Spotkałam na ulicy swoją dawną miłość....

02.06.06, 17:04
Witam, muszę dziewczyny się wygadać. Trochę długi wątek będzie. W wieku 19 lat
rozpoczęłam studia dzienne. Byłam wtedy w związku 2 lata. Byłam kochana i
kochałam i wydawałoby się, że nic się nie zmieni. Poznałam na roku wielu
ludzi, przez jednego z kolegów dotarłam do kuzynki również studiującej na tej
uczelni. To on mnie zaczepił i zaczął rozmawiać, że chyba zna kogoś z mojej
rodziny itp Moja kuzynka go o to poprosiła. Nie widziałam jej parę ładnych lat
i nie wiedziałam, że jesteśmy na jednym kierunku. Tak się zaczęło. Nie
chciałam tego świadomie, nie zdawałam sobie sprawy, że mogę się w tym chłopaku
zakochać. Piotr szanowa, że jestem w stałym związku, po prostu mieliśmy część
cwiczeń razem i rozmawialiśmy i tak się zaczęło.... Zakochał się, ja nie
wiem... Zależało mi na nim, uwielbiałam jego towarzystwo, uśmiech, brakowało
mi go w domu. Był ciepły, łagodny, dobry, nie nalegał na nic. To był koszmar
dla mnie. Nie wiedziałam kogo kocham, jak sobie poradzić z uczuciami, co
zrobić. Mój chłopak szalał jak sie dowiedział, płakał, prosił, błagał, żebym
nie odeszła. Groził Piotrowi, mnie trochę też szantażował, że sobie coś zrobi
itp. Sytuacja koszmarna. Przypominał mi co razem przeżyliśmy, mówił, że faceci
w akademikach raczej wierni nie są.... Rozchorowałam się, zawaliłam nieco
studia. Zdecydowałam, że rzucam uczelnię. Nie dawałam sobie rady, zbyt
techniczny kierunek się okazał, do tego Piotr i zaległości.... Odeszłam i
zabrałam dokumenty z uczelni. Nie byłam pewna co czuję, tęskniłam za Piotrem
ale i bałam się z nim rozpocząć. Nie wiem sama czego chciałam. Nie
pozegnaliśmy się, nie rozstaliśmy się oficjalnie i nie wytłumaczyliśmy sobie
wielu spraw. Po prostu odeszłam ze studiów. Myślę, że Piotr mógł myśleć, że to
w związku z nim, że uciekłam, nie umiałam sobie poradzić. Chciałam mu
wyjaśnić, wytłumaczyć, zobaczyć, ale nie spotkaliśmy się już. Nie miałam
kontaktu z nikim z uczelni, nie mogłam tego wytrzymać psychicznie. W domu
awantura za studia... Z moim chłopakiem zostaliśmy razem, przyjeżdzał, czas
leczy rany. Zostaliśmy razem, ale były chwile, że nie wiedziałam czy dobrze
zrobiłam. Spotkalismy się z Piotrem przypadkowo w autobusie ponad rok poźniej.
Ja mało nie padłam, nie byłam w stanie nic zrobić ani powiedzieć. Wysiadłam z
płaczem na przystanku, na którym i tak wcześniej miałam wysiąść. Piotr
pojechał dalej, z resztą i tak nie wiedział ze wysiadłam, bo ja stałam dużo za
nim. Wyszłam za mąż za mojego chłopaka, mieszkamy blisko tej uczelni i 2 dni
temu.... Boże... zobaczyłam Piotra na pzrejściu dla pieszych. Mało nie
umarłam! Wpatrywał się, ja również. To było pzrecież ponad 6 lat temyu, ale Go
poznałam. Mineliśmy się gapiąc się na siebie. Swiatło zmnowu się zmieniło. Ja
się obejrzałam a On stał i też patrzył. Swiatło się zmieniło i poszliśmy w
przeciwną stronę. Jestem taka zła, że nie porozmawialismy, że nie zatrzymałam
sie na dłużej. Nie mogłam po prostu, nie mogłam. Zatkało mnie, nie umiałam.
Kurde mogłam z nim pogadać, zatrzymać. Zobaczyć jakim jest człowiekiem. Sama
nie wiem co bym z tego spotkania wyniosła. Moze On nie chciał ze mna
rozmawiać, nienawidzi mnie i dlatego nie stanął?? Może nie mógł tak jak ja??
