Dzieci zarabiają na wakacje

19.06.06, 12:58
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3425410.html
Ja nie mam nic przreciwko takiej pracy.
Chętnie skorzystam z pomocy przy pakowaniu i jeszcze ekstra coś wcinę w
łapkę. A Wy?
    • mama_kotula Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 13:03
      Jasne. Pomysł fajny, nie sądzę, aby ktoś przymuszał dzieci do takiej pracy, i
      robią to świadomie i z własnej woli. Poza tym imho pieniądze zarobione
      samodzielnie bardziej cieszą i jest to powód do dumy.
      Co prawda nie przepadam, jak mi ktoś pakuje rzeczy przy kasie (mydło z
      pomidorami i skarpetkami na przykład big_grinD), ale takim akcjom jestem jak
      najbardziej przychylna.
    • triss_merigold6 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 13:05
      Nie wydaje mi się aby praca 8-latka była zgodna z jakimkolwiek prawem.
      Nie podoba mi się ten pomysł.
      Nie mam nic przeciwko temu, żeby dorabiały sobie starsze nastolatki ale nie
      DZIECI w wieku wczesnopodstawowkowym. Te dzieci powinny mieć sfinansowany
      wyjazd na kolonie z innych środków.
    • babsee Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 13:09
      Nie mam nic przeciwko zarobkowaniu podczas wakacji-ale 8 latek??/To chyab za
      wczesnie.8 lat-to jest jeszcze małe dziecko.I tyle godzin???
      Myśle ze 12 lat to już predzej.Ja pierwszy raz pracowałam jak mialam 14 lat-
      pamietam jak bardzo trudno było mi wydać te pieniązki i jak zaczęłam patrzeć na
      moją Mame-ze ona tak pracuje cały rok...
      • nchyb Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 13:11
        Popieram Triss i Babsee. 8-latkom nie powinno się pozwalać na zarobkowanie.
      • asiaasia1 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 13:13
        Kiedy miałam 19 lat pracowałam jako hostessa, również w supermarketach promując pieluchy Pampers, proszki do prania etc. Po kilku godzinach pracy dziennie miałam kosmiczny ból głowy i byłam bardzo rozdrazniona.Po przyjściu do domu kładałam się spać.
        Nie podoba mi się ten pomysł w ogóle !
        Praca w supermarkecie to jedna z najgorszych opcji- huk, hałas, rózne humory klientów.
        Za ciężko dla 8 latków.
        Wiem, co mówię.
    • g0sik Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 13:11
      Szkoda mi tych dzieci. Może ich rodziców należałoby wysłać do dodatkowej pracy
      skoro nie stać ich na sfinansowanie kolonii własnym dzieciom? Czułabym się
      fatalnie gdyby moje ośmioletnie dziecko musiało samo zarabiać na wakacje...
      • beata985 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 13:15
        nie miałabym nic przeciwko gdyby moje dziecko SAMOchciało pracować.NIc na siłę
        a 8 lat to chyba za moalo,chociaż są dzieci bardzo pracowite mimo tego
        wieku.Obawiam się tylko ,żeby to nie była raczej pomoc rodzicom.
        moje jak narazie zbiera puszki i butelki,które ja potem muszę zawieżć
      • asiaasia1 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 13:15
        A może ci rodzice pracują, może nawet maja dwie prace - wiesz, niekoniecznie ugogi=leniwy=patologia, alkohol etc., szczególnie w Polsce...
        • triss_merigold6 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 13:17
          To nie ma znaczenia. Są organizacje i instytucje zajmujące się letnim
          wypoczynkiem dzieci. Te pracujące w markecie są tam niezgodnie z prawem.
        • g0sik Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 13:21
          Mają dwie pracę i nie mogą odłożyć 1000 zł na wakacje dla dziecka? Rozumiem, że
          nie każdego stać na to, aby wyłożyć z bieżącej pensji 1000 czy 2000 ale skoro
          ma się dzieci to przez rok można chyba odłożyć?
          • asiaasia1 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 13:32
            Nie wiem , w jakim kraju Gosik zyjesz.

            Ja doskonale rozumiem sytuację ubogich rodzin.

            Owszem , są pijacy, którzy dziecku chleba nie dadzą, ale na flaszkę zawsze mają.
            To jednak nie jest regułą.
            Wszystko zalezy od tego , jaką masz pracę. Możesz miec nawet 4 "etaty", ale tak niskopłatne, że w sumie pensję masz mierną.
            Znam tez sytuację samotnych matek na przykład, które mając dwie prace opłacają tylko bieżące potrzeby dziecka (dzieci) swoje i domu.
            Zresztą, nie muszę szukac daleko. Moja mama miała własnie dwie prace - jedna w szpitalu ( mama ma wyzsze wykształcenie, co nie kompletnie żadnego znaczenia) i drugą na ćwierc etatu w jakimś instytucie chemicznym i co z tego, kiedy zarabiała 1500 do ręki ?Tak było do niedawna. Nasz ojciec do tej pory płaci alimenty, regularnie( ja mam 26 lat) , i co z tego? Na wakacje zawsze zarabialismy sobie sami, ale nie w wieku 8 lat...A ja zwiedizłam kawał Europy stopem w ramach oszczędności, ale nie w podstawówcesmileW podstawówce jeździlam na obozy harcerskie, ale wtedy były troche inne czasy i inne koszty.
            • wieczna-gosia sie wtrace a propos obozu 19.06.06, 14:27
              W podstawówce jeździlam na obozy harcerskie,
              > ale wtedy były troche inne czasy i inne koszty.

              w tym roku za kolonie zuchowa place 500 zlotych za dwa tygodnie- oczywiscie
              zdaje sobie sprawe ze warunki beda spartanskie, noclegi w salach szkolnych itd,
              ale przeciez nie to jest najwazniejsze. ZHR dofinansowuje poza tym, jesli sie
              poprosi, wiec jesli na 500 zlotych kogos nie stac moze zaplacic mniej.
      • triss_merigold6 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 13:15
        Normalnie jak w końcu XIX wieku w Europie zanim wprowadzono prawa ograniczające
        pracę dzieci...
        Polska ratyfikowała Konwencję Ochrony Praw Dziecka, że przypomnę. 8-latki na
        pewno nie mogą pracować.
        • asiaasia1 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 13:19
          W dodatku te dzieci pracują 8 godzin , czasami BEZ PRZERWY.
          Po artykule w Wyborczej powinni znaleźć się sponsorzy, którzy chociaż częściowo pokryliby koszty kolonii.
          • triss_merigold6 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 13:22
            Przede wszystkim sprawą powinna zająć się Inspekcja Pracy i Komitet Ochrony
            Praw Dziecka oraz Rzecznik Praw Dziecka.
            O ile dobrze pamietam (pliz poprawcie jeśli pokręciłam) to małoletni poniżej 16
            roku życia nie może pracować w pełnym wymiarze ani w warunkach szkodliwych dla
            zdrowia ani w nocy.
          • mama_kotula Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 13:24
            asiaasia1 napisała:

            > W dodatku te dzieci pracują 8 godzin , czasami BEZ PRZERWY.

            Czytaj uważnie: dzieci mają zapewnione przerwy, ale SAME nie chcą z nich
            korzystać. Jest różnica. Podejrzewam też, że żadne dziecko nie będzie pracować
            akurat tych 8 godzin, i zapewne nikt od niego tego nie wymaga.
            Na moje oko artykuł jest tendencyjny, aby wzbudzić współczucie i kontrowersję.
            Podane godziny pracy sugerują, że dzieci pracują bite 8 godzin, a prawdopodobnie
            chodzi o to, że po prostu można je spotkać przy pracy w tych godzinach (czyli
            od... do...).

            Przeczytajcie dyskusję pod komentowanym artykułem, tam jest kilka wypowiedzi
            osób, które znają tę akcję z autopsji - dużo wyjaśniają.
            • asiaasia1 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 13:36
              Zauważyłam, że przerwy dzieci same nie chcą. Kompletnie mnie to nie obchodzi i nie jest to dla mnie żadne wytłumaczenie. Jasne, że artykuł jest tendencyjny, sam tytuł to wskazuje: "harują na wakacje". Jednak , dopóki praca 8 latków jeat zakazana, dopóty uważam pomysł za idiotyczny. Zresztą, supermarket to najgorsza opcja, jaka mogła najmłodszym sie trafić.
              Doceniam wysiłek koordynatorów akcji- uwazam , ze nie tędy droga.
            • nchyb Japończycy tez nie chcą urlopów... ;-) 19.06.06, 14:09
              > Czytaj uważnie: dzieci mają zapewnione przerwy, ale SAME nie chcą z nich
              > korzystać.
              Teoretycznie Japończycy mają prawo mieć urlop, ale dopóki szef na sile ich nie
              wykopsa nikt nie idzie...

              i zresztą, ta tendencja jest już do zauważenia nie tylko w firmach japońskich,
              ale i naszych rodzimych...
              • triss_merigold6 Re: Japończycy tez nie chcą urlopów... ;-) 19.06.06, 14:12
                I Japończycy jako jedyni na świecie mają problem z karoshi - smiercią z
                przepracowania.
                • mama_kotula Re: Japończycy tez nie chcą urlopów... ;-) 19.06.06, 14:16
                  Sądzę, że po paru dniach pakowania zakupów bez upominania się o przerwy, minie
                  etap "zachłyśnięcia się nowością" i jednak dzieci będą z tych przerw korzystać.
                  Podejrzewam też, że część zrezygnuje z dorabiania w ten sposób po kilku dniach,
                  bo na początku pewnie niektórzy traktują to jako pewien rodzaj zabawy, a potem
                  przyjdzie znużenie.
                  Czyli nie masz się co martwić, dzieciom nie grozi śmierć z przepracowania smile
    • kawka74 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 13:21
      Większość szósto- czy piątoklasistów może pracować spokojnie, natomiast ośmio-
      czy dziewięciolatka nie widzę przy tej robocie.
      • triss_merigold6 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 13:23
        Jesoo... nie zatrudnisz legalnie 11-latka, przecież nawet nie ma ograniczonej
        zdolności do czynności prawnych!
        • kawka74 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 14:57
          Nie chodzi mi o zdolności prawne, ale o zdolności fizyczne, nic więcej. W
          sprawy prawne w tej chwili nie wnikam.
    • clk Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 13:28
      ja w 6tej klasie podstawowki zarabialam - rodzice kolezanki mieli duze pole z
      truskawkami; pamietam,ze placili nam tyle samo,ile "doroslym". Jak moglam, to
      chodzilam, mialam z tego naprawde sporo pieniedzy jak na tamte czasy, zreszta
      moje kolezanki tez.
      i jaka radosc byla...
    • lola211 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 13:37
      mojej kuzynki córka jest harcerka, ma 11 lat.Od 2 lat zarabia na wakacje
      pakujac w marketach zakupy.W ten sposób uzyskuje kilkaset zł., za co finansuje
      sobie oboz nad morzem.Czuje sie bardzo dumna i "dorosła",na pewno nie
      wykorzystywana.Moja córka ma prawie 8 lat, raz w tygodniu pomaga swojej cioci
      na stoisku handlowym- nie za pieniadze.Uwielbia to, wypisuje ceny, pakuje
      towar, gdy nie moze pomagac jest nieszczesliwa. Tak to wyglada.
    • halszkabronstein Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 13:38
      Ja pracowałam w tym wieku w wakacje (a i pózniej do czasu aż mogłam podjąć
      prace gdzie indziej już jako nastolatka ) , ale nie tylko , jednak z własnej
      nieprzymuszonej woli . Oczywiście u ojca ... bo kto by zatrudnił takie
      dziecko . Byłam z siebie bardzo dumna , no i oczywiście z pieniędzy które
      zarobiłam . Za obozy itp jednak płacili mi rodzice a pieniążki zarobione
      samodzielnie sobie odkładałam .

      Myśle , że ta praca wpłyneła na mnie bardzo korzystnie , naprawde nauczyłam się
      wielu rzeczy - wytrwałości , zorganizowania ,kombinowania, ciężkiej
      wielogodzinnej pracy i funkcjonowania w świecie dorosłych smile, biurowej obsługi
      komputera itp.
      W wolnych chwilach opiekowałam się bezdomnymi kotkami które zamieszkały pod
      naszym kontenerem i sadziłam rośliny i małe drzewka w okolicy co było dla mnie
      świetną zabawą smile.

      Wiecie jest różnica między zmuszaniem dzieci do pracy a dziećmi dla których
      praca to troche zabawa a troche zajecie w którym mogą się wykazać
      pomysłowościa , zangażowaniem i coś dorobić . Co prawda ja bym może pakować
      zakupów nie chciała , jednak jeśli te dzieci się palą do tego to czemu nie ...
      Myśle jednak ,że obozy powinni im finansować raczej rodzice a te pieniążki
      powinny mieć dla siebie . To jeszcze nie czas na zarabianie na własne
      utrzymanie itp.

      Pozdrawiam .
      • asiaasia1 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 13:43
        "Myśle jednak ,że obozy powinni im finansować raczej rodzice a te pieniążki
        powinny mieć dla siebie . To jeszcze nie czas na zarabianie na własne
        utrzymanie itp."

        Problem w tym, że ich rodziców nie stać na finansowanie dzieciom kolonii, z róznych powodów, w które teraz nie wnikam.
        Mam nadzieję, że po artykule znajdzie się sponsor i fundacja/ stowarzyszenie ( nie pamietam, sorry jaki ma status ta instytucja) nie bedzie zmuszone wysyłac dzieci do pracy w takich warunkach. Supermarket to ostateczność.
      • mama_kotula Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 13:44
        halszkabronstein napisała:

        > To jeszcze nie czas na zarabianie na własne
        > utrzymanie

        Ale przyznasz, że wyjazd na obóz nie należy do potrzeb pierwszego rzędu?
        To nie jest zarabianie na utrzymanie, jak piszesz, tylko na tzw. dobra luksusowe
        (fakt, czy wyjazd na wakacje powinien być dobrem luksusowym, to temat na osobny
        wątek).
        • halszkabronstein Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 13:57
          Zgadzam się , nie chodziło mi o to , że wyjazd zaliczam do potrzeb typu
          jedzenie czy mieszkanie . Mówiłam o pracy dzieci w ogóle a nie tylko o tym
          konkretnym przypadku .
    • triss_merigold6 Czy to tak trudno pojąć?! 19.06.06, 13:42
      Naprawdę trudno Wam zrozumieć, że - niezależnie od tego czy dzieci chcą czy
      nie - praca dzieci jest niezgodna z prawem?!
      Kodeks pracy, Konwencja Ochrony Praw Dziecka i inne ustawy/umowy międzynarodowe
      zabraniają wykorzystywania dzieci do pracy. Od 13 roku zycia małoletni zyskuje
      ograniczoną zdolność do czynności prawnych dopiero więc tym bardziej nie mam
      mowy aby młodsze mogły pracować.
      • clk Dlatego lepiej, jak nie wyjada na wakacje? 19.06.06, 13:45

        • asiaasia1 Re: Dlatego lepiej, jak nie wyjada na wakacje? 19.06.06, 13:48
          Lepiej, żeby Fundacja Nasze Dzieci nagłosnła sprawę i znalazła sponsorów, którzy mieliby z wzięcia udziału w takiej akcji równiez korzyści.
      • halszkabronstein Re: Czy to tak trudno pojąć?! 19.06.06, 13:49
        Prawo jak wiadomo zmienia się i pewne granice są ustalane umownie . Są to
        granice bardzo niedoskonałe bo np. nie zawsze osoba 18 letnia jest w pełni
        dojrzała by za siebie odpowiadać , tak samo jak nie każda 40 letnia jest...

        Nie ma co być takim biurokratą .
        Owszem też się troche dziwie , że to pakowanie zakupow odbywa się legalnie
        skoro prawo jednak tego zakazuje i nikt nie zwrócił z władz na to uwagi .


        Ja jednak chciałam i pracowałam w tym wieku , mój wybór i nie zamieniłabym tego
        okresu na żaden inny np na siłe zabawy głupimi lalkami by tylko z godnie z
        prawem odpracować przepisowo moje dzieciństwo .
        • halszkabronstein Re: Czy to tak trudno pojąć?! 19.06.06, 13:52
          Zgodnie* sorry .

      • mama_kotula Re: Czy to tak trudno pojąć?! 19.06.06, 13:49
        triss_merigold6 napisała:

        > Naprawdę trudno Wam zrozumieć, że - niezależnie od tego czy dzieci chcą czy
        > nie - praca dzieci jest niezgodna z prawem?!

        Triss, to jest jasne.
        To jest jak nabardziej jasne.
        Kwestia jest o tyle trudna, że spróbuj teraz powiedzieć tym dzieciom "kochanie,
        pracujesz nielegalnie i niezgodnie z prawem, mnie nie stać na zafundowanie ci
        kolonii, fundacji też nie ma, która by ci pomogła (niestety), więc posiedzisz
        sobie w domku przez całe wakacje".
        Smutne? Niestety. Dopóki jednak nie ma na tyle refundacji wypoczynku dla dzieci,
        prawdziwe.
        • triss_merigold6 Re: Czy to tak trudno pojąć?! 19.06.06, 13:54
          Tylko dlaczego zamiast zachwycać się przedsiębiorczością i operatywnością
          ośmiolatków nie napiszecie, że to cholerna patologia?
          W Afryce i Azji dzieci są sprzedawane jako służący lub odpracowujący długi
          rodziców, organizacje międzynarodowe nagłasniają problem od lat a tu laski pod
          warżeniem, jak to super, że dzieci same zarabiają...
          • mama_kotula Re: Czy to tak trudno pojąć?! 19.06.06, 14:07
            triss_merigold6 napisała:

            > Tylko dlaczego zamiast zachwycać się przedsiębiorczością i operatywnością
            > ośmiolatków nie napiszecie, że to cholerna patologia?
            > W Afryce i Azji dzieci są sprzedawane jako służący lub odpracowujący długi
            > rodziców, organizacje międzynarodowe nagłasniają problem od lat a tu laski pod
            > warżeniem, jak to super, że dzieci same zarabiają...

            Po pierwsze, nie sądzę, aby średnia wieku zarabiających dzieci wynosiła 8 lat.
            Jak napisała jedna osoba w dyskusji pod artykułem, są to w zdecydowanej
            większości gimnazjaliści i dzieci z ostatnich klas podstawówki, pani redaktor
            wychwyciła jedną ośmiolatkę i uznała, że napisze właśnie o niej, bo tak będzie
            bardziej bulwersująco.
            Po drugie, galopująca patologia, to za dużo powiedziane. Jest to sytuacja
            kontrowersyjna, ale w przeciwieństwie np. do żebrania na ulicy, ma swoje wiadome
            plusy (m.in to, że dziecko uczy się szanować pieniądz - nawet w wieku 8 lat taka
            wiedza jest przydatna).
            Po trzecie, nie porównuj tego ze sprzedawaniem dzieci do odpracowywania długów
            rodziców, bo tych dwóch spraw raczej nie da się porównać. Niebo a ziemia. Dzieci
            sprzedawane są przymusowo, dzieci pakujące w hipermarketach nie robią tego z
            przymusu (chyba żadna matka nie powie do dziecka "zap... do hipermarketu
            zarabiać, bo inaczej nici z kolonii?"). Chyba, że za przymus uznać niemożność w
            inny sposób wyjechania na wakacje.
            Jeszcze raz napiszę: artykuł jest tendencyjny. Procent ośmiolatków wśród
            pracujących dzieci jest znikomy, dzieci m.o.g.ą - a nie m.u.s.z.ą pracować od
            11.00 do 19.00 (stąd mylne oburzenie, że dzieci stoją przez 8 godzin przy kasie
            i pakują w tym czasie setki kilogramów). Żadne zdrowe na umyśle dziecko nie da
            się zmusić do takiej pracy.
            • nanuk24 Re: Czy to tak trudno pojąć?! 19.06.06, 17:29
              > sprzedawane są przymusowo, dzieci pakujące w hipermarketach nie robią tego z
              > przymusu (chyba żadna matka nie powie do dziecka "zap... do hipermarketu
              > zarabiać, bo inaczej nici z kolonii?").

              Uwierz mi, sa takie matkisad
    • niusianiusia Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 13:59
      Jak dla mnie to bardzo dobry pomysł. W Stanach dzieci są uczone pracy od
      początku. Koszenie trawników, mycie samochodów itd.. nie ma w tym nic złego, a
      wręcz jest to bardzo motywujące do nauki. W każdym razie na mnie to tak
      działało.
      Pierwszą pracę miałam w wieku 15 lat przy roznoszeniu ulotek. Na początku
      studiów zatrudniłam się jako kelnerka w restauracji. Pieniądze zarabiałam super
      bo na pół etatu nawet 2000 pln i to prawie 10 lat temu. To co mi najbardziej
      przeszkadzało w tej pracy to beznadziejni ludzie, z którymi nie chciałam mieć
      doczynienia i dlatego się zwolniłam. Cały czas czułam, ze nie jestm po tej
      stronie stołu. Bardzo mnie to zmotywowało do dalszej nauki.
      • triss_merigold6 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 14:02
        Zauważ łaskawie, że nie jesteśmy w Stanach tylko w Unii Europejskiej i
        obowiązuje nas prawo polskie oraz unijne. USA nie ratyfikowały ONZ-owskiej
        Konwencji Ochrony Praw Dziecka. W tej konwencji jest m.in. mowa o prawie
        dziecka do wypoczynku.
        • niusianiusia Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 14:13
          Pisz co chcesz. Nie zgadzam się z Tobą całkowicie. Lepiej, zeby te dzieciaki
          popracowały w supermakterach i wyjechały na wakacje lub kupiły sobie coś o czym
          marzą a rodzice nie chcą lub nie moga im dać na to pieniedzy, niż zgodnie z
          prawem, nudziły się całe wakacje na obsmarkanym podwórku słuchajac pijaciego
          bełkotu dorosłych, albo z nudów i poczucia beznadziei brały sie za narkotyki.
          • triss_merigold6 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 14:16
            Ja się nie zgadzam z afirmacją USA i amerykańskiego modelu kultu kasy.
            Wobec alternatywy jaką przedstawiłaś, faktycznie praca w markecie jest lepsza,
            co nie zmienia faktu, że całą sytuacje uważam za patologiczną.
            • niusianiusia Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 14:31
              > co nie zmienia faktu, że całą sytuacje uważam za patologiczną.

              Ale patologia nas otacza z każdej strony i trzeba się w niej jakoś odnaleść.
              Zabranianie dzieciom pracy w wakacje tylko ją pogorszy. "Czym skorupka za młodu
              nasiąknie, tym na starość trąci"... Dla tych dzieciaków praca jest formą nauki
              życia i postępowania w nim. Oczywiście nie może odbywać się kosztem nauki. Jak
              dla mnie w samej pracy nie ma nic złego. Moze byc to wielka szkoła dla
              dziecka, ze pieniądze same nie wpadają, ze trzeba sie trochę pomęczyć, że może
              warto sie uczyć, zeby potem takiej głupiej pracy za marne pieniądze nie mieć.

              A swoja drogą to Ja bym sobie bardzo życzyła w naszym kraju takiego modelu
              systemu jaki jest w USA.
              • monia145 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 14:34
                Ale jaki konkretny model masz na myśli i czego on miałby dotyczyć, jakich sfer
                życia społecznego? Wszystko ci sie w tych Stanach podoba, czy tylko wybiórcze
                kwestie? Bo nie rozumiem?!
            • melka_x Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 14:41
              > Ja się nie zgadzam z afirmacją USA i amerykańskiego modelu kultu kasy.

              Ja bym raczej mówiła o protestanckim etosie pracy. Etosie, który przywędrował
              do USA z części Europy, a nie odwrotnie. I nie o samą kasę chodzi, bo pracują
              również dzieci zamożnych rodziców.

              p.s. co nie zmienia faktu, że 8h stania przy pakowaniu to przegięcie pałki.
          • niusianiusia Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 14:24
            Mam dwie sąsiadki, córki pijaków.Rodzice mało się nimi interesują, państwo też
            jakoś nie skore do tego. Z resztą w domu dziecka nie byłoby im lepiej.
            Podejrzewam, ze to co rodzice dostają jako zapomogę trafia od razu do
            pobliskiego monopolu.
            Obie dziewczynki uczą się a po szkole pracują. Widać, że bardzo im zależy żeby
            wyjśc z tej beznadziei. Mają szansę dzięki temu, ze mogą gdzie zarobić (pracują
            w supermarkecie cały rok po kilka godzin dziennie) i mogą się dalej uczyć, mogą
            też wyjechać na wakacje... poprostu wzieły sprawy we własne ręce. Rozumiem, ze
            Twoim zdaniem lepiej byłoby im zabronic tej pracy, żeby całkowicie zostały z
            niczym?.
            • nchyb Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 14:33
              w jakim wieku są te Twoje sąsiadki?
              • niusianiusia Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 14:38
                14 I 16 LAT
                • nchyb Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 14:49
                  mimo wszystko uważam, że jest różnica pomiędzy starszymi nastolatkami, a 8-
                  latkami...

                  Ja pracowałam. W końcowych klasach podstawówki udzielałam korepetycji, a szkole
                  średniej co roku jździło się na tzw. OHPy, dodatkowo myłam okna, sprzątałam w
                  cukierniach, pomagałam przy sprzątaniu. Ale - miałam wtedy 14 i więcej lat.
                  13 jako korepetytoprka - to tak obecnie 2-3 klasa gimnazjum.
                  W wieku 8-9 lat nie pozwoliłabym dziecku pracować.

                  W tym roku mój 12-letni syn postanowił dorobić sobie do kieszonkowego, troche u
                  pobliskiego badylarza zbierał truskawki. Sam sobie znalazł, chciał, na świeżym
                  powietrzu z kolegami przez tydzień popracował. Srednio 2-3 godziny dziennie.

                  To jednak coś innego niż 8 czy nawet 9 latki w supermarkecie...


