nisar
29.05.06, 12:04
Mianowicie kwestii "klapsowania" (nie bicia) dzieci, tego całego dzikiego
szumu, projektów bzdurnych ustaw, wielkich dyskusji o szkodliwości dania
dziecku klapsa itepeitede.
Oraz kompletnego pomijania wszechobecnego poniżania słownego. Tych
wszystkich "zamknij się gnoju", "co ty wiesz debilku", "pytał cię ktoś,
smarkaczu", "no pewnie że ci się nie udało, nigdy ci się nie udaje" i tak
dalej. Cytaty to efekt mojego podsłuchiwania kilku mamusiek w czasie mojej
bytności na basenie wczoraj (niecałe dwie godziny).
Rany boskie.
Ja rozumiem argumenty że klaps jest poniżaniem dziecka. Że jest zły i się nie
powinno. Mam na ten temat swoje zdanie i nie występuję w obronie klapsów. Nie
chodzi mi też o kolejną dyskusję o wpływie klapsa na psychikę dziecka.
Chodzi mi o kompletne pomijanie drobnej kwestii jaką jest traktowanie dziecka
z szacunkiem. Także, a może przede wszystkim słownym.
I tu się pewnie narażę, ale obawiam się, że wpływ takich jak powyżej tekstów
na psychikę dziecka jest nieporównywalnie gorszy niż klaps w tyłek czy
machnięcie ścierką od talerzy po łapach.
Czemu nikt o to nie walczy, żeby dzieci nie były obrażane słownie? Czy na
tych nieszczęsnych klapsach albo ich braku kończy się świat wychowania?
Nie rozumiem, naprawdę.