nie gotowa na "rodzinne wakacje"?

23.05.06, 12:31
Od ponad 1,5 roku związana jestem z o 9 lat starszym od siebie meżczyzną (on
ma 34 lata) - rozwodnikiem. Z pierwszego małżeństwa ma syna w wieku 10lat,
którego bardzo kocha. Jego syna w zasadzie poznałam nie dawno i muszę
przyznać, że jest to bardzo sympatyczne dziecko. Mimo, iż jakoś nie przepadam
za dziećmi to ten chłopczyk jest naprawdę kochany i bardzo sympatyczny.
Z uwagi na to, że obydowje dużo pracujemy (on dodatkowo się buduje i w
zasadzie wszystko robi sam) rzadko się widujemy.
Dlatego też postanowiliśmy, że w tym roku pojedziemy sobie na wczasy nad
morze. Na początku planiwaliśmy, że pojedziemy na 2 tyg. i wtedy
zaproponowałam, żebyśmy na tydzień pojechali sami, a na drugi wzięli jego
syna. Ostatecznie jednak okazało się, że z uwagi na prace i inne sprawy
możemy jechać tylko na tydzień. Wtedy od spytał się, czy jednak nie
moglibyśmy zabrać jego syna chociaż na weekend, tj. sami bylibyśmy od
poniedziałku do piątku, a potem z jego synem do poniedziałku. Mówiąc szczerze
nie byłam zachwycona tą propozycją, ale zgodnie z prawdą powiedziałam, że
raczej nie będzie mi to przeszkadzało. Ustatliliśmy jednak, że ostateczną
decyzję podejmiemy dopiero, kiedy oglądniemy ten ośrodek i nasz dwuosobowy
domek - czy w ogóle będzie miejsce dla jeszcze jednej osoby. Na początku
planowaliśmy, że na rekonesans wybierzemy się początku czerwca, jednak nie
dawno okazało się, że mniej więcej w tym czasie jadę do tego ośrodka na
szkolenie.
No i cóż. Ostatnio jedziemy w trójkę do kina, a synek mówi "tato jak
pojedziemy nad to morze...". Z kontekstu ewidentnie wynikało, że on mówił o
tych naszych wspólnych wczasach.
Przyznam się, że bardzo mnie to zdenerwowało i wręcz obraziło. Skoro
ustatliliśmy, że podejmiemy decyzję, że Mały jedzie z nami dopiero jak
będziemy znać warunki tego ośrodka, a Tato (a mój chłopak) już mu to
zskomunikował, to ja poczułam się pominięta w tym wszystkim. Wydawało mi się,
że na ostateczną decyzję mam(-y) jeszcze czas, że nie została ona podjęta.
Bardzo mnie to zdenerwowało.
W końcu taki wspólny wyjazd to nie jest wyjście do kina czy na jakąs rodzinną
uroczystość typu wesele. A z synem mojego Pięknego byliśmy wspólnie jak do
tej pory 2 razy w kinie i raz na weselu.
Wydaje mi się, że ja po prostu nie czuję się jeszcze gotowa na
takie "rodzinne wakacje". Poza tym wiem, że kiedy przyjedzie, nawet na
weekend, to wszystko będzie musiało wyglądać inaczej - nie będzie tej
swobody, zapewne o wspólnym spaniu z moim chłopakiem będę mogła zapomnieć,
chociąz to nie jest w tym najważniejsze. Poza tym myślałam, że cały tydzień
spędzimy tylko sami, starając się nadrobić stracony czas. A tydzień to w
końcu nie tak dużo... Zresztą od 2 lat nie miałam porządnyvh wakacji...
Dodoam tylko, że to ja jestem głównym organizatorem tego wypoczynku.

Chcę o tym porozmawiać z moim chłopakiem,ale boję się trohę jego reakcji. Nie
wiem być może jednak jestem egoistką...
Jednak na ogół we wszystkim co jest związane z dzieckiem ustępuję i nie
marudzę, jeżeli on mi mówi, że chce gdzieś jechać sam z synem i wtedy nie
może spotkać się ze mną. Ale ja też mam swoje prawa, uczucia, potrzeby.

