My sie trudzimy a oni to opijają - buuuuu

28.04.06, 22:53
wiec jak to jest ?

zachodzisz w ciaze,
9 miesiecy nosisz brzuszek,
pozniej rodzisz w trudzie i znoju,
potem karmisz, pielegnujesz,
6 tyg. połogu = hustwaka emocjonalna + bol fizyczny,

a tatus przy mniejszym lub wiekszym zaangazowaniu (zalezy od meza)
po tym jednym zlotym strzale dzieki ktoremu cie zaplodnil idzie z kolegami
triumfalnie opic narodziny dziecka ... jakby to jego najwieksz w tym
wszystkim byla zasluga ...

i gdzie tu sprawiedliwosc ?
    • kate8025 Re: My sie trudzimy a oni to opijają - buuuuu 28.04.06, 23:06
      oni to niby z dumy opijają i radości, że im się dziecko urodziło smile
      Nawet mój mąż, który alkoholu niecierpi, po współnym porodzie postawił swojemu teściowi flaszeczkę, bo tak wypada smile

      Nie przeszkadzało mi to bardzo, on też się namęczył przez moje dwa tygodnie w szpitalu, też się nadenerwował, że nie możemy urodzić.

      Nie martw się, czas się pogodzić, że nie ma sprawiedliwoścoi, oni zawsze maja lepiej, tak już jest...
      pozdrawiam
    • cyborgus Re: My sie trudzimy a oni to opijają - buuuuu 29.04.06, 03:02
      tez mozesz swietowac, gdzie jest powiedziane ze nie?
      • bella41 Re: My sie trudzimy a oni to opijają - buuuuu 29.04.06, 05:34
        cyborgus napisała:

        > tez mozesz swietowac, gdzie jest powiedziane ze nie?

        np. w regulaminie szpitala, a poza tym sie nie da z porodowki do baru od razu
        • nanuk24 Re: My sie trudzimy a oni to opijają - buuuuu 29.04.06, 08:32
          Nigdzie nie jest napisane, ze swietowac trzeba 5 minut po narodzinach, i
          nigdzie nie jest napisane, ze trzeba koniecznie w barze i do tego stopnia, ze
          koledzy przywlekaja biedaka i rzucaja pod drzwi wejsciowe.
          To juz zalezy od kultury.
          Jezeli maz lubi wypic, no to wiadomo, ze kazda okazja do wypicia jest dobra.

          Moj maz akurat "swietowal", kiedy lezalam obolala w szpitalu i absolutnie nie
          mialam zalu.
          raz, ze maz nie zaprosil znajomych na chlansko, ale na zwykly poczestunek.
          Dwa - goscie zamiast siedziec woleli zrobic cos pozytecznego i razem z moim
          mezem generalnie wystprzatali mieszkanie wlacznie z myciem okien i praniem
          zaslon, poscieli etc. Nawet szafke w lazience naprawili:-0)

          Weszlam do wysprzatanego domu ze swiezymi kwaiatmi, balonami powitalnymi, gdzie
          czekal goracy obiad robiony przez mojego meza.

          Pozniej zdarzalo sie, ze maz wracal z pracy, bral dziecko i z noworodkiem na
          rekach gotowal obiad, a mnie kazal sie zdrzemnacsmile
          • dusia_mamusia Re: My sie trudzimy a oni to opijają - buuuuu 29.04.06, 11:06
            Gdzie Ty takiego męża znalazłaś?????????
            To ewenement jakiś
            • nanuk24 Re: My sie trudzimy a oni to opijają - buuuuu 30.04.06, 23:55
              nie szukalam. Sam sie napatoczylsmile
    • moofka Re: My sie trudzimy a oni to opijają - buuuuu 29.04.06, 09:14
      akurat ta niesprawiedliwosc mnie nie dotyka
      rownie absurdalne bylyby pretensje o to ze ja mam okres co mieisac a on nie

      moj prawdziwy bunt i sprzeciw budzi fakt, ze za te sama prace ty dostajesz duzo
      mniej od niego
      ze praca wykonywana przez kobiety jest mniej warta i nizej ceniona

      i to, ze kiedy kolegom z pracy rodzi sie dziecko wszyscy robią zrzutke na
      firmowe zabawki, a kiedy kobieta zajdzie w ciąze wszyscy patrza na nią krzywo
      jakby firmie krzywde zrobila i raczej nie bedzie miala po co wracac
      oczywiscie wiem, ze nie wszedzie na szzczescie
      ale wystarczająco czesto, zeby uznac to za smutną polską normę
    • pati775 Re: My sie trudzimy a oni to opijają - buuuuu 29.04.06, 09:30
      jak ja lezalam w szpitalu to moj maz zwolal kolegow i swietowali narodziny
      synka i tez wtedy nie mialam o to pretensji nawet urocze mi sie to wydawalo

      ale wczoraj zadzwonil kumpel i zwolal ekipe na opijanie narodzin jego synka
      (oczywiscie samych facetow) wiec ja sie pytam a co z nami kobietami ? i wczoraj
      jakos inaczej na ta sprawe spojrzalam smile

      pzdr
      • olimpia.szuwar Re: My sie trudzimy a oni to opijają - buuuuu 29.04.06, 09:50
        Pati może mamy wspólnych znajomych? wink Mój Mąż też dzisiaj idzie do kumpla
        opijać narodziny jego syna.

