Rozumiem kobiety które..

19.05.06, 10:19
pewnego pięknego poranka pakują w pośpiechu walizkę i zamykają za sobą drzwi
zostawiając pozornie szczęśliwą rodzinkę pod opieką męża. Że wyrodne matki,
prawa do dzieci im odebrać?
A właśnie mam ochotę trzasnąć drzwiami i gnać w tych wytartych kapciach
gdziekolwiek, gdzie będzie cicho i gdzie będę liczyła się się JA nie mama,
nie gosposia do wszystkiego z łóżkiem włącznie, i nie wieczna sprzątaczka.
Łatwo oceniać, wyrodna matka! Co za żona. Nie mam siły, i psychicznie chcę
odpocząć.
Biegam z dwulatką ciężką już, na rękach po domu ogarniając narastający bez
przerwy bałagan, w międzyczasie wolną ręką mieszając w garach. Starszy też co
kilkanaście minut mnie woła i czegoś chce. Jest duszno, ciężko się oddycha,
jestem upocona, zasapana, mała ciężka. I kończy się na tym że puszczają mi
nerwy i nieszczęsne dziecko dostaje klapsa bo nie chce zejść z rąk a na gazie
już kipi.
A mąż? Wraca z pracy ok18 zmęczony, obiadek wjeżdża mu na stół i uwagi na
temat mojego zachowania i samopoczucia. Co z tego że biegam purpurowa z
uwieszonymi u nogi dziećmi, mąż idzie pograć na kompie, bo przecież pracuje,
zarabia na nas i wszystkiego mu zabraniam. Potem dwa albo trzy piwka, którego
ochydnego odoru nie mogę znieść. A rozmowy, coraz częściej naskakujemy na
siebie, potem refleksja i mąż mówi że kocha i przytula. Ale co z tego skoro
słowa się żekły a ja wrażliwiec i nerwus długo noszę je w sobie.
Rozpaczliwie potrzebuję czegoś dla siebie, chwili samotności, wyjścia z domu
i zajęcia się czymkolwiek. Praca dzisiaj to luksus.
I żałuję jak cholera że nie mam mamy bliżej, że nie jest okazem zdrowia żeby
mi pomagać. Wpada do nas prababcia dzieci, która na wejściu zaczyna sprzątać,
układać zabawki. Szanuję ją i lubię dlatego pomijam milczeniem jej
zachowanie, tym bardziej że to dom jej syna. Kiedyś kiedy ośmieliłam się
napisać na forum o mieszkaniu z rodziną męża posypał się jad złośliwości.
Kazano mi niemal po nogach ich całować za to, że możemy tu mieszkać. Ale ja
też daję coś z siebie, nie siedzę, nie karzę się obsługiwać, przeciwnie
obsługuję, sprzątam, dbam o dom i co? Wszystko ma być tak jak było gdy
teściowa była ale to inny temat).
I tak nie wyjdę z tąd, nie zostawię dzieć, spalam się czekając na to aż
emocje opadną. I topie w wyżutach sumienia z powodu mojego zachowania w
stosunku do dzieci bo kocham je bez pamięci. A wiecie co doceniam? Mamę, jej
wysiłek włożony w nasze wychowanie, bo życie miała dużo gorsze a dała radę.
Ja bym się poddał i dawno by mnie nie było.



    • czajkax2 Re: Rozumiem kobiety które.. 19.05.06, 10:24
      o jak ja cie rozumiem.Dobrze ze to tylko czasami tak czlowieka nachodzi.....
      • soffica Re: Rozumiem kobiety które.. 19.05.06, 10:27
        Czyżby to było o mnie? A mam tylko jedno, roczne dziecko. Czsami wydaje mi się,
        że nie wytrzymam ani dnia dłużej, a potem ryczeć mi się chce, że mam takie
        straszne myśli sad
        • asiaasia1 Re: Rozumiem kobiety które.. 19.05.06, 10:54
          "Czsami wydaje mi się,
          że nie wytrzymam ani dnia dłużej, a potem ryczeć mi się chce, że mam takie
          straszne myśli sad"

