To jest bodajże część artykułu- co o tym myślicie? Zgadzacie się, czy nie jest
tak jak napisano?
---------------------------------------------------------------------
Mimo młodego wieku i pokus, żeby jeszcze pożyć. Mimo mody na luzackie życie
bez zobowiązań. Mimo presji, żeby najpierw zadbać o karierę, mieszkanie,
samochód – one jednak decydują się na dzieci
Olga Łebkowska ma 26 lat, niedokończone studia na Wydziale Grafiki ASP w
Warszawie i sześciotygodniowego Tytusa. Łucja Pawlik (lat 27) jest studentką
piątego roku psychologii w SWPS i mamą dwuletniej Józefiny (spodziewa się
drugiego dziecka). Agnieszka Naporowska kończy w tym roku polonistykę na UW i
ma 24 lata, a jej synek Jaś – dwa latka.
Ich koleżanki zaczynają kolejne fakultety, wyjeżdżają na zagraniczne
stypendia, załatwiają sobie staże w renomowanych firmach. A wszystko w trosce
o bogate CV i lepszy start w zawodzie. Dziecko natomiast pozostaje w odległych
planach. Demografowie biją z tego powodu na alarm, psychologowie mówią o lęku
młodych przed dorosłością, socjologowie opisują niepokojące zjawisko
odkładania decyzji o rodzicielstwie.
Studencka ciąża? Czemu nie?
Olga, Łucja i Agnieszka wiedzą, że idą pod prąd. Dzisiaj trendy jest myśleć o
karierze, spędzać wakacje w Indiach lub Peru, a nie karmić, przewijać i
gotować zupki. Łucja, która od trzeciego do piętnastego roku życia mieszkała
najpierw we Francji, a potem w Kanadzie, zauważa, że późne rodzicielstwo to
zjawisko dotykające wszystkich krajów rozwiniętych. Jej przyjaciółka, która w
Stanach urodziła dziecko po trzydziestce, uchodzi tam za młodą mamę.
Nie planowały macierzyństwa akurat w tym momencie życia. Pragnęły dziecka, ale
to pragnienie głęboko ukrywały, nawet przed sobą. I odkładały decyzję o
urodzeniu, jak większość ich rówieśniczek.
Olga: – Gdybym miała planować dziecko, to pewnie nigdy bym się nie
zdecydowała. Zawsze byłoby za wcześnie albo za późno. Wiedziałam, że to musi
być spontaniczne, inny sposób nie wchodził w rachubę. Narodziny Tytusa były
takim moim spełnionym marzeniem, czymś, na co czekałam, co chciałam przeżyć,
ale co odkładałam.
Teraz Olga wie, że jeżeli naprawdę chce się mieć dzieci, to odwlekanie tego
momentu nie ma sensu. Z każdego względu: fizjologicznego (bo im wcześniej
kobieta rodzi, tym zdrowiej dla niej i dla dziecka), psychologicznego (młode
matki mają więcej cierpliwości). Według Łucji także z powodów ekonomicznych –
młodzi ludzie przywykli do życia bez większej kasy. Urodzenie dziecka na
studiach to jej zdaniem coś wygodnego. Bo można wziąć urlop albo indywidualnie
ułożyć sobie plan zajęć i nikt nie patrzy z tego powodu krzywym okiem. Bo
wcale nie jest łatwiej odejść z pracy, a nawet zdecydowanie prościej spauzować
na studiach. Bo wreszcie – studentki matki są ubezpieczone i mogą liczyć na
opiekę medyczną.
– Nie wiem, skąd się wzięło przeświadczenie, że później jest łatwiej –
zastanawia się Łucja. – I wcześniej, i później są te same problemy: kolki,
biegunki, nieprzespane noce. Oczywiście, moje studiujące czy już pracujące
rówieśniczki mają czas dla siebie i dobrze się bawią. Zauważyłam jednak, że
wiele młodych kobiet sukcesu boi się stracić to, co ma, a jednocześnie nie
odczuwa satysfakcji z takiego życia. Niestety, są tak zapracowane, że nie mają
czasu, żeby kogoś poznać. I ich plany późniejszego macierzyństwa biorą w łeb.
Olga: – Dziewczyny, które odkładają decyzję o dziecku, trochę demonizują
macierzyństwo. Bo ile tak naprawdę wyjmuje z życia dziecko? Pół roku? Rok? W
skali życia to strasznie mało. Po tym roku wszystko da się pogodzić.
Łucja, Olga i Agnieszka zgodnie jednak podkreślają: – Pod warunkiem że kobieta
ma wsparcie mężczyzny. Każda z nich takie wsparcie dostała od samego początku.
Kiedy na wieść o ciąży Olga poczuła lekkie przerażenie, jej chłopak Feko
(fotograf, lat 33) oznajmił radośnie: – Wreszcie wiem, czego mi brakowało. Mąż
Łucji (Michał, grafik, lat 34) i chłopak Agnieszki (Łukasz, niepracujący, 23
lata) podobnie – zapewniali swoje partnerki: – Damy radę. Więc ich obawy i
wątpliwości natychmiast ustąpiły miejsca wielkiemu czekaniu.
Tylko związek Agnieszki nie wytrzymał próby ojcostwa. Wychowuje Jasia sama
przy ogromnej pomocy mamy. Łucja podziwia takie matki jak Agnieszka: – Nie
wiem, jak one to robią, bo ja bez pomocy Michała nie umiałabym pogodzić
szkoły, pracy i domu. Mój mąż ma 50 procent udziału w tym przedsięwzięciu,
jakim jest wychowanie dziecka, naprawdę.
Drugi warunek pozwalający przetrwać młodej rodzinie z dzieckiem jest według
Agnieszki, Łucji i Olgi następujący: mieć pomysł na zarabianie. Mąż Łucji ma
swoją firmę informatyczną, ona sama też zarabia korepetycjami z angielskiego.
Olga i Feko utrzymują się sami, tylko czasem pomagają im rodzice. Obydwoje są
tzw. wolnymi strzelcami – Olga robi projekty graficzne reklam, książek i
innych wydawnictw, Feko zarabia fotografowaniem. Dochody Agnieszki to
stypendium naukowe, dodatek z opieki społecznej dla samotnej matki, który
wynosi 43 złote (!), niewielkie alimenty oraz renta po tacie. Dlatego dorabia
w firmie deweloperskiej (może pozwolić sobie na pracę góra dwa–trzy razy w
tygodniu po osiem godzin).
Ich typowy dzień: Pobudka około szóstej, karmienie, spacer, obiad, zabawy z
dzieckiem, karmienie, kąpiel, karmienie. Dzień nietypowy składa się dodatkowo
z wyjść na uczelnię, do biblioteki, kina, do pracy. (…