                  Przy okazji - jeszcze przypominami się dyskusja na zupełnie innym forum, ale w
                  podobnej sprawie, było o pakowaniu przez zdaje się harcerzy.

                  Wiele osób było przeciwnych - traktując to jak wymuszenie, jak niechciane mycie
                  okna samochodu. Chcesz, czy nie, ładują ci te zakupydo siaty i czekają na
                  grosik. Co innego, gdy zapytają - zbieramy na wakacje, czy zapakować te zakupy -
                  wtedy - mając możliwość wyboru - jestem za.

                  Ale na Boga, nie przez 8-latka...
            • wieczna-gosia Triss ale czekaj czekaj 19.06.06, 14:39
              dzieci pracuja przeciez w reklamie.
              w dubbingu.
              w filmach


              jakos sa zatrudniane- pewnie rodzice sa zatrudniani, ale dzieci pracuja. Byc
              moze tutaj zostala zastosowana ta sama zasada?

              Po pierwsze uwazam, ze koszty wyjazdu zostaly wysrubowane- juz wyzej pisalam ze
              moje dziecko jedzie na dwa tygodnie za 500 zlotych z ZHRu. I jeszcze mozna
              dofinansowanie dostac.
              Po drugie ten supermarket- no nie wiem. Dla mnie w ogole to zarabianie w
              supermarketach pakowaniem to takie nie wiadomo co.... troche zebractwo neistety....
              • monia145 Re: Triss ale czekaj czekaj 19.06.06, 14:41
                Pakowanie towaru w supermarkecie to nie żebractwo- jest wykonana praca i za tę
                pracę jest płacasmile
                • nchyb Re: Triss ale czekaj czekaj 19.06.06, 15:10
                  Monia, jak to wspomniałam wyżej, to nie takie proste, czy kwalifikujemy to jak
                  żębractwo, czy jak pracę. jeżeli klient ma wybór - dać zapakować i zapłacić -
                  to jest praca, jeżeli jednak pakują wszystkim na siłe, czy chce czy nie - a
                  potem puszkę podtykają - to już raczej porównałabym do tego wspomnianego mycia
                  na siłę okien w samochodach. Czy to na pewno praca, którą zamawiasz i za którą
                  chcesz zapłacić?
                  • monia145 Re: Triss ale czekaj czekaj 19.06.06, 15:18
                    Napisałam to z punktu widzenia lojalnego klienta ulubionego supermarketu , w
                    którym robię czesto zakupy. Harcerze pakujacy kupione produkty sa zaopatrzeni w
                    tabliczki informujące, na jaki cel zbierane sa pieniadze do puszek. Czesto jest
                    to cel wakacyjny. Poza tym informuja mnie dodatkowo werbalnie o przeznaczeniu
                    tych funduszy, wiec nie widze problemu, aby sie nie zgodzić. Natomiast, jeśli
                    byłoby to natrętne i wymuszane na mnie, to masz rację,sprawa jest dyskusyjnasmile
                    • nchyb Re: Triss ale czekaj czekaj 19.06.06, 15:52
                      Moniu, tyle że z tymi harcerzami to różnie bywa. owszem, tabliczki są. Ale
                      stoisz przy kasie, kasjerka produkty przesuwa przy czytniku i tu dwie wersje -
                      bez pytania Ciebie, taki harcerz, dziecko, czy innaosoba pakująca - natychmiast
                      zaczyna pakować...

                      druga wersja - przesuwa się towar a osoba pakująca pyta: zapakować?... wolę
                      wersję numer dwa, to ja decyduję, czy dam zapakować swoje zakupy i potem za to
                      zapłace, czy tez rezygnuję z zapakowania - a datek wrzucić mogę jeżeli mam
                      ochotę...
                      • monia145 Re: Triss ale czekaj czekaj 19.06.06, 16:02
                        Ja też wole opcje numer dwa, bezapelacyjniesmileI tylko zastosowanie tego
                        wariantu, jest w stanie zmusić mnie do wyciągnięcia sakiewkismile)))
                • wieczna-gosia Re: Triss ale czekaj czekaj 19.06.06, 15:25
                  ale jaka placa?
                  Co laska.

                  ja tam wole jasne sytuacje- stawiamy tabliczke ze usluga kosztuje 50 groszy.
                  Proponujemy nie narzucajac sie. Napiwki mile widziane smile to jest placa.
                  • monia145 Re: Triss ale czekaj czekaj 19.06.06, 15:29
                    Stawiajac taka tabliczkę, narzucasz w pewien sposób klientowi zapłatę za te
                    usługę. Moim zdaniem, optymalnym wyjściem w takiej sytuacji byłoby pytanie do
                    klienta, czy wyraża zgode na zapakowanie tych towarów i pozostawienie jemu
                    samodzielnej decyzji co do wysokości zapłaty.
        • ma.pi Re: Dzieci zarabiają na wakacje 21.06.06, 16:02
          triss_merigold6 napisała:

          > Zauważ łaskawie, że nie jesteśmy w Stanach tylko w Unii Europejskiej i
          > obowiązuje nas prawo polskie oraz unijne. USA nie ratyfikowały ONZ-owskiej
          > Konwencji Ochrony Praw Dziecka. W tej konwencji jest m.in. mowa o prawie
          > dziecka do wypoczynku.


          Nawet w tych zgnilych stanach 8-latki nie moga oficjalnie zarabic. Tam dziecka
          nie mozna zostawic samego do 12-stego roku zycia, to jak niby ten 8-latek ma
          isc do pracy.

          Pozdr.
      • nanuk24 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 17:32
        Jak zyje nie widzialam w Stanach pracujacych osmiolatkow, bo o nich mowa.
        W tej chwili o nastolatkach nie rozmawiamy...
    • melka_x Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 14:32
      Jak w większości dyskusji same skrajności. Albo że 8-latki nie powinny pracować
      w ogóle, albo że 8godz. dzień pracy w tym wieku jest ok. A może coś pomiędzy?
      Nie widzę nic złego, gdyby 8-10latek na rowerze rozwoził gazety (gdyby w Polsce
      na osiedlach domów jednorodzinnych był taki zwyczaj), gdyby wyszedł z cudzym
      (małym!) pieskiem, zrobił starszej osobie lekkie zakupy, wysłał jej list,
      podlał komuś ogródek i wykonywał inne niemęczące i niezajmujące wielu godzin
      prace. Ale 8h stania przy pakowaniu zakupów to w tym wieku stanowczo za dużo i
      ciężko.

      Inna sprawa - ciężko odpowiedzieć na pytanie - czy dla dziecka lepiej, żeby
      nie pakowało i nie pojechało na wakacje w ogóle? Bo mówienie, że pieniądze
      można znaleźć z innego źródła to tylko teoria.
      Poza tym czy nie gorzej mają dzieci na wsiach, gdzie są pędzone na całe dnie do
      pomocy przy różnych pracach polowych i grosza za to nie dostają i na wakacje
      nie wyjeżdzają?
      • mama_kotula 8 godzin? 19.06.06, 14:36
        melka_x napisała:

        > Ale 8h stania przy pakowaniu zakupów to w tym wieku stanowczo za dużo i
        > ciężko.

        Ludzie!
        Czytajcie uważnie.
        Już to napisałam, ale się powtórzę.
        Zdanie z artykułu "Dzieci MOGĄ pracować od 11.00 do 19.00" NIE oznacza, że
        pracują 8 godzin, tylko, że w tych godzinach market pozwala na ich pracę.
        • asiaasia1 Re: 8 godzin? 19.06.06, 14:40
          Ubogie dzieci będą pracować bez przerwy, nawet po 10 godzin, dlaczego?
          Bo każda klientka, każdy klient się liczy i nigdy nie wiadomo, który ktoś wrzuci ci banknot do skarbonki, a kiedy tylko 50 groszy lub nic. Czy to tak trudno zrozumieć?
          Tak myślą dzieci.To jest obraz polskiej biedy.
          Uważam, że powinno zakazac się dzieciom pracy bez przerwy nawet , kiedy SAME JEJ NIE CHCĄ, proste, prawda?
        • melka_x Re: 8 godzin? 19.06.06, 14:50
          Ludzie czytam uważniewink.
          Skoro dzieci MOGĄ pracować od 11 do 19-tej, to na pewno znajdą się takie, które
          tyle pracują (tak jak znajdują się te, które nie chcą korzystać z przerw).
          Powtórzę - nie jestem przeciwna dorabianiu przez dzieci, ale 8h to przegięcie.
      • monia145 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 14:37
        Bo na wsi, to "pomoc" rodzicom się nazywa, nikt tam nie traktuje dnia przy
        wykopkach jako pracy majacej wymierne korzyścisad(( Niestetysad(
        • mami2 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 15:19
          Wystarczy spojrzeć na własne dziecko i sie zastanowić czy by się chciało zeby
          taką prace wykonywało. Otóż, ja bym nie chciała. Patrze na swoją 6-letnią córkę
          i myśle, boszz, przecież jeszcze niedawno była takim maleństwem...wiem, że 2
          lata to moze duzo, że urosnie, że nabierze troche więcej ciałka, ale to dalej
          będzie małe dziecko. Wolałabym przez ileś tam czasu od ust sobie odjąć niż zeby
          moje dziecko w ten sposób miało dorobić do wakacji. Czy któras z Was pracowała
          kiedys przy promocjach? Wiecie jak u niektórych reaguje organizm na sztuczne
          światło przez kilka godzin pobytu w supermarkecie? A co na to wszystko lekarze?
          Czy to jest w ogole zgodne z jakimikolwiek normami?
          • asiaasia1 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 15:31
            Dokładnie Mami.
            Już pisałam w tym wątku, ja kiedyś pracowałam jako hostessa i przy promocjach też. Jesoo- najgorsza praca, jaką w zyciu wykonywałam. Buraccy klienci z humorami, huk, ciasno, idiotyczna muzyka ,dostawałam zawrotów głowy od przesuwających się przed oczami nieustannie ludzi. Dlatego uważam, ze supermarket to najgorsza opcja dla tych dzieciaków. I w ogóle nie podobaja mi się takie pomysły..
            • mami2 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 15:36
              No więc własnie. Jest jeszcze cos takiego jak przepisy BHP, które pewnie 8-
              latków nie dotyczą...
              --
        • triss_merigold6 Nieprawda 19.06.06, 15:54
          Organizacje zajmujące się ochroną dzieci wielokrotnie informowały o
          wykorzystywaniu dzieci wiejskich do pracy. Bynajmniej nie chodzi o zajęcia typu
          sypnięcie kurkom ziarna przez 15 minut dziennie tylko o normalną fizyczną
          harówę zajmującą wiele godzin, zwłaszcza latem. Najwięcej informacji o skali
          pracy dzieci pojawia się przy okazji raportów o wypadkach jakim ulegają: 12-
          latki prowadzące ciągnik czy traktor jakos wiejskich społeczności nie
          bulwersują.
          • monia145 Re: Nieprawda 19.06.06, 15:57
            Przepraszam, ale co wg Ciebie jest nieprawdą?
            • triss_merigold6 Ups 19.06.06, 16:02
              Kurde, sorry, emotikonów nie zauważyłam. To, że często (już nie zawsze ale
              często) rodziny wiejskie traktują dzieci jako pożytecznych i bezpłatnych
              robotników to oczywiście prawda. Tyle, że praca tych dzieci w gospodarstwie,
              polu, sadzie jest PRACĄ a nie pomocą w domu w guście "sprzątnięcie pokoju,
              pozmywanie po kolacji, wytarcie kurzu".
    • alexandra74 Re: Wiedziałam, że "kasiary" 19.06.06, 15:35
      się zaraz odezwą, jak tylko przeczytałam tytuł wątku. Przemądrzała Triss oraz
      G0sik - bankowosmile Praca w supermarkecie beee, ale komórka, discmen i laptop w
      szkole - jak najbardziejsmile
      Każdy kto nie jest w stanie sfinansować wakacji dzieciom, odłożyć przez rok
      1000 zł, poszukać dodatkowej pracy - patologiasmile

      Obecnie nie jestem w stanie sfinansować obozu dla syna, korzystam ze środków
      funduszu socjalnego w zakładzie pracy. Dodatkowej nie moge poszukac, poniewaz
      jako pracownik służby cywilnej (jak szanowna pani prawnik zapewne się
      orientuje) - aczkolwiek z pensją 900 zł po prostu nie mogę podjąc dodatkowego
      zatrudnienia. Przebywam obecnie na urlopie wychowawczym (w domu niespełna
      trzylateki półroczne niemowlę) także zmiana zatrudnienia nie wchodzi na razie w
      grę. To mam syna nigdzie na wakacjach nie posyłac? Zaznaczam, że mój 12-letni
      syn nigdy dotąd nie pracował, ale chyba czas o tym pomyśleć ale pracy w stylu
      np. roznoszenia ulotek nie byłabym absolutnie przeciwna, pakowaniu zakupów
      również. I guzik mnie obchodzą normy unijne i brak (nawet ograniczonej)
      zdolności do czynności prawnych. Uważam, że zarobione przez siebie pieniądze
      dzieci potrafią uszanować.
      • mami2 Re: Wiedziałam, że "kasiary" 19.06.06, 15:39
        Aleksandra, naprawde, postój kilka godzin w supermarkecie, w duchocie teraz
        latem. Nawet dorosłym się odechciewa....ale to Twoje dziecko i Twoja decyzja.
        • asiaasia1 Re: Wiedziałam, że "kasiary" 19.06.06, 15:42
          Fundacja powinna nagłosnić sprawę takimi artykułami - może znajdą się sponsorzy.
          Problem w tym , że dziecko z ubogiej rodziny powinno na kolonię pojechać, ale nie powinno pracować w stęchłym, głośnym supermarkecie.
      • triss_merigold6 Re: Wiedziałam, że "kasiary" 19.06.06, 15:58
        Przeczytaj sobie co napisała Wieczna Gosia o obozach harcerskich. Są różne
        formy dofinansowania także z różnych instytucji, fundacji etc.
        Gdyby moje dziecko w wieku 12 lat CHCIAŁO popracować kilka - kilkanaście godzin
        w tygodniu i zarobić na coś ekstra (na zakup moim zdaniem zbyt drogiego lub
        zbędnego gadżetu) to bym się zgodziła. Gdyby MUSIAŁO samo zarobić na wakacje to
        jako rodzic pochlastałabym się ze wstydu.
        • alexandra74 Re: Wiedziałam, że "kasiary" 19.06.06, 16:08
          Gdyby mój syn miał ochote na drogi lub zbędny gadżet mnie byłoby wstyd, że tak
          go wychowałam. Nie rozumiem, dlaczego na zakup gadzetu dziecko może pracować,
          natomiast na wakacje nie. Zupełnie nie rozumiem.

          • triss_merigold6 Re: Wiedziałam, że "kasiary" 19.06.06, 16:12
            Nigdy nie miałaś ochoty na coś drogiego, modnego i doskonale zbędnego do
            życia?
            Wypoczynek się dziecku należy. Ty pracujesz zawodowo, ono się uczy - to jego
            praca w ciągu całego roku szkolnego. Wypoczynek jest potrzebny dla ogólnego
            rozwoju, zmiana klimatu i otoczenia itd.
            Widzisz różnice między MOŻE (zapracować na gadżet) a MUSI zapracować na wakacje?
            • alexandra74 Re: Wiedziałam, że "kasiary" 19.06.06, 16:50
              Nigdy nie miałaś ochoty na coś drogiego, modnego i doskonale zbędnego do
              > życia?

              Nigdy, moze dlatego, ze nie mam na takie rzeczy pieniędzy.

              Ja jednak pragnę rzeczy praktycznych, niekoniecznie modnych. Zbędne są po
              prostu zbędne.
              • triss_merigold6 Re: Wiedziałam, że "kasiary" 19.06.06, 18:21
                To współczuję, że nigdy nie nauczono Cię marzyć o przyjemnościach.
                Jakieś 9/10 rzeczy jest zbędnych. Do przeżycia naprawdę niewiele potrzeba: kąt
                do spania, miska ryżu czy ziemniaków, kranówa do picia, jakieś łachy na
                grzebiet żeby przed zimnem chroniły... reszta to sztuczne potzreby wygenerowane
                przez konsumpcyjne społeczeństwo. Wyrazy współczucia.
                • lola211 Re: Wiedziałam, że "kasiary" 19.06.06, 18:37
                  Ale to nie jest tak, ze to dziecko nie wyjedzie jesli nie zarobi, przynajmniej
                  w przypadku, ktory ja znam.Rodzicom sie nie przelewa, ale wysylaja jedno
                  dziecko z dziadkami nad morze, drugie na obóz- płatny.Tylko ze wakacje maja 2
                  miesiace, a obóz trwa 3 tygodnie.Dziewynka pakowala zakupy w markecie ,
                  zarobila na wyjazd i tak w sumie spedzi 6 tyg. nad morzem, zamiast po 3 tyg.
                  kisic sie w miescie przez pozostały czas.
          • nanuk24 Re: Wiedziałam, że "kasiary" 19.06.06, 17:48
            Nie rozumiem, dlaczego na zakup gadzetu dziecko może pracować,
            > natomiast na wakacje nie. Zupełnie nie rozumiem.
            >

            Poniewaz dziecko pracuje przez okragly rok szkolny. Nauka tez jest praca.
            Po to robi sie dzieciom dwumiesieczne wakacje, zeby odpoczywaly i regenerowaly
            sily na kolejny rok szkoly.
            Ucznowie nie tyle maja prawo, co obowiazek odpoczywac od szkolysmile

            I czego tu nie rozumiec?
      • wieczna-gosia Re: Wiedziałam, że "kasiary" 19.06.06, 15:58
        aznaczam, że mój 12-letni
        > syn nigdy dotąd nie pracował, ale chyba czas o tym pomyśleć ale pracy w stylu
        > np. roznoszenia ulotek nie byłabym absolutnie przeciwna, pakowaniu zakupów
        > również.

        zauwaz ze rozmawiamy o 8 latkach. Od 13 roku zycia dziecko pracowac po prostu
        MOZE. 12 latkow tez sie nie czepiamy, co najwyzej w sensie prawnym.

        tak wiec najpierw czytaj a potem odpowiadaj. Bo jesli w duszy masz normy unijne
        i tak trudna sytuacje- to czemu twoj syn nigdy nie pracowal? 4 lata zaniedbalas?
        czy moze po prostu dlatego ze wg ciebie byl ZA MALY?

        No i wlasnie o tym mowimy.
        • alexandra74 Re: Wiedziałam, że "kasiary" 19.06.06, 16:10
          to czemu twoj syn nigdy nie pracowal? 4 lata zaniedbalas
          > ?
          > czy moze po prostu dlatego ze wg ciebie byl ZA MALY?

          Wcześniej nasza sytuacja finansowa była lepsza, nie było potrzeby, aby pracował
          i zarabiał na wakacje.
          • triss_merigold6 Re: Wiedziałam, że "kasiary" 19.06.06, 16:13
            A jakby była gorsza to wysłałabyś 10-latka, żeby te tysiac złotych na kolonie w
            zębach przyniósł?
            • alexandra74 Re: Wiedziałam, że "kasiary" 19.06.06, 16:17
              Niekoniecznie w zębach, wystarczyłoby w ręce.
        • verdana Konsekwencje 19.06.06, 16:12
          I pomyślcie o konsekwencjach.
          Jesli przyjmiemy, że ośmioletnie dziecko może pracować zarobkowo, to znaczy, że
          mozna je zatrudnić. Wielu rodzicow z przyjemnoscia skorzysta z tej szansy, aby
          po szkole wyslac swoje dziecko do pracy - nie będzie zarabialo na oboz, tylko
          na tatusia.
          Pza tym organizacje chartatywne mogą zacząć mowic dzieciakom - wstyd, nie
          będziemy dawać pieniędzy na oboz dla 8-latka. W Twoim wieku najwyzszy czas
          zarabiac, nikt Cie nie będzie utrzymywał.
          Wydaje mi sie , ze w tym wieku wszelka praca poza domem jest karygodna. Dzieci
          nie znają swoich praw, mogą być wykorzystywane, moga doznać uszczerbku na
          zdrowiu.
          Nie wydaje mi się też, aby praca w tym wieku byla "kształcaca" dla dzieci z
          rodzin biednych czy patologicznych. Dziecku bardzo latwo będzie dojść do
          wniosku, że lepiej zarabiać, niż się uczyć - efekty są szybkie i wymierne. A
          nie sądze, aby rodzice nalegali na naukę - lepiej przecież aby dziecko
          dokładało do swego utrzymanie, niż dokładac do utrzymania dziecka.
          Rodzice osmiolatków mają obowiazek troszczyć sie o nie i utrzymywac dzieci.
          Jesli na coś nie starcza - trudno. Nie należy jednak przerzucać na dzieci
          obowiązku zarabiania na siebie!
          • triss_merigold6 Re: Konsekwencje 19.06.06, 16:15
            O dzięki, czekałam aż się odezwiesz.
            Wypoczynek jest prawem dziecka. Urlop jest prawem i obowiązkiem zatrudnionego
            dorosłego.
            Bozszsz to niewiarygodne, że w XXI wieku ludzie uważają pracę zarobkową dziecka
            za coś koniecznego i wychowawczego i zeby sie nauczyło szanować pieniadze.
          • alexandra74 Re: Konsekwencje 19.06.06, 16:16
            No mówię że Wy wszystko za patologię maciesmile
            • triss_merigold6 Re: Konsekwencje 19.06.06, 16:21
              Z całego tekstu Verdany wychwyciłaś jedno słowo, w dodatku bez zrozumienia.
              Streszczę to: nałożenie na dziecko obowiązku zarobienia na własne potrzeby
              zniechęci je do innej aktywności. Podkreslam "obowiązku".
      • g0sik Re: Wiedziałam, że "kasiary" 19.06.06, 16:25
        >się zaraz odezwą, jak tylko przeczytałam tytuł wątku. Przemądrzała Triss oraz
        >G0sik - bankowosmile Praca w supermarkecie beee, ale komórka, discmen i laptop w
        >szkole - jak najbardziejsmile
        >Każdy kto nie jest w stanie sfinansować wakacji dzieciom, odłożyć przez rok
        >1000 zł, poszukać dodatkowej pracy - patologiasmile

        Sory, ale jeśli ktoś wysyła swoje 8 letnie dziecko do pracy nadaje się do
        odstrzału. Tak posyłanie dziecka w tym wieku na kilka godzin do pracy to
        patologia i nic nie usprawiedliwia rodziców nieudaczników.
        • asiaasia1 Re: Wiedziałam, że "kasiary" 19.06.06, 16:37
          Problem w tym, g0sik,że to zasadniczo nie rodzice-nieudacznicy posyłają 8 latki do pracy, ale Fundacja "Nasze Dzieci", która całą akcję nazywa jeszcze WYCHOWAWCZĄ. Pojmujesz różnicę?

          Owszem, rodzice mogą aprobować całą sytuację, ale to fundacja, instytucja pożytku publicznego, całą sprawę rozkręciła i organizuje.
          A dlaczego? Bo nie mają kasy. A dlaczego? Pewnie próbowali pozyskac sponsorów, dotacje z budżetu gminy , i co, i nic ...Widać kogoś 8 latka w supermarkecie obchodzi tylko wtedy, kiedy dziecko "haruje" 8 godzin bez przerwy, której sama nie chce zresztą z wiadomych powodów.

          I na koniec, życzę Ci, żeby nigdy nikt nie nazwał cię nieudacznikiem.
          Chyba masz mało pojęcia o sytuacjach, w których traci się, z róznych powodów kasę z dnia na dzień.
        • melka_x Re: Wiedziałam, że "kasiary" 19.06.06, 16:45
          Zgadzam się w dużej mierze z Verdaną niemniej nadal pozostaje pytanie; czy
          lepiej żeby dzieci nie pojechały na wakacje? Lepiej żeby - pewnie kolejne -
          wakacje spędziły w mieście? Bo co wynika z Waszych argumentów?

          1. 'Rodzice powinni się ze wstydu pochlastać' - nawet jeśli przyjmiemy
          założenie - moim zdanie błędne - że rodzice tych wszystkich dzieci to
          patologia, to co w związku z tym wynika dla dzieci? Może i rodzice powinni się
          pochlastać, ale co z tego? Z tego 'powinni' wyjazdu dla dzieci nie będzie.
          2. 'Powinny się znaleźć środki z innych źródeł'. Powinny. Tylko, że nie ma.
          Prawda wygląda tak, że nie ma tylu chętnych skłonnych do dołożenia cudzym
          dzieciom na wakacje, żeby starczyło dla wszystkich biednych dzieci.

          Bardzo mi się nie podoba ten sposób dorobienia, w takim wymiarze i w takim
          wieku. Naprawdę bardzo. Mimo tego wydaje mi się, że lepiej tak, niż żeby
          dziecko nie wyjechało nigdzie. Tym bardziej jeśli uważacie, że rodzice tych
          dzieci to patologia to zastanówcie się jak będzie wyglądało lato tych dzieci w
          mieście? Czy 'patologia' zabierze dzieci na basen, do kina (też kosztuje)lub do
          Łazienek, na dalszy, ciekawszy plac zabaw? Czy patologia zabierze dzieci w
          sobotę do lasu? Co zostaje? Podwórko, trzepak, włóczenie się nie wiadomo z kim
          i telewizor.
        • alexandra74 Re: Wiedziałam, że "kasiary" 19.06.06, 16:48
          Nie znasz sytuacji, w których np. jednom z rodziców nie ma możliwości pracować
          (nie pisze tu o sobie)? Bo np. jedno z dzieci jest ciężko, przewlekle chore? A
          z jednej pensji ciężko wyżyc, a co dopiero finansowac wakacje.