          Dokładnie, i to straszne poczucie winy, jak puszczają nerwy albo z powodu mysli jak powyższe.
          Mój niemąż jest znów za granicą, normalnie jest zajebiście smile
          Przynajmniej się nie kłócimy ...
    • wesolek11 Re: Rozumiem kobiety które.. 19.05.06, 10:26
      Ja Ciebie rozumiem. Też siedziałam w domu i jest to ciężka robota. Tak, praca
      to luksus. Moze czas najwyższy do niej wrócić lub zaczać szukać?
    • mariolka12 Re: Rozumiem kobiety które.. 19.05.06, 10:33
      Boże, jak ja cię rozumiem. Sama nie raz chciałam wyprodukować takiego posta,
      ale wiedziałam czym to się skńczy. Zaraz napadną, że możesz pracować, zarabiać,
      wyprowadzić się od rodziców, dziadków czy innej rodziny, a ty nic nie robisz,
      leżysz i się obijasz.
    • triss_merigold6 Re: Rozumiem kobiety które.. 19.05.06, 10:34
      Też rozumiem. W weekendy z ulgą wychodziłam do pracy, teraz po prostu co
      tydzień idę sama do jakiegoś pubu. Żyję nadzieją, że w wakacje polecę sama do
      siostry na jakiś tydzień.wink
    • chipsi Re: Rozumiem kobiety które.. 19.05.06, 10:41
      A niby jest równouprawnienie wink Doskonale wiem o czym mówisz. Jestem w 7mc,
      wstaje przed mężem i robię nam obojgu śniadanie do pracy, potem jadę do pracy,
      do domu wracam pierwsza więc objadek robie ja (na szczescie na zmiane z mamą),
      potem sprzątam burdel w pokoju, który zrobił mój mąż a on wraca z pracy, je,
      siada przed kompem i dalej bałagani. Nauczyłam go już robić sobie kolacje. Żeby
      zrobił dla mnie musze powalczyć. Walczymy tez o tv, o kompa bo gra do późna a
      ja chce spać. Zapewnia że dzieckiem będzie się zajmował. Jednak moja teściowa
      tego nie rozumie. "Co to za facet co się dzieckiem zajmuje?"-pyta oburzona.
      Nosz kurde! Walczę z mężem by go nauczyć ze nie wszystko pod nos dostanie a ona
      go potem tak nakręca że mam ochotę ich pozabijać. Syzyfowa praca! Jestem nerwus
      i boje się że jak urodzi się małe to nie wytrzymam i albo komuś lub sobie coś
      zrobie albo zostawie to wszystko w pizdu.
      • wesolek11 Re: Rozumiem kobiety które.. 19.05.06, 10:44
        Ja mam meza co pomaga, normalna teściową, ale jestem szczęsliwa jak 5 dni w
        tygodniu ide do pracy, bo odpoczywam!!! Nie rozumiałam tego i nie chciałam do
        pracy, jak siedziałam 5 lat w domu, ale to momentami koszmar, psychika
        wysiada...
        • asiaasia1 Re: Rozumiem kobiety które.. 19.05.06, 10:51
          Dobrze Cię rozumiem.
          Dla mnie praca i zajęcia na uczelni to relaks, odpoczynek i możliwość spotkania z innymi ludźmi.
          Ech... Pozdrawiam i trzymaj się!
      • lakie Re: Rozumiem kobiety które.. 19.05.06, 14:07
        tak apropos teściowej i "Co to za facet co się dzieckiem zajmuje?" to przypomniała się taka sytuacja... dzwoni teściowa, maż odkurza akurat a ja z małą siedzę na łóżku bo mała marudzi i sama nie chce sie soba zająć, teściowa pyta mojego męża "co robisz??", on odpowiada zgodznie z prawdą że odkurza mieszkanie, to jego matka ze zdziwieniem "to Kasia nie odkurza??". Do jasnej cholery czy to ze siedze z dzieckiem to znaczy ze mam odkurzać, prac, prasować, gotować a mąż ma nie robic nic, a zeby było smieszniej to on wtedy akurat nawet nie pracował tylko SZUKAŁ PRACY, no fajnie wg teściowej Szukanie Pracy to niesamowicie zajmujace zajecie że nawet odkurzacza nie powinno sie dotykać!!! A z czasem to tak go nakręciła na wszelkie rzeczy typu co ja powinnam robić i jak dziecko powinno sie zachowywać a jak się tak nie zachowuje to znaczy ze ja nie ejstem dobra matką ze teraz nie meiszkamy razem... Teraz przynajmniej juz na nerwy sie nie musze leczyć, a z mężem to czasami właśnie miałąm ochotę trzasnać drzwiami i zrobic coś dla siebie, ale wiedziałam że on się małą nie zajmie sad
        • luca28 Re: Rozumiem kobiety które.. 19.05.06, 15:38
          lakie napisała:

          , ale wiedziałam że on się małą nie zajmie sad

          a niby dlaczego nie. Nie ma rączek anie chęcie do zajęcia sie dzieckiem. Nie
          rozumiem takiego postępowania.

