dirke78
02.06.06, 08:35
Jakiś czas temu pisałam o sprawie z konduktorem:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=41153929&a=41153929
Skargę napisałam mailem 2 maja i prawdę mówiąc, pod koniec miesiąca
pomyślałam, ze pewnie już mi nic nie odposzą, skoro do tej pory była cisza.
Od wczoraj historia ma ciąg dalszy. Siedzę sobie grzecznie w autobusie i
słyszę,że dzwoni mi komórka. Odbieram. Dzwoni mężczyzna, pyta czy ja to ja,
przedstawia się. Mówi,ze dzwoni z PKP z Przewozów Regionalnych i ze... jest
konduktorem, na którego napisałam skargę. Sytuacji nie pamięta...ale...chce
przyjechać do mnie do domu, przeprosić. Bo skarga obila się o Warszawę, o
Związki zawodowe, grozi mu zwolnienie dyscyplinarne ( fakt,walnęłam pisemko
aż miło )Tłumaczył mi ( dzwonił dwa razy) że nie pamięta, że ma trójkę
dzieci,że żona nie pracuje, że mnie przeprosi, że przyjedzie, zeby mu
podpisac pisemko,ze wycofuję skargę.
Trochę mnie wmurowało, bo nie wymagałam od PKP dostarczenia mi jego głowy na
tacy, chcialam tylko : wyżalić się, Przedstawić sytuację, prosić o
instrukcje, co robić w takiej sytuacji. Myślałam,że mnie przeproszą
standardowo na piśmie, facetowi coś napomkną, ze była skarga i zeby się
starał... Ja poczułabym się lepiej, a facet by wiedzial, ze coś się dzieje, i
moze by już zachowywał się przyzwoicie.
Diś ma dzwonić do mnie znowu, ma też dzwonić pani ze zwiazkow zawodowych w
tej sprawie....
Prawdę mowiąc, nie chcę, żeby do mnie przyjeżdzał ( jest z Kielc, dzwonil z
domowego , numer mi się wyswietlil, w tle bylo slychać zonę i male dzieci ),
wystarczy mi, że do mnie zadzwonil i przeprosil, myślę,ze będzie mial nauczkę
na długi czas. Nawet powiedziala mu, że moge zadzwonić do PKP że się nie
gniewam ,ale ....facet nie jest z Warszawy, nie wiedzial, do kogo dokladnie
mam zadzwonić.
Naprawdę za to mogą go wywalić czy facet przesadza??