Poradźcie coś mądre kobiety!!!!!
    • jusytka A nie można poszukać kompromisu? 23.05.06, 12:59
      Zarówno tobie jaki i jego dziecku należą się wakacje z twoim facetem, nie może
      pojechać z nim sam na tydzień, a z tobą na kolejny?
      • blondgirl Re: A nie można poszukać kompromisu? 23.05.06, 13:01
        Tak mieliśmy zrobić. Początkowo planowaliśmy, że razem tylko we dwoje spędzimy
        1 tydzień, a na drugi weźmiemy Młodego, ale z przyczyn od nas niezależnych
        musieliśmy zmienić plany. Poza tym Młoduy będzie prawie przez całe wakacje z
        ojcem.
    • mamamisiowa Re: nie gotowa na "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 13:04
      Bierz swego lubego, dziecko i jedżcie z nami do Pogorzelicy . My jedziemy na
      tydzień od 1 lipca z 9 letnim synkiem. Nasz bedzie miał towarzystwo,/ chłopaki
      sie wyszaleją / my odpoczniemy a i Wy bedziecie mieli czas dla siebie.Na pewno
      cos znajdziecie wolnego w Pogorzelicy. My jedziemy do bocianiego gniazda ale
      tam juz chyba mie ma wolnych miejsc.Powaznie, nie ma co teraz zastanawiać się,
      czy luby zrobił dobrze, ze nie przedyskutował z Toba decyzji. O ile znam
      dzieci, synek mu nie pozwolił. Pierwotnie usłyszał słowo, ze jedziedziemy nad
      morze i na pewno nie chciał słyszeć, ze plany sie zmieniły. Tak to juz jest z
      dziecmi. tata nie miał wyjscia. powodzenia.
      • blondgirl Re: nie gotowa na "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 13:06
        Nie wiem. Może niech jadą sami - ja już straciłam ochotę...
        • mamamisiowa Re: nie gotowa na "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 13:16
          Nie załamuj sie tak szybko, skoro Twój ma dziecko, musisz podejść do tego z
          dystansem, na spokojnie, Jezeli myslicie o sobie powaznie. takie sytuacje
          jeszcze nie raz beda miały miejsce. Moze uda sie wtłumaczyc dziecku, ze tym
          razem nie pojedzie z tatą. Ale pośpiech, złość lub rezygnacja jest złym doradcą.
          • blondgirl Re: nie gotowa na "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 13:23
            Przykro mi, że on zadecydował tak arbitralnie, beze mnie. Rozumiem, że jest
            mężczyzną po przejściach i z zobowiązaniami i na codzień nie robię z tego
            żadnych problemów. Nie mam też pretensji jeśli on mówi mi, że np. nie jest
            jeszcze na coś gotowy. Staram się go wtedy do niczego nie zmuszać, nie wymagać.

            Zresztą nie miałabym nic przeciwko temu, żebyśmy jechali w trójkę, gdybyśmy
            jechali na 2 tyg. 1 tydzień sami - 2 z dzieckiem.

            Ja lubię małego, ale boję się, że ta sytuacja mnie przerasta, że to jeszcze za
            wcześnie na takie eskapady
            • bri Re: nie gotowa na "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 13:25
              Może raczej zastanów się czy w ogóle jesteś gotowa na związek z mężczyzną,
              który ma już dziecko z inną kobietą. Takie sytuacje będą się z pewnością
              powtarzać. Może być tak, że jego syn w ogóle z Wami kiedyś zamieszka.
              • blondgirl Re: nie gotowa na "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 13:31
                Liczę się z tym! I też o tym myślę.

                Jednak problem dla mnie tkwi w czym innym. Takie wspólne wakacje to dla mnie po
                prostu zbyt szybko.

