blondgirl
23.05.06, 12:31
Od ponad 1,5 roku związana jestem z o 9 lat starszym od siebie meżczyzną (on
ma 34 lata) - rozwodnikiem. Z pierwszego małżeństwa ma syna w wieku 10lat,
którego bardzo kocha. Jego syna w zasadzie poznałam nie dawno i muszę
przyznać, że jest to bardzo sympatyczne dziecko. Mimo, iż jakoś nie przepadam
za dziećmi to ten chłopczyk jest naprawdę kochany i bardzo sympatyczny.
Z uwagi na to, że obydowje dużo pracujemy (on dodatkowo się buduje i w
zasadzie wszystko robi sam) rzadko się widujemy.
Dlatego też postanowiliśmy, że w tym roku pojedziemy sobie na wczasy nad
morze. Na początku planiwaliśmy, że pojedziemy na 2 tyg. i wtedy
zaproponowałam, żebyśmy na tydzień pojechali sami, a na drugi wzięli jego
syna. Ostatecznie jednak okazało się, że z uwagi na prace i inne sprawy
możemy jechać tylko na tydzień. Wtedy od spytał się, czy jednak nie
moglibyśmy zabrać jego syna chociaż na weekend, tj. sami bylibyśmy od
poniedziałku do piątku, a potem z jego synem do poniedziałku. Mówiąc szczerze
nie byłam zachwycona tą propozycją, ale zgodnie z prawdą powiedziałam, że
raczej nie będzie mi to przeszkadzało. Ustatliliśmy jednak, że ostateczną
decyzję podejmiemy dopiero, kiedy oglądniemy ten ośrodek i nasz dwuosobowy
domek - czy w ogóle będzie miejsce dla jeszcze jednej osoby. Na początku
planowaliśmy, że na rekonesans wybierzemy się początku czerwca, jednak nie
dawno okazało się, że mniej więcej w tym czasie jadę do tego ośrodka na
szkolenie.
No i cóż. Ostatnio jedziemy w trójkę do kina, a synek mówi "tato jak
pojedziemy nad to morze...". Z kontekstu ewidentnie wynikało, że on mówił o
tych naszych wspólnych wczasach.
Przyznam się, że bardzo mnie to zdenerwowało i wręcz obraziło. Skoro
ustatliliśmy, że podejmiemy decyzję, że Mały jedzie z nami dopiero jak
będziemy znać warunki tego ośrodka, a Tato (a mój chłopak) już mu to
zskomunikował, to ja poczułam się pominięta w tym wszystkim. Wydawało mi się,
że na ostateczną decyzję mam(-y) jeszcze czas, że nie została ona podjęta.
Bardzo mnie to zdenerwowało.
W końcu taki wspólny wyjazd to nie jest wyjście do kina czy na jakąs rodzinną
uroczystość typu wesele. A z synem mojego Pięknego byliśmy wspólnie jak do
tej pory 2 razy w kinie i raz na weselu.
Wydaje mi się, że ja po prostu nie czuję się jeszcze gotowa na
takie "rodzinne wakacje". Poza tym wiem, że kiedy przyjedzie, nawet na
weekend, to wszystko będzie musiało wyglądać inaczej - nie będzie tej
swobody, zapewne o wspólnym spaniu z moim chłopakiem będę mogła zapomnieć,
chociąz to nie jest w tym najważniejsze. Poza tym myślałam, że cały tydzień
spędzimy tylko sami, starając się nadrobić stracony czas. A tydzień to w
końcu nie tak dużo... Zresztą od 2 lat nie miałam porządnyvh wakacji...
Dodoam tylko, że to ja jestem głównym organizatorem tego wypoczynku.
Chcę o tym porozmawiać z moim chłopakiem,ale boję się trohę jego reakcji. Nie
wiem być może jednak jestem egoistką...
Jednak na ogół we wszystkim co jest związane z dzieckiem ustępuję i nie
marudzę, jeżeli on mi mówi, że chce gdzieś jechać sam z synem i wtedy nie
może spotkać się ze mną. Ale ja też mam swoje prawa, uczucia, potrzeby.
Poradźcie coś mądre kobiety!!!!!