mika_p
17.04.06, 23:20
Wyobraźcie sobie, jest Wielka Sobota, mineła g. 13, idziecie sobie z rocznym
dzieckiem w wózku poświęcić pokarmy, potem spacerek (bo dziecko drzemie) i na
koniec macie wejść do sklepu po ostatnie brakujące drobiazgi typu masło, ryż,
szampon do włosów.
Sklep, supermarket, jest czynny do 16, wchodzicie doń o 15:30. Na hali
schodzi wam dłuższą chwilę, ale o 15:45 stajecie w jednym z dwóch długasnych
ogonów do kas. Po kilkunastu minutach ten drugi ogon się skonczył i bluzgacie
pod nosem, że źle wybrałyście kasę, w swojej kolejce jesteście przedostatnie,
za wami też stoi kobieta z wózkiem. Wasze dziecko zaczyna powolutku tracić
swietny humor.
Mija godzina 16, ochroniarz zaczyna zamykać rolety, po drugiej kasjerce już
ani śladu ni popiołu, zaczynacie wykładać wlasne zakupy na taśmę, kasjerka
podaje babce stojącej przed wami kwotę do zapłacenia, 20 zł 6 groszy. Babka
robi głupia minę, ma tylko 2 dychy w kieszeni, oswiadcza, ze rezygnuje z gumy
do żucia. Kasjerka daje znac ochroniarzowi "Bedzie anulacja", przychodzi
kierowniczka kasjerek, każe wezwac kogoś tam jeszcze, bo ona nie ma przy
sobie breloczka...
Co robicie?

)