marzenagr
11.05.06, 13:29
Czuję sie dzisiaj wyjątkowo podle i jak zwykle wszystkiemu winien mąż

((
Już od jakiegoś czasu marzy mi się drugie dziecko.Mamy już prawie 3-letnią dziewczynkę i uwazam gdyby pojawiło się drugie to byłaby najlepsza różnica wieku.Mąż do tej pory w ogóle nie chciał o tym słyszeć ponieważ tylko on pracuje więc na pewno wzrosły by koszty naszego życia przy dwójce.Próbowałam z nim rozmawiać,wysuwać rzeczowe argumenty ale to nie dało żadnego rezultatu, więc przyzwyczaiłam się już do myśli że narazie nici z drugiego dziecka.Aż tu w ostatnią sobotę sam wychodzi z propozycją "nie zabezpieczanie się".Myślałam ze skoro sam wyszedł z taką propozycją to tym samym zgadza się na dziecko.Kupiłam nawet kwas foliowy i dobrze o tym wiedział ze zaczełam brac az tu wczoraj w nocy on nagle stwierdza ze to tylko był ten jeden raz i on nie chce miec narazie drugiego itd..itp..
Ja wszystko rozumiem, jego argumenty sa w porządku ale czy on ma prawo tak szastac moimi uczuciami i robic mi wode z mózgu.Przeciez dla mnie to nie był zwykły sex bez zabezpieczenia, on obudził moje juz uspione nadzieje.Tylko po co skoro?Udało mi sie w pewien sposób zapanowac juz nad chcecia posiadania drugiego dziecka a on zachowal sie jak egoista.A moze ja wszystko wyolbrzymiam...
Czym mam prawo sie na niego wsciekac?
Marzena