          Nie popadajcie dziewczyny w skrajności.
          • verdana Re: Wiedziałam, że "kasiary" 19.06.06, 17:00
            Zależy jak na to patrzymy.
            Dla konkretnego dziecka wyjazd na wakacje po wyczepującym miesiacu pracy moze
            być lepszy, niż pozostanie w Warszawie. Dla innego nie.
            Wydaje mi się jednak, ze lepiej, aby część dzieci spedzała lato w mieście (są
            ostatecznie bardzo tanie albo wręcz darmowe akcje szkół), niż aprobować
            sytuację, gdzie uznaje się pracę osmiolatków za dopuszczalną. Na wakacje - no
            tak, mogą. A na co jeszcze? Na zimową kurtkę? Na wlasne łóżko? Na lepsze
            jedzenie? - te ostatnie rzeczy są przecież jeszcze ważniejsze od wakacji.
            I tak lamiąc prawo w jednym punkcie dojdziemy do tego, ze ośmiolatki powinny
            zarabiać na wiekszość swoich potrzeb.
            • melka_x Re: Wiedziałam, że "kasiary" 19.06.06, 18:34
              Verdano ja bym się z Tobą zgodziła, gdyby chodziło o Twoje dziecko (zakładając,
              że mówimy o 8h pracy, a nie dorabieniu przez miesiąc czy dwa 2 razy w tygodniu
              po powiedzmy 2 - 3 godz). Gdybyś Ty znalazła się w tak trudnej sytuacji, że nie
              stać by Cię było na wysłanie dziecka na wakacje, to nie wątpię, że
              sprawdziłabyś okoliczne ogniska i świetlice, czy jakiś basen lub kino nie ma w
              któryś dzień zniżki, że pomogłabyś dziecku wybrać coś w bibliotece, że
              poświęciłabyś mu weekendy, wymyślałabyś ciekawe miejsca na spacery itd itd itd.
              Ale jeśli część tych dzieci rzeczywiście pochodzi z rodzin patologicznych,
              takich w którym sposobem spędzania wolnego czasu przez dziecko nikt się nie
              przejmuje, to rzecz wygląda zupełnie inaczej. Bo dla takiego dziecka na pewno
              lepiej byłoby popracować i wyjechać gdzieś, niż nie pracować i spędzić wakacje
              na podwórku z okolicznymi mętami i przed TV. W czasach gdy ja wyjeżdzałam na
              obozy harcerskie, dzieci z patologicznych rodzin (i nie chodzi mi tu o brak
              kasy, brak kasy to jeszcze nie patologia) wąchały klej po piwnicach. Także moja
              koleżanka, której nie przyszło to do głowy w czasie roku szkolnego, trzeba było
              do tego wielu dni nudy. Jasne, idealnie byłoby gdyby zamożniejsi wytrząsneli
              kasę na wakacje dla takich dzieci, ale życie nie jest idealne. Czasem coś jest
              mniejszym złem.
              • triss_merigold6 Re: Wiedziałam, że "kasiary" 19.06.06, 18:39
                Ok, niech to będzie mniejsze zło ale nazywane wprost. Praca zarobkowa dzieci,
                wymuszona okolicznościami materialnymi jest łamaniem praw dziecka.
                Nie nobilitacją przedsiębiorczości.
                Nie nauką życia i szacunku dla pieniądza.
                Łamaniem praw dziecka.
                • melka_x Re: Wiedziałam, że "kasiary" 19.06.06, 18:44
                  Jeśli mówimy o 8- nie 12-latkach, i 8 godzinach, nie 2 - 3 to tak. Zgadzam się
                  z Tobą. O przedsiębierczości można mówić w przypadku trochę starszych dzieci i
                  krótkich godzinach pracy, w przeciwnym wypadku to ewidentnie praca zarobkowa
                  dzieci wymuszona okolicznościami.
                  • verdana Re: Wiedziałam, że "kasiary" 19.06.06, 20:14
                    Melko! Gdyby to patologiczni rodzice wysylali dziecko do pracy, to bym sie nie
                    dziwila. Ale to wysyla fundacja. Fundacja, ktora równie dobrze mogla zobaczyć,
                    co oferują biblioteki, załatwić dzieciom "lato w miescie", ktore kosztuje
                    grosze, albo i nic.
                    Tymczasem okazało sie, że Fundacja powiedziała swym podopiecznym "Macie
                    pracować". To skandal.
    • g0sik Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 16:57
      >Problem w tym, g0sik,że to zasadniczo nie rodzice-nieudacznicy posyłają 8
      >latki do pracy, ale Fundacja "Nasze Dzieci",
      >która całą akcję nazywa jeszcze WYCHOWAWCZĄ. Pojmujesz różnicę?

      Chcesz powiedzieć, ze rodzice nic nie wiedzą o tym, ze ich dzieci pracują?
      Dzieci znikają na kilka godzin dziennie i rodzice nie interesują się, co ich 8
      latek robi kilka godzin poza domem?? Założę się, że wiedzą i cieszą się z
      obrotnych i przedsiębiorczych dzieci......Ci rodzice gdy im zabraknie na
      starość na życie też powinni pracować w hipermarkecie.
      • asiaasia1 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 19.06.06, 18:19
        Kompletnie nie zrozumiałaś mojego postu, g0sik. Za gorąco?

        Przecież napisałam, że z aprobatą rodziców to wszystko się dzieje.

        Głównym problemem tej dyskusji powinien być fakt, że Fundacja nie dostała od nikogo kasy, posyła więc dzieci do pracy nazywając ten projekt akcją wychowawczą. Dotarło? Łatwo użalać się nad losem 8 latki, kiedy samemu nie zrobiło się nic, aby pomóc w jej trudnej sytuacji. Oosbiście, jestem przeciwna pracy dzieci, co wielokrotnie w tym watku podkreslałam.
        Instytucje i osoby prywatne zawiodły- być może teraz ktoś się znajdzie.
        Wiem, o czym mówię, ponieważ sama uczestniczyłam w wielu projektach kulturowych, na które jakimś cudem dostawalismy środki z różnych źródeł. Ta akcja powinna być wazniejsza, jest szansa, że ktoś się zainteresuje.
    • faceeet Albo praca i wyjazd, albo lenistwo i siedzenie w 19.06.06, 17:11
      domu. Cala akcja jest zatem bardzo sluszna i moralna.

      Jednak dla socjalistow jak triss, babse, nchyb i innych wrazliwych powinno byc
      tez inne rozwiazanie - czyli jesli wysylaja oni wlasne dzieci na oboz, to taki
      turnus powinien byc objety dodatkowym podatkiem akcyzowym od luksusu (minimum
      50% wartosci bazowej).
      Stad wlasnie bralyby sie srodki na wysylanie biednych dzieci, ktore nie maja za
      co wyjechac. Oczywiscie 50% to mogloby byc zbyt malo, zeby pomoc wszystkim, w
      zwiazku z tym pewnie potrzebny bylby wyzszy podatek.

      Poniewaz socjalizm i wrazliwosc koncza sie gdy trzeba placic z wlasnej
      kieszeni, wiec zeby ograniczyc szara strefe, po domach chodzilyby specjalne
      komisje (zlozone z nauczycieli, przeciez oni nic nie robia w tym czasie a
      pensje biora), ktore by pilnowaly czy dzieci nowobogackich jednak gdzies nie
      wyjechaly - jak tak, to bylby dowalany podatek zryczaltowany 1800 zeby jakies
      jedno biedne dziecko moglo pojechac nad morze.


      ROOOOOOOOOOOTFLLL.......
    • triss_merigold6 No to pięknie;( 19.06.06, 18:38
      Pięknie, bardzo pięknie.
      Wyjazd na kolonie potrzebą luksusową; niech dzieciak zarobi sobie jeśli ma
      fanaberię odpocząć jak rówieśnicy; 8-10-latek może zasuwać pakując towar w
      markecie czy zbierajac truskawki w polu. 12-latek niech ulotki roznosi, bo
      starzy nie mają nawet na 2 tygodnie obozu harcerskiego.
      Sądziłam, że żyjemy w Europie w XXI wieku.
      W sumie czemu bachor ma być bezproduktywny, niech sobie zarobi na wyjście do
      teatrzyku, na nowe ubranko, na szynkę (też nie produkt niezbędny do życia), na
      książki, zabawki. Rodzicom pomoże i nauczy się, szczeniak, że wszystko w życiu
      kosztuje i nie trzeba czasu marnować tylko brać życie w swoje ręce. Im szybciej
      się nauczy tym lepiej.
      W ogóle dziecko to koszty, darmozjad i im szybciej weźmie się taki małolat do
      pracy tym lepiej.
      Może owoce sprzedawać przy szosie, myć szyby na skrzyżowaniu, puszki zbierać,
      jak d..y da przy okazji albo znajdzie sponsora to też cool, żadna praca nie
      hańbi podobno. Że ma 8-12 lat? Nie szkodzi, już dawno temu ludzie uważali, że
      dzieci świetnie się do pracy nadają.
      • lola211 Re: No to pięknie;( 19.06.06, 19:17
        Ja patrze na to inaczej, zapewne dlatego ze sama jako 13- latka w wakacje
        pracowalam na plantacji bratkow, poźniej owoców, razem z kolezankami.Nie
        dlatego, ze mialam biednie, ale dlatego ze chcialam czas wolny spozytkowac, a
        przy okazji zarobic swoje wlasne pieniadze.Nie czulam sie wykorzystywana,
        biedna, umeczona, wrecz przeciwnie- bylam z siebie bardzo dumna.Prace znalazlam
        sama, rodzice sami byli zaskoczeni.Majac 15 lat pracowalam w sklepie spozywczym
        jako pomoc, kiedys organizowal to OHP.A w sredniej szkole w weekendy i w
        wakacje pracowalam w cukierni- bardzo mile wspominam ten czas.
        Wyjazdy oplacali mi rodzice, wiec nie chodzilo o to, ze nie mam za co
        wyjechac.Zamiast snuc sie bez sensu jak wiekszosc moich rowiesnikow po
        podworkach pracowalam, bynajmniej nie w pocie czoławink.I wcale nie był to pomysl
        rodziców tylko moj.
        • nchyb Re: No to pięknie;( 20.06.06, 07:47
          Lola, ale miałaś 13-15 lat. W tym wieku ja też pracowałam, zeby sobie dorobić,
          mieć swoje pieniądze.
          A w tym wątku mówimy jednak o dzieciach 8-9 letnich. Tylko 4-5 lat różnicy, ale
          różnica jest olbrzymia...
          • alexandra74 Re: No to pięknie;( 20.06.06, 08:00
            Ale jedna z koleżanek w kółko o łamaniu praw dziecka - tak 8-letniego, jak i 13-
            letniego.
            • nchyb Re: No to pięknie;( 20.06.06, 08:07
              odnoszę wrażenie, ze nie wychwyciłas ironicznego wydźwięku części wypowiedzi...
          • lola211 Re: No to pięknie;( 20.06.06, 09:04
            Nie tylko o 8-9 letnich.Z tego co sie orientuje nie mozna zatrudniac dzieci do
            lat 15.Czyli do tego wieku wszelka ich praca jest wyzyskiem dziecka, czy ma 9
            czy 14 nawet lat.Gdyby sie tak scisle trzymac litery prawa to moja praca
            w wieku 13 lat rowniez powinna wzbudzac oburzenie, litosc itp.
            • nchyb Re: No to pięknie;( 20.06.06, 12:18
              moja też, w końcu udzielanie korepetycji przez 13-latkę to wyzysk wielki...

              Ale na serio, myślę że czym innym jest i czego innego uczy praca 8-9 latków, a
              całkiem czego innego 12-15 latków, niezależnie od tego, ze i tym i tym
              zarobkować nie wolno...
      • verdana Re: No to pięknie;( 19.06.06, 20:18
        Otóż to.
        I w ogóle po co ma chodzic do szkoły? Przecież w szkole nie płaćą. A liczy się
        tylko praca za pieniądze. reszta to zwykly odpowczynek, który można sobie
        odpuścić.
        Ciekawa jestem, czy ktoś zglosił sprawę do prokuratury. Tym bardziej, że nie
        wyobrażam sobie, jak fundacja dysponuje pieniędzmi dzieci.
        a/ albo oddaje ośmiolatkom kasę do ręki - a wtedy wątpię, czy ktokolwiek
        pojedzie na obóz
        -albo zabiera osmiolatkom pieniądze, choć nikt prócz rodziców nie ma prawa
        dysponowac pieniędzmi zarobionymi przez osobę nieletnią (to prao dotyczy
        mlodych aktorów).
        Tak czy inaczej - skandal.
        • agnieszkas72 Re: No to pięknie;( 19.06.06, 21:08
          Mój najstarszy syn ma 8 lat.Uważam,że jest samodzielny i dobrze
          zorganizowany,jak na swój wiek.Nie wyobrażam sobie,zeby musiał
          pracować.Wszystkie znajome dzieci w tym wieku nie przebywają poza
          domem,szkołą,jakimiś zajęciami dodatkowymi bez opieki.Praca zarobkowa jest moim
          zdaniem możliwa w szkole średniej.Ja sama zaczęłam pracować na studiach i to
          wystarczyło na wyrobienie rozsądnego,moim zdaniem,stosunku do
          pieniądza.Dziecko,którego rodzice nie mogą sobie pozwolić na wyjazd,po prostu
          zostaje w domu.
          Nawiasem mówiąc,kolonie były zmorą mojego dzieciństwa i nigdy nie pojechałabym
          na nie z własnej woli.Rodzice wysyłali mnie co roku na 4 tygodniowe bo pracowali
          a ja byłam jedynaczką i zależało im na zapewnieniu mi towarzystwa.Czułam się jak
          na zesłaniu i liczyłam dni do powrotu do domu i wyjazdu z rodzicami.Ochota na
          wakacje bez rodziców pojawiła się gdzieś w siódmej,ósmej klasie....
          • triss_merigold6 Re: No to pięknie;( 19.06.06, 21:28
            Pierwszy raz pracowałam zarobkowo w III klasie liceum, byłam pełnoletnia i
            chciałam jechać na wakacje w konkretne miejsce.
            Rodzice, którzy nie mogą sobie pozwolić na wyjazd dziecka na wakacje powinni
            szukać jakiejś rodziny (wymiana dzieci?), wakacji w mieście, kolonii czy obozów
            Caritasu lub harcerskich. Jeśli tego nie robią są zwyczajnie niewydolni
            wychowawczo.
            • agnieszkas72 Re: No to pięknie;( 19.06.06, 21:42
              Wiesz,mam wielki szacunek dla pracy Caritasu ale absolutnie nie wysłałabym
              swojego dziecka na organizowane przez Caritas wyjazdy wakacyjne,bez wzgledu na
              to,jak krucho byłoby u mnie z kasą..Byle jakie półkolonie również nie są warte
              zachodu.Niewydolni wychowawczo rodzice nie zapewniaja dziecku w wakacje
              ciekawych zajęć i opieki.Wiele zorganizowanych kolonii czy półkolonii jest
              nudna,męcząca a towarzystwo i nadzór pozostawia wiele do życzenia.Wyjazd tak ale
              nie jakikolwiek i za wszelką cenę.
              Mój syn zaparł sie rękami i nogami na wzmiankę o wyjeździe na kolonie.Lipiec
              spędzamy w domu,w sierpniu jedziemy w góry całą rodziną.
              • triss_merigold6 Re: No to pięknie;( 19.06.06, 21:51
                Nie wiem jakie są, czytałam tylko, że organizują. Ja na kolonie lubiłam jeździć
                ale faktycznie część rówieśników nie znosiła. Mam najwyraźniej niedzisiejszą
                wizję wakacji dziecięcych typu 4 tygodnie wczasów i 3 tygodnie kolonii/obozu.
                • monia145 Re: No to pięknie;( 19.06.06, 22:02
                  Wybacz, Triss, ale ta wizja wakacji dzieciecych prezentowana przez Ciebie jest
                  bardzo subiektywna- niewiele osób jest stać, przynajmniej w moim otoczeniu, aby
                  wysłać dziecko na 3-tyg. na kolonie a później jechać na miesiąc na wczasy. I
                  myślę sobie, ze kiedyś tez było podobnie.
                  Żyjemy chyba w zupełnie innym świecie, niestety. Bez urazysmile
      • alexandra74 Re: ciebie Triss to jednak wali 19.06.06, 21:05
        Smutne, ale prawdziwe.
        • agnieszkas72 Re: ciebie Triss to jednak wali 19.06.06, 21:16
          Aleksandro,jesli jestes na urlopie wychowawczym(chyba tak gdzies wyczytałam) to
          naprawdę możesz fajnie spędzic czas ze swoim synem i nie grozi mu nudzenie się
          na podwórku.A w następnym roku szkolnym poszukaj dla niego dobrej druzyny
          harcerskiej np zeglarskiej i wakacje będą zapewnione niewielkim kosztem.
          • kizdam47 Re: ciebie Triss to jednak wali 19.06.06, 21:35
            A co konkertnie możesz zaproponować? Jaki rodzaj wspólnego spędzania czasu?
            Spacer 12-latka, 3-latka, w międzyczasie (4 razy dziennie) nebulizacja
            półrocznego niemowlaka z alergią? Ciekawa perspektywa. Tylko 12-latek na
            wakacjach potrzebuje kontaktu z mamusią i małymi braćmi raczej w ograniczonym
            stopniu, znacznie chętnie garnie się do rówieśników, przynajmniej mój syn.

            Wakacje w mieście?! W tym smogu spalinowym? O czym wy mówicie?
            • alexandra74 Re: to ja, nieprzelogowana w poście powyżej 19.06.06, 21:36
        • triss_merigold6 ;) 19.06.06, 21:36
          Może zamiast wpadać na świetny pomysł wysyłania 12-latka do rozdawania ulotek
          (w sumie czemu nie miałby zbierać miedzianego złomu, większa kasa tylko może
          oklep od żuli dostać) dostosowywałabys plany prokreacyjne do możliwości
          finansowych?
          Normy unijne Ci zwisają, ale jest jeszcze polskie prawo. Też Ci zwisa,
          urzędniku służby cywilnej?
          Dziecko ma prawo do wypoczynku. Rodzic ma obowiązek zaspakajać bytowe,
          fizyczne, emocjonalne i kulturalne prawa dziecka, jeśli tego nie robi to jest
          niewydolny wychowawczo.
          • alexandra74 Re: ;) 19.06.06, 21:39
            To twoje zdanie. Nie jestem urzędnikiem służby cywilnej, tylko PRACOWNIKIEM.
            Nie widzi różnicy pani mądralińska?smile
            • triss_merigold6 Re: ;) 19.06.06, 21:57
              Teraz widzę.
              W cywilizowanych krajach praca dzieci z ekonomicznego przymusu nie jest
              uznawana za powód do chwały, wręcz przeciwnie. I zaznaczam, że nie chodzi mi o
              15-17-latków tylko o dzieci. 8-12-latek jest dzieckiem i trzeba być wyjątkowo
              bezczelnym, żeby domagać się aby sam zaspakajał swoje potrzeby, bo rodzice "nie
              mają".
              • alexandra74 Re: ;) 19.06.06, 22:26
                Ale popadasz w skrajności, kobieto. Napisałam, ze zastanawiam sie nad
                ewentualną "delikatną" formą dorobienia sobie przez 12-letniego syna a ty od
                razu o zbieraniu złomu czy dawaniu d..y. Bez przesady. Po prostu sytuacja jest
                jaka jest, a dzieci pakujące zakupy w hipermarkecie...zgoda, może 8-latkowie są
                za mali na taką prace, ale 12, 14-latkowi to już ręce nie odpadną.
                • wieczna-gosia I TO wlasnie droga aleksandro.... 19.06.06, 22:35
                  zgoda, może 8-latkowie są
                  >
                  > za mali na taką prace, ale 12, 14-latkowi to już ręce nie odpadną.

                  to wlasnie co teraz cytuje usilowalam ci uswiadomoc 50 watkow wyzej. I wtedy mi
                  odpowiedzialas zr twoja sytuacja pogorszyla sie niedawno, ale gdyby (tak
                  zrozumialam) twoja sytuacja finansowa byla zla 4 lata temu to OWSZEM wyslalabys
                  8 latka do pracy. Tak zasugerowalas.
                  A 12 czy tym bardziej 14 latem moze juz pracowac wedle wszelkich praw.

                  a co 12 latek moze robic?
                  jest "Lato w miescie" w ramach ktorego mozna calkiem wiele fajnych rzeczy
                  porobic za darmo.
                  Warszawa staje sie mniej zasmogowana.
                  Wokol Warszawy jest sporo terenow zielonych gdzie mozna pojechac na rowerze
                  chociazby. Albo autobusem podniejskim. Wziac kolegow, ktorzy pewnie tez w domu
                  siedza.
                  mozna sie z paroma mamami umowic ze kazdy dzien chlopcy spedza z kims innym,
                  wtedy wyjdzie ze kazdy musi sie zwolnic z pracy raz w tygodniu, albo moze oprocz
                  ciebie jest jeszcze jakas mama na uropie wychowawczym?
                  Mozna sie zapisac do harcerstwa- le to juz mowilam i wtedy- jak juz mowilam
                  wyjazd nie kosztuje 1000 zkotych tylko 500 a 500 zlotych latwiej zarobic niz
                  1000. Mozna poprosic o dofinansowanie i zaplacic np 300 zlotych ktore zarobic
                  jeszcze lawiej.

                  I oczywiscie 12 latek moze popracowac. 8 latek jest po prosu za maly. A dlaczego
                  nie 7?
                  • verdana Re: I TO wlasnie droga aleksandro.... 19.06.06, 22:48
                    Nie, zgodnie z prawem 12 latek nie może pracować. Może wisc tylko pracować na
                    czarno, nie bedąc nawet pewny, czy na zakończenie dostanie pieniądze. Bo ktoś,
                    kto zatrudnia 12-latka nie zatrudnia go z litosci, tylko po to, by znaleźć
                    najtanszego pracownika, ktory w dodatku w zaden sposób nie może się upomnieć o
                    swoje prawa.
                    A prawo jest słuszne. Chodzi o to, by rodzice nie wysyłali swoich dzieci do
                    pracy, zamiast do szkoły. I zeby to rodzice zapewniali swoim dzieciom
                    utrzymanie, a nie mowili - masz dach nad głową, o resztę zatroszcz się sam.
                    • triss_merigold6 Prawo 19.06.06, 23:17
                      Polski KOdeks Pracy zabrania zatrudniania małoletnich przed ukończeniem 16 roku
                      życia, konwencja MOP (Międzynarodowej Organizacji Pracy) mówi o tym, że wiek
                      zatrudnienia nie powinien być nizszy niż wiek do którego trwa obowiązkowa
                      edukacja, nie mniej jednak niż 15 lat. Dla krajów o nierozwinietych systemach
                      edukacyjnych zalecenia są mniej rygorystyczne.

                      KRiO nakłada na rodziców i prawnych opiekunów obowiązek zaspakajania potrzeb
                      dziecka - nie tylko czysto bytowych ale rozwojowych etc. Wypoczynek do nich
                      należy
                      Krótko mówiąc wysłanie do pracy dziecka to czyn karalny a o rodzicach mówi
                      tyle, że są niewydolni wychowawczo.
                  • alexandra74 Re: I TO wlasnie droga aleksandro.... 19.06.06, 23:24
                    Warszawa staje sie mniej zasmogowana.
                    > Wokol Warszawy jest sporo terenow zielonych gdzie mozna pojechac na rowerze
                    > chociazby.

                    Nie mieszkam w Warszawiesmile
                    • wieczna-gosia Re: I TO wlasnie droga aleksandro.... 20.06.06, 08:09
                      > Nie mieszkam w Warszawiesmile

                      no to po co pisalas o zasmogowanej Warszawie?

                      Warszawa jest oczywiscie bez watpienia jedynym miastem w Polsce gdzie sa tereny
                      zielone- reszta miast w polsce nie ma lasow, pol i lak gdzie mozna pojechac
                      rowerem i to jest faktycznie przeskoda nie do pokonania smile
      • faceeet zgadzam sie z toba! 19.06.06, 22:59
        Mamy XXI wiek i to skandal, ze dzieci nie maja kolonii, nie maja ubranek, nie
        moga jesc szynki, nie maja ksiazek i w ogole. I mam na to doskonale rozwiazanie.

        Na szynke sie kasa znajdzie - zwiekszmy VAT na szynke do 25%. Jak nastepnym
        razem kupisz dziecku to dolozysz sie tez do dokarmiania biednych dzieci w
        szkolach!

        Zwiekszmy VAT na internet do 25%! Jak nastepnym razem zechcesz napisac tu cos
        glupiego, to dolozysz sie do ksiazek biednych dzieci.

        Wprowadzmy akcyze na teatr i kino. Jak nastepnym razem tam pojdziesz, dolozysz
        sie do szkolnych wyjsc do tych instytucji dla biednych dzieci.

        Nie odbierajmy dzieciom dziecinstwa! Ale ty za to plac, bo ja nie chce!

        Albo pozwolmy im - niech sobie same zrobia na dobra luksusowe, a za takie
        uwazam urlopowanie i kolonie, jesli rodzice nie potrafia.
        • triss_merigold6 Re: zgadzam sie z toba! 19.06.06, 23:18
          Bredzisz gościu ale zbyt dużo czasu zajęłoby mi wytłumaczenie dlaczego
          bredzisz. Chyba, że masztaką specyficzną ironię.
        • alexandra74 Re: Kochana Triss 19.06.06, 23:28
          wielokrotnie podkreślała, że na rodziny wielodzietne (wg niej obowiązkowo
          biedne) anie myśli płacić, więc nici z dofinansowania szkolnych obiadków.
          Niech "niewydolni wychowawczo" rodzice kołują kaskęsmile
          • g0sik Re: Kochana Triss 20.06.06, 00:22
            I co w tym dziwnego? Nie sztuka naklepać dzieci tylko zapewnić im odpowiedni
            byt. Niektórym się wydaje, że jak starcza od pierwszego do pierwszego na
            jedzenie to można powołać na świat kolejnego potomka bo przy dwójce to i
            trzecie się wyżywi....Ktoś ma zapewniać kaskę bo ktoś inny ma ambitne plany
            rozrodcze?
            • wieczna-gosia Ta sama kochana Triss 20.06.06, 08:07
              jakos mnie nie tepi a jestem rodzina wielodzietna nawet bardzo.
              I ta sama kochana Triss jest jak najbardziej za ulgami dla rodzin wielodzietnych
              i rozliczaniu dochodu na glowe, chociaz to w praktyce oznacza ze zaplaci
              proporcjonalnie wiekszy podatek niz ja.
              Tak wiec bez przesady z ta kochana Triss.