        Ja rozumiem, że własny poród trudno opić, kiedy się leży w szpitalu, ledwo żyje
        i opiekuje noworodkiem, ale dlaczego niby tylko faceci się nadają do
        świętowania narodzin dziecka przyjaciół? Przecież to nie wieczór kawalerski, a
        ja muszę siedzieć sama w domu, mimo że świeżo upieczonych rodziców bardzo
        dobrze znam i lubię sad

        [Tzn. ja akurat jestem w ciąży i do picia się średnio nadaję, ale CHODZI O
        ZASADĘ! wink]
        • pati775 Re: My sie trudzimy a oni to opijają - buuuuu 29.04.06, 09:53
          olimpia.szuwar napisała:

          > Pati może mamy wspólnych znajomych? wink Mój Mąż też dzisiaj idzie do kumpla
          > opijać narodziny jego syna.
          >
          > Ja rozumiem, że własny poród trudno opić, kiedy się leży w szpitalu, ledwo
          żyje
          >
          > i opiekuje noworodkiem, ale dlaczego niby tylko faceci się nadają do
          > świętowania narodzin dziecka przyjaciół? Przecież to nie wieczór kawalerski,
          a
          > ja muszę siedzieć sama w domu, mimo że świeżo upieczonych rodziców bardzo
          > dobrze znam i lubię sad
          >
          > [Tzn. ja akurat jestem w ciąży i do picia się średnio nadaję, ale CHODZI O
          > ZASADĘ! wink]


