monia145
18.06.06, 16:03
Dzisiaj w pracy po raz pierwszy ktoś powiedział o mnie " pani jest pedagożką".
Co w tym dziwnego? Ano to, że na ogół ludziom trudno przez usta przechodzą
tego typu żeńskie końcówki zawodów. Zauważyłam, że o ile " nauczycielka,
malarka, poetka, aktorka, czyli zawody wykonywane tradycyjnie przez kobiety,
lub takie o niewysokiej randze społecznej- jak sprzataczka, ekspedientka,
moga liczyć na sfeminizowanie, to "lekarka zamiast lekarz, psycholożka- a nie
psycholog, teolożka zamiast teolog"- napotykaja w naszym społeczeństwie na
duży opór. Czy bierze sie to stąd, że podświadomie obawiamy się, że używając
takiej formy dokonujemy swoistej profanacji rangi społecznej danej osoby?
Boimy się, ze ta osoba poczuje się przez nas zlekceważona? A może po prostu
te zmiany dopiero raczkuja u nas i potrzeba wiecej czasu, aby się z nimi
oswoić?
Ja nie poczułam sie urażona,poza tym, uważam, ze wprowadzenie tego rodzaju
formy żeńskie sa szansa na pewnego rodzaju nobilitację dla kobiet,
wkraczajacych w sfery życia społecznego dotad mało dostepne.
A co Wy sadzicie na ten temat? Korzystacie z usług prawniczki, idziecie z
dzieckiem do psycholożki czy macie opory przed tego typu formami jezykowymi?