              Odwrocimy sytuacje- jesli praca osmiolatka w supermarkecie jest OK to dlaczego
              praca przy gospodarstwie ok nie jest? czy wystarczy 8 latka nie stawiac przy
              snopowiazalce gdzie mu raczke moze urwac tylko na przyklad przy dojeniu krow i
              juz? Czy wystarczy mu za to zaplacic zeby bylo cacy?
              • verdana Re: Ta sama kochana Triss 20.06.06, 08:16
                Ja tez wielodzietna, a jakos nie zauważylam, żeby Triss się ze mna nie zgadzała.
                I prawdę mowiąc, pracując na kilku posadach, aby utrzymać te dzieci, które mam,
                chetnie zapłacę podatek na dzieci, ktore znalazly sie w trudnej sytuacji bez
                winy rodziców. Natomiast wcale nie mam ochoty płacić dlatego, ze rodzice
                spłodzili kolejnego potomka - bo jakoś to będzie.
                Poza tym mam wrażenie, ze tak jak zima zaskoczyła drogowców, Ciebie Alexandro
                zaskoczyły wakacje. Był cały rok na zastanowienie się, co 12-latek z niewielką
                kasa może zrobić w wakacje. Cały rok na znalezienie taniego wypoczynku.
                Trzeba było tylko wykazać inicjatywę. Ale widocznie nie bardzo Ci na wakacjach
                dziecka zależało.
                • alexandra74 Re: Ta sama kochana Triss 20.06.06, 09:05
                  Był cały rok na zastanowienie się, co 12-latek z niewielką
                  > kasa może zrobić w wakacje. Cały rok na znalezienie taniego wypoczynku.
                  > Trzeba było tylko wykazać inicjatywę. Ale widocznie nie bardzo Ci na
                  wakacjach
                  > dziecka zależało.

                  Bardzo mi zalezy na fajnym wypoczynku mojego syna, i to bardzo. Gdyby mi nie
                  zależało w ogóle nie wypowiadałabym się w tym wątku.
                  Chciał jechac w to samo miejsce, co w ub. roku po prostu. Na obóz sportowy.
                  Obóz niestety trochę podrożał. Lecz zdecydowałam się wysłąc go tam już w
                  kwietniu, a nie w ostatniej chwili.

                  Pisałyście o obozach harcerskich oraz żeglarskich. Ale czy na taki obóz może
                  pojechac osoba nie należąca do harcerstwa?
                  • kawka74 Re: Ta sama kochana Triss 20.06.06, 09:13
                    O harcerstwie jako organizacji mam jak najgorsze zdanie wink
                    Jeśli chodzi o zabieranie dzieciaków, które nie należą do harcerstwa, na obóz -
                    raczej nie jest to praktykowane - z różnych względów.
              • faceeet a dlaczego to niby praca w gospodarstwie jest zla? 20.06.06, 08:59
                cale dziecistwo jezdzilem na wies do babci i pomagalem tam, oczywiscie nie przy
                snopowiazalce, ale np. przy zbieraniu truskawek, siana, czy kartofli i krzywda
                mi sie nie stala. Stanie przy kasie i pakowanie nie jest super ciezka praca -
                chyba ze robi sie to 3 rok. Jesli jakis dzieciak chce pojechac na wakacje, a
                rodzicow nie stac i w zwiazku z tym chce popracowac sobie pol miesiaca czy
                miesiac, to nie wiem czemu mu w tym zabraniac.

                Inna opcja jest dodatkowe opodatkowanie wrazliwych bogaczy jak triss.
                • wieczna-gosia Re: a dlaczego to niby praca w gospodarstwie jest 20.06.06, 09:21
                  Dlaczego? Bo kluczowe sa slowa:
                  1. pomagac
                  2. pol miesiaca lub miesiac.

                  Najczesciej jest tak ze dzieciami 2 miesiace zachrzaniaja jak glupie zeby z
                  pracami rolnymi zdarzyc. A ty miastowy sobie przyjechales do babci trustaweczki
                  obskubac.
                  • faceeet mylisz sie 20.06.06, 12:25
                    inna sprawa jest praca przez caly rok czy pol, a inna praca przez miesiac
                    wakacji czy pol miesiaca. Ja pracowalem zazwyczaj na rowni z innymi dziecmi
                    przez caly pobyt u babci, a siedzialem tam zazwyczaj miesiac - poltora. I
                    uwazam ze to swietna metoda wychowawcza. Dzieci ucza sie wartosci pracy, tego
                    ze pieniadze nie rosna na drzewie, doceniaja rodzicow ktorzy musza pracowac
                    caly rok, ucza sie odpowiedzialnosci, zaradnosci itp...
                    • kawka74 Re: mylisz sie 20.06.06, 13:03
                      Myślę, że są inne metody nauczenia dziewięciolatka wartości pieniądza, niż
                      wysyłanie go do pakowania towarów w supermarkecie. Jeśli rodzic nie ma innego
                      pomysłu, to powinien się nad sobą zastanowić.
                      Uczyć ośmiolatka wartości pracy zaganiając go roboty w supermarkecie i przy
                      okazji łamiąc prawo... litości...
                      • iwles Re: mylisz sie 20.06.06, 13:07
                        A może te akcje pomocy w supermarketach właśnie Harcerze sami wymyślili ?

                        Dla mnie to jest bardziej wychowawcze, niż grupa studentów z puszką w ręku
                        żebrzących po ulicach na jakiś wyjazd. Z tym się też spotkałam kilkakrotnie.
                        • kawka74 Re: mylisz sie 20.06.06, 13:52
                          Nie bardzo rozumiem, jakie ma znaczenie, kto to wymyślił.
                          Ale jeśli chodzi o harcerzy, też istnieje ograniczenie wiekowe - nie mogą
                          pracować w supermarketach przy pakowaniu zakupów ci, którzy nie ukończyli 13 lat
                          (nie wiem, czy ta granica wiekowa nie jest nawet wyższa). Poza tym są to z
                          reguły kilkugodzinne akcje weekendowe. Także nawet wink harcerze przestrzegają prawa.
                • nanuk24 Re: a dlaczego to niby praca w gospodarstwie jest 20.06.06, 21:00
                  A co to za porownaniewink Widocznie jestes gruboskornywink
                  Bo widzisz tez jezdzilam do babci. Pierwszego dnia wakacji juz do niej
                  jechalam, a ostaniego dnia wracalam do domu. Pracowalam jak wol. Zbieralam
                  truskawki od 6 rano do osmej wieczorem(oczywiscie pieniadze byly mi obiecane
                  dosc spore, bo to mialo sie liczyc za kazda lubianke, tyle ze tych pieniedzy
                  nie widzialam na oczy. Ba! nawet babka za ta prace lizaka nie kupila. Zreszta
                  ta kobieta zbieranie truskawek nie uwazala za prace, ale relaks, zabawe i nie
                  powinnnam narzekac. Mialam 6 lat. Kiedy, kochany, skonczyly sie truskawki -
                  zaczal sie sezon na fasolke, pomidory, pozniej na jablka. Tak przez kilka lat
                  jezdzilam do tej - pozal sie Boze babci - na wakacje.I tak harowalam i
                  harowalam jak osiol nic z tego nie majac, bo byly przeciez wazniejsze sprawy do
                  zalatwienia niz moje zachcianki.
                  I tylko coraz bardziej rosl we mnie bunt. Bo niby dlaczego mam pracowac w wolne
                  miesiace od szkoly, skoro caly rok ciezko sie uczylam? Do nikogo nie docieralo,
                  ze wakacje mam po to, zeby odpoczac od nauki!

                  A jakos w ten sposb nie nauczylam sie szacunku do pieniadzawink Malo tego nie
                  mam za grosz szacunku do mojej - tfu! - babki. Ona nie jest moja babcia z
                  prawdziwego zdarzenia, nigdy nia nie byla i nigdy nia nie bedzie. I nie to, ze
                  jej nie lubie - ja po prostu ja nienawidze. Nie mam z nia kontaktu i nie
                  zamierzam z nia miec.
                  Nawet wyjechalam 6 lat temu z Polski zostawiajac tam rodzicow i rodzenstwo i od
                  tamtej pory w Polsce nie bylam. Rodziny nie widzialam przez te 6 lat. Kontakt
                  telefoniczny z nimi oczywiscie mam, ale jakos nie tesknie za nimismile

                  Ciekawe dlaczego?smile Wiem, wiem - zle wychowana jestem, ale to tylko dlatego,
                  ze jedyna metoda wychowawcza moich rodzicow byly klapsy...
                  No coz moge powiedziec. Chcieli, to majasmile)

                  • triss_merigold6 Re: a dlaczego to niby praca w gospodarstwie jest 20.06.06, 21:27
                    Operatywna jędza. Najtańszy pracownik, bo za żarcie i spanie. Jeszcze wdzięczna
                    powinnaś być, bo nie siedziałaś w tym, no, miejskim smogu ani nie włóczyłaś się
                    nie wiadomo gdzie z kolegami co mogliby zdemoralizować i jakieś niefajne wzorce
                    pokazać.
                    Skoro 6-latka mogła pracować to pracować mogą też w przyszłości niedołężni
                    staruszkowie - Twoi pożal się Boże rodzice, jakby im emerytur brakło...

                    Abstrahując od głównego tematu, absolutnie się nie dziwię, że przed I wojną na
                    wsi pod zaborem austriackim istniał tzw. wycug - rodzice za przepisanie ziemi
                    na syna mieli prawo dożywocia. Wtedy najczęściej lądowali w komórce i jedli
                    odpadki... ot dzieci odbijały sobie szczęsliwe dzieciństwo i młodość.
    • kawka74 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 20.06.06, 08:12
      Nie zgadzam się, nie podoba mi się to, jest to niezgodne z prawem, skandaliczne
      i niewychowawcze. Dlaczego - wyżej (przepraszam za lenistwo) wytłumaczyły to
      Triss i Verdana, więc nie będę się powtarzać.
      • roksi23 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 20.06.06, 09:19
        taaak najlepiej juz przedszkolaków wysyłać to pracy,normalnie paranoja!?
        dziecko jest tylko dzieckiem,a nie dorosłym które ma zarabiać na siebie ,ma
        miec dziecinstwo a nie wspominac je ze sie nie bawił jak inne dzieci tylko
        charował po marketach...i takiej sytuacji są winni rodzice,bo decydując się na
        dziecko powinni trochę pomysłec głową a nie inną częscią ciała jak robią to co
        niektórzy...mamusia bierze zapomogi na kolejnego dzieciaka,siedzi w domu a jej
        potomstwo zarabia na siebie...i to ma byc wychowawcze,kpina...
        • iwles Re: Dzieci zarabiają na wakacje 20.06.06, 10:25
          A zdarzyło ci się choć raz porozmawiać z takim dzieckiem?
          Najpierw spróbuj, potem wydawaj w ich imieniu opinie o ich matkach.
        • lola211 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 20.06.06, 10:36
          Wiekszosc tych rodziców na pewno pracuje, tylko znajac polskie warunki
          mimo tego nie stac ich na wydanie lekka reka kilkuset zl. na wyjazd dziecka.A
          czesc z tych dzieci wychowuja samotne matki.A czesc jest patologiczna.
          Zarabianie przez jakis czas nie oznacza, ze dziecko jest pozbawione zabawy, ze
          haruje.Pogadaj moze z tymi dziecmi, to sama ocenisz, jak one to odbieraja,
          poglad ci sie zrewiduje.
    • iwles Re: Dzieci zarabiają na wakacje 20.06.06, 09:14
      A ja tym dzieciom zazdroszczę, że mają z tego kasę.
      Ja w ich wieku też robiłam różne rzeczy, niekoniecznie z własnej woli, a
      nazywało się to : czyn społeczny.
    • vibe-b Re: Dzieci zarabiają na wakacje 20.06.06, 12:41
      Wszystko lub prawie wszystko chyba zostalo juz tu powiedziane. Ja tylko
      chcialam tak filozoficznie dodac- sklaniajac sie ku potepianiu pracy przez
      dzieci- ze wszystko w zyciu ma swoj czas. Dziecinstwo jest czasem nauki i
      zabawy, zycie dorosle jest czasem pracy. Taki porzadek rzeczy jest wlasciwy i
      zdrowy; i tak, jak niesmak wywoluje fakt, iz zdrowa, dorosla, zdolna do pracy
      osoba jest na utrzymaniu rodzicow, tak samo niesmak budzi fakt zmuszania dzieci
      do pracy (zarobkowej).
    • faceeet sa tylko 3 wyjscia z sytuacji: 20.06.06, 17:17
      1) nie pozwalacie dzieciom dorabiac na kolonie, pierd... bez sensu ze jest to
      zle i nic oprocz tego nie robicie,
      2) nie pozwalacie dzieciom dorabiac na kolonie, ale jednoczesnie dodatkowo sie
      opodatkowujecie zeby tym co chca a nie moga dorobic (bo im zabroniliscie)
      doplacic do nich (czyli zaplacic),

      3) sytuacja ekstremalna wynikajaca z sytuacji 1.
      Zakladam ze jestem 8-latkiem.
      Skoro nie moge dorobic bo mi zabroniliscie,
      a nie chcecie np. mi zaplacic,
      to sorki - jutro obrobie wam radio z samochodu albo wyrwe torebke... Albo
      z kolegami z gimnazjum obrobie wam chate. Rzeczy sprzedamy paserowi. Oni
      beda mieli na flaszke a ja sobie gdzies wyjade... Ba, takie rozwiazanie jest
      wrecz moralne, w koncu to walka z wtracajacymi sie i nieslusznie
      ograniczajacymi doroslymi ... Rotfl...

      I to wszystko na ten temat. Gadka - szmatka ze to rodzice odpowiadaja jest
      smieszna, bo dziecko to wali. I dlatego lepiej pozwolic zaradniejszym na
      inwencje.
      Ja jak chcialem rower, tez musialem kiedys zapracowac przez miesiac i nie wiem
      czemu robicie z tego problem. Tym bardziej ze nie mowimy o pracy w kopalni,
      tylko staniu przy kasie i pakowaniu jakis dupereli do siatek.
    • agawamala Re: Dzieci zarabiają na wakacje 20.06.06, 17:35
      Nie widzę w tym niczego złego. Czy lepiej, żeby "zarabiały" na wakacje
      okradając np. samochody?
      Mamy kapitalizm ( co prawda w nadwiślańskim wydaniu, ale jednak...) i
      przyjmijmy do wiadomości, że:
      - nic nie jest za darmo
      - nie istnieja jacyś "oni", którzy dadzą, załatwią, wspomogą
      - nie wszystkim należy się wszystko z definicji.
      Pewnie, że małym dzieciom rodzice ( powtarzam r o d z i c e ) powinni zapewnić
      wakacje, ale nie zawsze jest to wykonalne. Lepiej, żeby dzieci zarobiły choćby
      w sposób symboliczny na wyjazd, niż dostawały wszystko za darmo. Bo wtedy nie
      będą niczego cenić. Wyrośnie pokolenie roszczeniowe. Za kilka lat zamiast do
      pracy pójdą do "opieki" po zasiłki, mieszkania, zapomogi.... No bo po co
      pracować, skoro "oni" dadzą........
      • alexandra74 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 20.06.06, 17:44
        I o to chodzi. A nie w kółko nudzenie o łamaniu praw dziecka. Przecież jak
        zauwazył faceeet nie chodzi o prace w kopalni tylko w sklepie. Lepiej, żeby
        dzieci i nastolatki nudziły się pod blokiem i wpadały na coraz "genialniejsze"
        pomysły? Nie każde dziecko ma ochote na organizowanie mu czasu przez rodziców.
        Np. w wieku 12, 13 lat następuje tzw. "upadek autorytetów", wtedy najlepszym
        przykładem są kilka lat starsi, najcześciej wulgarni koledzy, wypatrujący
        tylko, gdzie by za darmo zapalić lub wypić.
        • kawka74 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 20.06.06, 18:33
          > I o to chodzi. A nie w kółko nudzenie o łamaniu praw dziecka.
          Nudzenie????????????
          Qrwa, gdzie ja jestem?
          • verdana Re: Dzieci zarabiają na wakacje 20.06.06, 18:37
            Nic nie jest za darmo?
            Dla osmiolatków?
            Osoby, ktore uważaja, ze osmioletnim dzieciom nic sie w kapitaliźmie nie należy
            i maja zarabiać na swoje przyjemnosci - nie powinny mieć dzieci. Bo sa osobami
            skrajnie nieodpowiedzialnymi. I takimi, ktore nie maja ochoty dokladać do
            własnego dziecka.
            Po cholerę w ogóle decydowasły sie na dziecko?
            • triss_merigold6 Ale to już było... 20.06.06, 20:33
              Ale to już było. W Europie po rewolucji przemysłowej zanim zaczęto wprowadzać
              ustawodawstwo socjalne. Dziecko było pracownikiem tylko słabszym więc
              otrzymywało 1/4 dniówki dorosłego. Dzieci pracowały w przemyśle włókienniczym,
              wydobywczym, w fabrykach i rolnictwie. Teraz też pracują w krajach, które
              nazywamy 3 światem (rolnictwo głównie) i w USA - dzieci imigrantów, na czarno.
            • iwles Re: Dzieci zarabiają na wakacje 20.06.06, 20:47
              A co z dawnymi czasami, powiedzmy tak 20-30 lat temu, kiedy dzieci zbierały
              makulature i sprzedawały, a także oddawały butelki do punktu skupu ?

              W takim razie to też powinno podlegać łamaniu praw dziecka, bo np. dziś
              zbieranie makulatury i złomu - to jedyne źródło utrzymania wielu dorosłych.
          • nchyb Re: Dzieci zarabiają na wakacje 20.06.06, 18:38
            w 4 RP, gdze w szkołach będzie propagowana naturalna metoda antykoncepcji...
            wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=1342&wid=8358251&rfbawp=1150821493.722&ticaid=11d22&_ticrsn=3
            Coby jeszcze więcej przybyło dzieci chcących zarobić. Nie tylko na wakacje, ale
            pewnie i na chleb...

            A mnie jeszcze ciekawi, ile z tych dzieci wyjedzie naprawde, a ilu z nich
            rodzice jednak pieniążki zabiorą na wazniejsze sprawy...
            • nanuk24 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 20.06.06, 20:22
              > A mnie jeszcze ciekawi, ile z tych dzieci wyjedzie naprawde, a ilu z nich
              > rodzice jednak pieniążki zabiorą na wazniejsze sprawy...


              Ototo! A to sie okaze, ze jest kilka zaleglych rachunkow za prad lub za gaz, a
              moze kochanie za te pieniazki to kupimy ci buty i kurteczke na zime, bo nie
              masz w czym chodzic, a mamusi ci odda pieniadze kiedy tylko bedzie miala;-(
              Ito nie sa mrzonk, niestetysad
              • triss_merigold6 Są takie zaradne dzieci 20.06.06, 20:27
                Są takie zaradne dzieci na Śląsku między innymi. Parę reportaży było. Złom
                zbierają, szyby myją, odprowadzają wózki pod marketami, kawałki węgla wybierają
                z torów - pracują na siebie i rodzeństwo. Tatuś chla załamany po zwolenieniu z
                kopalni, mamusia niańczy kolejne niemowlę a 7-11-latki zasuwają. Są z tego
                bardzo dumne a szacunek dla starych mają ekhem... umiarkowany.
                Tylko dlaczego wszyscy okreslają taką sytuację jako niewłaściwą?
                • alexandra74 Re: Są takie zaradne dzieci 20.06.06, 21:24
                  No tak...doczekłąm się porównania do śląskiej patologii. Ale przeciez
                  wyolbrzymianie i koloryzowanie przyświeca głównym oponentkom autorki wątku.

                  Kawka, nie mam pojęcia, gdzie ty qrwa jesteś, ale ja i wiele innych osób jestem
                  w biednym kraju rządzonym przez złodziei, którzy tylko napychaja własne
                  kieszenie, a ludziom do pracy warunków stwarzać nie mają zamiaru.
                  • triss_merigold6 Re: Są takie zaradne dzieci 20.06.06, 21:33
                    Czy ja porównuję Twoją sytuację do patologii?! Podaję przykład bardzo zaradnych
                    dzieci - nie op...ją się tylko pracują i pomagają rodzicom. Same chcą -
                    wystarczy poczytać ich wypowiedzi. Świetnie przystosowane do życia w
                    kapitaliźmie wiedzą, że nic za darmo nie ma. To głosicie, prawda? Nie ma za
                    darmo. Więc pracują.

                    Zanim rzucisz łatwym hasłem, że kraj jest rządzony przez złodziei zastanów się.
                    Jakich złodziei? Gdzie oni są? Rząd? Samorządy? Ministerstwa? Może banki? SEjm
                    i Senat? Właśnie posłużyłaś się najbardziej prymitywną retoryką. Polska biedny
                    kraj? Hm... zajrzyj do Macedonii - też Europa choć nie UE.
                    • alexandra74 Re: Są takie zaradne dzieci 20.06.06, 21:39
                      Zanim rzucisz łatwym hasłem, że kraj jest rządzony przez złodziei zastanów się.
                      >
                      > Jakich złodziei? Gdzie oni są? Rząd? Samorządy? Ministerstwa? Może banki?
                      SEjm
                      > i Senat?

                      wszyscy ci co ich wymieniłaś. Polska jest biedna przez takich wasnie złodziei.
                    • alexandra74 Re: Są takie zaradne dzieci 20.06.06, 21:41
                      nic za darmo nie ma. To głosicie, prawda?

                      Ja nic takiego nie głoszę, nie zmuszam też dzieci do pracy.
                  • kawka74 Re: Są takie zaradne dzieci 20.06.06, 22:38
                    > Kawka, nie mam pojęcia, gdzie ty qrwa jesteś, ale ja i wiele innych osób
                    jestem
                    >
                    > w biednym kraju rządzonym przez złodziei, którzy tylko napychaja własne
                    > kieszenie, a ludziom do pracy warunków stwarzać nie mają zamiaru.

                    Zwróć uprzejmie uwagę, do której części Twojej wypowiedzi się odniosłam. I,
                    qrwa, to mnie zdenerwowało. Jestem w kraju rodziców, którzy uprawiedliwiają
                    łamanie praw dziecka tym, że jacyś ONI to złodzieje, oszuści i kryminaliści.
                  • monia145 Re: Są takie zaradne dzieci 20.06.06, 22:45
                    Aleksandro, Twoja wypowiedz to przykład dania całkowicie dla mnie niestrawnego-
                    teoria spiskowa polana sosem populistycznym a'la koalicja rzadząca.
      • kawka74 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 20.06.06, 18:44
        > - nie wszystkim należy się wszystko z definicji.
        Akurat dzieciom należą się pewne rzeczy. Z definicji.

        > Pewnie, że małym dzieciom rodzice ( powtarzam r o d z i c e ) powinni zapewnić
        > wakacje, ale nie zawsze jest to wykonalne. Lepiej, żeby dzieci zarobiły choćby
        > w sposób symboliczny na wyjazd, niż dostawały wszystko za darmo.
        Jakie "wszystko"? Chodzi o należny dzieciom, jak psu zupa, wypoczynek po
        dziesięciu miesiącach pracy. Rodzice mają obowiązek się o to zatroszczyć, a nie
        wysyłać swoje ośmio- czy dziesięcioletnie dzieci do roboty.
        A takich roszczeniowych typów jest masa wśród dorosłych, nie trzeba daleko szukać.
        • agawamala Re: Dzieci zarabiają na wakacje 21.06.06, 12:21
          Przy takim podejściu do świata, wcale się nie dziwię, że mamy coraz więcej
          ludzi roszczeniowych, nie szanujących pracy . Bo się nalezy - kolonie, obiady
          za darmo, leczenie bezpłatne, świadczenia mieszkaniowe, dodatki, przydziały
          mieszkań.
          Moja znajoma szukała do ekspedientki sklepu papierniczego. 1000 złotych +
          ubezpieczenia za 8 godzin dziennie.
          Myślcie, że znalazła? Nie, bo lepiej wychodzić ścieżki w "opiece".
          • kawka74 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 21.06.06, 13:51
            Jakim podejściu?
            Który fragment mojej wypowiedzi skłania Cię do takich - daleko idących -
            wniosków? Czyżby wypoczynek dziecka zorganizowany i opłacony przez rodziców
            powodował natychmiastowy wysyp rozwydrzonych bachorów o postawie roszczeniowej?
            • agawamala Re: Dzieci zarabiają na wakacje 21.06.06, 14:30
              Nie. Chodzi mi o to, że nie wszystkich rodziców z takich czy innych względów
              stać na zapłacenie i zapewnienie dziecku wakacji.
              Znacznie bardziej moralne jest oplacenie np.10% ( może być to śmiesznie niska
              suma) przez same dziecko, które zarobi w hipermarkiecie, a resztę dopłaci
              opieka spoleczna czy sponsor; niż fundowanie w wakacji w całości przez
              kogokolwiek ( osobę prywatną, instytucję).
              W tym drugim przypadku od małego uczy się dziecko, że wystarczy iść gdzie
              trzeba, pojęczeć, pożebrać i dostaje się pożądane dobro ( tu wakacje). Bez
              wysiłku, bez pracy.
              • cocollino1 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 21.06.06, 14:43
                no rozumiem, ze jak sie dzieciak napatrzy za mlodu, ze rodzice zeruja na opiece
                spolecznej i nie chce im sie pracowac to pewnie w przyszlosci beda robic tak
                samo
                Ale bez przesady
                Tak male dzieci ja 8-13 latki powinny miec zapewnione wakacje, chocby dwa
                tygodnie. I Ty serio uwazasz, ze jak rodzicow nie stac to one powinny na to
                zapracowac, bo jak dostana zapomoge na wakacje to beda mialy postawe
                roszczeniowa?
                • verdana Re: Dzieci zarabiają na wakacje 21.06.06, 15:16
                  Słusznie.
                  Dzieci powinny dokładac sie tez do przedszkola. Kto to słyszał, by ktoś karmił
                  i bawił dzieci za darmo! Praca, praca i tylko praca. Juz parolatki muszą
                  wiedzieć, że albo się zarabia, albo się zdycha i że nikt w zyciu słabszemu czy
                  małemu nie pomoze - i tak ma być.
                  Dawanie jeść głodnym ośmiolatkom też wzbudza w nich postawe roszczeniową. Taki
                  gó..arz dostanie w szkole darmową zupę i będzie myslał, ze codziennie mu się
                  jedzenie nie należy. A nie, jak nie zarobi to niech głoduje!
                  A już chyba tow. Lenin mowił "Kto nie pracuje ten nie je".
                  • cocollino1 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 21.06.06, 15:23
                    I żadnych paczek na Świeta, bo jeszcze bachory se pomysla nie wiadomo co.
                    Zastanawoam sie nad swoim 2,5 latkiem, kurcze, poslac go juz czas najwyzszy do
                    do drobnych prac, w koncu zarcie, baseny itp, to wszystko kosztuje.
                  • alexandra74 Re: Czas kończyć dziewczyny, bo 21.06.06, 16:09
                    Was słońce za bardzo przygrzało w głowy.