Oj dziewczyny, alle miałąm spotkanie...
    • hyde_park1 Re: Spotkałam na ulicy swoją dawną miłość.... 02.06.06, 21:25
      Piękne i smutne.
      Niestety dopóki nie porozmawiasz z nim nie uporasz się sama z sobą.
      A jak porozmawiasz to możesz się zamotać jeszcze bardziej.
      Życzę Ci zrozumienia siebie samej.
      • judyta.k Re: Spotkałam na ulicy swoją dawną miłość.... 02.06.06, 21:52
        Tak, być może masz rację, ale to spotkanie było czysto przypadkowe i nie ma
        większych szans na powtórkę. Nie mam z nim kontaktu, Piotr ze mną też nie.
        pozdrawiam
    • buba27 Re: Spotkałam na ulicy swoją dawną miłość.... 02.06.06, 21:53
      taa, mi tez sie to zdarzylo. Oj jak sobie przypomne to mi ciarki przechodza,
      niestety zycie poukladalismy sobie inaczej. Tak jak napisala poprzedniczka,
      spotkanie tylko by rozbudzilo twoje emocje i moglo miec wplyw na twoje aktualne
      zycie ale rozumiem, to kusi i masz poczucie niespelnienia, tez tak mam
      • judyta.k Re: Spotkałam na ulicy swoją dawną miłość.... 02.06.06, 21:58
        Tak ,masz rację. Nie mogę sobie darować, że nie próbowałam Go zatrzymać, dać
        znak, że chcę porozmawiać. Achhh!! Tak wspaniale spędzaliśmy kiedyś czas i
        jestem bardzo ciekawa czy to ten sam chłopak co przed laty. Mogłoby się okazać,
        że jest juz kimś zupełnie innym, ale w sumie jeśli ten stary "magnetyzm"
        powróciłby?? To mogłoby być bardzo niebezpieczne... Wydaje mi się, że gdybym
        dłuzej stała i patrzyła na Piotra to by z pewnością też stanął a może i podszedł
        a ja głupia zdurniałam i nogi miałam z waty...Achhhh
        • buba27 Re: Spotkałam na ulicy swoją dawną miłość.... 02.06.06, 22:03
          jak ja spotkalam swa byla milosc to on mnie zagadnal a ja udalam ze sie spiesze
          i poszlam bo tak sie zmieszalam. A potem ze lzami w oczach szlam i walilam
          glowa w mur dlaczego nie porozmawialam, balam sie ze bedzie pytal co u mnie, a
          ja juz mezatka i w dodatku dzieciata
          • judyta.k Re: Spotkałam na ulicy swoją dawną miłość.... 02.06.06, 22:08
            Właśnie, jakoś wewnętrznie mnie boli, że nie próbował mnie zatrzymać, ale
            przecież ja też mogłam to zrobić. Nie wiem, może nie chciał, niechętnie o mnie
            myślał, nie wiem.... XZapomniałam napisać, że po 2 latach zdobył nr mojej
            komórki od tej kuzynki i chciał się spotkać. Ja się wahałam, pisaliśmy długo do
            siebie. Dobrze o mnie pisał, same pozytywy itp ale w końcu przez przypadek
            skasowałam jego nr telefonu a nie pamiętałam na pamięć więc się nie spotkaliśmy
            sad( A ja chciałam mu odpisać, że się zgadzam. Może i dlatego nie chciał
            stanąć?? Pomyślał, że nie będę chciała rozmawiać?
            • judyta.k Re: Spotkałam na ulicy swoją dawną miłość.... 02.06.06, 22:12
              A z tą kuzynką kontaktu nie mam sad Szkoda. Nawet nie wiem czy Piotr wie, że
              wyszłam za mąż. Gdybym się uparłą mogłabym napisać list do rodziców kuzynki,
              kiedyś by przecież pojechała w swoje rodzinne strony i go przeczytała
              • buba27 Re: Spotkałam na ulicy swoją dawną miłość.... 02.06.06, 22:19
                przeciez nie bedzie wchodzil z butami w twoje zycie, moze myslal wiele razy o
                tym ale pokazywalas mu ze ci nie zalezy. U mnie troche podobnie ale miedzy nami
                nigdy nie bylo nic, ja bylam zakochana po uszy, on chyba o tym wiedzial ale
                mialam wrazenie ze jemu tez zalezy choc nigdy mi tego nie powiedzial, kiedy go
                spotykalam raz na 2 lata mniej wiecej to gadalismy o wszystkim tylko nie o tym
                co bylo ale czulam sie okropnie, konczylam te rozmowy, meczyly mnie a
                rownoczesnie serce walilo jak oszalale. Bylam juz z moim obecnym mezem, kiedys
                spotkalismy sie ze trojke, myslalam ze zembleje, potem tylko mojemu bylo
                przykro bo zauwazyl jak spocily mi sie rece.
