monia145
22.04.06, 17:40
Właśnie wróciłam z wykładów na jednej z najbardziej prestiżowych uczelni w
kraju. Dzisiaj dostaliśmy wyniki egzaminu z przedmiotu, który prowadził
uroczy, starszy, dystyngowany, elokwentny człowiek z tytułem profesora.
Bardzo lubiłam te zajęcia. Niestety moja koleżanka nie miała takiego
szczęścia jak ja i nie zdała. Pan profesor natychmiast zaprosił te cztery
osoby( trzy dziewczyny i faceta), aby przeszli do jego gabinetu i zdawali
powtórnie. Zostałam z kolezanką ale teraz żałuję. Najpierw odpowiadał ten
facet, zdał i weszła moja koleżanka. Wyszła po jakimś czasie, z wypiekami na
twarzy i z dziwnym uśmiechem powiedziała " No, pokazałam mu biust to zdałam".
rzeczywiście bluzka była rozpieta, dekolt zrobił się bardzo duży ale my nie
chcieliśmy wierzyć, więc opowiedziała jak było. Otóż pan profesor poprosił ją
aby go " uwiodła", na pytanie koleżanki jak, powiedział, że chciałby
zobaczyć " co ma pod bluzką". Nie wiem na 100% czy rzeczywiście pokazała co
ma, ale wszystko na to wskazuje, zresztą sama nam powiedziała. Na koniec
podobno jeszcze chciał ją pocałować ale jakoś się wywinęła i wyszła.
Atmosfera pod salą popsuła się, ja już na nic nie czekałam i wybiegłam.
Przeraża mnie, że można tak się pomylić co do człowieka. Jak w ogóle ktoś
może wykorzystywać swoje stanowisko, uprawnienia do manipulowania i
molestowania innych osób. Dobrze, że go więcej nie spotkam, bo chyba bym
zwymiotowała. A z drugiej strony, czy dla oceny można zrobić wszystko, nie
zadbać o swoją godność?
Nie wiem co tym myśleć i czy w ogóle zaprzątać sobie tym głowę? Czy ktoś ma
podobne doświadczenia? Po wyjściu z uczelni tak się zdenerwowałam, że
pomyliłam autobusy i nałożyłam jeszcze drogi!!!