nick.na.jeden.raz
23.06.06, 20:45
Piszę pod innym nickiem, bo mnie znacie, i wstyd mi, że jestem taka
małostkowa.
Ale po kolei... Moja teściowa jest w szpitalu, po operacji wyrostka. Czuje
się dobrze. Mój mąż jest właśnie u niej - też dobrze. Ale, no włąśnie - mamy
2 dzieci z którymi jestem przez cały dzień. Normalnie mąż wraca o 19.30,
kąpie dzieciaki i kładzie je spać. A teraz oczywiście jak jest u swojej mamy
to ja to robię. Wiem, wiem, przecież nie bedzie w tym szpitalu wiecznie, to
tylko tydzień. No ale czy nie mogłaby powiedzieć mężowi, żeby już wieczorem
nie przyjeżdżał? Odwiedza ją również w ciągu dnia.
Ja wieczorem już wysiadam fizycznie i psychicznie. Wczoraj wspomniałam żeby
może nie jechał juz po pracy do szpitala, ale mąż był bardzo oburzony, że
niby o co mi chodzi? że ma nie odwiedzać mamy?
Wiecie co, właściwie sama nie wiem, o co mi chodzi. Rozumiem, że mama jest w
szpitalu, ale przecież ona nie jest ani ciężko chora ani umierająca! Jak
moja mama leżała w szpitalu niedawno, to byłam u niej co drugi dzień - sama
mi nie kazała przychodzić częściej, bo wiadomo dzieci, dom, a w szpitalu i
tak jej w niczym nie pomogę.
No, wyżaliłam się i trochę mi lepiej. Teraz możecie na mnie naskoczyć, że
jestem bez serca, już mi wszystko jedno...