                Poza tym nie robiłabym problemu gdybyśmy jechali na dłużej albo gdyby to był
                jednyny moment kiedy ojciec z synem mogą być razem. A syn będzie u ojca prawie
                przez całe wakacje z przerwą na jakiś obóz.
            • bri Re: nie gotowa na "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 13:41
              Co Ci poradzić... Masz kilka wyjść - zrezygnować z wyjazdu, niech jedzie sam z
              synem; pojechać i zobaczyć jak będzie; porozmawiać z nim i spróbować przekonać,
              żeby synka nie brał.

              Swoją drogą twierdzisz, że Twoje obiekcje wynikają z tego tylko, że to jeszcze
              za wcześnie ale nie miałaś nic przeciwko spędzeniu tygodnia z chłopakiem i jego
              synkiem pod warunkiem, że tydzień spędzicie bez dziecka. Wygląda więc na to, że
              po prostu nie chcesz, żeby dziecko "zmarnowało" Ci odpoczynek. Bo to jednak
              prawda, że ulrop tylko z narzeczonym to co innego niż wyjazd "rodzinny".
              • blondgirl Re: nie gotowa na "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 13:47
                > Swoją drogą twierdzisz, że Twoje obiekcje wynikają z tego tylko, że to
                jeszcze
                > za wcześnie ale nie miałaś nic przeciwko spędzeniu tygodnia z chłopakiem i
                jego
                >
                > synkiem pod warunkiem, że tydzień spędzicie bez dziecka. Wygląda więc na to,
                że
                >
                > po prostu nie chcesz, żeby dziecko "zmarnowało" Ci odpoczynek. Bo to jednak
                > prawda, że ulrop tylko z narzeczonym to co innego niż wyjazd "rodzinny".


                Nie moje obiekcje wcale by nie zniknęły, tylko wtedy może łatwiej byłoby mi to
                zaakceptować i zgodzić się
                • bri Re: nie gotowa na "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 13:49
                  Oto twoje słowa:
                  "Dlatego też postanowiliśmy, że w tym roku pojedziemy sobie na wczasy nad
                  morze. Na początku planiwaliśmy, że pojedziemy na 2 tyg. i wtedy
                  zaproponowałam, żebyśmy na tydzień pojechali sami, a na drugi wzięli jego
                  syna."
                  • blondgirl Re: nie gotowa na "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 13:56
                    Owszem, ale to było konsekwencją jakiejś wcześniejszej rozmowy a propos
                    wakacji. I może nie do końca przemyślane. Przyznaję się. Jednak teraz boję się
                    takiego wspólnego wyjazdu. Zwłaszcza, że mam świadomość, że to będzie inaczej
                    niż gdybyśmy byli sami.

                    Zresztą czy to dużo prosić tylko o 1 tydzień sam na sam w skali całego roku?
                    • bri Re: nie gotowa na "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 13:57
                      Nie, wcale nie uważam, że to dużo. Może powiedz mu, że masz nadzieję, że w
                      innym terminie uda się Wam wyjechać choć na parę dni tylko we dwoje.
                      • blondgirl Re: nie gotowa na "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 14:03
                        W tym problem, że nie da rady. To miał być ten właśnie ten czas.

                        Nie raz proponowałam jakiś wyjazd na weekend, ale albo kasa, albo praca albo
                        budowa. I tak w kółko non stop.

                        W ciągu roku widujemy się max. 3 razy w miesiącu po kilka godzin i nigdy nie
                        jesteśmy sami. Tylko idziemy do kina, na kawę albo widzimy się w pracy.

                        Ostatni raz byliśmy razem na Sylwestra.

                        Sex? - ostatni razw styczniu we wspomninaego Sylwestra. Przy czym mogę się obyć.

                        Dalej uważasz,że proszę go o dużo?
                        • bri Re: nie gotowa na "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 14:05
                          Teraz myślę, że powinnaś się zastanowić czy to co Was łączy w ogóle można
                          nazwać związkiem. Po cholerę Ci taki nieobecny facet?
                          • blondgirl Re: nie gotowa na "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 14:08
                            Bo go kocham i jest mi w pewien sposób z nim dobrze.