          Ja nie moge na teściwoą w tej kwestii narzekać. Nigdy by takiego czegoś nie
          powiedziała, że od wychowaywania dziecka jestem tylko ja.
    • olusza3 Re: Rozumiem kobiety które.. 19.05.06, 10:50
      Rozumiem w zupełności.
      Sama mam czasem ochotę się tak wykrzyczeć na forum,ale zaraz by było...
      Mam tylko jedną pociechę ale potrafi dać w kość.
      A niemąż dokładnie taki sam - obiadek,komputer,piwko i wieczne pretensje, że ja nie w humorze.
      Ale zeby małym się zająć choć przez chwilę to nie...
      Też mam czasem ochotę @#$% tym wszystkim i uciec gdzieś daleko.
      Pozdrawiam smile
    • gabon32 Re: Rozumiem kobiety które.. 19.05.06, 10:52
      ja również doskonale Cię rozumiem.
      Kilka lat temu siedziałam z dziećmi w domu, mąż ciągle w delegacji i całymi
      dniami nie miałam do kogo ust otworzyć. Dobrze, że kiedy wracał nadrabiał czas
      z dziećmi.
      Teraz pracuję, mam dwóch synów (5 i 10 lat), trochę czasu dla siebie, ale i tak
      bywają momenty, kiedy mam już tego dość. Od dziesięcu lat jestem mamą, żoną,
      kucharką, sprzątaczką (o, to szczególnie, przy trzech facetach z luźnym
      podejściem do porządków, delikatnie mówiąc) a gdzie jest miejsce na MNIE?
      Kocham swojego męża i dzieci, jestem szczęśliwa, ale czasami łąpię dołek i mam
      dość.
      Myślę, że tak po prostu jest: za dużo obowiązków, za mało czasu dla siebie.
      Może spróbuj porozmawiać z mężem, powiedz mu, że czasami jest Ci źle;
      chciałabyś odpocząć. Ja tak zrobiłam i czasem mój mąż zabiera chłopców
      na "męską wyprawę" lub do teściów, a ja zostaję sama na kilka dni. To pomaga

