niusianiusia
25.06.06, 23:27
Co nas dzisiaj spotkało. Razem z mężem i naszym maluchem (1.5r) wybraliśmy
się na mszę dla dzieci do kościoła. Oprócz nas było jeszcze kilkanaście par
rodziców z dziecmi. Większość z wózkami, maluchy albo siedzące w wózkach,
albo spacerujące po kościele, jak to takie brzdące mają w zwyczaju.
Nasz synek specjalnie się nie wyróżniał, poza tym, ze gramolił się na ławkę
i stukał butami, na co z resztą reagowaliśmy od razu. Dziewczynka obok za
rączkę ciągała mamę po całym kościele, druga spacerowała z tatusiem.
Generalnie większośc rodziców z maluchami zgromadziła się na końcu koscioła
niepodal wejścia. Pod koniec mszy, jakaś baba podeszła do nas i zrobiła nam
oraz innym pobliskim rodzicom awanturę,wskazując, z oburzeniem, ze wszędzie
pełno dzieci, ze dzieci przeszkadzają innym się modlić, i że jeśli chcemy
chodzić do kościoła to powinniśmy na zmianę, tak, zeby nie przyprowadzać
dzieci. Oburzenie moje i nie tylko moje ( również osób bez dzieci stojących
po sąsiedzku)było wielkie, bo to msza dla dzieci, dzieci z rodzicami stały na
końcu kościoła, i co to znaczy, ze mam dziecka nie przyprowadzać do koscioła,
pomijając, ze jeśli jest się rodziną to do kościoła powinno się chodzić
razem.... ciekawa jestem waszych opinii....