                            Nie mam mu nic do zarzucenia kiedy jesteśmy razem. Zresztą te rzadkie spotkania
                            obydwoje traktujemy tylko jako stan przejściowy. Coś co się skończy, kiedy on
                            skończy swoją budowę.
                            • bri Re: nie gotowa na "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 14:11
                              Hm... Jak uważasz, Twój wybór. Ja bym chciała o wiele więcej niż tylko
                              wspólnych wakacji.
                              • blondgirl Re: nie gotowa na "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 14:12
                                Więc teraz widzisz, że tak naprawdę nie proszę o wiele
                                • bri Re: nie gotowa na "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 14:18
                                  Zgadzam się.

                                  Ja sobie nie wyobrażam takiego związku jak Twój. Musisz mu bardzo ufać. Znasz
                                  jego rodzinę i przyjaciół? Wiesz gdzie pracuje?
                                  • blondgirl Re: nie gotowa na "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 14:22
                                    Tak, wiem wszystko od samego początku. Jego rodzinę też znam.

                                    To fakt, bardzo mu ufam, bo z wyjątkiem tych "małych niedogodności" to jest mi
                                    z nim dobrze.
                                    • bri Re: nie gotowa na "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 14:27
                                      OK, to już się o Ciebie nie martwię smile
                                      A w sprawie wakacji to tupnij nogą. Musicie się kiedyś widywać w końcu.
                                      • wesolek11 Re: nie gotowa na "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 14:32
                                        Małe "niedogodnosci" to znaczy dziecko?
                                        • bri Re: nie gotowa na "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 14:33
                                          Nie - rzadkie spotkania miała raczej na myśli.
                                          • wesolek11 Re: nie gotowa na "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 14:38
                                            Jeśli tak to przepraszam.
                                            • blondgirl Re: nie gotowa na "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 14:40
                                              Dziecko nie jest tu żadną niedogodnością.

                                              Ja chyba tylko potrzebuję czasu. Bo co inego świadomość, że to dziecko jest, a
                                              co innego - prawie go nie znając - spędzać z nim wakacje.
                                      • blondgirl Re: nie gotowa na "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 14:38
                                        Dzięki!

                                        Wiecz, wcale się nie dziwię, że wszyscy w zasadzie stają w obronie Małego, bo
                                        to nie jego wina, że stało się jak się stało. Tylko czasami zapomina się, że
                                        położenie tych prawie "macoch" wcale nie jest fajne.
                                        Zresztą dla mnie to "tupnięcie nogą" też wcale nie będzie łatwe. Tak czy siak
                                        albo ja będę niezadowolona albo on będzie zawiedziony, a ja będę się czuła
                                        winna.

                                        Postaram się porozmawiać z moim M. Może to coś da.
                        • headonshoulders Re: nie gotowa na "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 15:17
                          bez seksu 6 miesiecy????????????????????????????

                          3x w miesiacu spotkania i zero seksu????

                          sorry ale facet by spod ziemi lokal wykombinowal zeby tylko bez seksu pol roku nie zyc, sorry

                          to nie jest zwiazek. Facet ma zerowe libido albo kogos na boku.
                        • babka71 Re: nie gotowa na "rodzinne wakacje"? 24.05.06, 12:10
                          zmień chłopaka, faceta ...i problem z głowy
          • blondgirl Re: nie gotowa na "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 13:24
            p.s. wielkie dzięki
            • wesolek11 Re: nie gotowa na "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 13:37
              Przed kazdą taką decyzja znajdziesz jakieś "ale". Przyjmij do wiadomosci, że ma
              i zawsze bedzie miał syna i to on bedzie dla niego zawsze najważniejszy. Licz
              sie z tym, a jeśli nie jesteś w stanie pogodzić się, odpusć sobie meżczyzne. Co
              to za problem wakacje z dzieckiem? Ja bym się cieszyła, ze mogę jechać ,bo w
              tym roku nie zobaczę morza...
            • olvi Re: nie gotowa na "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 14:03
              Hej. Jestem w podobnej sytuacji jak Ty, tylko, ze z M juz siodmy rok. Na
              poczatku rowniez mialam takie obiekcje jak ty: ja - bez tzw. bagazu, on z
              dziecmi - ja kompletnie bez znajomosci dzieci/psychiki dzieci/sposobu myslenia.
              Nieprzyzwyczajona do dostosowywania sie do potrzeb dzieci. Trudno oczekiwac, ze
              z dnia na dzien, postawiona przed dziewiecioletnim, NIE swoim dzieckiem (a mimo
              sympatii do niego, to JEST roznica), bedziesz sie komfortowo czula. To wymaga,
              czasu, rozmow, blizszego poznania sie, dojrzewania do pewnych krokow.