      Pozdrawiam
    • lola211 Re: Rozumiem kobiety które.. 19.05.06, 11:14
      A ja tak nigdy nie mialam.Jak bylam zmeczona to odpoczywalam, a gary lezaly w
      zlewie, ogolnie stwierdziam juz dawno, ze opieka nad dzieckiem nie jest tak
      meczaca jak sie tego spodziewalam, no ale ja mam jedno dziecko, a to ponoc tak
      jakby nie mialo sie dzieci wcale tongue_out.
    • blou1 Re: Rozumiem kobiety które.. 19.05.06, 11:17
      Dzięki że jesteście. Na rozum wiem że tak wygląda życie rodzinne (zazwyczaj)
      gdy żona jest w domu. Wiem że to minie, dzieci podrosną i będę miała więcej
      czasu dla siebie. Tylko zazdroszczę tym które mają mamę bądź uczynną teściową
      na codzień do pomocy. I nie chodzi tutaj o wyręczanie w obowiązkach ale o bycie
      na chwilę przy dzieciach. Ja na dokładkę, żeby nie było mi tak sielsko, kocham
      moje dzieci milością zaborczą i niestety chyba toksyczną. Mam ochotę być sama a
      wiem że wyłabym za nimi zaraz za zakrętem. Mąż kiedy widzi mnie w takim stanie
      stara się być miły i komlemenci, i niby docenia. Może faktycznie jestem inna
      sfochowana i sama nie wiem czego chcę. Trzymajcie się i nie dajmy się zwariować!
    • wredna_ja Widzisz blou1.... 19.05.06, 11:18
      ....jak narazie wszystkie Cie rozumieja...i ja dolaczam do tego grona.
      Nie jestes sama z takimi myslami...czy choc troche Cie to pocieszy?
      A dodam,ze ja mam tylko jedno dziecie.
      Trzymaj sie!!! Musi byc lepiej...
      • johanna2 Re: Widzisz blou1.... 19.05.06, 19:18
        Dolaczam sie do was dwoma rekoma tylko z ta roznica ze mam troje
        dzieci.Najmlodsze ma dwa lata i tez jestem zdana tylko i wylocznie na
        siebie.Tesciowa mieszka daleko a moi rodzice jeszcze dalej.A meza praktycznie
        nie ma w domu.Wiec wiem o czym mowicie.
    • karambol45 Re: Rozumiem kobiety które.. 19.05.06, 11:56
      ja również dołączę do ekipy rozumiejących ciebie
      mam 2 synów, pracuje mąż też i do tego długo ale jak czytak te posty to to jest
      w normie / chyba co prawda patologicznej ale w normie/
      więc wszytko na mojej głowie
      i mnie najbardziej wkurza to że wszyscy mówią o jak ci dobrze mieszkacie z
      rodzicami to ci pomogą , a guzik do cholerki!
      mama pracuje jeszcze tata też a jak nie pracują to fryzjer umówiny to imieniny
      u kogoś itp. wcale mi nie gotuje nie sprząta itd. - nie chodzi mi oto że bym
      tak chciała tylko wkur... mnie że ludzie patrząc z zewnątrz iwdzą co innego a
      ja zasuwam jak motorek , a jak chcę zostawić dzieici z mamą to musze wcześniej
      tydzień wsześniej uatalać - co nie zawsze jest możliwe
      aha do tego jeszcze się budujemy - więc masakra na całego
      ostatnio poniedziałek miałam taki fatalny aż się poryczałam z nerwów
      takie życie ...
      tylko jak długo tak się da
    • pade Re: Rozumiem kobiety które.. 19.05.06, 12:10
      Jak ja Cię rozumiem...
      A właściwie samej siebie nie rozumiemsmile Mam dwójkę dzieci, mąż pracuje do
      późna, wieczorem też siedzi przed kompem, ale nie dla rozrywki. Owszem pomaga
      mi ile może, ale to jest nic w porównaniu do całego dnia. Syn niby duży już,
      ale trzeba za nim chodzić, pilnować, żeby wykonał te minimum obowiązków
      (ścielenie łóżka i odrobienie lekcji), pilnować żeby cos narysował, żeby
      ćwiczył wymowę, żeby się wierszyka nauczył, żeby poszedł na zajęcia dodatkowe..
      A córa-huligan mój malutkismile poszła do złoba, bo byłam na skraju wytrzymałości
      nerwowej. Zalicza w żłobku 7 dni na 20 parę w miesiącu, ale to i tak dobrzesmile
      Gdyby nie to, ze ciągle choruje poszłabym już do pracy, a tak...
      Wiele razy miałam ochotę wyżalić się na forum, bo czuję, że od miesiąca popadam
      w depresję, nie zwykłą chandrę, bo ta zawsze mi mijała po przeczytaniu dobrej
      książki, tylko depresję. Jest mi smutno, baardzo smutno, sama nie wiem czemu. I
      te ciągłe wyrzuty, powinnam zrobić to czy tamto, powinnam się zamknąć w
      odpowiednim momencie....
      I jeszcze jedno, wiem, że to ma się nijak do Twojego posta, ale sama jestem w
      takim stanie, że Cię nie pocieszę. Mogę się tylko łudzić, ze to minie.
    • lolinka2 Re: Rozumiem kobiety które.. 19.05.06, 14:03
      jak sobie pościelesz tak się wyśpisz, jakiego chłopa sobie bierzesz takiego
      potem masz, jak sobie dzieci przyzwyczaisz tak będziesz dookoła nich skakać....
      oto moje refleksje w powyższej sprawie.

      A co do mojej sytuacji:
      dziecko wie (4 l.) ze jestem matka, a nie kucharka, służąca, praczka czy
      sprzątaczka. W związku z tym używa rąk do maksymalnej dopuszczalnej liczby
      czynności nie licząc na wyręczanie. Dorobiliśmy ją smile) więc nogi posiada i odkąd
      nauczyła się chodzić, konsekwentnie ich używa.
      mąż wie, ze jestem zona, a nie kucharka, praczka, służąca, sprzątaczka ito.
      Czasem mu się jeszcze mylę z dyrektorem, księdzem i duchem świętym, ale to
      drobiazgi.... W każdym razie obsługuje się sam, i stosunkowo często obługuje
      jeszcze mnie.