                    Ja skończyłam w tym wątku skrajnych wypowiedzi.
                  • agawamala Re: Dzieci zarabiają na wakacje 21.06.06, 21:28
                    Dziś zupa, jutro kolonie, potem zapomoga z opieki spolecznej, w dalszej
                    kolejności mieszkanie komunalne. Żyć nie umierać. Przy takim rozumowaniu wiem
                    już dlaczego np. place lekarzy są takie marne. Bo pieniądze idą m,in. na
                    zaspakajanie potrzeb tych, którym nie chce się pracować, za to mają wymagania.
                • agawamala Re: Dzieci zarabiają na wakacje 21.06.06, 21:25
                  Tak. Szanuje się to, co samemu się osiągnie, na co przyjdzie zapracować. To co
                  się wyciągnie, wyłudzi, wyżebrze nie ma wartości.
              • kawka74 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 21.06.06, 15:15
                > Znacznie bardziej moralne jest oplacenie np.10% ( może być to śmiesznie niska
                > suma) przez same dziecko, które zarobi w hipermarkiecie, a resztę dopłaci
                > opieka spoleczna czy sponsor; niż fundowanie w wakacji w całości przez
                > kogokolwiek ( osobę prywatną, instytucję).
                A gdzie w tym wszystkim rodzice? Jaki stosunek te dzieci będą miały do swoich
                rodziców, których muszą wyręczać w obowiązkach? "E, mój stary to nawet na mój
                wyjazd nie potrafi zarobić, dziadyga, sam muszę zapier...".
                • agawamala Re: Dzieci zarabiają na wakacje 21.06.06, 21:33
                  Wiesz, pochodzę z dość zamożnej rodziny. Moi rodzice bez problemu mogli mi
                  zafundować to i owo, ale tego nie robili. Wyrobili natomiast od małego szacunek
                  do pracy, do pieniędzy.
                  Mialam chyba 8 lat, jak wyprowadzałam za 2 złote ( dobrze pamiętam) psa
                  sąsiadki. Innej sąsiadce robiłam drobne zakupy, za bardzo drobne wynagrodzenie.
                  Zbierałam makulaturę ( 1kg kosztował 1zł), potem pracowalam w spółdzielni
                  studenckiej. I może dlatego szanuję pieniądze.
                  • kawka74 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 21.06.06, 21:52
                    OK, rozumiem.
                    Ale wracając do meritum - czy Twoi rodzice opłacali Tobie, ośmio- czy
                    dziesięcioletniej, wypoczynek? Czy musiałaś sama na niego zarobić?
                    • agawamala Re: Dzieci zarabiają na wakacje 22.06.06, 08:17
                      opłacali, bo było ich na to stać. Ale jako dziecko miałam także o b o w i ą z k
                      i - nie tylko prawa.Chciałam mieć spodnie z peweksu ( było coś takiego), które
                      kosztowały 1/2 pensji niejednego Polaka - dostawałam je, ale musiałam dołozyć
                      do nich ze swojej tygodniówki ( czy zarobionych pieniędzy za wyprowadzanie
                      psa). Szanowałam spodnie i pieniądze - bo nie spadały z nieba.
                      Jednak wielu z Was trudno to zrozumieć. Dzieciom wszystko się nalezy, to, że
                      zniszczą to norma. Najwyżej matka odejmie sobie od ust i kupi nowe, albo ( w
                      skrajnym przypadku) ukradnie koledze. No, może jeszcze odwiedzi się opiekę
                      społeczna, która zamiast emerytowi na leki da niezaradnej życiowo i leniwej
                      rodzinie.
                      • kawka74 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 22.06.06, 08:35
                        Nie należy się wszystko, cały czas mówimy o wyjeździe, o letnim wypoczynku i
                        tego proszę się trzymać, a nie bajdurzyć o spodniach z Pewexu, które jako żywo
                        nie są artykułem pierwszej potrzeby. Wypoczynek natomiast jest.
                        • iwles Re: Dzieci zarabiają na wakacje 22.06.06, 10:58
                          Skoro wakacyjny wyjazd jest artykułem pierwszej potrzeby - czemu tak drogo
                          kosztuje ??????

                          Czy naprawdę wszystkich rodziców stać, aby wysłać 2 dzieci na kolonie, których
                          koszt wynosi od 700 - 1000 zł za dziecko i dac jeszcze kieszonkowe ?
                          • kawka74 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 22.06.06, 11:03
                            I wtedy przychodzi czas na dofinansowanie, jeśli się już wyczerpało wszystkie
                            inne możliwości. Można spróbować? Można. Nie wątpię, że to dofinansowanie
                            wyrobi w kilkuletnim dziecku postawę roszczeniową.
                            Poza tym są jeszcze inne, tańsze formy wypoczynku. Wypoczynku, który się
                            dziecku NALEŻY Z URZĘDU, tak, jak dorosłemu urlop.
                            • iwles Re: Dzieci zarabiają na wakacje 22.06.06, 11:17
                              Czy w takim razie oznacza, że zwichnęłam psychikę siostrzeńca,
                              którego "zatrudniłam" w czasie wakacji do pomocy przy przeprowadzce?
                              Miał wtedy 11 lat.
                              Powinnam pójść do więzenia, bo zabrałam mu pól dnia należnego mu wypoczynku ?
                              Bo w tym czasie leżałby brzuchem do góry np. przed telewizorem, albo grał na
                              komputerze ?

                              Popełniłam przestępstwo, bo siostrzeniec był bardzo zadowolony i chętny?
                              Bo dzieki temu - zarobione pieniądze wydał na swoje własne zachcianki i
                              fanaberie? A zanim je wydał - poobracał w reku na wszystkie mozliwe sposoby,
                              kalkulował na co wystarczy, zastanawiał sie, co kupić? Czego nigdy nie robił,
                              kiedy pieniądze dostał "za darmo"?

                              Nie popadajmy w skrajności.
                              • wieczna-gosia Re: Dzieci zarabiają na wakacje 22.06.06, 11:47
                                A zanim je wydał - poobracał w reku na wszystkie mozliwe sposoby,
                                > kalkulował na co wystarczy, zastanawiał sie, co kupić? Czego nigdy nie robił,
                                > kiedy pieniądze dostał "za darmo"?

                                no wlasnie czemu?
                                Bo moje dzieci jakos kalkuluja, a nie przepracowaly godziny w swoim 14 letnim
                                zyciu.
                                Po jakiego grzyba moje dziecko lat 13 pomaga w stajni przy koniach i uczy dzieci
                                jezdzic? przeciez jej za to nie zaplaca?
                                Frajerke wychowalam placac bez zmruzenia oka na jej zachcianki.....
                                • triss_merigold6 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 22.06.06, 11:56
                                  No, własnie. Pamietam z dziecinstwa i nastolatkowości, że raczej przytomnie
                                  dysponowałam kieszonkowym, w każdym razie raczej sęp byłam niż rozrzutna a
                                  pojęcie "praca" gdzieś do 17 roku życia kojarzyło mi się wyłącznie ze światem
                                  dorosłych.
                                  Pomaganie w stajni to super sprawa, we wszystkich stajniach w jakich byłam
                                  widać było takie 11-15 letnie dziewuszki, pomagały w zamian za 1-2 godziny
                                  jazdy w tygodniu albo za satysfakcję po prostu. Satysfakcję z tego, że robią
                                  coś co jest ich hobby.
                                  • iwles Re: Dzieci zarabiają na wakacje 22.06.06, 12:01
                                    A taka godzina jazdy konnej to ile kosztuje? Czy to też nie była forma zapłaty ?
                                • iwles Re: Dzieci zarabiają na wakacje 22.06.06, 12:00
                                  hehehehehe
                                  Tobie też radziłabym uważac, bo, podobno wg paragrafów (i niektórych tutaj
                                  wypowiedzi)- każda praca dzieci jest szkodliwa. Szczególnie w czasie,
                                  przeznaczonym t y l k o na wypoczynek.
                                  A że Twojej córce nie płacą? Toż to wykorzystywanie siły roboczej smilesmilesmile
                              • kawka74 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 22.06.06, 12:22
                                Czy zatrudniłaś go po to, żeby zarobił na swój wypoczynek? Bo zdaje się o tym
                                mowa, prawda? Czy wypoczynek dziecka jest jego zachcianką i fanaberią?
                                • iwles Re: Dzieci zarabiają na wakacje 22.06.06, 12:50
                                  Zarobił na swoje własne potrzeby.
                                  A do własnych potrzeb zaliczam też wakacyjny wyjazd.

                                  Nie, nie zarobił na kolonie nad morzem, ale pieniądze przeznaczył na taką formę
                                  wypoczynku jaka jemu odpowiadała.

                                  Chodzi mi o to, że w dzisiejszych czasach kolonie czy obozy wakacyjne są raczej
                                  luksusem, niż wartością, która się każdemu należy, że tak powiem "jak psu zupa".

                                  Mówisz o dofinansowaniu ? No coż, nie wszędzie, nie w każdym zakładzie pracy
                                  taka forma pomocy istnieje.
                                  • verdana Re: Dzieci zarabiają na wakacje 22.06.06, 13:00
                                    Ale Tobie urlop z pracy się należy?
                                    A moim zdaniem żądanie urlopu jest też postawą roszczeniową. Jeśli dzieciom
                                    wypoczynek sie nie należy, to tym bardziej dorosłym.
                                    Wypoczynek jest zbędną fanaberią.
                                    • iwles Re: Dzieci zarabiają na wakacje 22.06.06, 13:12
                                      Urlop=wakacje.
                                      Nikt nie odmawia dzieciom prawa do wakacji.
                                      A wyjazd - to jest raczej forma wypoczynku.
                                      Tak samo jak nie każdego - kto jest na urlopie stać na wyjazd.

                                      Nie demonizawałabym tak bardzo tej pracy dzieci. Bo raczej rodzice nie każą im
                                      pracować, to dzieci same się zgłaszają, bo wiedzą, że rodziców nie stać na
                                      sfinansowanie wyjazdu.
                                      • verdana Re: Dzieci zarabiają na wakacje 22.06.06, 13:21
                                        Ty odmawiasz. Praca to nie sa wakacje.
                                        Dzieci pracując, wakacji nie mają. Podobnie jak dorosci - jak pracuja to nie
                                        mają wakacji. To raczej oczywiste.
                                        Dwa miesiace wakacji nie są wzięte "z sufitu". To czas, ktory pozwala dzieciom
                                        na odpoczynek po dziesieciu miesiącach pracy - w szkole.
                                        A więc uznajac, ze w czasie tych wakacji małe dzieci maja sobie zarobić na
                                        wyjazd trzeba liczyć się z tym, ze zamiast dwóch miesiecy, będa miały dwa
                                        tygodnie odpoczynku. To za mało. To tak, jakby Tobie skrócic urlop do jednej
                                        czwartej.
                                        I o ile wiem, jesteś chyba psychologiem. Czy w dzisiejszych czasach psychologia
                                        uznaje ośmiolatki za osoby zdolne do podejmowania osobiście poważnych decyzji,
                                        ze świadomością wszystkich konsekwencji tych decyzji? Na przykład decyzji
                                        rezygnacji z odpoczynku na rzecz pracy zarobkowej?
                                        Taki ośmiolatek na pewno liczy się z tym, że może mu się nie udać, że może
                                        doznać uszczerbku na zdrowiu, że może być zmęczony w czasie nastepnego roku
                                        szkolnego i licząc sie z tym podejmujeprace zarobkową. Bo jak wiadomo
                                        ośmiolatki właśnie w ten sposób podejmują decyzje... I dorosli nie powinni w
                                        żaden sposób wtrącać się w ich zycie.
                                        • iwles Re: Dzieci zarabiają na wakacje 22.06.06, 13:38
                                          Nie, nie jestem psychologiem smile

                                          Ale może warto by było zapytać dzieci, czy wolałyby całe 2 miesiące wypoczywac
                                          na podwórku przed blokiem, czy przepracowac jedną, no może dwie soboty w
                                          wakacje, ale gdzieś wyjechać ?

                                          Tez jestem przeciwna zapędzaniu dzieci do pracy. Tez nie podoba mi sie, że
                                          dzieci na wsiach całe 2 miesiace musza pomagać rodzicom, bądź to w
                                          gospodarstwie, bądź przy truskawkach, malinach itp. Bo te dzieci nawet nie mają
                                          co marzyć o jakimkolwiek wyjeździe, one nawet nie mają co marzyć o wypoczynku.

                                          W czasach mojego dzieciństwa zbierałam makulaturę, sprzedaawalm do punktu skupu
                                          butelki. Może nie na wyjazd wakacyjny, ale na kieszonkowe, które w czasie
                                          takich wyjazdów też było potrzebne. Tylko, że w czasach, kiedy ja jeździłam na
                                          kolonie - to kosztowały one o wiele mniej niż teraz, kiedy rodzice ponosza
                                          pełną opłatę kosztów wyjazdu.
                                          Naprawdę - szkoda mi bardzo, że naszego państwa nie stać na dofinansowywanie
                                          wyjazdów dla dzieci. Wiem, że są organizowane darmowe wyjazdy dla dzieci przez
                                          różne organizacje, księży itp, ale to i tak kropla w morzu potrzeb.

                                          Każdemu dziecku nalezy się wyjazd w wakacje. Tylko, że nie każdego rodzica na
                                          to stać i to nie z własnej winy, ani z lenistwa. I tu leży główny problem.
                                          • verdana Re: Dzieci zarabiają na wakacje 22.06.06, 13:50
                                            Nie mówimy o jednej-dwoch sobotach, tylko o osmiogodzinnym tygodniu pracy.
                                            Przed dwie soboty zadne dziecko nie zarobi na wakacje.
                                            Zresztą tak sobie myślę - skoro jest praca dla osmiolatków, to dlaczego nie
                                            mogą podjąć jej się rodzice?
                                            Odpowiedź jest prosta - bo osmiolatki są wykorzystywane finansowo do niemal
                                            darmowej pracy.
                                            • agawamala Re: Dzieci zarabiają na wakacje 22.06.06, 14:20
                                              Nie zmieniaj sensu wypowiedzi, bo za chwilę przeczytamy o pracy w
                                              kamieniołomach. Pakowanie w hipermarkiecie przez kilka dni to niewielki
                                              wysilek. Większość klientów daje takiemu dziecku po 2,3,5 złotych. Sama jako
                                              osoba egoistyczna i Twoim zdaniem pozbawiona uczuć , daję 5 zotych. W ciągu
                                              godziny można spakować zakupy 5-8 klientów. 5x8=40 złotych. Niech będzie
                                              połowa. Stawka 20 złotych za godzinę nie jest zła. Niech dziecko popracuje 4
                                              godziny ( 2 razy po 2) - zarobi co najmniej 80 złotych. Niech popracuje tylko 2
                                              weekendy ( 4 razy)- zarobi 320 złotych. Pozostały czas może spędzić, gdzie chce
                                              robiąc to na co ma ochotę. Niech do wakacji dołoży 150 złotych - resztę ma na
                                              swoje potrzeby.
                                              Ambitne dziecko będzie dumne, doceni pracę i będzie szanowało pieniądze ( nawet
                                              jeżeli bardzo Ci się nie podoba takie określenie).
                                              I będzie to znacznie bardziej pedagogiczne niż fundowanie kolonii innemu, które
                                              ten czas spędza smakując pierwsze w życiu papierosy czy ognądając TV.
                                              • nchyb Re: Dzieci zarabiają na wakacje 22.06.06, 14:31
                                                > Pakowanie w hipermarkiecie przez kilka dni to niewielki
                                                > wysilek.
                                                Z regułu prace innych ocenia się jako tę bez wysiłku, lekką, prostą itp...
                                                Czy ta praca jest naprawdę taka bezwysiłkowa? Pracowałaś tak?

                                                A może widziałaś film, lub czytałaś książkę (opowiadanie) Kinga - Skazani na
                                                Shawshank. Tam są takie fragmenty. Po wyjściu z więzienia na warunkowe wysyłano
                                                węźniów do pracy. Jakiej? No takiej, której nikt inny, jak nie musiał, to się
                                                nie podejmował. Właśnie do pakowania zakupów w marketach. nie tylko z tego
                                                powodu, ale między innymi, oni mieli dość i tej pracy i takiego życia...

                                                > Większość klientów daje takiemu dziecku po 2,3,5 złotych.
                                                Z tego co miałam okazję zaobserwować w ostatnich dniach w pobliskim mi Tesco -
                                                większość klientów nic nie daje, znaczna część wrzuca 10-20 groszówki...

                                                I dzieci uczą się, że "szacunek" i grzecznosć należy się tym, co więcej wrzucą,
                                                a za tymi z drobniakami psioczą. To dopiero dobra szkoła, jakbyś posłyuchała,
                                                jak tych dających mniej wyzywają. Nauczyli się. Tylko sama nie wiem, czego...
                                                • agawamala Re: Dzieci zarabiają na wakacje 22.06.06, 14:43
                                                  No więc jeśli uważacie, że dzieciom się wszystko nalezy tylko dlatego, że są
                                                  dziećmi, to zmiast gadać podzielcie się z nimi tym co macie. Zasponsorujcie
                                                  kolonie dla chociaż jednego dziecka , zapłaćcie za obiady, załóżcie konto w
                                                  towarzystwie ubezpieczeniowym i wplacajcie raz na kwartał 500 złotych. Kupcie
                                                  podręczniki, zafundujcie zielone szkoły. Możliwości jest dużo.
                                                  Ale większość z Was woli ograniczyć się do twierdzenia, że dzieciom się
                                                  wszystko należy i już. Tylko skąd brać na to pieniądze??????
                                                  • nchyb Re: Dzieci zarabiają na wakacje 22.06.06, 14:44
                                                    > No więc jeśli uważacie, że dzieciom się wszystko nalezy tylko dlatego, że są
                                                    > dziećmi, to zmiast gadać podzielcie się z nimi tym co macie.
                                                    w miarę możliwości to czynię...
                  • verdana Re: Dzieci zarabiają na wakacje 21.06.06, 21:55
                    I rodzice "wyrobili" w Tobie jeszcze jedno.
                    Absolutny brak współczucia i okrucieństwo. Szanujesz pieniądze bez porownania
                    bardziej niz ludzi. Nawet dla małych dzieci nie masz litosci.
                    Czy swojemu dziecku dajesz obiad za darmo, czy jak nie zapracuje, to pójdzie
                    spać głodne?
                    Jesteś najlepszym przykladem spustoszeń, jakie może w dziecku wyrządzić
                    stawianie pieniedzy i zarabiania na pierwszym miejscu. Najlepszym dowodem na
                    to, że dzieci nie powinny pracować, jeśli chcemy mieć społeczeństwo, a nie
                    bandę egoistycznych jednostek.
                    • agawamala Re: Dzieci zarabiają na wakacje 22.06.06, 08:13
                      Wiesz, szanuję ludzi bardziej niż 90% forumowiczek - ich prawa, odmienność. Do
                      okrucieństwa mi daleko, potrafię współczuć. Szanuję pieniądze, szanuję rzeczy-
                      swoje i innych. Nie potrafię zrozumieć postawy roszczeniowej ( niech mi dadzą,
                      bo jestem: mała, biedna, niezadna, samotna, porzucona, leniwa,
                      niezorganizowana). Nie mam litości dla bandy leni wyciągających ręce po
                      pieniądze podatników.
                      Powtarzam - pewne rzczy wynosi się z domu. Ja wyniosłam szacunek do pieniędzy,
                      szacunek do pracy. Dzieci, które wszystko dostają za darmo ( nie za darmo tylko
                      z pieniędzy wyrwanych innym) przenoszą te zachowania na dorosłe życie.
                      Dlaczego mają nie ustawić się w kolejce po mieszkanie komunalne? Przeciesz
                      dadzą.
                      Dlaczego mają pracować, skoro są zasiłki, zapomogi? Te wyuczone zachowania są
                      im bardzo wygodne.
                      Twój post jest instrukcją co robić, aby żyć wygodnie, bo ktoś zapracuje i
                      utrzyma. Pytanie skąd brać na to pieniądze?
                      Zwiększyć podatki dla przedsiębiorczych i zaradnych? Pewnie tak, zamiast np.
                      wozić d..ę na Wyspy św. Tomasza, niech zaplacą na kolonie dzieci 10
                      bezrobotnych.
                      Obniżyć place lekarzom i nauczycielom? Też niezły pomysł. Równajmy w dół.
                      No, można jeszcze zabrać emerytom, po co mają mieć więcej niż na chleb i wodę.
                      Przy Twoim wielkim, pełnym współczucia sercu, altruizmie,hoduje się bandę
                      nierobów. I mamy w Polsce to co mamy.
                      • verdana Re: Dzieci zarabiają na wakacje 22.06.06, 09:11
                        Oczom nie wierzę. Dawno nie czytałam takiej absurdalnej wypowiedzi.
                        Uazasz, ze dzieciom nic nie należy sie darmo? Że dzieci powinny pracować na
                        utrzymanie? Osmiolatki? Kazde dziecko, bez zadnego wyjątku, od czasów
                        starożytnych, dostaje pewne rzeczy darmo - inaczej nie ma szans na przeżycie!
                        Dostaje darmo jedzenie, dach nad glową, ubranie, opiekę lekarską. Czy chcesz
                        powiedzieć, że na to wszystko powinno samo od ósmego roku życia zarobić? Że
                        danie wlasnemu dziecku obiadu, skoro nie zarabia to pierwszy krok do
                        demoralizacji? Przeciez to niewiarygodna bzdura...
                        Dzieci sa utrzymywane przez rodziców na całym swiecie od tysiacleci. Wiesz
                        dlaczego? Bo inaczej by umarły, albo sie zdemoralizowały. Ty uważasz za pracę
                        tylko to, za co dostaje się pieniadze - cenisz wyłacznie aktywność przynoszącą
                        dochody. Nauka to tez praca. Niestety, nie przynosząca pieniedzy, a więc w
                        oczach osób nastawionych tylko na zysk - nieistotna.
                        Nie wynioslas z domu szacunku dla pracy - bo ceniłabyś pracę dzieci w szkole.
                        Wynislas szacunek dla zarabiania. To nie jest to samo.
                        • joanna3003 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 22.06.06, 09:27
                          Podpisuję się pod postem Verdany obiema rękami. Ręce opadają, jak sie czyta wypowiedzi Agawy.
                          A tak nawiasem mówiąc, to wiele porządnych rodzin mieszkało i mieszka nadal w lokalach komunalnych. Ciekawe, czy rodzice Agawy przypadkiem w takim nie mieszkali? Jeżeli w tzw. spółdzielczym, to też na koszt innych, bo cena jego uzyskania nijak sie miała do ceny rynkowej. Np. na koszt mojego męża, który do dzisiaj ma niezrealizowaną książeczke mieszkaniową z PEŁNYM wkładem na 2 pokoje z kuchnią. To był po prostu system argentyński.
                          A w latach siedemdziesiątych kredytów hipotecznych dla przeciętnego człowieka po prostu NIE BYŁO. To prawda, że dzisiaj łatwiej dostać mieszkanie komunalne rodzinie z marginesu, niż np. młodemu małżeństwu, z którego każde z małzonków zarabia około 1000 zł (bardzo realny scenariusz w wielu miejscowościach, a Warszawie też).
                          • joanna3003 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 22.06.06, 09:38
                            Sorry, za wcześnie poszło.
                            Ale to nie znaczy, że każdy ubiegający sie o mieszkanie komunalne czy zapomogę (np. matka niepełnosprawnego dziecka rezygnująca z pracy zawodowej i pobierająca zasiłek stały z MOPS-u w zawrotnej wysokości cos koło 500 zł) jest zdemoralizowany przez to, że od dzieciństwa nie pracował.