              Proponuje zajrzec na forum: forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=14479
              Tam jest nas wiecej smile
              • blondgirl Re: nie gotowa na "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 14:21
                Jak ty sobie z tym poradziłaś?

                Uważasz, że jednak powinna go przekonać, żebyśmy pojechali sami? Czy samej
                zrezygnować z tego wyjazdy i żeby małemu nie było przykro wysłać ich obu?
                • olvi Re: nie gotowa na "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 15:04
                  Z uwagi na to ze ja i M mieszkalismy w Polsce, a ex zona i dzieci w kraju
                  pochodzenia M, ja jego dzieci widzialam 2 razy zanim pierwszy raz pojechalismy
                  na wakacje, na tydzien. Doskonale wiem, co masz na mysli, mowiac o malej ilosci
                  czasu razem: u nas M pracowal od 8 do czesto 20-22 (consulting)+ bardzo czeste
                  wyjazdy, ja niewiele mniej. A co drugi weekend lecial w piatek po pracy do
                  dzieci i wracal w poniedzialek. A kazde z nas mialo ograniczone mozliwosci
                  brania urlopu - wiec chcac nie chcac, wspolny urlop spedzalismy z dziecmi.

                  Co zrobilam: po pierwsze, pierwszy, a i drugi wspolny urlop spedzilismy nad
                  morzem w towarzystwie tesciow. Mieszkalismy w jednym osrodku, osobno
                  oczywiscie, tzn. oni jeden pokoj, a my 2 pokoje, jeden dla nas, jeden dla
                  dzieci, polaczone w srodku drzwiami. Tesciowie byli tak mili, ze ze 2 godziny
                  dziennie zajmowali sie dziecmi. W ciagu dnia dzieci doslownie wisialy na tacie,
                  zreszta sie nie dziwie, mialy go malo na codzien - a ja bylam sama / ew. z
                  tesciami - co zreszta bylo ok towarzysko bo ich bardzo lubie, ale ja chcialam
                  mojego M... Wiec nie ma co ukrywac, bylo mi przykro, ale sila wyzsza... Z tym,
                  ze w te pierwsze wakacje dzieci mialy 7 i 8 lat, wiec byly mlodsze niz syn
                  twojego M.

                  Po drugie, zelazna zasada, ze wieczory sa nasze. Dzieci spac, my mamy czas dla
                  siebie.

                  Na twoim miejscu wyjasnilabym z partnerem, co konkretnie powiedzial dziecku i
                  uswiadomila mu, ze cos jest nie tak, skoro decyzje niepodjeta przedstawia jako
                  podjeta. Jesli faktycznie mlodemu obiecal, ze jedziecie razem - to tym razem
                  bym odpuscila, choc wiem, ze przykro - tzn. pojechala w trojke i sprobowala
                  ustawic plan dnia tak, byscie mieli dla siebie troche czasu. Zalezy, jak bardzo
                  absorbujacy jest syn Twojego M, czy umie sie troche sam soba zajac, czy tez
                  ciagle oczekuje inicjatywy ze strony innych. Za to na przyszlosc wymagalabym
                  ustalania NAJPIERW planow ze mna, a potem informowania o nich dziecka.

                  Dlugoterminowo jednak trzeba sie "pogodzic" z faktem, ze jesli oboje pracujecie
                  i macie limitowany czas wolny, a jego dziecko mieszka z ex zona, to tak bedzie -
                  dlugie weekendy wasze, ale wakacje raczej z dziecmi w terminie pokrywajacym
                  sie z wakacjami szkolnymi, przynajmniej dopoki one beda tego chcialy smile
                  • blondgirl Re: nie gotowa na "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 15:16
                    Wieczory nasze?

