      przyjdzie z pracy i będzie ok.
      • maxwell Re: nie radze sobie z zachowaniem meza.... 11.04.06, 09:03
        madziaaaa napisała:

        > no to mu to powiedz. ja bym nie darowała, jak by podniósł na mnie rękę czy
        > nawet kapcia, to dla mnie koniec. mój też czasami spycha podjęcie decyzji na
        > mnie, "bo on nie wie". Ale miałam tego świadomość, takiego go brałam. i choć
        > mnie to wkurz, to z jednej strony mi to odpowiada, bo lubię dominować.
        > Pogadaj z mężem. A może po prostu masz zespół napięcia przed? wyluzuj,
        > przyjdzie z pracy i będzie ok.



        on ma prędzej zespól napięcia psychicznego, on jest chyba chory psychicznie.
        • madziaaaa Re: nie radze sobie z zachowaniem meza.... 11.04.06, 09:04
          no to po co z nim jesteś? nie szkoda czasu?
          • maxwell Re: nie radze sobie z zachowaniem meza.... 11.04.06, 09:06
            madziaaaa napisała:

            > no to po co z nim jesteś? nie szkoda czasu?



            nie jestem tak silna zeby odejsc, nie mam dokąd jestem poprostu zalezna od
            niego, to takie okropne byc zaleznym, mamy dziecko. Jak ja cierpie.
    • be.em Re: nie radze sobie z zachowaniem meza.... 11.04.06, 09:05
      jakoś nie rozumiem o czym mówisz.. facet się piekli i startuje z kapciami i
      łapami do Ciebie, a Ty zamiast się o to wściekać, ciskasz sie, że nie załatwił
      urlopu.. hmm.. takiego sobie męża wzięłaś, co szefa i kolegów się boi, a własną
      żonę ćwiczy.. czy nie?
      • maxwell Re: nie radze sobie z zachowaniem meza.... 11.04.06, 09:07
        be.em napisała:

        > jakoś nie rozumiem o czym mówisz.. facet się piekli i startuje z kapciami i
        > łapami do Ciebie, a Ty zamiast się o to wściekać, ciskasz sie, że nie
        załatwił
        > urlopu.. hmm.. takiego sobie męża wzięłaś, co szefa i kolegów się boi, a
        własną
        >
        > żonę ćwiczy.. czy nie?




        ja się wściekam o to ze podnosi ręce na mnie też, ale o co poszło napisałam ze
        o załatwienie urlopu. Własnie ćwiczy żonę, ja chce uciec nie mam dokąd.
      • madziaaaa Re: nie radze sobie z zachowaniem meza.... 11.04.06, 09:10
        nie ma tak, że nie ma wyjścia. uważasz, że przeszkodą do odejścia jest dziecko?
        a czy dziecku jest miło jak wy się kłócicie i bijecie? ja wolałabym mieszkać w
        domu samotnej matki, niż mieć męża, który mnie tłucze.Nie masz rodziny
        przyjaciół, kogoś, kto może pomóc?
        • maxwell Re: nie radze sobie z zachowaniem meza.... 11.04.06, 09:16
          madziaaaa napisała:

          > nie ma tak, że nie ma wyjścia. uważasz, że przeszkodą do odejścia jest
          dziecko?
          >
          > a czy dziecku jest miło jak wy się kłócicie i bijecie? ja wolałabym mieszkać
          w
          > domu samotnej matki, niż mieć męża, który mnie tłucze.Nie masz rodziny
          > przyjaciół, kogoś, kto może pomóc?



          musze liczyc na siebie, nie pomoze mi nikt z rodziny, probowalam, nie mam
          dochodow, nie jest łatwo.
          • be.em Re: nie radze sobie z zachowaniem meza.... 11.04.06, 09:21
            nie jest, to prawda.. ale na Boga, walcz, myśl, uciekaj od niego jak najdalej..
            kochasz go, czy co?
            • maxwell Re: nie radze sobie z zachowaniem meza.... 11.04.06, 09:24
              be.em napisała:

              > nie jest, to prawda.. ale na Boga, walcz, myśl, uciekaj od niego jak
              najdalej..
              >
              > kochasz go, czy co?