                            "Roszczeniowość" według Agawy czai się wszędzie. Drogie forumowiczki, posyłacie dzieci do publicznego przedszkola, szkoły - wstydźcie się! Ponosiecie tylko część kosztów, państwo do Waszych dzieci musi dopłacać! Czasami ktoś zachoruje poważnie (koszt leczenia zawału czasami jest porównywalny z kosztem zakupu nowego modelu BMW), co gorsza pójdzie na rentę albo emeryturę - powinien mieć pretensje do rodziców, że nie nauczyli go szacunku dla pieniędzy. ROTFL...
                            • triss_merigold6 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 22.06.06, 10:09
                              Zgodnie z takim podejściem każdy bezproduktywny tj. nie generujący PKB członek
                              społeczeństwa powinien być usuwany.
                              Jesli ktoś uważa, że dzieciom NIC się nie należy za friko, ewentualnie, że
                              powinny to odpracować to nie powinien mieć dzieci.
                              IMO 3/4 przyjemności z bycia rodzicem to radość DAWANIA - czasu, uczucia,
                              zabawek, rozrywek, bzdurnych gadżecików do których dzieciak piszczy,
                              bajeranckich ciuchów.
                              • alexandra74 Re: Ty naprawde nie rozumiesz 22.06.06, 14:03
                                o czym mowa? Czy tylko udajesz?! Bo myślałam że jesteś nie tylko złośliwa, ale
                                również inteligentna. Zaczynam wątpić w to drugie jak czytam po raz setny to
                                samo tylko w inne słowa ubrane.

                                Czy jeżeli zabraknie Ci kiedyś pieniędzy (przecież może się tak zdarzyć) na
                                rozrywki, gadżety, bajeranckie ciuchy czy Twój syn bedzie umiałą się odnaleźć?
                                Czy zrozumie, ze mamusia nie da bo po prostu nie ma?
                            • miranda3 Re: Dzieci zarabiają na wakacje 22.06.06, 10:15
                              Moja corka ma wlasnie 8 lat i "zapracowala sobie" na bezplatny oboz.
                              Caly rok biegala na zajecia sportowe (z wlasnej woli), cwiczyla, dobrze wypadla
                              na zawodach , nagroda: oboz.

                              Nie podoba mi sie pomysl pracy osmiolatkow w hiperach.
                              Tym bardziej, ze mam nieszczescie mieszkac dosc blisko domow socjalnych,
                              dzieciaki stamtad pracuja jak moga : myja samochody itd. A rodzice (czesto,
                              gesto zdrowi ludzie w sile wieku) od 7 rano w kolejce na stoisku monopolowym.
                              Moze by tak ich do pracy, hmmm...a dzieci do nauki bo co beda robic jak dorosna
                              bez praktycznie zadnego wyksztalcenia? historia sie powtorzy?



                              -
                              • iwles Re: Dzieci zarabiają na wakacje 22.06.06, 12:10
                                Tzn. że te dzieci źle robią?
                          • agawamala Re: Dzieci zarabiają na wakacje 22.06.06, 14:02
                            W ostatnim zdaniu przyznałaś mi rację. Weźmy dwóch panów: pana Adamskiego i
                            pana Zielińskiego - z tego samego osiedla, z tej samej klasy. Adamski wyniósł
                            z domu święte przekonanie, że pracować nie warto. Już w podstawówce jeździł na
                            wycieczki za pieniądze z komitetu rodzicielskiego, zafundowano mu obiady.
                            Zamiast uczyć się wolał oglądać mecze. Póki był socjalizm gdzieś tam zahaczył
                            się na budowie, coś zarobił coś przepił. Potem dorobił się żony i 5 dzieci.
                            Żona na zasiłkach, Adamski bezrobotny. No, ale rodzina gdzieś musi mieszkać.
                            Mając wiele czasu i przekonanie, że się należy Adamscy wydeptali 60 metrowe
                            mieszkanie od gminy. Ktoś dał telewizor, ktos oplacił dzieciom kolonie,
                            przyznano zasiłek, zapomogę, dotacje, no i jakoś się żyje.
                            Dzieci Adamskiego też nie w ciemię bite, co mają się wysilać, w przyszłości
                            powielą życiorys tatusia.
                            Zieliński wiedział, bo tego nauczono go w domu, że bez pracy nie ma kolaczy.
                            Gdy Adamski sączył piwko oglądając mecze , Zieliński uczył się. Skończył
                            studia , rozpoczął pracę. Jednak jego wynagrodzenie jest znacznie mniejsze niż
                            powinno wynikać z racji wykształcenia, wiedzy, zdolności, bo gros jego zarobków
                            pochłaniaja podatki na zasiłkek dla Adamskiego. Zieliński, żeby utrzymać
                            rodzinę na jako takim poziomie pracuje dodatkowo ( po południami, w święta).
                            Stać go na 1-2 dzieci. Podobnie jak Adamski nie ma mieszkania, ale w gminie go
                            wyśmiali - kto da mieszkanie facetowi, który ma stałą pracę i placi podatki
                            według 2 grupy. Zielińscy wzięli więc kredyt, który będą spłacać do końca życia
                            i kupili sobie 60 metrowe mieszkanie.Mają też telewizor, i też spłacają za
                            niego raty - tyle, że rzadko oglądają, bo są albo w pracy, albo padają na pysk
                            ze zmęczenia.
                            Dzieci Zielińskiego, widząc co się święci, uczą się, ale gdy tylko zdobędą
                            dyplom wyjadą jak najdalej. Po co mają powielać życiorys ojca i sponsorować
                            Adamskiego.
                        • agawamala Re: Dzieci zarabiają na wakacje 22.06.06, 13:47
                          Wskaż mi fragment, w którym napisałam o konieczności pracy ( przez dzieci) na
                          talerz zupy. Napisałam natomiast, i podkreslam to po raz kolejny, że nie widzę
                          niczego złego, jak dziecko - nawet 8 letnie- "zapracuje" nawet symbolicznie na
                          swoje przyjemności i wakacje. A to coś zupełnie innego.
                          Powtarzam do znudzenia. Ceni się to, do czego dojdzie się wkładając w to pracę
                          i trud.
                          I wbrew temu co piszesz, cenię naukę, wiedzę.
                          • verdana Re: Dzieci zarabiają na wakacje 22.06.06, 14:06
                            Nie, nie cenisz.
                            Bo za to nie ma pieniędzy. watpie, żebyś pracowała przez dziesięć lat nad
                            pracą, za którą nie zobaczysz ani grosza.
                            I poza tym osmiolatek nauczony, ze na swoje przyjemnosci ma zarobić, bo rodzice
                            nie zaplacą za to, by jemu było przyjemnie - nauczy się wartosci pieniądza, ale
                            nie nauczy się dawać. Ani nie nauczy się kochać.Bo dziecko już wie, że za darmo
                            nic nie ma. Nic nie dostaje sie bezinteresownie.
                            bez bezinteresownosci nie ma miłosci. Jest transakcja handlowa.
                            • agawamala Re: Dzieci zarabiają na wakacje 22.06.06, 14:37
                              Ty oczywiście wiesz lepiej co ja czuję, i co cenię. Podejmując pracę, z
                              wyjątkiem wolontariatu, określa się jej warunki- także finansowe. I to jest
                              zdrowe!!!!
                              Jeżeli nawet małego dziecka nie nauczy się szanować pieniędzy ( wiem, że Cię to
                              mierzi), wyrośnie człowiek, który będzie się domagał - a to nowych gier
                              komputerowych, a to najnowszych ciuchów, a to specjalnych względów ( vide
                              poprzenie posty).
                              Będzie niszczył, bo i tak dostanie nowe. A kochać będzie wyłącznie tych, którzy
                              dają- im więcej tym bardziej.
                      • triss_merigold6 ?! 22.06.06, 10:04
                        Kobieto o czym tym piszesz?!
                        Dobra, chcesz socjaldarwiznizm? Proszę:
                        Spróbuję jak krowie na rowie wyjaśnić: każda społeczność (10 tysięcy lat temu,
                        tysiąc lat temu, teraz, mała, duża - definicję sobie sprawdź) opiera się w
                        mniejszym lub większym stopniu na zasadzie pomocniczości i solidarności, żeby w
                        ogóle mogła przetrwać. Dlatego m.in. starych, chorych, upośledzonych ludzi
                        stosunkowo rzadko zabijano - tylko wówczas kiedy grupa nie miała co jeść. To
                        samo dotyczy dzieci: dzieciom NALEŻY się z założenia wszystko co niezbędne do
                        życia i prawidłowego rozwoju - grupa, która zarzuciłaby opiekę nad młodymi
                        zginie.
                        Inwestowanie zasobów w dzieci i młodzież zawsze wyjdzie społeczeństwu na
                        korzyść. Wyrównywanie szans, dodatkowe zajęcia, wypoczynek letni, dostęp do
                        książki/kina/basenu/boiska - sprawia, że mniej w przyszłości panstwo
                        (podatnicy) wydaje na zasiłki i system penitencjarny.
                        Masz w socjobiologii pojęcie altruizmu jako zespołu zachowań przynoszących
                        długoplanową korzyść - to wyjaśnia czemu pomagamy nie tylko swoim krewnym.

                        Pierwszy raz pracowałam będąc już pełnoletnia i jakoś nie zaważyło to na
                        stosunku do pieniędzy. Nie szanuję ich obsesyjnie, nie puszczam bezmyslnie, nie
                        są przedmiotem kultu. Wczesne wysłanie dziecka do pracy przynosi więcej szkody
                        niż pożytku.
                        • oneway9 Re: ?! 22.06.06, 12:42
                          moze czujesz sie lepiej po rozpoczeciu swojej wypowiedzi od zdyskredytownia
                          rozmowcy(..Spróbuję jak krowie na rowie wyjaśnićsmile, pozniej przytaczajac jakis
                          pseudo cytat, niemniej jednak osmiele sie z pytaniem czy twoje dzieci maga po
                          sobie np posprzatac zabawki? bo mam wrazenie, ze obie strony sie nie slysza,
                          zatrudnianie nieletnich/dzieci, odbieranie im dziecinstwa itd uwazam za
                          niedopuszczalne, ale za takie nie uwazam wszystkich prac jakie moga wynonywac
                          dzieci/mlodziez;
                          czyli lepiej oceniam dziecko i rodzicow jesli zbiera sobie na cos wyprowadzajac
                          czyjegos psa, niz proszace o pienadze wprost;
                          rzeczywiscie tak jest, ze innych oceniamy przez pryzmat wlasnych doswiadczen, i
                          moje 'biedne dzieci' jezdzac z nami na drogie niestety wakacje i posiadajace
                          wiecej niz polska opinia publiczna jest wstanie uznac za stosowne (tak sprawia
                          mi przyjemnosc dawanie!) sa mobilizowane przeze mnie do pracy wlasnej w tym
                          zarobkowej; jesli moj starszy prosi o kolejna rzecz, co do ktorej mam
                          watpliwosci (np enta gra komputerowa bo dawanie ich nie sprawia mi juz
                          przyjemnosci - ci co maja takich chlopakow wiedza o czym mowie) to mowie prost -
                          umyj mi samochod! ba on sam wie (obserwujac nas od swojego zawsze, ze b duzo
                          pracujemy zeby miec) i czesto sam wychodzi z inicjatywa, a ta, i tu mozecie sie
                          gorszyc, spotyka sie z uznaniem!
                          mialam kiedsy kolezanke z ktora mialam jechac zrywac pozeczki zeby sobie
                          zarobic w wakacje, jej mama uznala jednak, ze ona nie bedzie tak pracowac i tak
                          jej zostalo do dzis; obie korzystaja z opieki.. spolecznej i maja pretensje do
                          calego swiata, ze taki zly; no taki jest, byl i bedzie.
                      • kammik Re: Dzieci zarabiają na wakacje 22.06.06, 12:03
                        Pieniądze, wydaje mi się, służą do zarabiania i wydawania, nie do szanowania.
                        • iwles Re: Dzieci zarabiają na wakacje 22.06.06, 12:08
                          Mówisz to poważnie?
                          Tak naprawdę na serio ?
                          • kammik Re: Dzieci zarabiają na wakacje 22.06.06, 12:16
                            No tak smile Nie wydaje mi się, ze kawalkowi zadrukowanego papieru majacemu
                            okreslona wartosc nabywcza nalezy się coś takiego jak szacunek. Szacunek dla
                            pracy - jak najbardziej. Dla czlowieka - jesli zasluguje - tym bardziej. Ale
                            pieniadze i szacunek?
                            • verdana Re: Dzieci zarabiają na wakacje 22.06.06, 12:46
                              Nareszcie! Świete słowa!
                              Pieniądze sa srodkiem nabywczym. Dziecko można nauczyć szanować pracę, ludzi,
                              wysiłek, można uczyć rozważnego gospodarowanie, a nie "szacunku" dla pieniędzy.
                              Zreszta ten "szacunek" dla pieniedzy to raczej "szacunek dla posiadajacych
                              pieniądze". Nie mam nic przeciwko osobom zamożnym - ale szanować ich albo nie,
                              będę nie w zaleznosci od posiadanych zasobów.
                              Jak czytam tę dyskusję, to przypomina mi się "Opowieść wigilijna". Dziwne, ze
                              tyle osób na całym swiecie jest oczarowanych walką autora z jedynie słusznym
                              szacunkiem dla pieniedzy bohatera tej opowieści.
                              • iwles celem wyjaśnienia 22.06.06, 13:03
                                "szacunek do pieniędzy" - to tzw. skrót myślowy, który w tłumaczeniu oznacza
                                dokładnie to co napisałaś, czyli szacunek do formy, w jakiej te pieniądze się
                                zdobywa. A więc szacunek do pracy, która te pieniądze daje i szacunek do
                                człowieka, który pracuje, aby te pieniądze zarobić.
                                I nie ma znaczenia, czy pieniędzy ma się dużo, czy mało.
                                "Szacunek do pieniądza" to także stosunek ludzi do zarobionych pieniędzy. Jedni
                                chwalą się nimi na lewo i prawo, dla innych zasobność portfela nie ma żadnego
                                znaczenia, bo nie jest wartością nadrzędną.
                                "Szanować" pieniądze - chodzi mi nie o sens "otaczać czcią", ale "szanować"
                                jako "nie niszczyć, dbać", czyli wydawać z rozsądkiem.


                                I tylko nie mówcie mi, że nie zrozumiałyście tego określenia w ten sposób, bo
                                zwątpię w Waszą inteligencję smile A jak do tej pory Verdano, właśnie za tę cechę,
                                ceniłam Cię bardzo wysoko.
                                • verdana Re: celem wyjaśnienia 22.06.06, 14:02
                                  Przede wszystkim szacunek jest należny wszelkiej pracy, a nie pracy która daje
                                  pieniadze. Stąd powszechny brak szacunku dla dzieci, ktore pracują, a nie
                                  zarabiaja i lekcewazenie ich wysiłków. Podobnie szacunek należy się matkom
                                  wychowującym dzieci, ktore tez za to grosza nie doostają. A więc szacunek dla
                                  pracy - tak, niezaleznie od tego czy daje pieniądze czy nie. I nie chcę, aby
                                  dzieci ceniły zarabianie, a nie pracę.
                                  Poza tym "szacunek dla pieniędzy" powiazany z uczeniem dziecka, żeby "wydawać z
                                  rozsądkiem" zwykle sprowadza się do tego, ze wszelkie wydatki dziecka uznawane
                                  są za nierozsądne. Jakoś mało rodziców uczy dzieci, ze pieniądze są także po
                                  to, by sprawić sobie przyjemność. No bo "za ciężką krwawicę" to mozna kupić
                                  tylko coś niezbędnego...
                                  I tak rosną mali skąpcy, ktorzy "szanują pieniądze".
                                  • iwles Re: celem wyjaśnienia 22.06.06, 14:41
                                    > I tak rosną mali skąpcy, ktorzy "szanują pieniądze".

                                    Niekoniecznie.
                                    Bo tak rosną ludzie, którzy nie trwonią pieniędzy na różne głupoty, okazujące
                                    się, juz na drugi dzień, całkiem zbyteczne.
                                    I tak rosną też ludzie, którzy potrafią "zaoszczędzić" na prawdziwą
                                    przyjemność.
                                    Czy nie wolałabyś kupić np. książki solidnie oprawionej w grubą oprawę,
                                    zszytej, którą spokojnie może przeczytać kilka osób? Czy raczej wolisz kupić
                                    książkę wydaną byle jak - sklejoną, która zanim przeczytasz do końca rozleci
                                    Ci się w ręku, ale jest tańsza. Bo ja wolę być takikm skąpcem, który poczeka,
                                    zaoszczędzi, ale kupi coś w trwalszego, bo mam z tego większą przyjemność.
                                    • mami2 Re: celem wyjaśnienia 22.06.06, 14:46
                                      Kupujesz książki ze względu na oprawę czy zawartość?
                                      • iwles Re: celem wyjaśnienia 22.06.06, 15:11
                                        Lubię wracać do książek. Nie kupuje książek jednorazowych.
                                        • mami2 Re: celem wyjaśnienia 22.06.06, 15:25
                                          Widzisz, to podobnie jak ja- ja też lubie wracać do książek. Z tym że bóg mi
                                          swiadkiem nie przypominam sobie, żebym jakąkolwiek kupiła kierując się okładką
                                          a nie zawartością.
                                          • iwles Re: celem wyjaśnienia 22.06.06, 16:12
                                            Forma zszyta bądź klejona to nie to samo co kolor okładki, a świadczy o
                                            trwałości.
                                            Kiedy mam wybrać między jedną a drugą - kupuję zszytą, mimo że droższa.
                                            Tak samo - zaglądam do środka i kupuję te, która pisana jest lepszą czcionką.
                                            Mówiłam raczej o trwałości materiału, nie widzimisię - typu kolor okładki.
                                            Cóż kady ma jakieś fanaberie.
                                            Dla mnie ważny też jest komfort samego czytania, a nie tylko poznanie treści.

                                            Temat książek przywołałam, jako przykład wartościowania przyjemności, których
                                            absolutny brak zarzuciła mi Verdana. Tak więc oszczędność to niekoniecznie
                                            nieumiejętność sprawiania sobie przyjemności.
    • kosheen4 trochę zboczę z tematu supermarketów... 22.06.06, 12:45
      bo przyszło mi do głowy coś innego, ogólnie na temat pracy dzieci.
      jaka część waszej progenitury słucha zespołów w rodzaju Blog27, Tokio Hotel czy
      innych młodocianych grupek? nie wiem, te dwie ostatnio rzuciły mi się w oczy,
      kiedyś byli Jackson5, bracia Hanson, Aaron Carter - wśród nich też zdarzały się
      szczyle około 10-13 lat.
      protestujecie? zabraniacie dzieciakom wieszać plakatów i wzdychać do
      androgenicznych chłopców w imię tego że ktoś zabiera im dzieciństwo? nie wydaje
      mi się, chociaż może ktoś tak robi. niedawno wpadł mi w ręce wywiad z duetem
      Blog27 - trzynastolatki które twierdzą że chociaż nie chodzą do szkoły, to uczą
      się indywidualnie. z kolei w jakość tego nauczania nie chce mi się wierzyć.
      jedyna różnica między nimi a tymi dzieciakami od pakowania jest taka, że
      panienki tłuką kasę za przyzwoleniem rodziców, na ogół siedzących w branży
      muzycznej, i mają pieniędzy więcej. ale pracują. ciężko.

      triss, na ogół szanuję twoje zdanie, tym razem też ale się z nim nie zgadzam. to
      że dzieciak pojmie że łatwiej jest zarabiać niż się uczyć wydaje mi się lepsze
      niż olewające podejście do nauki, kiszenie się z zawodówkach albo liceach
      zawodowych. są takie środowiska w których nie ma kultu nauki, i lepiej zastąpić
      go kultem pracy niż niczym. alternatywą dla gó..arzy jest siedzenie na ławkach
      i picie browara.
      nie demonizowałabym również, że rodzice z rodzin patologicznych zwietrzą szansę
      i zaczną wysyłać dzieci na zarobek - wiktoriańska anglia była dawno i nie u nas.
      cwaniaki którzy urządzają w szkołach prowokacje woibec nauczycieli, nagrywając
      ich na komórkę a uprzednio podpuszczając nie dadzą się zapędzić do pracy "na
      kogoś", bez obaw. lepiej, żeby tłuk-nieuk pojął od małego, że jest w stanie
      zarobić przynajmniej na własne potrzeby, niż żeby z góry nastawiał się na
      wyciąganie łap do pomocy społecznej.
      w krajach zachodnich nikt nie oburza się że małe dzieci rozwożą gazety, mali
      skauci chodzą po domach i sprzedają ciasteczka na obóz, smarkacze koszą trawniki
      sąsiadom.
      z mojej strony wolę oglądac dzieciaki pakujące towar w hipermarkecie niż te
      które atakują samochody z myjkami na skrzyżowaniach, a dzieciaki z myjkami wolę
      od tych które wymuszają od kolegów pieniądze.
      • iwles Re: trochę zboczę z tematu supermarketów... 22.06.06, 13:06
        Zgadzam sie.
        Prędzej rodzice w patologicznej rodzinie wyślą dziecko, żeby poszło żebrać,
        bądź kraść, niż do pracy.
        • lenka30a Re: trochę zboczę z tematu supermarketów... 22.06.06, 14:26
          ja kiedyś, jak byłam w podstawówce chodziłam zbierać owoce za pieniądze, warto
          było, mogłam sobie kupic to co chciałam
          nauki nie zawalałam bo to były wakacje i nikt mnie nie zmuszał do tej pracy,
          sama chciałam.
          uważam, że to dobry pomysłsmile
    • asiaasia1 Byłam dzisiaj w Carrefourze na Wileńskiej 22.06.06, 14:24
      Spodziewałam się tłumu dzieciaków pakujących zakupy.
      Nie ma ich.
      Dlaczego?
      • iwles Re: Byłam dzisiaj w Carrefourze na Wileńskiej 22.06.06, 14:45
        Pewnie przeczytali ten wątek i polecieli do rodziców domagać się należnych im
        pieniędzy na wypoczynek. Wszak prawie już są wakacje, czas totalnego lenistwa.
        • faceeet a rodzice slusznie pobiegna teraz do LPR i 22.06.06, 14:58
          Samoobrony i beda domagac sie zasilkow kolonijnych, co skonczy sie dodatkowym
          opodatkowaniem triss i innych wrazliwych kawek... rotfl..
          • agawamala Re: a rodzice slusznie pobiegna teraz do LPR i 22.06.06, 15:02
            Ale przy okazji i mnie i Ciebie. Tak więc będzie się pracować na zasiłki
            kolonijne wszelkiej maści "zaradnych".
            • verdana Re: a rodzice slusznie pobiegna teraz do LPR i 22.06.06, 15:37
              A oczywiscie na biedne osmiolatki szkoda dać grosza.
              Bo pieniadze się szanuje. Pieniądze sa wazniejsze od ludzi.
              • cocollino1 Re: a rodzice slusznie pobiegna teraz do LPR i 22.06.06, 15:41
                dyskusja troche sie rozmyla, ale przynajmniej mnie chodzi o to, ze dziecko w
                eieku lat 8-13 nie powinno pracowac aby zarobic czy dorobic do wakacji. Na
                nauke sznowania pracy i pieniadza poprzez wlasna prace zarobkowa przyjdzie czas
                za kilka lat.
                Wyslalabym do drobnych prac u znajomych czy na oboz dziecko w wieku lat 15, nie
                wczensiej.
                • kawka74 Re: a rodzice slusznie pobiegna teraz do LPR i 22.06.06, 16:35
                  > dyskusja troche sie rozmyla
                  Ano rozmyła - bo co i rusz ktoś wyskakuje z markowymi dżinsami i innymi
                  fanaberiami, na które dziecko powinno zarobić samo. A przecież chodzi o
                  wypoczynek kilkuletniego dziecka po ciężkiej dziesięciomiesięcznej pracy.
                  • alexandra74 Re: a tak (nie)czysto teoretycznie: 22.06.06, 17:16
                    a jeśli dzecko nie pracowało CIĘŻKO przez dziesięć miesięcy (minus dwa tygodnie
                    ferii, święta jedne, drugie po tydzień, tydzień rekolekcji, Dzień Nauczyciela -
                    teraz wolny, nie odrabianie piątków i poniedziałków - to wyjdzie z osiem
                    miesięcy, ale to na marginesie)?

                    Mój syn na przykład bynajmniej się nie przemęcza, oceny ma takie sobie,
                    najważniejszy jest trening, mecze, koledzy. No niby normalny, zdrowy
                    nastolatek, ale fajne wakacje to jednak powinna być nagroda za coś. A on mi
                    wczoraj powiedział, że z wyjazdu na obóż to jest niezadowolony, bo okazało się,
                    ze koledzy jadą na inny turnus. Moim zdaniem to jest właśnie postawa w stylu:
                    bo mnie się należy.
                    • kawka74 Re: a tak (nie)czysto teoretycznie: 22.06.06, 17:28
                      Ale przecież to Ty go wychowałaś. Chyba nie masz pretensji do społeczeństwa, że
                      go tak zdegenerowało?
                      Nie szanujesz pracy własnego dziecka?
                      • alexandra74 Re: a tak (nie)czysto teoretycznie: 22.06.06, 18:12
                        Do nikogo nie mam pretensji. Dlaczego przypuszczasz, że jego pracy nie szanuję?
                        • kawka74 Re: a tak (nie)czysto teoretycznie: 22.06.06, 20:07
                          Akexandro, skoro do nikogo nie masz pretensji, to czemu właściwie miał służyć
                          przykład Twojego syna? Chciałaś pokazać, że żałujesz, że nie wysłałaś go do
                          pracy, kiedy miał 10 lat, czy jak? Bo nie bardzo rozumiem.
                          Jeśli chodzi szacunek do pracy Twojego dziecka - to było pytanie do Ciebie. To
                          jak, szanujesz czy nie?
                          • nanuk24 kawko:-) 22.06.06, 20:38
                            Alexandra chciala powiedziec to, ze nauka nie jest pracauncertain a tymbardziej nie
                            jest praca, kiedy uczen przynosi kiepskie oceny. Tylko, ze Alexandra nie wpadla
                            jeszcze na to, ze dziecko sobie nie radzi z waznych powodow i moze wypadaloby
                            zasiasc z nim do nauki, wytlumaczyc czego nie rozumie, porozmawiac.

