Znieczulica :-(

15.05.06, 11:23
Taką miałam dziś rano "przygodę":
Byłam na spacerze z psem. Niedaleko mnie przechadzał się złomiarz, dość
jeszcze młody facet. Nagle głośno krzyknął i przewrócił się na chodnik, za
samochodem (aż słychać było, jak walnął ciałem o ten samochód). Podchodzę
bliżej - drgawki, atak padaczki.
Odwracam się i widzę, że do sąsiedniej klatki schodowej wchodzi - również ze
spaceru z psem - pani, której osobiście nie znam, ale często widuję, jak to
innych psiarzy. Typ urzędniczki, szpileczki, spódniczka, w średnim wieku.
Ponieważ widzę, że wchodzi już do klatki krzyczę do niej, żeby poszła do domu
i zadzwoniła po pogotowie, bo facet leży i ma atak padaczki. A ona -
musiałybyście zobaczyć jej minę! Wyglądała, jakbym jej co najmniej
zaproponowała ściągnięcie majtek na podwórku, przerażenie w oczach!
"Ale ja jestem na spacerze z psem!" - oświadcza triumfalnie. Ja na to, że
przecież już wchodzi do klatki, zaraz będzie w domu, a ja muszę obejść całe
podwórko, no mam dalej po prostu! Po rzuceniu kilku podobnych tłumaczeń,
które były tak bezsensowne, że już ich nie pamiętam powiedziała: "To niech
Pani zadzwoni!", No i co miałam zrobić? Nie było akurat nikogo w okolicy,
zresztą jak pomyślałam, że znowu mam kogoś błagać o wykonanie telefonu, to
szybciej rzeczywiście będzie jak sama to zrobię.
No i pobiegłam do domu, zadzwoniłam, pogotowie przyjechało po 10 min, facet
już zdążył się ocknąć. Widziałam tylko, że miał zakrwawioną twarz i ranę na
czole, pewnie uderzył się upadając, bo zrobił to rzeczywiście z hukiem. Potem
miałam wyrzuty sumienia, że czymś go nie okryłam, nie podłożyłam czegoś pod
głowę, ale ta baba już mnie wytrąciła z równowagi, a ja chciałam jak
najszybciej zadzwonić. Poza tym rzeczywiście, jak wyszłam z domu po
telefonie, to już odzyskał przytomność. No cóż zabrali go, a ja - może
niektóre z Was to potępią - zemściłam się na wrednej babie: opowiedziałam o
całym zajściu i jej zachowaniu pani dozorczyni smile))) Pani dozorczyni, mam
nadzieję, zajmie się tą wiadomością smile))))
Co za znieczulica, pies ją ganiał. Nikomu nie życzę źle, ale czy kobieta
pomyślała, że ona sama może się znaleźć w takiej sytuacji? Najgorsze jest to,
że znieczulica zazwyczaj pojawia się, gdy jest wielu świadków jakiegoś
zdarzenia, wtedy odpowiedzialność się "rozmywa". A ja odezwałam się tylko do
niej, wprost!
Miałyście do czynienia z podobnymi przykładami znieczulicy?
    • chipsi Re: Znieczulica :-( 15.05.06, 11:39
      Oj tak! Az za wiele takich przypadków.

      np kolezanka (tej zimy) przechodząc przez pasy poslizgneła się, złamała nogę.
      Było to przed przystankiem autobusoawym pełnym ludzi. Nikt nie pomógł. Na
      czworaka dotarła do ławki pełnej ludzi i... siedząc na oblodzonym chodniku
      dzwoniła po mamę, nikt dupska nie ruszył żeby ją chociaż posadzić na ławce.