                Potem byla dluga przerwa (slub, ciaza, dziecko), no i znow go spotkalam, i
                ucieklam. Snie po nocach zeby go spotkac i pogadac o tym co wlasciwie miedzy
                nami bylo... ale lapie sie na tym ze gdyby chcial mnie odzyskac to bym ulegla,
                choc jestem szczesliwa w zwiazku.
                • judyta.k Re: Spotkałam na ulicy swoją dawną miłość.... 02.06.06, 22:24
                  Pewnie masz rację. Wydaje mi się, że uznał rezygnację ze studiów jako mój wybór
                  ucieczki przed nim. Jakbyśmy się mieli kiedyś w 3. zobaczyć to ja bym chyba
                  zmarła , liczyłabym na to, że mój mąż Piotra nie pozna. Po mnie od razu widać
                  emocje, pewnie byłaby awantura, ze mnie Jego widok ruszył po tylu
                  latach...Jednakże radziłabyś mi napisać do tej kuzynki i nawiązać z nia jakiś
                  kontakt i przy którejś tam okazji zapytać o Piotra i jak mu się życie ułożyło?
                  • judyta.k Re: Spotkałam na ulicy swoją dawną miłość.... 02.06.06, 22:25
                    acha, jakby Piotr chciał się jakoś ze mna spotkać to bym nie odmówiła. Matko, az
                    mi wstyd pisać o tym...
                  • hyde_park1 Re: Spotkałam na ulicy swoją dawną miłość.... 02.06.06, 22:32
                    Nie rób tego. Zostaw sprawy własnemu biegowi..
                    A co do spotkania we trójkę to zostanie tylko niesmak i jakaś zadra w obecnym
                    związku. Nie licz na to, że ślubny by się nie zorientował, że Piotr to ten
                    Piotr. W tych sprawach to mężowie „niestety” nie są ślepi.
                    • judyta.k Re: Spotkałam na ulicy swoją dawną miłość.... 02.06.06, 22:44
                      Chyba do końca życia Piotr zostanie niespełnioną miłoscią smile Będę sobie
                      wyobrażać czy rzeczywiście bylibyśmy dobrą parą, na jaką podobno się
                      zapowiadaliśmy...Dodam, że przed moim wtedy chłopakiem a obecnie mężem zostałam
                      oszukana i źle potraktowana przez pzryjaciela, który wykorzystał moją naiwność(
                      nie w sensie seksualnym, ale bardzo cierpiałam). Być może dlatego bałam sie
                      zacząć związek z Piotrem. Mój obecny mąż dobrze to wykorzystał w tamtej
                      sytuacji, bo i On miał duże problemy żeby do mnie dotrzeć sad
    • 7betinka9 Re: Spotkałam na ulicy swoją dawną miłość.... 03.06.06, 00:21
      a ja nigdy nie chciałabym przeżyć takiego spotkania
      przeszłość minęła bezpowrotnie - mimo że kochałam bardzo
      teraz mam Kogoś wspanialszego

      zapomnij o nim, to chyba jedyna rada
      • judyta.k Re: Spotkałam na ulicy swoją dawną miłość.... 03.06.06, 09:41
        Mogę Ci właściwie napisać, że to spotkaniu było dla mnie straszne. Bardzo je
        przeżyłam i przeżywam... Najgorsze,że nasza znajomość zostałą jakby urwana, co
        chyba jeszcze gorzej niż jak miłość czy wielka sympatia po prosto się skończy
        aalbo jak się okaże, że to była jednak pomyłka
        Dzięki za zrozumienie
        Judyta
Pełna wersja