                    Chyba ciężko będzie, bo domek jest dwuosobowy, ma 1 pokój+aneks kuchenny i
                    nawet nie wiem jak duży jest ten pokój.

                    Z drugiej strony mały spędza dużo czasu z ojcem. I będzie z nim w wakacje też.

                    Nie wiem, porozmawiać z nim. Może da się jeszcze to jakoś odkręcić. Nie wiem
                    tylko, co grosze poczucie winy, że Mały będzie zawiedziony, czy własne złe
                    sapoczucie
    • ewa2233 Re: nie gotowa na "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 14:02
      >>Wtedy od spytał się, czy jednak nie moglibyśmy zabrać jego syna chociaż na
      weekend, tj. sami bylibyśmy od poniedziałku do piątku, a potem z jego synem do
      poniedziałku. Mówiąc szczerze nie byłam zachwycona tą propozycją, ale zgodnie z
      prawdą powiedziałam, że raczej nie będzie mi to przeszkadzało.>>

      Może Twój chłopak nie pomyślał o "ostatecznej decyzji" i tak bardzo się
      ucieszył, że nie mógł wytrzymać by dziecku nie powiedzieć?

      Ja kiedyś chciałam zrobić chrześniakowi niespodziankę. Ponieważ nie wiedziałam,
      czy ma już taką rzecz - zapytałam jego mamy, czy nie ma i poprosiłam, by nic mu
      nie mówiła. Dla lepszego efektu zapakowałam dokładnie pudełko, by nie było
      widać mna pierwszy rzut oka co to jest.
      Bardzo mnie zaskoczyło, kiedy dzieciak przy wręczaniu prezentu zaczął się
      dopytywać, czy to jest to, o czym mówiłam.
      Niby nic się nie stało ... ale ...
      --------------------------------------------------
      çççççççççççççççççççççĂççĂç
      Byli mi tak wdzięczni, że nie wiedzieli w co mnie całować!
    • ssyl Re: nie gotowa na "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 14:07
      ja mysle podobni jak ktoras z dziewczyn, ze to niekoniecznie chodzi tylko
      wakacje i ze takich sytuacji bedzie duzo duzo wiecej i wazne zebys brala je pod
      uwage planujac przyszlosc...
      • blondgirl Re: nie gotowa na "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 14:11
        OK, ale przecież nie mam nic przeciwko wspólnym wypadomo do kina, na lody itp,
        etc.

        Tylko wolałabym, żeby to wszystko szło jakoś wolniej, stopniowo...

        I ewnwtualnie gdyby organizatorem takiego wypadu był mój luby
        • ssyl Re: nie gotowa na "rodzinne wakacje"? 23.05.06, 19:11
          ale to nie chodzi tylko o przyjemnosci czyli lody, kino... to wiaze z tym ze
          jak syn zachoruje to on bedzie przy nim nawet gdzbzs ty miala zaplanowany super
          wyjazd, ze beda swieta kiedyon bedzie chcial byc z synem... wiele wiele takich
          sytuacji, wiem o czym pisze... ja akceptuje taka sytuacje bo wiem ze to czastka
          zywa mojego M i wiem jakie to dla niego wazne...
      • haritka Ssyl masz rację w 100%. 24.05.06, 10:12
        Decydując się na związek z dzieciatym facetem nie powinno się dzielic czasu
        na ten dla mnie i dla i dziecka. Taki układ doprowadzi do niepotrzebnej
        rywalizacji i stresu dla ciebie. Jestes z facetem 1,5 roku a to duzo by
        spedzic z jego potomkiem wakacje, chlopcy w wieku 10 lat sa bardzo fajni i
        latwo sie z nimi dogadac. Nie stwarzaj sobie stucznych problemow zwiazanych z
        dzieckiem bo mozna zwariowac. ( Sama to przerobilam i zaluje tamtych
        zmarnowanych chwil)
        • blondgirl Re: Ssyl masz rację w 100%. 24.05.06, 10:30
          Rozumiem, ale choroba czy też inne zdarzenie losowe, to całkiem co innego.

