wydra5555
24.05.06, 20:58
sytuacja jest beznadziejna nie wiem co mam z tym zrobic, od soboty
praktycznie sie nie widzieliśmy; nie mieszkamy razem ;przed koncem czerwca
miellismy razem zamieszkac; w niedziele razem mielismy isc na badania pomimo
ze go obudziłam tel to poszedł dalej spac i olał, miał do mnie tam dojśc ale
nie doszedł, potem z kolega do konca dnia naprawiał samochód i po niedzieli,
w poniedziałek widzielismy sie jakies 30 min chwile tylko pogadalismy po niby
z tym samochodem coś, we wtorek miał odebrac wyniki i mieliśmy jechac do gina
ale nie odebrał ich i nie pojechał ze mna, miał do mnie dojechac ale niestety
zbładził po drodze i tyle sie widzieliśmy, miał przyjśc dzisiaj rano ale
zaspał i stwierdził ze mam do niego pretensje ze spi,dzis myslałam ze tak jak
zwykle od razu po pracy bedzie u mnie ale niestety jest u kolegi na kawie,
tak wyglada nasze zycie ja sobie czekam całymi dniami na niego a on olewa
wszystko; do tego jest ogromny problem z seksem raz na kilka tygodni,
całujemy sie tylko na przywitanie tak jak ciocie w policzek, chciałam z nim o
tym pogadac ale ciagle sie wg niego powtarzam, wyolbrzymiam, na dodatek od
dłuzszego czasu nie chce u mnie spać, ma głupie wymowki.chyba nic z tego
jednak nie bedzie, chyba bede samotna matka; do tego nie moge postrzymac sie
od płaczu , dzis na zajeciach nie byłam a jutro zamiast na kolokwium sie
uczyc to siedze i rycze; on w ogóle unika ze mna spotkań, sa mu chyba nie
potrzebne...