                            Nie, bo najprosciej powiedziec, ze sie ma niudolne dziecko, ktore nawet nie
                            zasluguje na wakacje;-/////
                            • kawka74 Re: kawko:-) 22.06.06, 21:00
                              Brrrr, Nan, moja nauczycielska dusza cierpi...
                            • alexandra74 Re: nanuk24 23.06.06, 12:13
                              Nie, bo najprosciej powiedziec, ze sie ma niudolne dziecko, ktore nawet nie
                              > zasluguje na wakacje;-/////

                              nie nieudolne, ale leniwe, to zasadniczA różnica.

                              Ile ja czasu z nim spędzam przy książkach to zapewne mało która matka czy
                              ojciec.
                    • triss_merigold6 Re: a tak (nie)czysto teoretycznie: 22.06.06, 18:15
                      Ty go wychowałaś i Twój mąż.
                      Fajne wakacje to standard. Super wyjątkowe wakacje mogą być nagrodą za coś ale
                      wtedy należałoby się z dzieckiem umówić na początku roku szkolnego - poprawisz
                      świadectwo w porównaniu do poprzedniego i np. pojedziesz na wymarzony obóz z
                      jazdą konną czy do Legolandu itp.
                      Jakoś mnie nie dziwi, że nastolatek chciałby jechać na obóz czy kolonie z
                      kolegami.
                      • alexandra74 Re: a tak (nie)czysto teoretycznie: 22.06.06, 20:46
                        Dlascisłości, on chciał jechac z kolegami, którzy byli z nim w ub. roku w tym
                        samym miejscu. Ale jest bardzo towarzyski, lubiany i nie ma problemów z
                        nawiązywaniem kontaktów, dlatego zrobiło mi się po prostu przykro gdy tak
                        powiedział.

                        Jest on dzieckiem na swój sposób rozpieszczonym, długi czas był jedynakiem.
                        Dlatego zastanawiam sie jaką postawę prezentuje np. Twój syn Triss, skoro nie
                        może narzekac na brak czegokolwiek. A rozumiem, że Wy chcecie wykazać, że
                        dziecko które ma wszystko czego zapragnie (a przynajmniej zdecydowaną
                        większość) nie musi miec postawy roszczeniowej.

                        Poza tym - jak już pisałam - jestem ciekawa, jak Twój syn odnalazłby sie w
                        trochę innej rzeczywistości, takiej bez pieniędzy, których kiedyś może przecież
                        zabraknąć.

                        PS. Marcin nie cierpi jazdy konnej (właściwie samych koniwink
                        • triss_merigold6 Re: a tak (nie)czysto teoretycznie: 22.06.06, 20:57
                          Alexandro, mój syn ma półtora roku i jak dotąd nie robi mi żadnych scen w
                          sklepie czy centrum handlowym a bywam tak niemal codziennie po spożywcze zakupy
                          (tak adekwatnie do wieku podaję - zadnego rzucania się na batoniki czy
                          wyrywania zabawek z półki). Nie sądzę aby miał wszystko - ma rozsądnie do
                          wieku, sporo zabawek ale też bez przesady.
                          Ja miałam w miarę wszystko tzn. miałam te jeansy z Pewexu ale jedne na rok a
                          nie 10 par i tak dalej. Podejście do potrzeb konsumpcyjnych mam luźne i bez
                          kultu - jest kasa to wydaję, nie ma to oszczędzam bez większego bólu.
                          Roszczeniowość też raczej mi nie grozi, w kazdym razie nie wobec państwa czy
                          np. teściów.wink
                          Myślę, że znacznie większą wagę do pieniędzy i dóbr przywiązują ludzie, którym
                          ciągle brakuje lub brakowało.
                          • iwles Re: a tak (nie)czysto teoretycznie: 22.06.06, 22:52
                            W takim razie Triss - wrócisz do tej rozmowy i zachowań nastolatków, gdy Twój
                            syn bedzie miał naście lat. Wtedy okaże się, jaka postawę prezentuje twój syn i
                            jak to się będzie miało do Twoich metod wychowawczych.
                            Dlatego - nie oceniaj kogoś, bo sama nie wiesz, co Ciebie jeszcze czeka.
                          • agnieszkas72 Re: a tak (nie)czysto teoretycznie: 23.06.06, 08:36
                            Tak dla ścisłości(bo mój najmłodszy też ma 1,5 roku):sceny w sklepie i domaganie
                            się zabawek i słodyczy absolutnie nie są typowe dla dzieci półtorarocznych.Ostra
                            jazda zaczyna się później.Wiek 18 mies. nazwałabym wiekiem idealnej grzeczności...
                • agawamala Re: a rodzice slusznie pobiegna teraz do LPR i 22.06.06, 18:32
                  Za kilka lat, to dziecko, które nie szanuje pieniędzy, bo nie zostało tego
                  nauczone, zażąda od Ciebie najnowszego modelu komputera, a nieco później
                  samochodu albo mieszkania. A jak zabraknie na piwko, sprzeda brykę, bo mamusia
                  i tatuś wezmą kredyt i kupia nową.
                  • nanuk24 Re: a rodzice slusznie pobiegna teraz do LPR i 22.06.06, 20:22
                    Co ty nie powiesz?
                    • agawamala Re: a rodzice slusznie pobiegna teraz do LPR i 23.06.06, 08:26
                      Właśnie tak będzie. Czy naprawdę tak trudno zrozumieć, że to co dostanie się
                      bez jakiegokolwiek wysiłku, nie jest cenione?
                      Skąd wzięło się powiedzenie "łatwo przyszło, łatwo poszło"?
                      Dlaczego ludzie oferujący np. pracę za 1000 złotych nie mogą znaleźć pracownika?
                      Dlaczego lepiej odrzucić oferty z urzędu pracy niż zabrać się do uczciwej
                      roboty?
                      Jak to się dzieje, że bandy wałkoni wystają w ośrodkach pomocy spolecznej po
                      zasiłki?
                      Odpowiedź jest prosta. Ci ludzie zostali nauczeni, że bez wysiłku, bez
                      pracy ,należą im się różnego rodzaju dobra.
                      Czy pieniądze na zasiłek dla młodego i zdrowego bysiora biorą się z wykopalisk?
                      Nie, z podatków tych, którzy uczciwie pracują, zarabiają.
                      Wychowujemy roszczeniowe spoleczeństwo. Problem polega tylko na tym, że za 20
                      lat nie będzie miał kto zaspakajać tych roszczeń.
                      I na zakończenie. Mam do czynienia ze studentami. Jak zapewne wiecie, dziś
                      powtarzanie roku jest płatne. I zagadka - kto , w przypadku repety lepiej
                      zalicza rok - czy ten, któremu mamusia z tatusiem zafundowali powtórkę ( i przy
                      okazji wyjazd na Wyspy Zielonego Przylądka na otarcie łez związanych z
                      przykrością niezaliczenia roku), czy ten, który w czasie wakacji musiał iść do
                      pracy i zarobić stosowną sumę?
              • agawamala Re: a rodzice slusznie pobiegna teraz do LPR i 22.06.06, 18:30
                Verdana, opamiętaj się!!!!!!!!!!!!!! Pomyśl przez moment!!!!!!!!!!!!!!!!
                Tak, pieniądze są ważne, bo gdy ich nie będzie nie będzie ani wakacji, ani
                szkoły, ani jedzenia, ani ubrania ani leczenia.
                Czy Ty nie rozumiesz, że nic nie jest ZA DARMO, za wszystko trzeba placić.
                Mówimy o dzieciach, których rodziców nie stać na wakacje. Jest więc wybór
                - albo dzieci wałęsają się przez 9 tygodni po podwórkach
                - albo zarobią w sposób uczciwy NA CZĘŚĆ wakacji, resztę dopłaci sponsor albo
                rodzicecrying i dzieci będą od początku wiedzialy, że praca ma wymierną wartość)
                - albo wyśle je na kolonie opieka spoleczna, która też ma ograniczone środki.
                Aby je uzyskać można np. opodatkować tych lepiej zarabiających i zaradniejszych
                skłaniając ich tym samym do równania w dół ( po co tyrać skoro i tak mi
                zabiorą), albo w skrajnych przypadkach do emigracji.
                • nanuk24 Re: a rodzice slusznie pobiegna teraz do LPR i 22.06.06, 20:30
                  > Mówimy o dzieciach, których rodziców nie stać na wakacje. Jest więc wybór
                  > - albo dzieci wałęsają się przez 9 tygodni po podwórkach
                  > - albo zarobią w sposób uczciwy NA CZĘŚĆ wakacji, resztę dopłaci sponsor albo
                  > rodzicecrying i dzieci będą od początku wiedzialy, że praca ma wymierną wartość

                  Aha! Czyli wedlug ciebie albo praca albo walesanie sie po miescie? innej
                  mozliwosci nie widzisz?
                  Nawet wakacje w swoim miescie moga byc interesujace, z tym ze w takiej
                  sytuacji inicjatywa nalezy do rodzicow. To rodzice musza ruszyc mozdzkiem i
                  pomyslec jak uatrakcyjnic dziecku te nieszczesne wakacje w miescie.
                  Jest duzo mozliwosci.
                  • iwles Re: a rodzice slusznie pobiegna teraz do LPR i 22.06.06, 22:56
                    Szczególnie, że rodzice w tym czasie pójdą do pracy, bo na 2 miesiące wakacji -
                    oni dostaną 2 tygodnie urlopu. A i tak będą mieć duzo szczęścia, jeśli będzie
                    to w lipcu albo sierpniu.
                    • nanuk24 Re: a rodzice slusznie pobiegna teraz do LPR i 23.06.06, 16:32
                      Chcesz mi powiedziec, ze takie dzieci szescioletnie zostaja w wakacje
                      bezopieki,zkluczem na szyi, do momentu kiedy rodzicenie wroca po 10 godzinach
                      pracy??
    • iwles Do wszystkich przeciwników 23.06.06, 01:07
      Następnym razem, gdy będziecie w markecie i zobaczycie harcerzy zarabiających
      na wakacyjny wyjazd pakując zakupy do reklamówek -
      podejdźcie do nich, zabierzcie im puszki i powiedzcie, że zebrane pieniądze
      oddacie na schronisko dla zwierząt.

      A oni (czyli te dzieci)- niech idą do swojej mamy i zażądają pieniędzy na
      wyjazd, bo to jest ustawowy obowiązek rodziców. A praca w ich wieku jest
      zabroniona przez polskie prawo i oni muszą tego prawa przestrzegać.


      A potem dopiero poproszę o wpis tutaj.
      • kawka74 Re: Do wszystkich przeciwników 23.06.06, 08:15
        Harcerze pracują zgodnie z prawem, także nie trafiłaś.
        • kawka74 Re: Do wszystkich przeciwników 23.06.06, 08:27
          Poza tym harcerze z reguły nie zbierają na dofinansowanie swojego wypoczynku,
          ale na sprzęt sportowy, na schroniska dla zwierząt, na dzieci z domów dziecka
          itd. Częstokroć zbierają pieniądze nie na swoje, ale na cudze potrzeby. Poza tym
          akcja taka trwa z reguły kilka dni, nie dłużej, i przestrzegana jest norma
          wiekowa (jeśli nie, to druh drużynowy - czy kto tam to organizuje - łamie prawo
          podobnie jak organizatorzy akcji, o której mowa).
          • iwles Re: Do wszystkich przeciwników 23.06.06, 08:33
            No popatrz, a ja widziałam harcerzy, którzy mieli mniej niż 16 lat a na
            puszkach był napis: zbieramy na obóz wakacyjny.
            • kawka74 Re: Do wszystkich przeciwników 23.06.06, 08:44
              Bo od 13 roku życia dziecko może pracować w ściśle określonym wymiarze godzin,
              chyba nie więcej, niż cztery dziennie i tylko w weekendy, ale tego nie jestem
              pewna. Jeśli tak nie było, drużynowy - jak napisałam wyżej - łamie prawo i mam
              do niego taki sam stosunek jak do pani, która zagoniła ośmiolatki do pracy w
              supermarkecie.
              Poza tym określenie "obóz wakacyjny" nic nie mówi - czy to dofinansowanie do
              biedniejszych harcerzy, czy może zbiórka na kupno nowego namiotu, sprzęt
              sportowy albo cokolwiek innego? Powinni byli to doprecyzować.
              Zresztą harcerstwo to coraz droższy interes.
              • iwles Re: Do wszystkich przeciwników 23.06.06, 09:32
                Polecam szczegółowe zapoznanie się z Kodeksem Pracy. Wszędzie wiekiem
                granicznym jest 16 lat, młodociany do 16 lat, lub młodociany powyżej 16 lat.
                Nie ma słowa o jakiejkolwiek granicy 13 lat.

                Jeżeli juz mówimy o paragrafach, to w KP mowa jest o zatrudnianiu przez
                pracodawców.
                Pakowanie zakupów przy kasach - na pewno nie odbywa się na zasadzie podpisania
                umowy. To po prostu zbiórka pieniędzy zorganizowana przez dzieci na wakacyjny
                wyjazd. A przy okazji jako podziękowanie - spakują zakupy.
                Czy lepiej by było, gdyby dzieci bezczynnie rozsiadły się na kocykach przed
                sklepem, ustawiły puszki i czekały az ktos coś do nich wrzuci ?
                • kawka74 Re: Do wszystkich przeciwników 23.06.06, 12:09
                  > Polecam szczegółowe zapoznanie się z Kodeksem Pracy. Wszędzie wiekiem
                  > granicznym jest 16 lat, młodociany do 16 lat, lub młodociany powyżej 16 lat.
                  > Nie ma słowa o jakiejkolwiek granicy 13 lat.
                  Dlatego napisałam, że nie jestem pewna. Jest zresztą mowa w konstytucji, że nie
                  wolno na STAŁE zatrudniać dzieci do 16 roku życia, natomiast to, o czym mówię,
                  dotyczy pracy czasowej.

                  > Jeżeli juz mówimy o paragrafach, to w KP mowa jest o zatrudnianiu przez
                  > pracodawców.
                  > Pakowanie zakupów przy kasach - na pewno nie odbywa się na zasadzie
                  podpisania
                  > umowy. To po prostu zbiórka pieniędzy zorganizowana przez dzieci na wakacyjny
                  > wyjazd. A przy okazji jako podziękowanie - spakują zakupy.
                  > Czy lepiej by było, gdyby dzieci bezczynnie rozsiadły się na kocykach przed
                  > sklepem, ustawiły puszki i czekały az ktos coś do nich wrzuci ?
                  Lepiej byłoby, gdyby w ogóle nie musiały żebrać, tylko żeby zatroszczyli się o
                  to rodzice.
                  • iwles Re: Do wszystkich przeciwników 23.06.06, 12:22
                    Aż chciałoby się zawołać:
                    komuno wróć !
                  • agawamala Re: Do wszystkich przeciwników 23.06.06, 12:31
                    Oczywiście, że najlepiej by było, gdyby wszyscy byli młodzi, piękni, zdrowi i
                    bogaci. I jeszcze mądrzy.
                    Niestety, nie zawsze tak bywa, więc trzeba sobie w rózny sposób radzić. Czasem
                    nawet podjmując niewielką pracę zarobkową w czasie wakacji.
                    Czy Ty naprawdę nie widzisz wielu pozytywnych aspektów pakowania zakupów przez
                    kilka wolnych dni?
                    Dzieci nauczą się, że za pracę dostaje się pieniądze. Poczują się ważne i
                    dorosłe ( bardzo dumnie brzmi - "to moje pierwsze zarobione pieniądze").
                    Dzieci docenią wyjazd,nie nabiorą przekonania, że wszystko należy im się za
                    darmo, że ktoś da ( za parę lat nie będą prezentowały postawy roszczeniowej).
                    Jeśli w domu jest kiepsko z pieniędzmi nie z winy rodziców - dziecko będzie
                    bardzo zadowolone, że przyczyniło się do poprawy finansów ( nawet
                    symbolicznie), a nie obciązyło rodziców dodatkowymi wydatkami.
                    Dzieci mając własne zarobione pieniądze uczą się nimi racjonalnie gospodarować -
                    zapewniam, że nie wydadzą na głupstwa, bo wiedzą ile takie głupstwo kosztuje
                    pracy.
                    Kiedyś zdumiały mnie godzinne rozmowy moich studentów przez komórkę. Zapytałam
                    czy nie szkoda im forsy. Chłopak ( 22 lata) odpowiedział, że to nie jego
                    pieniądze, a starych. On studiuje, starzy go utrzymują, więc co się ma
                    ograniczać.
              • agawamala Re: Do wszystkich przeciwników 23.06.06, 11:40
                Nie jestem prawnikiem, ale zastanawiam się jakie paragrafy łamane są przez
                producentów reklam, w których biorą udział nawet niemowlęta?
                Co z filmowcami , producentami seriali - przecież oni nie tylko zatrudniają
                dzieci, ale jeszcze podpisują z nimi umowę.
                Zapewniam, że dzień zdjęciowy jest znacznie bardziej wyczerpujący niż
                incydentalna praca polegająca na pakowaniu zakupów ( można ją na dodatek w
                każdej chwili przerwać i iść do domu).
                No, ale o te dzieci jakoś nikt się nie martwi.
                • kawka74 Re: Do wszystkich przeciwników 23.06.06, 12:07
                  Tak, tylko że jest to innego typu praca, w tej chwili nie pamiętam, ale w
                  wolnej chwili znajdę stosowne paragrafy.
                  • iwles Re: Do wszystkich przeciwników 23.06.06, 12:17
                    Oczywiście, że innego typu praca. Dzieci z reklam i filmów podpisują umowę,
                    angaż, mają swojego pracodawcę, odprowadzają podatek...

                    Może o ten nieodprowadzany podatek Ci chodzi ?
                  • agawamala Re: Do wszystkich przeciwników 23.06.06, 12:19
                    W 100% innego typu, ale też praca. Często pod gołym niebem, monotonna, w
                    halasie, dzieci sa narażone na fochy dorosłych ( reżyserów, zawodowych
                    aktorów), liczne dubble itp.
                    Niejednokrotnie na planie jest się cały dzień bez mozliwości zjedzenia czegoś w
                    godziwych warunkach.
                    Dlaczego nie litujesz się nad młodymi aktorami? Równi i równiejsi?
                    Na studiach kilka razy bywałam statystką - nie była to praca lekka.
                    Tak więc zdecyduj się jakiego typu praca jest akceptowana, a jakiego typu już
                    nie.
                    • kawka74 Re: Do wszystkich przeciwników 23.06.06, 13:53
                      Dlatego, że rozróżnia się pracę typu stanie przy kasie i pracę aktora. Nie mów,
                      że nie widzisz różnicy, bo nie uwierzę.
                      EOT. Koniec tłumaczenia prostych różnic komuś, kto chętnie ośmiolatki wyśle do
                      pracy, bo nie widzi tegoż szkodliwości.
                      Na szczęście - tak czy inaczej - zdaje się, że te dzieci już nie pracują.
                      Zapewne ktoś ruszył głową.
                      EOT. Szkoda czasu.
                    • nanuk24 Re: Do wszystkich przeciwników 23.06.06, 16:21
                      > Niejednokrotnie na planie jest się cały dzień bez mozliwości zjedzenia czegoś
                      w
                      >
                      > godziwych warunkach.

                      Tak, tak masz racjeuncertain//Dzieci na planie dostaja jedzenie raz na dwa dni -
                      zwlaszcza niemowleta i dzieci 2 latnieuncertain//

                      ???
                      Czy ty naprawde juz nie masz argumentow i zaczynasz pisac pierdoly? Bylas ty
                      moze na planie filmowym?
                    • kawka74 Re: Do wszystkich przeciwników 23.06.06, 17:12
                      nie mogłam się powstrzymać - proszę o uważną lekturę
                      glinki.com/?l=mkxd6n
                      www.oip.pl/olsztyn/aktual/zatrdzieci.htm
                      • verdana Szanować tylko swoja pracę? 23.06.06, 18:21
                        A mnie zastanawia coraz bardziej jeszcze jedno.
                        Wszystkie zwolenniczki wysyłania do pracy małych dzieci argumentują - dzieci,
                        które dostaja coś za darmo, tego nie szanuja, szanuje się to, na co się samemu
                        zapracowalo.
                        I tak myślę - jak wychowałyście dzieci, skoro one szanuja tylko to, co jest
                        ICH - swoje rzeczy, swoja pracę - a Waszej pracy kompletnie nie szanują? Nie
                        nauczyłyscie, ze pracę innych nalezy cenić co najmniej tak samo jak własną?
                        Bo jakos nie posyłalam nieletnich dzieci do pracy, aby zarabiały na to, co dać
                        im jest moim obowiązkiem. I wiecie co? Ani jedno moje dziecko niczego się ode
                        mnie nie domagało. Nigdy nawet nie prosiły o rzeczy, które wydawaly im sie za
                        drogie. Nigdy nie powtarzały prosby, gdy odmowilam. Owszem, w tym roku miałam
                        awanturę z córką o bardzo drogie, cieple dżinsy. Ja uparłam się, zeby je kupić,
                        a ona wrzeszczała, że nie po to pracuję na dwóch etatach, by wydawać taka kase
                        na durną parę spodni.
                        Chyba cos szwankuje w wychowaniu dzieci i mlodzieży, skoro uznają, że pracy
                        rodzicow szanować nie potrzeba, a ich pieniądze można bezkarnie wydawać. no,
                        ale to wina samych rodziców...
                        Moze za duzo w domu mówilo sie o pieniądzach, a za mało o moralności.
                        • iwles Re: Szanować tylko swoja pracę? 23.06.06, 18:37
                          Ja akurat mam ten proces dopiero przed sobą.
                          Ale wyjaśnię o co tu chodzi. Nie o to, że kiedy dziecko samo zarobi pieniążki -
                          to będzie szanowało t y l k o swoją pracę. To nie ma być cel, ale środek do
                          celu, czyli do zrozumienia przez dziecko, że pieniążki w domu nie pojawiają się
                          ot tak - jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Jest to zapłata za jakiś
                          wysiłek.
                          Gratuluję natomiast wszystkim takich dzieci, które bez żadnego grymasu
                          przyjmują odpowiedź rodziców, że czegoś im nie kupią, o czym dziecko marzy. A
                          byłyby to np. spodnie jeensy za 500 zł (jak dla mnie kwota z kosmosu), kiedy
                          wiadomo, że za 3 miesiące ono z tych spodni wyrośnie.

                          Ja nie mówię, że moje dziecko w wieku 8 lat wyślę obowiązkowo do pracy, ale
                          zastanowię się, gdy sam zechce np. zbierać truskawki u sąsiadki za jakieś
                          pieniążki i spyta mnie o zgodę. Być może taką zgodę uzyska.
                          • verdana Re: Szanować tylko swoja pracę? 23.06.06, 18:52
                            Myślę, że dzieci sa jednak istotami rozumnymi i wiedzą, ze pieniadze same się
                            nie rodzą. A jak nie wiedzą, to wystarczy im to uświadomic. Nie muszą w tym
                            celu pracować w czasie wolnym, wystarczy, ze widzą jak rodzice pracują.
                            Teraz sobie przypominam, że rzeczywiscie, mój syn majac lat 5 powiedział, że
                            chciałby, abym wiecej zarabiała, żeby mu coś kupić - juz nie wiem co. Zgodziłam
                            się i przez następny tydzień za każdym razem, kiedy chciał, abym coś z nim
                            zrobiła, poczytała, pogadała - odpowiadałam, ze sam chciał, abym pracowała i
                            zarabiała. A albo się pracuje, albo się ma czas.
                            Po tygodniu wybrał czas. Już nigdy wiecej nie miał ochoty na luksusowe dobra.
                            No, ale moze ja nietypowa jestem. Wolę czas wolny od dodatkowych zarobkow, wole
                            poczytac, niż zarobic kolejne pieniadze, wolę nie mieć luksusowych dóbr i
                            ładnych mebli, a miec czas dla siebie.
                            I chcialabym, aby dzieciom tez na posiadaniu specjalnie nie zależało. Jak
                            dotychczas - nie zalezy im specjalnie na niczym, prócz może książek i czasem
                            średniej jakosci aparatu fotograficznego czy odtwarzacza.
                            Tylko zawsze jest klopot, co kupić na urodziny komuś, kto twierdzi, że już
                            wszystko potrzebne ma.
                            • iwles Re: Szanować tylko swoja pracę? 23.06.06, 19:00
                              Dzieci są różne i nie rodzą się jako tabula rasa, tylko z pewnym kodem
                              genetycznym.
                              I dróg do zrozumienia pewnych wartości jest tyle, ile jest ludzkich charakterów.
                            • triss_merigold6 Stosunek do kasy wynosi się z domu 23.06.06, 19:29
                              Uważam, że podejście do pieniędzy wynosi się z domu.
                              Jesli dziecko widzi, że rodzice każdą chwilę poświęcają zarobkowaniu, rozmowy
                              dotyczą głównie wydatków i cen, dziecko za każdą zachciankę jest opieprzane "bo
                              to głupota niepotrzebna i nieracjonalna" to faktycznie dochodzi do wniosku, że
                              celem życia jest zarabianie i tylko zarabianie przynosi satysfakcję. I będzie
                              chciało zarabiać jak najszybciej.
                              Samo posiadanie dóbr jest hm... umiarkowanie godne szacunku.

