marcik_k
02.05.06, 12:06
Od paru dni się zastanawiam czy większość (bo napewno nie wszyscy) mężów jest
taka jak mój czy raczej trafiłam na ewenementa w skali światowej. Bo z tego
jak słucham niektórych jego poglądów i zdań na niektóre tematy to wątpie w to
żeby ktoś miał jeszcze takie samo zdanie jak on.Nie mogę narzekać bo nie jest
złym mężem ale mam zastrzeżenia do funkcji ojca. Mamy 15 miesięcznego malucha
chłopca to w sumie jeden z argumentów dla których każdy facet skaka z radości
pod sufit tylko nie on. Fakt jak mały się urodził i mąż przyjechał do
szpitala do nas to naprawdę widać było tą radość jednak po powrocie do domu
wszystko się zmieniło.Cały dzień praca jak przychodził to wolał sobie
odpocząć co w sumie też rozumiałe bo pracował ciężko zresztą koło małego
zawsze był duży ruch. Ale dziwi mnie że go nie ciągło żeby go wziąć na ręce
pokołysać czy przewinąć albo chociaż poleżeć z nim na łóżku i po prostu na
niego popatrzeć.Tłumaczyłam sobie że może do takiego maleństwa nie ma
śmiałości boi się że mu coś zrobi, miałam nadzieję że się zakumplują jak mały
podrośnie.Ale chyba nic z tego.On po prostu nie umie ile razy siedzi z nim to
wytrzyma może z 15 min i zaraz mu się oczy zamykają.Jeszcze zrobić jeść,
przewinąć czy uspić to tak ale nie siedzieć z nim i się bawić. Czemu się tak
dzieje nie wiem ale dla mnie to jest po prostu dziwne i niepojęte. Bo np.
naparwą samochodu czy robieniem tego co lubi to umie się zająć i nie chce mu
się wtedy spaća z własnym synem spędzać czas to problem. Dla mnie to nie do
pojęcia. Przecież to jego własne dziecko co może byćważniejszego niż ono.
Skąd takie podejście i reakcja. Może dlatego że jest jedynakiem, może dlatego
że jego rodzice dla niego czasu nie mieli i sięnim nie zajmowali. Ale to nie
znaczy że on tak samo ma postępować. Jak to u niego zmienić to podejście i
ten pogląd. Teraz urodzi nam się drugie dziecko sama sobie nie poradze z
dwójkądlatego chciałabym żeby się włączył do pomocy on a nie jego ojciec czy
matka.Może to ja popełniłam błąd że go przy pierwszym dziecku nie
zaangażowałam do pomocy.Tylko czy opieka nad własnym dzieckiem i spędzanie z
nim czasu musi byćprzymusem w tym przypadku a nie czystą przyjemnąścią. Chyb
aże cośw nim jest nie tak i ja nie umiem dojść co. A wy co o tym myślicie?