              kocham go jeszcze...dziecko bardzo go kocha, to jest jeszcze ważne
              • be.em Re: nie radze sobie z zachowaniem meza.... 11.04.06, 09:27
                to się odkochaj. naprawdę. co to za miłość? przepraszam Cię, ale dziecko i jego
                miłość do Taty tego nie udźwignie. Współczuję Ci bardzo, bo nie mieć oparcia we
                własnym mężu to dramat. Gdyby mój podniósł na mnie rękę - odeszłabym.
                • wenus2006 Re: nie radze sobie z zachowaniem meza.... 11.04.06, 09:33
                  no widzisz be.em nie bije, rzucił kapciem, Boże drogi ja tez walnęłam butami!
                  • be.em Re: nie radze sobie z zachowaniem meza.... 11.04.06, 09:36
                    ale PONDIÓSŁ ręce, chciał uderzyć... nie bałabyś się?
            • madziaaaa Re: nie radze sobie z zachowaniem meza.... 11.04.06, 09:24
              jak można kogoś kto cię tłucze? nie pieniądze są tu przeszkodą tylko twoja
              tchórzliwość.Pakuj się i jedź nawet do schroniska. rozejżyj się za pracą. ni
              bądź uzależniona,on nie jest twoim władcą.
              • maxwell Re: nie radze sobie z zachowaniem meza.... 11.04.06, 09:26
                madziaaaa napisała:

                > jak można kogoś kto cię tłucze? nie pieniądze są tu przeszkodą tylko twoja
                > tchórzliwość.Pakuj się i jedź nawet do schroniska. rozejżyj się za pracą. ni
                > bądź uzależniona,on nie jest twoim władcą.


                on mnie nie tłucze, podnosi ręke nie udeżył mnie , rzucił pierwszsy raz
                kapciem, ale od dłuzszego czasu chce mnie wychowac.
          • wenus2006 Re: nie radze sobie z zachowaniem meza.... 11.04.06, 09:23
            no pewnie nałatwiej radzić , pakuj sie zostaw szmat życia za sobą, dorobek i
            uciekaj.to nie takie proste, a często niewykonalne...dziewczyna bez dochodów z
            małym dzieckiem, nie mająca w rodzinie wsparcia- wspólczuję.musicie jakos sie
            dogadać niech powie Ci co go boli, może ma jakieś stresy w pracy, może da się
            jakoś wytłumaczyć jego zachowanie?i wspólnie znaleźć wyjście?powiedz co Tobie
            nie odpowiada, co oczekujesz od niego...
            a swoja droga im dłużej żyję na tym świecie tym mniej rozumiem facetów...
            • be.em Re: nie radze sobie z zachowaniem meza.... 11.04.06, 09:25
              lepiej radzić, zeby się dogadali... co ty mówisz? z facetem, ktory ręce
              podnosi? ja chyba śnię!! znam przypadki kobiet z dziećmi, bez dochodów bez
              rodziny, odwaznych i mądrych, ktore odeszły. Chcieć to móc. I Tyle.
    • adsa_21 Re: nie radze sobie z zachowaniem meza.... 11.04.06, 09:23
      to faktycznie dupa..