      Poza tym istnieje coś takiego jak dawka zbawienna egoizmu - taka co cię utrzyma
      na kanapie jeśli niewielki bałagan masz dookoła a się zmęczysz, taka co pozwoli
      otworzyć usta do małza i poinformować go ze jest do nastawienia i wywieszenia
      pranie a po drodze do sklepu niech wyrzuci śmieci i wyprowadzi psa, taka co mówi
      dziecku 'idź i sobie weź' -i chyba pomimo całego cechującego mnie pracoholizmu
      powyższą dawkę posiadam.

      pozdrawiam
      • karambol45 Re: Rozumiem kobiety które.. 19.05.06, 14:06
        ale ty jesteś mądra lolinka2
        • bylinka Re: Rozumiem kobiety które.. 19.05.06, 14:36
          Po 11 miesiacach wrocilam do pracy, podlapywalam juz lekka depresje. Synka
          kocham, byl wyczekany, lubie spedzac z nim czas, lubie sie z nim bawic, ale nie
          lubie wszystkiego innego, czyli domowych obowiazkow, ktore sie nie koncza. TO
          mnie dobijalo, opieka nad dzieckiem jest przyjemna, pranie, nieustajace
          sprzatanie, prasowanie, itd., nie-na-wi-dze, gotowac lubie. Poza tym czulam jak
          mi sie zwoje mozgowe prostuja i kiedy raz w towarzystwie, nie potrafilam
          poprawnie sformuowac zdania przy jakiejs dyskusji, to podjelam decyzje powrotu
          do pracy.

          W domu przede wszystkim odpuscilam, jest troche brudno, to jest, obiadu nie
          gotuje codziennie, wlasciwie w tygodniu nie gotuje, gotuje maz albo niania,maz
          zawsze uwazal, ze za bardzo sie przejmuje. Jest gora prasowania, to jest (teraz
          niania prasuje), jak mam ochote poczytac ksiazke, gazete, czy ogladnac film to
          to robie. Moja kondycja psychiczna wazniejsza. Na szczescie maz moj nigdy nie
          robi mi o nic wyrzutow. Jak wrocilam do pracy, to inaczej dzielimy obowiazki
          domowe, bardziej demokratycznie, co mi odpowiada.

          Tez nie mamy tu nikogo, zadnej rodziny, wiec kazde nasze wyjscie, to trzeba
          brac opiekunke, ale dla mnie i mojego malzenstwa to wazne, raz, dwa razy w
          miesiacu zamawiamy opiekunke na wieczor i sami sie gdzies urywamy, tak zeby
          sobie razem poprzebywac, pogadac, i nie rozmawiamy o dzieciach. Raz w miesiacu
          chodze do kosmetyczki i masaz z babami, a pozniej idziemy na lunch. Dla mnie to
          MOJ swiety czas, ktorego nikt mi nie odbierze.

          Kazdy ma granice wytrzymalosci i kazdy potrzebuje czasu dla SIEBIE, dla SWOJEGO
          zdrowia. dziewczyny, musicie wypracowac swoja wlasna metode, bo tak nie mozna
          zyc, cierpicie na tym Wy i Wasze rodziny. A zostawcie meza z dzieckiem i domem
          na pol dnia w sobote i idzcie do aerobik, spotkac sie z przyjaciolkami, polatac
          po miescie, pojsc do biblioteki, itd. bez wyrostkow u boku. Pranie, sprzatanie
          nie ucieknie, albo wynajmijcie kogos raz w miesiacu do sprzatania, a sami z
          cala rodzina idzcie do ZOO. Szkoda zycia, Waszego zycia....
          Amen
      • chipsi Re: Rozumiem kobiety które.. 19.05.06, 14:19
        lolinka2 napisała:

        > jak sobie pościelesz tak się wyśpisz, jakiego chłopa sobie bierzesz takiego
        > potem masz, jak sobie dzieci przyzwyczaisz tak będziesz dookoła nich
        skakać....
        > oto moje refleksje w powyższej sprawie.

        Też tak myślałam, kieeeedyś. Teraz widze że nie zawsze. Mieszkałam z moim męzem
        przed ślubem 5 lat i jakos sie dogadywaliśmy, tzn wymagał instrukcji obsługi
        własnej ale dawał rady. Od jakiegoś czasu, już przed ślubem jego mamusia dała
        mu nową instrukcję, chyba łatwiejszą w użyciu bo się zaczyna stosować. Ja
        jestem zła żona, bede złą matką, ogólnie jestem głópia itd. Chyba dam mu
        jeszcze nowszą instrukcję młotkiem pisaną z punktami "słuchaj mamy-daleko nie
        zajdziesz" i "żona-istota ludzka".