          Ja nie dzielę tego czasu. W ciągu roku nigdy nie mam pretensji, że on woli
          zobaczyć się z synem niż ze mną, nawet jeżeli my nie wiedzieliśmy się już jakiś
          czas. Zresztą w ciągu roku nie mamy zbyt wiele czasu dla siebie. Ten urlop miał
          być właśnie takim momentem tylko dla nas.Poza tym syn będzie u niego prawie
          całe wakacje.

          Problem tkwi też w tym, że tak naprawdę tej decyzji nie podjęliśmy razem. Po
          prostu padło hasło, ja powiedziałam, że nie będzie mi przeszkadzał, ale trzeba
          jeszcze sprawdzić parę rzeczy. Dopiero po sprawdzeniu tych rzeczy mieliśmy
          ostatecznie zadecydować czy go bierzemy czy nie. Do tego ja potraktowałam ten
          czas, jako czas na głębsze zastanowienie dla mnie.A tu taka niespodzianka, że
          już wszystko postanowione.

          Do tej pory widziałam tego chłopca kilka razy po parę godziń.

          Ciężko jest mi sobie też wyobrazić mieszkanie naszej trójki w jednym pokoju
          dwuosobowym - to mają być wczasy, dla mnie pierwszy normalny urlop od 2 lat.Z
          tego co wiem nie ma tam zbyt dużo miejsce. Poza tym ciężko mi sobie wyobrazić,
          że mogłabym w jego obecności spać w jednym łóżku z jego ojcem.

          Może gdyby...., ale nie mam jak wynając większego domku z oddzielnymi pokojami,
          bo jest już za późno, na dłużej też nie pojedziemu, bo praca.

          A to miały być wspaniałe wakacje.
          • haritka W sumie to ? 24.05.06, 12:07
            W sumie to zastanów się jaki jest Twój związek z ojcem chłopca, czy to
            faktycznie coś trwałego i przyszłościowego i czy jemu zależy tak jak Tobie.
            Ale nie chodzi tu o czas poświecany synowi ( tego nigdy nie krytykuj, bo syn to
            nie rywal,a wierz mi czasami moze to być Twój wielki sprzymierzeniec smile) a
            Tobie - zastanów się czemu i czy naprawdę nie ma szans wiecej spotkań w
            tygodniu. Nie możecie zamieszkać razem?




            • blondgirl Re: W sumie to ? 24.05.06, 12:18
              W sumie to zastanów się jaki jest Twój związek z ojcem chłopca, czy to
              > faktycznie coś trwałego i przyszłościowego i czy jemu zależy tak jak Tobie.>

              Wydaje mi się,że zarówno z mojej, jak i jego strony jest to jednak coś
              poważnego. Zanim zaczęliśmy się spotykać bardzo dużo rozmawialiśmy o życiu, o
              tym, że ma syna, jego byłym małżeństwie. Co prawda poznałam go już po
              rozwodzie.
              Ktoś mógłby powiedzieć,że facet tylko tak ładnie mówił. I może miałby
              rację,gdyby nie oewne zdarzenie.Coś co w zasadzie przekonało mnie chyba prawie
              do końca,że mój M ma poważne w stosunku do mnie zamiary. A,mianowicie podczas
              pierwszego spotkania z jego synem ten Mały ni z tego ni z owego zadał mi
              pytanie, czy jak tata skończy budować dom, to ja tam zamieszkam,bo tata tak mu
              mówił. Nie wiem wydaje mi się,że skoro ojciec mówi mówi,że będzie mieszkał ze
              swoją nową Panią,to coś jest jednak na rzeczy.

              Poza tym znam jego rodzinę. Ostatnio byliśmy razem na ślubie jego kuzyki i
              oficjalnie poznałam jego rodzinę. Przy czym wszyscy już wiedzieli kim jest jego
              Pani. Tak jak i ja znałam ich z opowiadań.

