bejbi76
13.06.06, 22:21
dziewczyny ,krew mnie zalewa na mojego meza.Jestesmy 10 lat po slubie, mamy syna prawie 10letniego,i roczna coreczke.Przez 9 lat naszego pozycia malzenskiego bylo prawie ok,(prawie bo osobiscie nie wierze w idealne zwiazki),pracowalismy dorobilismy sie mieszkania o ktorym zawsze marzylismy wszyscy troje.No wiec czas pomyslec o nastepnym dziecku,udało sie ,jest dziewczynka.Aha przez cala ciaze maz mowił ze bedzie wychodził na spacer ze bedzie mi pomagał,a ja głupia uwierzyłam no i sie rozczarowałam.Jak przyjezdza z pracy to zjada obiad ktory mu podaje i musi przespac sie jakies30min.jak mu mówie ze by poszedł na spacer z mała to juz zaczyna buzowac, ze jeszcze chwila że zaraz, że cos tam,tłumacze mu a czasami to sie nawet dre, ze dziecko nie bedzie czekało az on sie wyspi i wypocznie tylko ma wstac i wyjsc no i konczy sie tym ze ja wychodze sama z mała.Dzisiaj wykąpał mała tak ze zle umył głowke ,nie tak jak ja i na koniec przy wycieraniu mała dorwała mydło i troche zjadła boze jak ja sie na niego wydarłam,ze jak on tego nie mógł przewidziec.Nie wiem moze ja sie czepiam,ale szlag mnie trafia jak on cos robi nie tak jak ja.Nie domysli sie ze ja moze chce odpocząc sama w domu,wszystko robie sama ,zakupy, gotowanie,przyrządzanie,podanie, sprzątanie,bawienie.Jego rola ogranicza sie do zarabiania pieniedzy,niby sie nie kłocimy ,ale to mnie tak wkurza u niego.Odpiszcie mi cos ,bo może to ze mną coś nie tak...