      czytajac takie posty ciesze sie ze jestem sama...
      • madziaaaa Re: nie radze sobie z zachowaniem meza.... 11.04.06, 09:26
        Wenus, to wolisz być bita i poniewierana? i żeby na to patrzyło dziecko?
    • wenus2006 Re: nie radze sobie z zachowaniem meza.... 11.04.06, 09:47
      może nie bałabym się fizyczności, ale tego ,że go znienawidzę.wszystko rozumiem,
      ale tez rozumiem patowe sytuacje i wiem,że nie jest tak prosto z nich
      wyjść...moja koleżanka po kolejnym waleniu o podłoge głową w obecności córki(15
      lat) odeszła w sina dal. wynajęła obskurne mieszkanie, stęchlizna, bieda,
      wszystko sie psuje nie ma kto naprawić, odcięła sie od wszystkich i czasami sie
      zastanawiam kiedy była bardziej nieszczęśliwa wtedy czy teraz?czy było tu jakies
      trzecie wyjście...itd itp to nie tak ,że jestem jakąś masochistką i nie brzydzi
      mnie bicie kobiety, ale staram sie spojrzeć szerzej...póki ci jej nie
      uderzył...i nie jest powiedziane,że to kiedys zrobi...zrobic móże każdy
      • pampeliszka Re: nie radze sobie z zachowaniem meza.... 11.04.06, 09:58
        Strasznie latwo radzicie ludziom podejmowac decyzje o rozwodzie,w co drugim
        watku praktycznie. Facet nie chce sie zapytac szefa o urlop i rzucil kapciem, a
        Wy od razu "rozwiedz sie, rozwiedz"... Kobiety, przeciez on jej nie bije, nie
        jest alkoholikiem, nie zneca sie nad dzieckiem. Moze czasem wystarczy spokojnie
        pogadac, a nie od razu leciec i skladac papiery o rozwod.
        Pracowalam przez cale studia na koloniach jako wychowawczyni i powiem Wam jedno-
        juz w autobusie wiedzialam, ktore dzieci wychowuja sie w rodzinach rozbitych.
        I czego byscie nie mowily, rozstanie rodzicow wplywa na psychike dziecka bardzo.
        Zanim sie zdecyduje na rozwod, przynajmniej powinna sprobowac z tym mezem
        porozmawiac.
        • michalina7 Re: nie radze sobie z zachowaniem meza.... 13.04.06, 12:42
          Dokładnie tak, jak mówisz. Można też zawsze wybrać się na terapię rodzinna, albo
          do psychologa jeżeli samemu nie potrafi się ze sobą rozmawiać. Też wydaje mi
          się, że rozwód to ostateczność.
        • lola211 Re: nie radze sobie z zachowaniem meza.... 22.04.06, 19:37
          Mnie te rady tez wkurzaja strasznie.Niezyciowe te e-mamy bardzo.
          Kobieta ma problem, ale wysylanie jej do schroniska jest cokolwiek rada
          nieprzemyslana.Proponuje odwiedzic takowe i dopiero wowczas proponowac takie
          rozwiazanie.
    • blou1 Re: nie radze sobie z zachowaniem meza.... 11.04.06, 10:09
      Mój też do super zaradnych nie należy, mądry i pewny siebie w domu ale kiedy
      przychodzi co do czego...Z tym że ręki na mnie nie podniósł. I to mnie mocno w
      twoim poście niepokoi.
      • a_pola Re: nie radze sobie z zachowaniem meza.... 11.04.06, 10:18
        A jednak kolejna historia potiwerdza utartą opinię,ze jak chlop w pracy dupa,
        to w domu sie wyzywasad(... podobno tak jest ,ze w domu grzeczny i do rany
        przyłóż to w pracy apodyktyczny i surowy szef....

        moj mąż jest w pracy bardzo doceniany, ale i apodyktyczny , a jego kolezanki i
        koledzy z pracy ze zdumienia przecieraja oczy jak slysza jak mu sie ton glosu
        zmienia jak dzwoni z pracy do domu...

        sprobuj go zmobilizowac do asertywnosci w pracy to moze przełozy sie to na
        sukcesy i w domu zejdzie mu cisnienie... ,a za rzucanie kapciem to by dostał
        wałkiemsmile))
    • kamilkka30 Re: nie radze sobie z zachowaniem meza.... 11.04.06, 10:26
      Mój mąż też na początku był "dupa". Jak sobie przypomnę nasze kłótnie, gdy mu
      strasznie ubliżałam, a pewnie gdyby mi pozwolił to chętnie bym go walnęła, to
      mi wstyd.
      Tak go tresowałam przez ok. 2 lata. Teraz po 5 latach, jeszcze nie zdążę ust
      otworzyć, a już na mnie "warczy". Zaletą jest to, że ja odpuściłam,
      złagodniałam, a on stał się bardziej zdecydowany. Wadą jest to, że na początku
      bardzo mnie kochał i spełniał moje zachcianki, teraz to mi bardziej zależy i
      muszę się starać aby zechciał spełnić moje życzenia. Rozkazy już nie skutkują.
      Odpuściłam, gdyż tak samo, jak autorka wątku, zrezygnowałam z pracy, urodziłam
      dziecko. Wiem, że gdybym odeszła dałabym sobie rade. Ale jako że jestem z
      natury leniwa, wolę budować na fundamentach które już posiadam, niż kopać nowe.