        Męzczyzna zmiennym jest... ok, tylko dlaczego na gorsze?!!!
        • blou1 Re: Rozumiem kobiety które.. 19.05.06, 14:48
          Jestem zdania że człowieka nigdy nie pozna się tak naprawdę. Wyjątki to
          ekstremalne sytuacje typu szpital dziecka. I bzdurą jest powiedzenie jak sobie
          pościelesz tak się wyśpisz, jeżeli chodzi o wybór męża. Poznałam męża w
          specyficznych okoliczmnościach w trudnej dla niego sytuacji. Teraz to inna
          osoba, oczywiście cechy harakteru nie mogły się zmienić tak jak temperament. A
          co do wychowania dzieci racja, jak się je nauczy np noszenia na rękach i bycia
          na każde zawołanie to jest ciężko. Tylko kiedy jest się z dzieckiem 24h, ono
          nawet przy obecności męża lgnie do mamy i domaga się jej pomocy.
          Zdrowy egoizm, racja jak najbardziej. Sama nieraz o tym pisałam. Ale jedno
          świadomość a co innego życie.
          Moje wnioski, wziąć się za siebie, znaleźć pracę nawet z bilansem na minus,
          więcej asertywności i wymagań w stosunku do domowników i męża.
          • lolinka2 Re: Rozumiem kobiety które.. 19.05.06, 15:56
            zdrowy kierunek smile) a z asertywnością popieram - to dla dobra rodziny, mamusie
            które nie potrafią być asertywne wobec małych dzieci, są potem takimi fajnymi
            teściowymi jak opisana kilka postów wyżej....
      • luca28 nierozumiem za to 19.05.06, 15:52
        lolinka2 napisała:

        > jak sobie pościelesz tak się wyśpisz, jakiego chłopa sobie bierzesz takiego
        > potem masz, jak sobie dzieci przyzwyczaisz tak będziesz dookoła nich
        skakać....
        >>
        > ujełaś to świetnie

        Nie rozumiem dziewczyn, które jęczą na forum, narzekają na swój los i
        jednoczesnie nic z tym fantem nie chcą zrobić.
        Dziewczyny choć raz w tygodniu wyjdzicie na dwór, na spacer, do sklepu lub o
        zgrozo na kawę, umówcie sie z dawno niewidzianą przyjaciółką same bez dzieci.
        Dziecku nic sie nie stanie, tatuś jak będzie zmuszony to poradzi sobie.
        Dziecko zawsze można zostawić w żłobku, bez obaw nikt mu tam krzywdy nie zrobi -
        (moja chodzi już prawie1,5 roku) lub pod opieką koleżanki, sąsiadki, babci.
        Teściowa nawet nielubian napewno kocha swojego wnuka czy wnuczke i fdpbrze sie
        nim zajmie.
        Jak teraz tego nie zmienicie to całe życie będzie tak wykorzystywane
      • kayah73 Re: Rozumiem kobiety które.. 19.05.06, 19:57
        lolinka2 napisała:

        > jak sobie pościelesz tak się wyśpisz, jakiego chłopa sobie bierzesz takiego
        > potem masz, jak sobie dzieci przyzwyczaisz tak będziesz dookoła nich
        > skakać....

        W koncu cos, pod czym ja tez moge sie podpisac. Tez siedze w domu z dzieckiem
        (11 mies - troche za malym zeby moglo cos konkretnego robic), ale dookola
        faceta to na pewno nie skacze. Przychodzi do domu o 17:30, robi sobie i czasami
        mnie obiad (NIGDY nie zrobilam mu obiadu - tak jakos wyszlo, on je mieso, a ja
        sie do miesa nie dotykam), zajmuje sie corka kiedy ja albo siadam do maila albo
        wyskakuje na zakupy czy na szybka kawe z kolezanka, potem wracam, razem kapiemy
        corke i kladziemy ja spac (ja z reguly ide spac wczesnie, razem z nia), po czym
        maz konczy pranie, zmywa gary z calego dnia, wynosi smieci, wychodzi z psami,
        itd. Ma takie same 2 raczki jak i ja...
        W weekendy razem siadamy i robimy liste tego co musi byc w domu zrobione, zeby
        mial to czarno na bialym i zebym mu nie musiala jeczec.

        Gdybym sie wrobila w taka sytuacje o jakiej Ty mowisz to tez bym wpadla w
        depresje.
    • ciociapolcia Re: Rozumiem kobiety które.. 19.05.06, 16:35
      I ja sie przylaczam... Dzisiaj jakis taki dzien, poklocilismy sie na dobre, bo
      wlasnie mam dosyc jasniepana maczomena.
Pełna wersja