          olimpio na bank mamy tych samych znajomych smile))))
          ps. no wlasnie chodzi o zasade ! smile))
    • monia145 Re: My sie trudzimy a oni to opijają - buuuuu 29.04.06, 09:40
      My świętowaliśmy narodziny naszego syna wspólnie po moim powrocie do domu z
      dzieckiem. Ale mój mąż to taki nietowarzyski typ, on woli wszystko robić ze
      mną, w domu, bez udziału kolegów......
      • egoya Re: My sie trudzimy a oni to opijają - buuuuu 29.04.06, 09:59
        a mój nie miał czasu na świętowanie. W domu został 4 letni syn, w pracy nie cheili mu dać od ręki wolnego więc musiał i opiekowac się małym i chodzić do pracy i podrzucać go gdzie się dało żeby wszystko pogodzić. Mój mąż tez nie jest towarzyski i pijący rzadko, a najczęściej ze mną jakąś lampeczkę wina lub piwko. Nie przepada za opijaniem gdzies z kolegami. Na szczęście.
    • nycole Re: My sie trudzimy a oni to opijają - buuuuu 29.04.06, 14:15
      Mój mąż nie pił z kolegami ,ba , nie śmiał nawetsmile Wypili tylko z rodzicami
      po lampce szampana ,żeby uczcić nową członkinię rodziny .
      To chyba stereotyp ,że faceci piją po porodzie żony...
    • lola211 Re: My sie trudzimy a oni to opijają - buuuuu 29.04.06, 14:44
      O matko- a czego tu zazdroscic? Popijawy, spotkan towarzyskich? Po porodzie
      chocby mnie wolami ciagneli to nie mialam absolutnie ochoty na kawki,
      spotkania, a tym bardziej zakrapiane impry.Dla mnie wieksza atrakcja byl
      maluch, ktory pojawil sie na swiecie i tym zylam.Czy w imie sprawiedliwosci
      mialabym zadac tego samego od faceta? A niech sobie pije na te okolicznosc,
      byle nie za duzo.
    • anik801 Re: My sie trudzimy a oni to opijają - buuuuu 30.04.06, 21:19
      Mój mąż był ze mną przy porodzie,a potem wziął urlop żeby mi pomagać.Niczego
      nie opijał.Jak dla mnie zdał egzamin z bycia świeżo upieczonym tatą na 6!
      • zonka77 a mnie było przykro i to baaardzo 30.04.06, 22:32
        Nie powiem - przy porodzie mąż się spisał bardzo dobrze (nie zemdlał big_grin )
        ale potem on też zwołał kolegów i opili sie tak że na drugi dzień przyszedł na 5
        minut i najpierw powiedział "dzień dobry kochanie" a potem "gdzie łazienka" i
        niemal tyle go widziałam tego dnia. Nie był w stanie ze mną rozmawiać za
        bardzo. Czułam się berdzo rozżalona bo czekałam wiele godzin aż przyjdzie i
        myślałam że posiedzi, poogląda malutką, poprzytula mnie bo nie miałam zbyt
        radosnego nastroju bo personel w szpitalu mnie delikatnie mówiąc wkurzał...
        Ale po jakimś czasie powiedziałam mu o tym jak mi było przykro i obiecał mi że
        jak przyjdzie drugi raz to poczeka na mnie z imprezowaniem big_grin
        wybaczyłam smile
        Wszyscy faceci jakich znamy opijają pojawienie się dziecka na potęgę. A czy to
        słuszne czy nie? To chyba kwestia indywidualna - każdemu trzeba co innego. Jedna
        będzie siedzieć i ryczeć w szpitalu(jak ja) a innej to wisi.
        • zonka77 ogólnie jednak 30.04.06, 22:36
          Teraz po ponad 5 latach jak się tak zastanawiam to myślę że to jednak nie aż
          takie strasznie ważne. Ważne jest co potem, czy pomaga, czy jest czuły i dobry
          itd. Mój mąż jest świetnym tatusiem i dobrym mężem więc myślę że w świetle
          całości naszego małżeństwa i rodzicowania to nie ma aż takiego wielkiego
          znaczenia czy on opił te narodziny czy nie.
          • zonka77 chociaż... :) 30.04.06, 22:37
            hehehe...chociaż jak będziemy rodzić następnego malucha to go przypilnuję żeby z
            oblewaniem poczekał na mnie tongue_out
            • a_pola Re: chociaż... :) 30.04.06, 22:42
              moj mąż to nawet jakby go kijem wyganiac to nie odstapil mnie i Polki po
              porodzie, zadne opijanie nie jest w jego stylu,ale jesli ktos tak chce uczcic
              narodziny potomka to niech masmile
              • cyborgus Re: chociaż... :) 01.05.06, 04:31
                u mnie tez tak bylo, na porodowce nazwali go "tym wzietym tatusiem" - nie
                spuszczal wzroku z malej dopoki wszyscy troje nie mielismy tej
                samej "branzoletki" na rekachsmilesmile to tak a propos podmieniania...
    • blue-angel Re: My sie trudzimy a oni to opijają - buuuuu 01.05.06, 07:50
      a czego tu zazdroscic ,,imprezy po ktorej boli glowa itd. dla mnie
      najwazniejsze to bycie mama i zadna impreza mi tego nie zastapi,
    • mamamikolaja7 w obronie facetów 02.05.06, 15:08
      Muszę zaprotestować autorce postu. Mój mąż znosił dzielnie 9 miesięcy moich
      humorów ( co naprawdę nie było łatwe), spełniał każde zachcianki, masował stopy,
      wyręczał we wszystkim, pilnował brania leków, rozmawiał z brzuchem.... a przy
      porodzie tak wczuł się w moje skurcze, że miałam wrażenie że je czuje, bo
      dokładnie zaczynały się, nasilały, i kończyły wtedy kiedy on to mówił, dzielnie
      wytrzymywał ściskanie przeze mnie jego ręki i kilka moich nerwowych komentarzy,
      a przy partych parł ze mną, bo pielęgniarka słyszałam prosiła go " ale pan to
      niech lepiej nie prze... ha,ha". Po porodzie popłakał się ze szczęścia,
      uczestniczył we wszystkim co robi sie przy dziecku, znosił moje huśtawki i doły
      połogowe, a teraz po prostu jest.
      • szeko Re: w obronie facetów 02.05.06, 16:09
        mamamikolaja7 napisała:

        > Muszę zaprotestować autorce postu. Mój mąż znosił dzielnie 9 miesięcy moich
        > humorów ( co naprawdę nie było łatwe), spełniał każde zachcianki, masował
        stopy
        > ,
        > wyręczał we wszystkim, pilnował brania leków, rozmawiał z brzuchem.... a przy
        > porodzie tak wczuł się w moje skurcze, że miałam wrażenie że je czuje, bo
        > dokładnie zaczynały się, nasilały, i kończyły wtedy kiedy on to mówił,
        dzielnie
        > wytrzymywał ściskanie przeze mnie jego ręki i kilka moich nerwowych
        komentarzy,
        > a przy partych parł ze mną, bo pielęgniarka słyszałam prosiła go " ale pan to
        > niech lepiej nie prze... ha,ha". Po porodzie popłakał się ze szczęścia,
        > uczestniczył we wszystkim co robi sie przy dziecku, znosił moje huśtawki i
        doły
        > połogowe, a teraz po prostu jest.



        tylko pozazdroscic smile nie ma co maz jakich malo
        widocznie autorka postu tak nie miala smile
Pełna wersja