nisar
12.04.06, 11:02
Zaczęłam się zastanawiać nie nad tym, co mnie wkurza, ale próbuję znaleźć w
tym dobre strony.
Wkurza mnie to, że nigdy nie zaprosiła nas na żaden posiłek świąteczny -
śniadanie, obiad, kolacja ani nawet popołudniowe ciasto. Jeśli się widzimy,
to oznacza, że ja ich zapraszam i ja wszystko robię. Biorąc pod uwagę stan
praca / studia / dom / nastolatka w domu (gorzej niż bliźniaki w wieku 14
miesięcy

to czasami szlag mnie trafiał.
To znaczy tak dwa razy do roku, regularnie przed każdymi świętami.
Tym razem zastanowiłam się "w drugą stronę". Tak, prawda, że przychodzi na
gotowe i nic z siebie nie daje. Ale czy ja bym wolała, żeby siedziała mi na
głowie, dzwoniąc trzy razy dziennie i wtykając się we wszystko? Oj chyba nie.
No więc od tych najbliższych świąt, myślę o mojej Teściowej jako o miłej
kobiecie, która się nie wtrąca i nie narzuca, a nie o leniu, który zawsze
przychodzi na krzywy dziób. Cieszę się że nie muszę delikatnie jej dawać do
zrozumienia, że już mam jej dosyć, za to zawsze jak my dzwonimy czy
wpadniemy, to jest miło.
Chyba wolę takie podejście.
Spróbujcie i Wy...