      Dopóki Cię nie uderzy, jest czas na to aby dalej "budować" razem. Odpuść, nie
      prowokuj, aby tej granicy nigdy nie przekroczył. Przymknij oczy na małe wady
      (kórz ich nie ma ?), doceń zalety, bądź milsza. Z postu wnioskuję, że aniołkiem
      nie jesteś smile))
      • maxwell do kamillka 11.04.06, 13:04
        kamilkka30 napisała:

        > Mój mąż też na początku był "dupa". Jak sobie przypomnę nasze kłótnie, gdy mu
        > strasznie ubliżałam, a pewnie gdyby mi pozwolił to chętnie bym go walnęła, to
        > mi wstyd.
        > Tak go tresowałam przez ok. 2 lata. Teraz po 5 latach, jeszcze nie zdążę ust
        > otworzyć, a już na mnie "warczy". Zaletą jest to, że ja odpuściłam,
        > złagodniałam, a on stał się bardziej zdecydowany. Wadą jest to, że na
        początku
        > bardzo mnie kochał i spełniał moje zachcianki, teraz to mi bardziej zależy
        i
        > muszę się starać aby zechciał spełnić moje życzenia. Rozkazy już nie
        skutkują.
        > Odpuściłam, gdyż tak samo, jak autorka wątku, zrezygnowałam z pracy,
        urodziłam
        > dziecko. Wiem, że gdybym odeszła dałabym sobie rade. Ale jako że jestem z
        > natury leniwa, wolę budować na fundamentach które już posiadam, niż kopać
        nowe.
        >
        >
        > Dopóki Cię nie uderzy, jest czas na to aby dalej "budować" razem. Odpuść, nie
        > prowokuj, aby tej granicy nigdy nie przekroczył. Przymknij oczy na małe wady
        > (kórz ich nie ma ?), doceń zalety, bądź milsza. Z postu wnioskuję, że
        aniołkiem
        >
        > nie jesteś smile))



        my identyczniesad
        normalnie szok, u nas to samo.
        • kamilkka30 Re: do kamillka 11.04.06, 13:46
          U nas po 5 latach docierania naprawdę jest dobrze. Obecnie oczekujemy drugiego
          dziecka.
          • maxwell Re: do kamillka 11.04.06, 15:03
            masz moze numer gg
            napisz
            • mamaroksany Re: do kamillka 12.04.06, 08:51
              my docieraliśmy się 6 lat ale warto było, jest wspaniale, mamy dwójke maluszków
              i budujemy dom smile)

              warto, naprawdę warto jeśli nie przekroczy sie tej bariery pierwszego ciosu bo
              nie ma jeszcze nienawiści w związku a jeśli każde z was choć odrobinke się
              "nagnie" to są pewne podstawy do udanego związku

              pozdrawiam i powodzenia
    • lila1974 maxwell 11.04.06, 10:32
      A jaką Ty jesteś osobą?

      Może nauczyłaś męża, że bierzesz wszystko na własne barki?
      Najwyższa poraz zacząć zgrywać sodką i nieporadną idiotkę.
      Na każdy problem odpowiadać:
      "nie wiem", "nie umiem", "ja sobie nie poradzę" itp.

      Napewno nic nie zdziałasz przypierając go do muru, bo to tylko rodzi w nim
      jeszcze większą frustrację, której skutków już doświadczyłaś. Nie wywieraj
      presji.

      Może i jest ciapowaty i nie taki jak byś chciała, ale zapewne ma zalety, na
      których można się skupić, a nie wiecznie wypominać mu wadę.
    • g0sik Re: nie radze sobie z zachowaniem meza.... 12.04.06, 00:34
      Chyba dobraliście się jak w korcu maku. Facet nie potrafi poprosić o urlop, Ty
      rezygnujesz z pracy bo on nie wychodzi o czasie - a co z instytucją opiekunki?
      Narzekasz na faceta pierdołę a za chwilę piszesz, że jesteś od tej pierdoły
      zależna bo nie pracujesz i nie masz dokąd pójść...Może już czas żeby realizować
      samodzielnie niespełnione ambicje? Pomijam już prawdę oczywistą czyli widziały
      gały. Wątpię aby przed ślubem facet był super zaradny a po zmienił się aż tak,
      że złożenie podania o urlop przekracza jego możliwości...
      • maxwell Re: nie radze sobie z zachowaniem meza.... 12.04.06, 13:06
        a Ty mialas dziecko przed lsubem? bo to to samo, skąd mam wiedziec jaki bedzie
        poslubie, jak będzie miał więcej obowiązków?
        • maxwell do bylo do gosik 12.04.06, 13:07
          maxwell napisał:

          > a Ty mialas dziecko przed lsubem? bo to to samo, skąd mam wiedziec jaki
          bedzie
          > poslubie, jak będzie miał więcej obowiązków?
          • maxwell byl... 12.04.06, 13:08
            był przeciweinstwem tego co teraz, róznica ze jestesmy po slubie a wtedy niesad
        • g0sik Re: nie radze sobie z zachowaniem meza.... 13.04.06, 15:58
          A co ma nadmiar obowiązków do wniosku urlopowego? To czy ktoś jest pracowity
          czy leniwy, zaradny czy pierdoła, kulturalny czy cham, mamisynek czy nie -
          można stwierdzić przed ślubem. No chyba, że spotykaliście się 3 miesiące to
          faktycznie nie mogłaś wiedzieć....
    • anna-pia to mi się nie podoba 13.04.06, 13:17
      • Re: nie radze sobie z zachowaniem meza....
      maxwell 11.04.06, 09:26 + odpowiedz


      madziaaaa napisała:

      > jak można kogoś kto cię tłucze? nie pieniądze są tu przeszkodą tylko twoja
      > tchórzliwość.Pakuj się i jedź nawet do schroniska. rozejżyj się za pracą. ni
      > bądź uzależniona,on nie jest twoim władcą.


      on mnie nie tłucze, podnosi ręke nie udeżył mnie , rzucił pierwszsy raz
      kapciem, ale od dłuzszego czasu chce mnie wychowac.

      WYCHOWAĆ? albo mu się postawisz i szybko się od niego uniezależnisz,albo za
      parę lat - taka bez pracy, bez kasy, uzależniona - będziesz się bała jego
      powrotów do domu, czy czasem nie uderzy

      albo szybko wyprostujesz układy - IMHO facet cię nie szanuje - albo zwiewaj

      słyszałaś o czyms takim jak eskalacja?

      aha, to nie sa moje przemyślenia, tylko doświadczenia
      • asik262 dopisek 22.04.06, 16:11
        hm..nie wiem jak jest miedzy wami,i nikt tutaj nie wie,kazdy dopasowuje swoje
        rady do wlasnych przezyc i doswiadczen.ja odnalazlam w twoim mezu swoje
        zachowania-niektore proste dla innych sprawy do zalatwienia typu wizyta w
        urzedzie,telefon,wlasnie prosba o wolne,itd dla mnie urastaja do dramatu
        -nieprzespane noce,odkladanie z dnia na dzien,tygodnia na tydzien..wykrety i
        wymowki,ot taka zwykla fobia utrudniajaca zycie mnie i innym
        a i jeszcze to:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=34708&w=40629367
        mama nadzieje ze wszystko sie pouklada-teraz widze ze watek wiekowy
    • qunegunda Re: nie radze sobie z zachowaniem meza.... 22.04.06, 18:29
      "on jest dupa poprostu,"

      jeśli niezla dupa to wszystko fajnie big_grin

      gorzej gdy jest to doopa wooowa
    • escribir Re: nie radze sobie z zachowaniem meza.... 22.04.06, 19:26
      no to póki co "ucieknij" sobie sama z dzieckiem na ten wyjazd wakacyjny!!!! w
      czym problem?
    • halszkabronstein Re: nie radze sobie z zachowaniem meza.... 22.04.06, 21:49
      >Co ja mam zrobic? ja chce faceta
      > prawdziwego, kitóry nie będzie dupą.

      Bez obrazy ale wydaje mi się , że najlepszą porą na myślenie o takich sprawach
      jest okres PRZED SLUBEM a NIE PO SLUBIE gdy już klamka zapadła i ten człowiek
      jest już Twoim mężem ... uncertain uncertain .
      • bella41 Re: nie radze sobie z zachowaniem meza.... 25.04.06, 03:55
        napisalas, ze probuje cie wychowac OD JAKIEGOS CZASU
        moze te 'od jakiegos czasu' jest wazne
        moze ma problemy w pracy, moze prosba o urlop poglebi te problemy, bo to nie
        jest normalne, ze spoko facet tak sie nagle zachowuje
        no, ze chyba on nigdy nie byl spoko, tylko ty tego nie dostrzegalas

        moj byl bardzo nerwowy po smierci swego taty, ja zdawalam sobie z tego sprawe,
        ale i tak dochodzilo do czestych klotni/ja bylam na poczatku ciazy, wiec burza
        hormonalna nie pozwalala mi zawsze trzezwo myslec/
        moj maz dopiero po 2 czy 3 miesiacach zdobyl sie, zeby mi powiedziac, co czuje
        w zwiazku ze smiercia taty, przeprosil za klotnie
        wszystko, co mi powiedzial wiedzialam juz wczesniej, ale to w nim tkwila smierc
        taty i musia przejsc pewien okres zaloby, zrozumienia
        klotnie nie ustaly, bo mnie wszystko wkurzlo, ale moj ukochany to dzielnie
        znosil
        zreszta, super mam meza, no i jest super tata
    • karamancza Jak ja ci wspolczuje...! 25.04.06, 11:34
      Normalnie placze tu razem z toba, to straszne! Ale najwazniejsze ze go jeszcze
      kochasz, to nic ze rzuci kapciem, moze go udobruchasz jak przyniesiesz mu go w
      zebach?
      On cie kocha i to bardzo, slepa jestes? Jak kapciem rzuca to znaczy ze kocha,
      caluj go codziennie, wiem wprawdzie ze gdziekolwiek go pocalujesz to zawsze
      bedzie w d..pe ale co tam!
      Zycze wam wszystkiego dobrego i pozdrawiam bardzo serdecznie!
    • maallinka Maxwell to baba czy chlop? Kiepska prowokacja... 25.04.06, 14:19
      maxwell napisał:
      > poprosiłam męza, itd...

      Ciekawe dlaczego pokazuje sie "maxwell napisał:" a nie "maxwell napisała:"...?
      Maxwellku, czy ty na pewno kobieta jestes? Bo jesli tak to wybierajac login
      odruchowo chyba zaznaczylas ze jestes mezczyzna smile
      • headonshoulders Re: Maxwell to baba czy chlop? Kiepska prowokacja 25.04.06, 21:50
        dla mnie dupa jestes ty za to ze siedzisz i narzekasz zamiast

        a) jechac sama z dzieckiem na wakacje
        b) wrocic do pracy
        c) zalatwic opiekunke
        d)nie marnowac zycia na faceta ktory ci nie odpowiada

        Sorry
    • elza78 Re: nie radze sobie z zachowaniem meza.... 26.04.06, 07:48
      maxwell napisał:

      > ja chce faceta
      > prawdziwego, kitóry nie będzie dupą.

      widzisz to trzeba bylo myslec przed slubem, dupe se wzielas to dupe masz...
      teraz tylko sie rozwiesc mozna
      • elag3 Re: nie radze sobie z zachowaniem meza.... 26.04.06, 15:09
        elza78 napisała:

        >
        >
        > widzisz to trzeba bylo myslec przed slubem, dupe se wzielas to dupe masz...
        > teraz tylko sie rozwiesc mozna
        >
        Fakt jest takie przysłowie - widziały gały co brały. A widziały?
    • elag3 Re: nie radze sobie z zachowaniem meza.... 26.04.06, 15:07
      Rozwiedź się z nim. To jedyny sposób na zmianę męża. Facet który raz się odważy
      podnieść na ciebie rekę zrobi to ponownie. Lepiej nie mieć męża niż mieć ,,dupę"
      - przecież i tak o wszystko troszczysz się sama to może się twoje życie zmienić
      tylko na lepsze. Daj sobie z nim spokoj.
    • martika06 Re: nie radze sobie z zachowaniem meza.... 27.04.06, 12:26
      a ktoś Cię zmusil do wyjścia za mąż za taką dupę- jak sama o nim piszesz?
      to nie placz teraz.

      a swoją drogą w glowie mi się nie mieści takie zachowanie
Inne wątki na temat:
Pełna wersja