      Inna kumpela w 8 miesiącu ciąży wracała z zakupami z targowiska niedaleko domu.
      Była jesień, jednak z uwagi na opuchnięte nogi miała klapki. Łatwo się w nich
      potknąc więc wyłożyła się jak długa, zakupy sie rozsypały a jakis facet jeszcze
      sie na nią wydarł że łazi jak krowa i nie wie co nogi założyć. Oczywiście
      pozbierać musiała sie sama.
    • procesor Re: Znieczulica :-( 15.05.06, 12:07
      o tak
      facet odmówił zadzwonienia z komórki na 112 pod pozorem że nie będzie za to płacił!
      a jest to bezpłatne połączenie..
      a sprawa dotyczyła wypadku w górach
      osoba prosząca miała rozładowana komórkę..

      w autobusie pełnym ludzi w centrum Warszawy o białym poranku - nikt nie pomógł
      dziewczynie zaczepianej przez pijane towarzystwo - dość agresywne..

      cóż, czasem pomoc wymaga odwagi - a czasem tylko odrobiny czasu lub jednego
      telefonu..
      • egoya Re: Znieczulica :-( 15.05.06, 12:19
        byłam w 8 miesiącu ciąży, zima, wsiadam do tramwaju i jakiś chłopak ustąpił mie miejsca-no cóż nie zdąrzyłam bo przepchnęła się pani z tyłu i powiedziała że to jej miejsce, ona zawsze tu siedzi. Chłopak się wkurzył nieźle i ją trochę zbluzgał, że ja jestem w ciąży itd. ale pani stwierdziła że skoro początek (bo miałam mały brzuch) to sobie moge postać. Ale mój mąż policjant na temat znieczulicy ludzi mógłby chyba książkę napisać.
    • melka_x Re: Znieczulica :-( 15.05.06, 12:29
      W dalekiej rodzinie zdarzył się następujący przypadek. Facet zatruł się w
      restauracji (tak wykazało śledztwo i sekcja zwłok). Zasłabł w parku, stracił
      przytomność. Zanim ktoś do niego podszedł minęło wiele godzin (nie wiem ile,
      ale w każdym razie kiedy ktoś się zainteresował było za późno). Dodam, że
      mężczyzna nie wyglądał jak menel (co oczywiście nie znaczy, że do leżących
      meneli nie należy podchodzić, zawsze trzeba sprawdzić co się z człowiekiem
      dzieje).
    • jagaa z innej strony 15.05.06, 13:14
      Rzecz miala miejsce w londynskim metrze. Duzo ludzi, jak to w metrze blisko
      centrum, nie tlum, ale miejsca siedzace wszystkie pozajmowane. Na jednym
      siedzeniu siedzi chlopak, ok. 30, nacpany, wypity, belkoczący i zaczepiający
      ludzi. Nikt nie reaguje, odsuwaja sie od niego najdalej jak moga. W pewnej
      chwili pociag wjezdza na stacje, z siedzenia wstaje starszy pan, kieruje sie do
      wyjscia (drzwi sie wlasnie otwieraja). Cpun nagle wyskakuje, rąbie z piesci
      staruszka w twarz. Staruszek sie przewraca w pociagu. I nie uwierzylybyscie ...
      w ciagu jednej setnej sekundy na cpuna napada z 10 doroslych facetow,
      przewracaja go i wyrzucaja z pociagu na peron! Bylam w tak ciazkim szoku, na
      dodatek jechalam z malym dzieckiem. Cos nieprawdopodobnego ! Do dzisiaj
      zastanawiam sie, czy u nas w Polsce jest takie cos mozliwe ...
    • onika27 Re: Znieczulica :-( 15.05.06, 21:42
      kolejne oj tak byłam w 6 miesiacu ciąży a że brzuch mialam juz ogromny nikt nie
      mógł sie pomylic ze nie jestem w ciąży bylo mi bardzo slabo doszlam do
      przystanku autobusowego oparlam sie o słupek ale stwierdzilam że zaraz zemdleje
      musialam poprosic!!! ludzi na przystanku coby sie przesuneli i zrobili miejsce
      na ławce wsiadlam do autobusu wysiadlam na nastepnym juz moim przystanku
      dobrze że mialam komorke w torebce to zadzwonilam po męża tak mi bylo słabo ze
      nie pamietam jakim cudem połaczylam sie z mężem nikt kompletnie nikt nie
      zapyatał co sie dzieje.Niestety nastepne 3 miesiace juz sama sie nie wypuscilam
      z domu po prostu jakby sie było samym w mieście pełnym ludzi sad(
Pełna wersja