              Być może to wszystko jest takie skomplikowane,bo obydwoje nie lubimy nagłych
              zwrotów akcji. Dla mnie najlepsze jest kiedy sytuacja-konkretnie moje życie,
              zmienia się stopniowo.

              Póki co planujemy,że jeszcze te kilka miesięcy przemęczymy się, a potem
              zaczniemy powili tworzyć nowy dom i rodzinę.

              Z drugiej strony, tajk jak czytam tu Wasze wypowiedzi,to powoli chyba wymiękam
              i dochodzę do wniosku,że może z małym nie będzie tak źle.Ale i tak pogadam z M
              o swoich obawach.
    • g0sik Re: nie gotowa na "rodzinne wakacje"? 24.05.06, 10:51
      Facet bardziej związany jest z synem i to oczywiste. Ale czy on wogóle Cię
      kocha? Spotykacie się 3 razy w miesiącu, seks uprawiacie raz na 5 miesięcy...No
      wybacz, ale do głowy by mi nie przyszło nazwać tego miłością. Facet, który nie
      dąży do bycia z ukochaną, na jedyne wspólne 7 dniowe wakacje od dwóch lat
      ciągnie syna...Zastanów się czy nie tracisz czasu. Wątpię, aby wykończenie domu
      coś zmieniło......proponuję zimny prysznic. Facet traktuje Cię jak koleżankę, z
      którą można się spotkać tylko w towarzystwie innych osób i bzyknąć raz na pół
      roku...Ty na prawdę tak pojmujesz miłość?
      • wesolek11 Re: nie gotowa na "rodzinne wakacje"? 24.05.06, 12:15
        On nie musi ustalac z Tobą czy bierze syna czy nie. On ma syna i zawsze moze go
        wziać i nie musi pytać się nikogo, ewentualnie dogadać sie co do wizyt z jego
        matką. Ty spotykajac się z tym facetem musisz brać pod uwagę, że mak naprawde
        wiażesz sie z nim i jego synem!
        • blondgirl Re: nie gotowa na "rodzinne wakacje"? 24.05.06, 12:20
          Uważam,że nie masz racji,bo skoro mamy tworzyć rodzinę,to sprawy które dotyczą
          naszej trójki powinien jednak ze mną konsultować!Tak jak ja z nim.

          Mam prawo do własnego zdania i potrzeb również.Tylko muszę zachować rozsądek i
          umieć kierować się rozumem a nie emocjami!

          • wesolek11 Re: nie gotowa na "rodzinne wakacje"? 24.05.06, 12:23
            A Ty zostawiłabys swoje dziecko jadąc z innym facetem na wakacje? Podejrzewam,
            że żadna matka by nie dyskutowała, bo to jest oczywiste, ze jak ktos sie
            decyduje na zwiazek z żonatym/mężatka to i na dziecko w 100%. Takie jest moje
            zdaniem, może nie znam sie, bo nie byłam w takiej sytuacji i nie mówie
            złosliwie.
            • blondgirl Re: nie gotowa na "rodzinne wakacje"? 24.05.06, 12:33
              1. mój M jest rozwodnikiem,więc nie ma żony
              2. wiesz nie chcę dywagować na ten temat,bo nie mam swoich dzieci.Poza tym
              dziecko zostanie ze swoją mamą,więc nie byle z kim,a po powrocie znów-jeśli
              oczywiście będzie chciało-przyjedzie do ojca.
              3. ok, wiesz może gdybym ja też czytała obcy post nie będąc sama w takiej
              sytuacji,to kto wie,czy nie pisałabym tak samo ja ty.

              • wesolek11 Re: nie gotowa na "rodzinne wakacje"? 24.05.06, 12:46
                Napisałam z jego (syna)matka, a nie zoną, a to jest róznica. Oczywiscie,
                dzieciak zostanie z matka ,ale chyba należa mu sie również wakacje z ojcem,
                jeśli moze na takie jechać. A moja rada zgódź sie, bo bedziesz miała tylko
                wroga. A to nic dobrego. I zyczę podjecia trafnej decyzji i powodzenia!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja