blou1
19.05.06, 10:19
pewnego pięknego poranka pakują w pośpiechu walizkę i zamykają za sobą drzwi
zostawiając pozornie szczęśliwą rodzinkę pod opieką męża. Że wyrodne matki,
prawa do dzieci im odebrać?
A właśnie mam ochotę trzasnąć drzwiami i gnać w tych wytartych kapciach
gdziekolwiek, gdzie będzie cicho i gdzie będę liczyła się się JA nie mama,
nie gosposia do wszystkiego z łóżkiem włącznie, i nie wieczna sprzątaczka.
Łatwo oceniać, wyrodna matka! Co za żona. Nie mam siły, i psychicznie chcę
odpocząć.
Biegam z dwulatką ciężką już, na rękach po domu ogarniając narastający bez
przerwy bałagan, w międzyczasie wolną ręką mieszając w garach. Starszy też co
kilkanaście minut mnie woła i czegoś chce. Jest duszno, ciężko się oddycha,
jestem upocona, zasapana, mała ciężka. I kończy się na tym że puszczają mi
nerwy i nieszczęsne dziecko dostaje klapsa bo nie chce zejść z rąk a na gazie
już kipi.
A mąż? Wraca z pracy ok18 zmęczony, obiadek wjeżdża mu na stół i uwagi na
temat mojego zachowania i samopoczucia. Co z tego że biegam purpurowa z
uwieszonymi u nogi dziećmi, mąż idzie pograć na kompie, bo przecież pracuje,
zarabia na nas i wszystkiego mu zabraniam. Potem dwa albo trzy piwka, którego
ochydnego odoru nie mogę znieść. A rozmowy, coraz częściej naskakujemy na
siebie, potem refleksja i mąż mówi że kocha i przytula. Ale co z tego skoro
słowa się żekły a ja wrażliwiec i nerwus długo noszę je w sobie.
Rozpaczliwie potrzebuję czegoś dla siebie, chwili samotności, wyjścia z domu
i zajęcia się czymkolwiek. Praca dzisiaj to luksus.
I żałuję jak cholera że nie mam mamy bliżej, że nie jest okazem zdrowia żeby
mi pomagać. Wpada do nas prababcia dzieci, która na wejściu zaczyna sprzątać,
układać zabawki. Szanuję ją i lubię dlatego pomijam milczeniem jej
zachowanie, tym bardziej że to dom jej syna. Kiedyś kiedy ośmieliłam się
napisać na forum o mieszkaniu z rodziną męża posypał się jad złośliwości.
Kazano mi niemal po nogach ich całować za to, że możemy tu mieszkać. Ale ja
też daję coś z siebie, nie siedzę, nie karzę się obsługiwać, przeciwnie
obsługuję, sprzątam, dbam o dom i co? Wszystko ma być tak jak było gdy
teściowa była ale to inny temat).
I tak nie wyjdę z tąd, nie zostawię dzieć, spalam się czekając na to aż
emocje opadną. I topie w wyżutach sumienia z powodu mojego zachowania w
stosunku do dzieci bo kocham je bez pamięci. A wiecie co doceniam? Mamę, jej
wysiłek włożony w nasze wychowanie, bo życie miała dużo gorsze a dała radę.
Ja bym się poddał i dawno by mnie nie było.