agnes0101
26.06.06, 14:11
Drogie mamy opiszę Was sytuację z jaką spotkałam się bedąc z dzieckiem na
basenie. Otóź będąc na tym basenie (chodzimy na naukę płytwania, czyli
zajęcia zorganizowanie) w zasadzie od momentu wejścia z dzieckiem do wody
zauważyłam pana z płaczącym dzieckiem (na oko 2-letnią dziewczynką). Mała
przez całe 30 min. trwania zajęć płakała strasznie, od czasu do czasu
przerywając tylko jak ojciec patrząc jej prosto w oczy i mówiąc przez
zaciśnięte zęby "przestań wreszcie płakać". Zdarzało się że nawet porząsał
nią w złości. Teraz nawet pisząc jestem roztrzęśniona. Ponieważ nie mogłam
tego znieść podeszłam do jednej z insturktorem i zapytałam czy nie mogą coś
temu panu powiedzieć bo nie można w ten sposób postępować, a ona na
to: "zwracaliśmy już uwagę, ale ten pan tak zawsze.." Zdenerwowana podeszłam
do niego, widząc gdy kolejny raz mówi do dziecka stanowczo z zasiśniętymi
zębami "ruszaj tymi nogami" , że jak pan tak będzie krzyczał to dziecko nigdy
się nie uspokoi. To on mi na to: pani nie zna tego dziecko, ono tak zawsze,
bo ma kaprysy itd. Nie będę opisywać dalszej wymiany zdań bo żadnego efektu
nie było. Na koniec zajęć zwróciłam się jeszcze raz do instruktorki (starszej
rangą, chyba nawet właścicielki) czy nie może zabronić chodzić temu ojcu na
zajęcia bo on niszczy psychicznie dziecko, a zajęcia powinny być
przyjemnością. Przecież nie tylko to dziecko od czasu do czasu płacze, ale
gdy rodzić przytuli, uśmiechnie się to dziecko uspokaja się. Ona mi na to że
nie znam tego dziecka (fakt chodzą w inny dzień a na nasze przyszli poprostu
odrobić) , a ona to niby zna i wie że dziewczynka poprostu ma takie kaprysy i
jest na etapie "nie" a generalnie to jest najlepszą ponoć "pływaczką". Wcale
się nie dziwię, bo pewnie dziecko ze strachu szybciej wszystko pojęło. A
pewnie i w domu w wannie ojciec ją męczy. Drogie mamy opisuję tą sytuację bo
nie wiem jak powinnam postąpić, czy poprostu nie jestem przewrażliwona.
Widziałam jednak że wielu obecnych na zajęciach rodziców było oburzonych tym
zachowaniem, ale nikt nie miał odwagi się odezwać. Jak widać moja uwaga też
nic nie dało. Oburzyło mnie jednak podejście instruktorki: to dziecko takie
jest, ojciec tak zawsze, nie możemy zabronić, etc. To znaczy że co,
ważniejszy jest zarobek? Naprawdę to dziecko było przerażone, próbowało
przestać płakać, ale strach w oczach był przerażający. Pisząc chce mi się
płakać. Zastanwiam się w związku z tym czy nie powinnać kogoś zawiadomić o
takim fakcie, np jakiegoś psychologa by przyszedł na takie zajęcia i
stwierdził czy taka sytacja, takie zachowanie ojca jest normalnie. Gdzie
sprawdzić czy rzeczywiście instruktor może zezwalać na takie zachowanie.
Dodam tylko że już po zajęciach, gdy ten ojciec wchodził do szatni z małą,
wrzasnął: przestań już płakać bo widzisz że wszyscy mają cię dość" Nie
wytrzymałam i powidziałam że "Nie proszę pana, to nie dziecka mamy dość tylko
pańskiego zachowania". Myślałam że dostanę w twarz. I co wy drogie mamy na
to? Jeszcze żadna sytuacja taj mną nie wstrząsnęła, bo już na pierwszy rzut
oka widać że dziecko ma przechlapane w domu.