                              Mam do pieniędzy stosunek lightowy, średni poziom życia mnie w zupełności
                              satysfakcjonuje. Wolę wydać na wyjazd niż np. nowy telewizor, na dobrą kawę w
                              knajpie niż kosmetyk, na sesję u kosmetyczki czy książki niż ciuch.
                              Gadżetomanii jakoś nigdy nie miałam. I też nie wiem co chcę na urodziny.wink

                              Poza tym uważam, że dzieciństwo powinno być okresem wolnym od myslenia "jak
                              dorobić" i dzieci nie powinny być w żaden sposób nakłaniane do pomagania
                              rodzicom w ponoszeniu kosztów utrzymania.
                              • iwles Re: Stosunek do kasy wynosi się z domu 23.06.06, 19:43
                                Jest akurat odwrotnie smile
                                Słowa: mieć a nie być, są najczęściej mottem zyciowym tych, którym w
                                dzieciństwie niczego nie odmawiano.
                                • triss_merigold6 Re: Stosunek do kasy wynosi się z domu 23.06.06, 20:47
                                  Wybacz ale moje obserwacje i doświadczenia są zupełnie inne.

                                  Nie zgadzam się z podejściem "od ust sobie odejmę, czwarty sezon przechodzę w
                                  starych butach a dziecku kupię wózek dla lalek za dwie stówy czy markową
                                  kurteczkę". Spełnianie zachcianek (każdego, nie tylko dziecka) za wszelką cenę
                                  jest wybitnie niewychowawcze.
                                  Nie ma ludzi, poza Paris Hilton, którym NICZEGO w dzieciństwie nie odmawiano.
                                  Jesli rodzic nie potrafi sobie poradzić z zachciankami typu guma do żucia
                                  natychmiast, wata na patyku, loda, frytki, balonik, siedem batonikow na raz,
                                  pietnasta barbi itd. to jest głupi i nieudolny wychowawczo.
                                  Dziecko normalnie wychowywane, rozsądnie, takie, ktorego potrzeby są przytomnie
                                  zaspakajane nie wymaga gwiazdki z nieba. Owszem, nastolatek może pomarudzić "a
                                  Franek jedzie z rodzicami na narty do Szwajcarii" i nie ma co na to reagować
                                  histerycznie. Wystarczy powiedzieć "na Szwajcarię nie mamy, świetnie o tym
                                  wiesz, pojedziemy do Szczyrku" i game over. Bez tłumaczenia się, bez poczucia
                                  winy i bez załamywania rąk, że wychowało się roszczeniowego potwora.
                                  Naprawdę, luz. Kasa jest po to, żeby ją wydawać, możliwie przyjemnie i na
                                  poziomie na który nas stać. Dzieci nie są głupie.smile
                              • alexandra74 Re: Stosunek do kasy wynosi się z domu 23.06.06, 20:22
                                Wolę wydać na wyjazd niż np. nowy telewizor, na dobrą kawę w
                                > knajpie niż kosmetyk, na sesję u kosmetyczki czy książki niż ciuch.


                                Z tym sie zgodzę, ja mam podobniesmile
                            • kosheen4 verdana, wybacz ale... 23.06.06, 20:06
                              to naprawdę pierwszy raz kiedy nie zgadzam się z twoimi poglądami na temat
                              wychowania dzieci - zawsze czytam z przyjemnością twoje opinie ale tym razem
                              uważam że się mylisz. pojadę odrobinę personalnie, bo nasunęła mi się pewna
                              refleksja po przeczytaniu twojego posta. bardzo ładnie piszesz o tym jak
                              wychowujesz dzieci. ja też nigdy nie żądałam od matki rzeczy na które nie było
                              nas stać, może czasem coś pomarudziłam zwłaszcza w wieku nastu - ale bez krzyków
                              i rzucania się na ziemię.
                              ale do sprawy która mnie zastanowiła: myślę że nie należysz do grupy osób,
                              których NAPRAWDĘ nie stać na jakiekolwiek wakacje. mieszkam w nowej hucie. i
                              widzę na przykład dzieciaki, które cały dzień smażą się na podwórku przed domem.
                              mogłyby się zorganizować i powiedzmy pojechać na kąpielisko przylasek rusiecki,
                              albo nad któryś zalew - trochę jest ich w krakowie. nie jadą. a wiesz czemu? bo
                              nie mają nawet na bilet tramwajowy. matka nie da bo nie ma - chciałabym naprawdę
                              dramatyzować, ale jak kobieta ma wyliczone co do złotówki, że tańsze ziemniaki
                              na targu, że jak truskawki to nie rano tylko wieczorem (bo 2 złote a nie 4), że
                              nie bułki tylko chleb bo taniej itd...
                              dlaczego piszę to akurat do ciebie. podglądam sobie twoją sygnaturkę od czasu do
                              czasu. widzę, że masz mopsa. nie pomyśl że wypominam czy robię złośliwe uwagi,
                              ale skoro stać ciebie na posiadanie takiego pieska którego cena oscyluje w
                              okolicach przynajmniej 1300-1500, to pewnych barier nie przeskoczysz. ja nie
                              mówię że to źle, ale są ludzie którzy w życiu psa nie wezmą. nawet nie dlatego
                              że rasowy kosztuje, ale dlatego że to jeszcze jedna "gęba" do karmienia. jeśli
                              dziecko z takiego domu chce zarobić na wakacje - i zarobi - to uważam że to
                              bardzo dobrze. oczywiście, matka może pójść do mopsu (wink) po zapomogę, część za
                              kolonie jej zwrócą - ale czy o to chodzi? od małego ma być uczone że trzeba
                              uczepić się opieki społecznej? no nie wiem.
                              a jeśli rodziców stać a pomimo to dziecko chce pracować - nie widze problemu.
                              przymusu nie ma, dlaczego więz zabraniać? przed czym chronić? myślisz że to
                              naprawdę takie złe, że dziecko wcześnie pozna wymierną wartość pieniądza, że
                              przełoży mu się to na przykład na zapiekanki na obozie nad morzem?
                              pozdrawiam
                              • verdana Re: verdana, wybacz ale... 23.06.06, 20:53
                                Tak, tylko jednej rzeczy nie widzisz - ja teraz mam mopsa i mam pieniądze. Tak
                                własnie bywa, jak człowiek jest starszy i awansuje. Dzieci natomiast wychowje
                                się zwykle w momencie poczatków kariery, gdy pieniędzy jest mało.
                                Owszem, stać mnie było na marne wyjazdy dla dzieci - ale też nigdy nie
                                pracowałam na jednym etacie. Nie stac mnie natomiast bylo wowczas np. na
                                wykupienie kartek, ani na szynkę czy ówczesny rarytas - baleron. Moje trzylatki
                                jadły kaszankę i jakoś nigdy nie miałam z tego powodu wyrzutów sumienia, ani
                                nie zazdrościłam, ze kogoś na tę szynke stać. I przez wiele lat mieszkałam w
                                cztery osoby w jednym pokoju, co nie jest naprawdę szczególna przyjemnością.
                                Nie zadłużylam się i nie wymieniałam mieszkania (zresztą do dziś mamy bardzo
                                małe mieszkanie) wlasnie dlatego, ze wybrałam raczej złe warunki i wakacje, niz
                                wieloletnie splacanie zadlużenia.
                                Ale gdyby nie było mnie stać na wyjazd dzieci - to poszłyby na "Lato w
                                mieście", a nie do pracy zarobkowej.
                                Uważam, ze dzieciom powinno być dokładnie wszystko jedno, czy matka zarabia,
                                czy bierze zapomogę. One bowiem biora pieniadze od matki, a nie od instytucji.
                                I wybacz - nie można zdemoralizowac ośmiolatka, jesli matka ciężko pracuje, nie
                                starcza jej i bierze zasiłek. Dla dziecka to są nadal "pieniądze rodziców".
                                I zastanów sie, dlaczego ktokolwiek zatrudnia osmiolatka. Przeciez nie dlatego,
                                zeby sobie osmiolatek zarobił na wakacje. Zatrudnia go tylko po to, by za
                                grosze wykorzystac prace nieumiejacego bronić swoich praw dziecka. A więc jest
                                to po prostu wykorzystywanie nieletnich. Dziecko uczy sie nie tylko wymiernej
                                wartosci pieniadza, ale równiez tego, jak nisko ocenia sie jego prace, i że
                                pracownik nie ma nic do gadania. Pamietaj też, ze powierza się życie i zdrowie
                                dziecka osobie (tu nie mowię o przypadkach dorabiania u znajomych) z gruntu
                                nieuczciwej.
                                Nie jest przypadkiem, ze już w 1812 roku w Anglii zakazano zatrudniania dzieci
                                w tym wieku. Motywujac to miedzy innymi demoralizacja nieletnich.
                                No i wreszcie "dziecko chce". Dlaczego sprzeciwiamy sie, gdy dziecko chce robić
                                wiele rzeczy dozwolonych dorosłym- pic kawę, jeździć na rowerze po jezdni,
                                grilować, samo chodzić po ulicach wieczorem - motywujac, ze jest za małe, samo
                                nie wie co robi, może zrobić sobie krzywdę? Dlaczego w wypadku gdy mowi "Chce
                                iść do pracy i zarobić" - potraktowac opinie dziecka, nie umiejacego ocenić
                                konsekwencji takiej decyzji, jak opinię dorosłego?
                                • triss_merigold6 Re: verdana, wybacz ale... 23.06.06, 21:01
                                  Pliz, przeczytaj co napisałam niżej właśnie o niewychowawczej wersji
                                  zadowolenia rodziców z tego, że dziecko przynosi kasę.
                                • kosheen4 Re: verdana, wybacz ale... 23.06.06, 21:02
                                  hmmmmmmm <trawi>
                                  nie sposób odmówić ci racji i logiki w sprawie ośmiolatka - chociaż nie zgodzę
                                  się do końca z tym że dzieci są wyłącznie wykorzystywane.
                                  jestem skłonna zgodzić się że ośmiolatek, itd., no ale gdzie się zaczyna ta
                                  granica kiedy dziecko mówi: chcę zarobić: umyć okno sąsiadce, skosić trawnik,
                                  wyprowadzać psa itd? 12? 13? 14?

                                  nawiasem mówiąc póki co nie wierzę że w tym hiperze pracowało więcej
                                  ośmioletnich dzieci. artykuł byłby mniej reportażowy a bardziej grzmiący o
                                  wykorzystywaniu.
                                  • verdana Re: verdana, wybacz ale... 23.06.06, 21:07
                                    Myślę, ze od 13 lat w górę to już trochę inna kwestia - o ile dziecko zarabia
                                    a/ u osoby znajomej, b/ na dodatkowe potrzeby, a nie na potrzeby, które
                                    sfinansować powinni rodzice.
                                    Ale dyskusja toczy się o zarabianiu u obcych, na potrzeby podstawowe, przez
                                    małe dzieci, a nie na drobnych pracach wykonywanych przez nastolatki u
                                    zaprzyjaźnionych sasiadów, na przeróżne gadżety.
                              • triss_merigold6 Re: verdana, wybacz ale... 23.06.06, 20:59
                                Widzisz, Kosheen, uważam, że do pewnego wieku (a 8-12-lat jest IMO takim
                                wiekiem) dziecko ma prawo oczekiwać, że jego potrzeby zaspokoją rodzice. Na
                                miarę swoich możliwości ale rodzice. I sądzę, że dużo mniej wychowawcze jest
                                wysłanie dziesięciolatka do pakowania toreb w markecie niż wychodzenie
                                darmowych kolonii w jakiejś instytucji. Na wszystko jest czas, sztuczne
                                skracanie okresu dzieciństwa wbrew pozorom wcale na te dzieci dobrze nie
                                wpływa. Teraz popakują torby ale za chwilę zobaczą, że większą kasę można miec
                                z dilerki czy krojenia młodszych.
                                Była taka praca socjologa o zjawisku jumania czyli po 89 kradzieżach w
                                niemieckich sklepach. Na jumanie chodziły szczyle nastoletnie, potem jak
                                podrośli to zlecali a sami upłynniali towar - całe miasteczka przygraniczne z
                                tego żyły, rodzice świetnie wiedzieli ale nie pytali. Nie pytali skąd u 15-
                                letniego gó..arza firmowe buty Nike, skąd sprzęt stereo, skąd kasa na nowy
                                mebel. Z kolei panny dawały dupy jumaczom i miały na perfumy, super kozaczki,
                                kosmetyki. Nagle nastolatki zaczęły przynosić do domów o wiele więcej kasy niż
                                bezrobotni lub mało zarabiający rodzice. W każdym razie nastolatki wykazały się
                                wybitną zaradnością i niewątpliwie pomagały finansowo rodzinom. Wychowawcze to
                                było, jak sądzisz?
                                • iwles Re: verdana, wybacz ale... 23.06.06, 21:10
                                  Chcesz powiedziec, że 10-latek, który pomógł sąsiadce nazbierac truskawki - i
                                  dostał za to kasę - tak zapała miłością do kasy i chęcią posiadania więcej,
                                  więcej i więcej, że nastepnym razem zadźga tę sąsiadkę w celach
                                  rabunkowych ???????????

                                  Czy to udowodniona teoria ?
                                • kosheen4 Re: verdana, wybacz ale... 23.06.06, 21:16
                                  o ile pamiętam to jumaniem zajmowały się nie tylko dzieci, ale spora część
                                  lokalnych społeczności. zaczynacie mnie powoli przekonywać do tej granicy.
                                  ALE
                                  veto w kwestii podpierania argumentów o demoralizującej roli pieniądza
                                  przykładem małych jumaczy. czym innym jest przymykanie oczu przez rodzica na
                                  nowe adachy i markowe ciuchy które nie wiadomo skąd się wzięły w domu, a czym
                                  innym przyzwolenie na pracę - chociażby i w hiperze. oczywiście, że postawa
                                  niekontrolowania nabytków porogenitury zahacza o patologię, zwłaszcza takie
                                  nagłe a niespodziewane wzbogacenie plus obojętność rodziców.
                                  tylko czy to w jakiś sposób ma się do artykułu od którego zaczęła się ta
                                  dyskusja? miałoby to sens, gdyby na przykład opisali małe mrówki ze wschodniej
                                  strefy przygranicznej które łażą tam i z powrotem i przenoszą po sztandze
                                  papierosów żeby je potem sprzedać na bazarku za kilka złotych więcej. ale jeśli
                                  piszesz mi o jumaczach w kontekście dzieci pakujących zakupy klientom, to -
                                  chociaż niewątpliwie masz rację jeśli chodzi o zły wpływ na moralność,
                                  równocześnie uprawiasz delikatną demagogię, wzmacniając nieadekwatnym przykładem
                                  pewien sąd. sąd, dodam, prawdziwy - ale to nie ten kontekst. jumacz kradł i
                                  trudnił się paserstwem. a u podstaw pracy w hiperze nie leży nieuczciwość -
                                  przynajmniej nie po stronie dzieci.


                                  uf, uwielbiam takie dyskusje
                                  • verdana Re: verdana, wybacz ale... 23.06.06, 21:43
                                    Jest jeszcze jedna sprawa - i ona też zahacza o granicę wieku.
                                    Jesli małe dziecko zarabia pieniądze własną ciężką pracą, to do jakiego stopnia
                                    rodzice mogą ingerować w wydawanie tych pieniędzy?
                                    Przypusćmy, że dziecko zarabia na wakacje - bo nad tym dyskutujemy. Tymczasem
                                    okazuje się, ze ostatecznie decyduje się za te pieniadze kupic sobie gume do
                                    żucia, albo colę, albo klubowy szalik albo cokolwiek. O papierosach już nie
                                    wspomnę.
                                    I teraz pytanie - czy w takim wypadku rodzic ma prawo odebrać dziecku zarobione
                                    przez niego pieniądze i przeznaczyć na wybrany przez siebie cel? Czy nie?
                                    Oba wyjscia pedagogicznie fatalne. Zabranie dziecku zarobionych pieniedzy
                                    zniecheci do zarabianie bez watpienia. Pozwolenie na wydanie na cokolwiek -
                                    jest nie do przyjęcia.
                                    • triss_merigold6 Re: verdana, wybacz ale... 23.06.06, 22:40
                                      Obawiam się, że nikt Ci na to pytanie nie odpowie.
                                      Skoro 8-latkowi dajemy do dyspozycji 5-10 zł kieszonkowego na tydzień to chyba
                                      jest to czyms spowodowane, m.in. tym, że 8-latek nie wyda ich zbyt racjonalnie
                                      z naszego punktu widzenia, bo dopiero uczy się gospodarować pieniędzmi.
                                      10-latek zarobi przy tym pakowaniu przypuśćmy kilkaset złotych. Po pierwsze NIE
                                      WIERZĘ, że rodzice, którzy na jego prace pozwolili nie zabiorą mu te kasy,
                                      kupując np. bluzę na otarcie łez. Albo, co gorsza, książki do szkoły. Po drugie
                                      sądze, że doraźne potrzeby będą na pierwszym miejscu - dziecko wyda na
                                      słodycze, zabawkę, pochwali się na podwórku i zostanie naciągnięte na
                                      fundowanie przez inne dzieci - standard dla tego wieku.

                                      IMO jeśli dziecko zarabia to rodzice mogą mu skoczyć a nie kontrolować na co
                                      wydaje. Zabranie kasy w imię zasady "synku mamusia rozsądniej zadysponuje" to
                                      gwarancja, że dziecko zacznie kłamać i będzie miało 100% racji.

                                      Do wydawania pieniędzy też trzeba dorosnąć, zwyczajnie dorosnąć. Inaczej wydaje
                                      10-latek, inaczej już 13-latek.
                                      • iwles Re: verdana, wybacz ale... 23.06.06, 22:50
                                        A to akurat juz ładnie gdzies powyżej opisałyście.
                                        Sposób wydawania pieniędzy przez dzieci nie powinien zależec od sposobu ich
                                        uzyskania. Tak to mniej więcej brzmiało.

                                        Bo tak samo nieumiejętnie gospodarowac może pieniędzmi, które dostał np. na
                                        urodziny od babci.
                                  • triss_merigold6 Re: verdana, wybacz ale... 23.06.06, 21:45
                                    Jumanie odkryły nastolatki, które zobaczyły, że wchodząc do niemieckiego
                                    marketu mogą wynieść pełne kieszenie słodyczy, coli i kosmetyki, potem leciały
                                    buty i ciuchy a potem grubsze czyt. droższe rzeczy. Jumanie w
                                    stylu "podjeżdzamy dostawczym pod zaplecze sklepu agd i ładujemy na chama
                                    lodówki, pralki, telewizory" to juz pełnoletni z prawem jazdy.
                                    U podstaw zjawiska leżały: pokusy konsumpcyjne + brak jednoznacznego potępienia
                                    dorosłych + bezradność dorosłych + brak norm (albo niekoniecznie takie normy
                                    jakie uznajemy za fajne) i kult posiadania.

                                    Będę się upierać przy pewnej granicy wiekowej i przy tym, że potrzeby dziecka -
                                    na miarę własnych możliwości - powinni zaspakajać rodzice. 13-14-latek może
                                    parę godzin tygodniowo, jeśli chce, popracować na coś co jest jego - powiedzmy
                                    umownie - fanaberią. Nie wiem co wskazać jako przykład... jeansy Diesla za 500
                                    zł; indywidualne lekcje jazdy konnej po stówie za godzinę u trenera.
                      • iwles A czego mają dowieść te paragrafy? 23.06.06, 19:09
                        Bo jakos nie widzę, zeby zabraniały kategorycznie pracować młodocianym.
                        Co więcej - młodociani mogą nawet zawierać umowę o pracę.

                        A więc praca nieletnich n i e _ j e s t niezgodna z prawem, jak to
                        próbowałyście udowodnić. Bo tym samym udowodniłas cos zupełnie odwrotnego smilesmilesmile

                        Pozdrawiam i dziękuję za znalezienie argumentów na poparcie mojego i Agawamali
                        zdania.
                        • kawka74 Re: A czego mają dowieść te paragrafy? 23.06.06, 21:43
                          Nie mogę. Czytaj uważnie. UWAŻNIE. OK? Na jak długo i na jakich warunkach można
                          zatrudniać dzieci poniżej 16 roku życia? Na pewno nie na 8 godzin dziennie w
                          supermarkecie. Chyba tyle zrozumiałaś czy nie?
                          • iwles Re: A czego mają dowieść te paragrafy? 23.06.06, 22:03
                            Czyli zgadzasz się, że pracować małoletnim prawo nie zabrania, a tylko chodzi o
                            czas pracy, tak?
                            Że zamiast 8 godzin - 6 godzin dziennie poniżej 16 lat?

                            To o tym były wszystkie Twoje posty?
                            • kawka74 Re: A czego mają dowieść te paragrafy? 24.06.06, 00:05
                              Nie zgadzam się. Czytaj jeszcze raz.
                              • iwles Re: A czego mają dowieść te paragrafy? 24.06.06, 00:22
                                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=43828091&a=44112545

                                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=43828091&a=44113998

                                Dobranoc.



                                ----
                                Pawełek
                                • kawka74 Re: A czego mają dowieść te paragrafy? 24.06.06, 08:16
                                  Miałam na myśli to, że nie zgadzam się z tym, że chodzi mi wyłącznie o czas
                                  pracy, o czym zresztą pisałam kilkakrotnie.
    • agawamala Re: Dzieci zarabiają na wakacje 23.06.06, 20:28
      No więc podzieliłyśmy się na dwie grupy - zwolenniczek umiarkowanej pracy
      dzieci, takiej działającej na nie wychowawczo i umożliwiającej partycypowanie w
      kosztach wyjazdu i przeciwniczek jakiejkolwiek pracy.
      Możemy jeszcze nie wiadomo jak długo dyskutować powtarzając te lub podobne
      argumenty i......nic to nie da. Żadna strona nie przekona drugiej.
      Czas pokaże kto ma rację. Czy osoby wyznające najogólniej zasadę, że bez pracy
      nie ma kolaczy, a szacunek do pieniędzy należy wyrabiać już u dzieci; czy też
      ci, którzy nie dopuszczają, aby dzieci imały się jakiejkolwiek pracy zarobkowej
      i domagały się zaspokojenia potrzeb .
      • iwles To ja już przestałam rozumieć, o co Wam chodzi nap 23.06.06, 21:04
        naprawdę:

        1. Czy o motyw pracy? Gdyby nie chodziło o wyjazd na wakacje - byłoby OK ?
        Gdyby w ten sam sposób zbierały pieniądze na schronisko dla ziwrząt (robiąc
        dokładnie to samo) - wtedy pozwoliłybyście pracować?

        2. Czy tez chodzi Wam o to, że ta praca jest wymierna? i to wymierna finansowo?

        3. A może chodzi o to, że dzieci nie powinny robic nic innego w czasie wolnym,
        poza leniuchowaniem i zaspokajaniem własnych przyjemności?

        Proszę odpowiedzcie mi - bo juz się gubię.
        Argument, że praca nieletnich jest niezgodna z prawem - okazał się być fałszywy.
        • kawka74 Re: To ja już przestałam rozumieć, o co Wam chodz 23.06.06, 21:48
          > Argument, że praca nieletnich jest niezgodna z prawem - okazał się być
          fałszywy
          > .
          Niestety nie okazał się był. Przypomnij sobie wymiar godzinowy pracy tych
          dzieci i skojarz to z podanymi przeze mnie paragrafami.
          • iwles Re: To ja już przestałam rozumieć, o co Wam chodz 23.06.06, 22:09
            Ten paragraf znam.

            Może ustalmy jedno - Kodeks pracy, a więc i ten zacytowany paragraf dotyczy
            sosunku pracy, czyli musimy mieć: pracodawcę, pracownika i umowę.

            Za nieprzestrzeganie w/w paragrafu - odpowiada pracodawca. A jako-takiego tu
            n i e_m a.
            Dzieci w marketach są same dla siebie: pracodawcą i pracownikiem. Powinny więc
            same siebie pociągnąc do odpowiedzialności.
            • verdana Re: To ja już przestałam rozumieć, o co Wam chodz 23.06.06, 22:14
              Nie, za zatrudnianie nieletnich na czarno odpowiada pracodawca. Odpowiada za
              zatrudnianie kogokolwiek bez podpisanej umowy i bez odprowadzania podatków.
              A umowy z ośmiolatkiem na zatrudnienie w hipermarkecie legalnie podpisac sie
              nie da.
              • iwles Re: To ja już przestałam rozumieć, o co Wam chodz 23.06.06, 22:30
                Ale te dzieci nie sa zatrudniane przez hipermarkety, ani oficjalnie, ani na
                czarno.

                Bo wtedy zawartość puszki szła by do kasy marketu, a nie do ręki zbierającego.
                A dziaciak dostawałby tylko ustaloną z góry stawkę.

                Może naprawdę nie mylmy słowa "praca" mając na mysli normalne zarobkowanie za
                świadczone usługi. Bo gdyby tak było to dzieciak wywaliłby z reklamówki
                spakowane wczesniej zakupy, gdyby klient nic nie wrzucił do puszki. A przeciez
                nie każdy wrzuca.

                Ja bym to raczej nazwała zbiórką pieniędzy. A że przy tym - nie siedzą z
                założonymi rękami obok i nie czekają ile im wpadnie do puszki - tylko pomogą
                zapakować zakupy? To tylko wg mnie godne pochwały.

                Dobra - kończymy dyskusję.
                Bo widzę, że jest bezproduktywna.
                Nasze argumenty i kontrargumenty - mijają się.
                Każdy pozostanie przy swoim.
                A ja i tak nadal będę wrzucać do puszki drobniaki.
                A Wy - nie musicie. Ale wtedy uprzedźcie legalnie wczesniej, żeby dzieciak nie
                pakował waszych zakupów.
                To tyle.
                Dobranoc.
                • kawka74 Re: To ja już przestałam rozumieć, o co Wam chodz 24.06.06, 00:19
                  No cóż. Ja tego nie pochwalam, argumenty wyżej podane, teraz to już tylko
                  pozostaje nam ich powtarzanie w kółko, w różnych wersjach. Tak więc - dobranoc smile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja