A jak to jest ze zdejmowaniem butów przez gości?

    • alexandra74 Re: A jak to jest ze zdejmowaniem butów przez goś 02.07.06, 14:52
      Sorki, zupełny brak taktu i wychowania.

      Każdy podręcznik savoir vivre,a ci to "powie", nie powinno sie nakłaniac gości
      do zdejmowania butów, chyba że sami tego chcą.
      Powinni buty tylko dokładnie wytrzeć. No, ale dla niektórych ważniejsze są ich
      dywany niż sampoczucie gości.
    • nanuk24 Re: A jak to jest ze zdejmowaniem butów przez goś 02.07.06, 16:54
      U mnie sie butow nie sciaga.
      Nie wiem w jakim towarzystwie niektore forumowiczki sie obracaja, ale mnie
      jeszcze nigdy nie zdarzylo sie, zeby ktos naniosl mi blota na moja jasna
      wykladzine. Nie ma w moim towarzystwie osoby, ktora by sie wstydzila poprosic o
      szmate do wytarcia butow z ktorych scieka snieg. Jakos mam szczescie do
      kulturalnego towarzystwasmile
      Lubie miec czysto. Mam jasne wykladziny, ktore w zaden sposob na tym nie
      ucierpialy.
      • mamka_klamka Re: A jak to jest ze zdejmowaniem butów przez goś 02.07.06, 17:17
        nanuk24 napisała:
        > Nie wiem w jakim towarzystwie niektore forumowiczki sie obracaja, ale mnie
        > jeszcze nigdy nie zdarzylo sie, zeby ktos naniosl mi blota na moja jasna
        > wykladzine. Nie ma w moim towarzystwie osoby, ktora by sie wstydzila poprosic
        o
        >
        > szmate do wytarcia butow z ktorych scieka snieg.

        Obracam się w toważystwie osób, które nie potrafią fruwać, więc brudzą sobie
        buty. I to nie tylko czystm śniegiem. I są na tyle kulturalni, żeby nie wnosić
        tego syfu do mieszkania.
    • sineira Re: A jak to jest ze zdejmowaniem butów przez goś 02.07.06, 18:32
      Drogie Panie! Po przeczytaniu wszystkich wypowiedzi pokuszę się o malutkie
      podsumowanie (i możecie mnie linczowaćsmile))
      Prawdziwą "wiochą" jest trzymanie się zeszłowiecznych zasad savoir-vivre'u
      wbrew okolicznościom i zdrowemu rozsądkowi.
      Dziękuję za uwagęsmile))
      • mamka_klamka Re: A jak to jest ze zdejmowaniem butów przez goś 02.07.06, 18:39
        Ja nie zamierzam Cię linczować, bo zgadzam się z tym, co napisałaś. smile
        • sineira Re: A jak to jest ze zdejmowaniem butów przez goś 02.07.06, 19:03
          Dziękuję koleżance za poparcie <lizu, lizu>

          Postanowiłam rozwinąć myśl, póki jeszcze żyjęsmile

          Po pierwsze - żadna z nas nie jest hrabiną i nie przyjmujemy w domach
          koronowanych głów, tak więc zasłanianie się etykietą tudzież protokołem
          dyplomatycznym jest troszkę śmieszne.

          Po drugie - skoro już mówimy o dobrym wychowaniu - IMHO najwyższym jego objawem
          jest umiejętność dostosowania się do obyczajów panujących w miejscu (domu), do
          którego przychodzimy. Nawet będąc zaproszonymi gośćmi, jesteśmy w pewnym sensie
          intruzami.

          Po trzecie - nie trzeba koniecznie zakładać zagrzybionych kapci (o ile już
          zakładamy, ze SĄ zagrzybione). Można przecież grzecznie podziękować i:
          a) pokazać, że mamy czyste buciki - jeśli są rzeczywiście czyste
          b) chodzić w skarpetkach - a jeśli ktoś przychodzi w gości w śmierdzących lub
          dziurawych, to niech się nie ośmiela mówić o dobrym wychowaniu.

          Po czwarte - wszystko, absolutnie wszystko zależy od okoliczności. Wiadomo - co
          innego wejście latem na parkiet, co innego zimą na jasny dywan. Wpychanie się
          komuś z błotem pod hasłem "zdejmowaniue butów to wiocha" jest niczym innym, jak
          szczytem wiochy. Poza tym należy brać pod uwagę czynnik, że tak powiem,
          geograficzny - inaczej wyglądają nasze buty na "betonowej pustyni", inaczej na
          nowym osiedlu, gdzie rolę chodników spełnia gliniaste grzęzawisko, jeszcze
          inaczej w rejonie starego budownictwa, gdzie gros domów ogrzewany jest węglem,
          a wszystko pokrywa warstewka sadzy i pyłu węglowego (który, nota bene,
          nieschodzi z wykładziny po ŻADNYM szorowaniu).

          Po piąte - należy wziąć pod uwagę fakt, że nie każda z nas ma czas i ochotę na
          codzienne odkurzanie, tudzież nie każdą stać na pomoc domową.

          Po szóste - przyjmowanie zaproszeń od kogoś, kogo - z racji jego obyczajów,
          odmiennych od tych, które uważamy za "jedynie słuszne" - mamy za "wieśniaka",
          jest zwykłą hipokryzją.

          Po siódme - co innego oficjalna wizyta w strojach wieczorowych, co innego
          przyjacielskie "wpadnięcie" na kawkę. No chyba że tak naprawdę nie macie
          przyjaciół, których traktujecie jak domowników...

          Zawsze, kiedy przychodzę do kogoś po raz pierwszy, pytam, czy u niego zdejmuje
          się buty, czy nie. Uważam, że jeśli uszanuję jego domowe zwyczaje, korona mi z
          głowy nie spadnie. Tak na marginesie dodam, że ludzie, którzy niewolniczo
          trzymają się konwenansów, zazwyczaj nie są zbyt ciekawym materiałem na
          przyjaciół - zbyt wiele uwagi poświęcają zastanawianiu się, co wypada, a co nie
          i przez to są nieznośnie sztywni.
          • mamka_klamka Re: A jak to jest ze zdejmowaniem butów przez goś 02.07.06, 19:37
            sineira napisała:

            > Dziękuję koleżance za poparcie <lizu, lizu>
            >

            To ja dziękuję <lizu, lizu>.
            Bo ja tu, trochę z nudów, boje toczę na ten temat i juz od wieśniar z psem na
            łańcuchu zostałam nawyzywana wink
            Ale doczekałam sie odsieczy.
          • alfama_1 Re: A jak to jest ze zdejmowaniem butów przez goś 02.07.06, 19:39
            sineira napisała:

            > Po pierwsze - żadna z nas nie jest hrabiną i nie przyjmujemy w domach
            > koronowanych głów, tak więc zasłanianie się etykietą tudzież protokołem
            > dyplomatycznym jest troszkę śmieszne.

            etykieta nie dotyczy jedynie koronowanych głów; chodzi o to, jak zauważyłaś,
            żeby w miarę elastycznie dostosować się do sytuacji; panuje przedziwny zwyczaj
            (zwerbalizowany lub tylko oczekiwanie) rozbierania ludzi z jednej z części
            garderoby bez której np. na dwór nie wychodzą

            > Po drugie - skoro już mówimy o dobrym wychowaniu - IMHO najwyższym jego
            objawem
            >
            > jest umiejętność dostosowania się do obyczajów panujących w miejscu (domu),
            do
            > którego przychodzimy. Nawet będąc zaproszonymi gośćmi, jesteśmy w pewnym
            sensie
            >
            > intruzami

            oczywiście, że tak, prawa gospodarza się szanuje ale przedkładanie czystości
            podłogi ponad możliwość pozostania w pełni ubranym uważam za żenujące

            Wiadomo - co
            >
            > innego wejście latem na parkiet, co innego zimą na jasny dywan. Wpychanie się
            > komuś z błotem pod hasłem "zdejmowaniue butów to wiocha" jest niczym innym,
            jak
            >
            > szczytem wiochy.

            nikt nie mówi o wchodzeniu w gumiakach na hrabiowskie salony, brudne obuwie się
            wyciera do czysta

            > Po piąte - należy wziąć pod uwagę fakt, że nie każda z nas ma czas i ochotę
            na
            > codzienne odkurzanie, tudzież nie każdą stać na pomoc domową.

            tu akurat odpowiadam poniekąd wywołana do tablicy - jeśli ktoś mnie zaprasza do
            siebie żebym mu posprzątała bo on ma ważniejsze sprawy na głowie, to uznaję, że
            mogę mu zaproponować inne wyjście z tej trudnej sytuacji
            poza tym należy wziąć pod uwagę fakt, że nie każdego stać na białą piękną
            wykładzinę albo na codzienne przyjmowanie gości crying(( i może być mu przykro jak
            czyta o tym, że kogoś innego na to stać wink)
            zakładamy nowy wątek "na co przeznaczacie extra 40 złotych tygodniowo?"

            > Po szóste - przyjmowanie zaproszeń od kogoś, kogo - z racji jego obyczajów,
            > odmiennych od tych, które uważamy za "jedynie słuszne" - mamy za "wieśniaka",
            > jest zwykłą hipokryzją.

            nie zgodziłabym się z Tobą, to nie jedyne, a nawet nie najważniejsze kryterium
            wyboru przyjaciół, tu właśnie bardziej przydałaby się elastyczność; takie
            zachowanie nie jest OK, ludzie mogą być OK, proponowałabym jednak rozdzielić smile

            No chyba że tak naprawdę nie macie
            > przyjaciół, których traktujecie jak domowników...

            mamy smile a nawet mamy domowników, którzy są przyjaciółmi smile
            dlatego właśnie pozwalamy zdejmować u siebie obuwie chociaż ten obyczaj nas
            mierzi

            Tak na marginesie dodam, że ludzie, którzy niewolniczo
            > trzymają się konwenansów, zazwyczaj nie są zbyt ciekawym materiałem na
            > przyjaciół - zbyt wiele uwagi poświęcają zastanawianiu się, co wypada, a co
            nie i przez to są nieznośnie sztywni.

            a ja dodam, że ludzie, którzy uogólniają mogą czasem irytować i nawet pomimo
            szacunku dla kwestii białych dywanów na nowej podłodze mogą stracić swoich
            przyjaciół
            bo życie jest tak złożone i nieprzewidywalne... - dobra refleksja? smile)
            • sineira Re: A jak to jest ze zdejmowaniem butów przez goś 02.07.06, 19:59
              Chyba mnie nie zrozumiałaś...
              Odsyłam do mojej wypowiedzi na poprzedniej stronie oraz do ponownej lektury
              punktu czwartego - cały czas podkreślam, że wszystko zależy od okoliczności -
              czyli elastycznośc jak najbardziejsmile)

              Co do uogólniania - zarzut chybiony. Napisałam ZAZWYCZAJ. Zazwyczaj, czyli nie
              zawsze i nie ogólnie.

              A co do reszty... Miałam kiedyś dość bliskie kontakty z pewną panią, która pod
              pewnym względem przypominała Hiacyntę - była bardzo "och i ach", zawsze starała
              się być dobrze wychowana i postępować wedle podręcznika savoir vivre'u.
              Urządzała (niczym Hiacynta) eleganckie podwieczorki, kawusie i inne takie. W
              imię zasad protestowała przeciwko zdejmowaniu butów, niezależnie od
              okoliczności. I też powtarzała, że u niej się butów nie zdejmuje, bo to
              nieeleganckie.
              Kiedyś zdarzyło się, że zostałam po wyjściu innych gości i z ust
              owej "eleganckiej" pani usłyszałam taki tekst:
              - No i popatrz, jak mi ta kur... nawnosiła!!!
              Dalszy ciąg też był, ale przytaczać nie będęsmile))
              Od tego czasu patrzę na "eleganckie" panie ze sporą podejrzliwościąsmile))
              • alfama_1 Re: A jak to jest ze zdejmowaniem butów przez goś 02.07.06, 20:21
                Chyba się nie zrozumiałyśmy.
                Odsyłam również do lektury moich postów chociaż chyba zaczyna się mielenie
                słów smile

                To niefajnie się zachowywała ta pani, z którą miałaś kiedyś bliskie kontakty,
                to chyba jasne.

                I też powtarzała, że u niej się butów nie zdejmuje, bo to
                > nieeleganckie.

                Jak to TEŻ? Tu również mnie nie doczytałaś - właśnie nie zdarza mi się
                nakazywać cokolwiek gościom. Chyba, że to nie było do mnie ale jakoś tak w
                odpowiedzi na mój post.

                Nie trzeba być Hiacyntą, elegancką panią, pewną kwoką, która traktowała świat z
                wysoka, czy nawet hrabiną żeby reagować wysypką na:
                1. oczekiwanie "rozbierz się do skarpet bo będę musiała po tobie sprzątać"
                2. uznawanie tego oczekiwania za normę

                biorąc pod uwagę coraz bardziej gorącą atmosferę tej dyskusji, dobrym
                rozwiązaniem zaczyna mi się wydawać wprowadzenie ustawowego nakazu obłożenia
                podłóg i wykładzin gazetami (oczywiście tymi niewłaściwymi ideowo) smile))
                • sineira Re: A jak to jest ze zdejmowaniem butów przez goś 02.07.06, 20:57
                  Aj, wzięłaś do siebie moje refleksje związane raczej z CAŁOŚCIĄ dyskusji.
                  Bo przecież zgadzamy się chyba całkowicie, że wszystko zależy od okoliczności,
                  stopnia zażyłosci itd.
                  Wiadomo, że jeśli buty są częścią eleganckiego stroju, są czyste itd, itp.,
                  kategoryczne "zdejmij buty" mrozi i zniesmacza. Z tym się chyba każdy zgodzi?
                  I wiadomo, że jeśli wpadniemy do koleżanki w środku zimy, mając pecyny błota na
                  podeszwach, to się o takie "zdejmij buty" nie obrażamy, prawda?

                  Moje wywody kierowałam raczej do "dogamtyczek", które piszą "butów się nie
                  zdejmuje i juś"smile)))
          • laminja Re: A jak to jest ze zdejmowaniem butów przez goś 04.07.06, 10:20
            "> Po pierwsze - żadna z nas nie jest hrabiną i nie przyjmujemy w domach
            > koronowanych głów, tak więc zasłanianie się etykietą tudzież protokołem
            > dyplomatycznym jest troszkę śmieszne."

            A skąd wiesz? wink
    • melka_x Re: A jak to jest ze zdejmowaniem butów przez goś 03.07.06, 09:09
      Nie zdejmuję, nie wymagam zdejmowania, zdejmowanie butów to równie
      wyrafinowanywink zwyczaj jak trzymanie mebli w folii. Może i w Polsce klimat
      nienajlepszy, ale czytając Wasze posty można by sądzić, że codziennie wichury,
      ulewy, śnieżyce i gradobiciewink. I skąd niby te rzekome zwały błota na butach,
      wszsystkie mieszkacie na placach budowy czy co?wink))
    • ewa2233 Re: A jak to jest ze zdejmowaniem butów przez goś 03.07.06, 13:50
      To zależy.
      Jeśli proszona wizyta - każdy powinien wchodzić w obuwiu wizytowym.
      Jeśli ktoś "wpada" pogadać - ściąga buty. My u kogoś też. Nie ma problemu.
      W zimie na pewno mokre, ciepłe buty się przebiera, bo kto by w tym wytrzymał!
      Do znajomych np. na imieniny zabieramy ze sobą swoje kapcie lub buty do zmiany.

      NIE CIERPIĘ cudzych kapci! Są niehigieniczne!

      Zastanawiające jest jedno:
      jeśli wchodzi do mieszkania akwizytor/"odczytywacz" liczników/kominiarz
      sprawdzający instalację gazową/itp. NIKT z nich NIGDY nie ściągnął butów nawet
      zimą!
      ------------------------------------------------------
      çççççççççççççççççççççĂççĂç
      Życie jest mdłe i znikome,życie się całkiem nie liczy
      bez jakiejś wielkiej niewiadomej,bez tajemnicy.
      • ewa2233 Re: A jak to jest ze zdejmowaniem butów przez goś 03.07.06, 13:55
        >>Jeśli ktoś "wpada" pogadać - ściąga buty. My u kogoś też.<<

        Odniosę się do tego jeszczesmile
        Nasi znajomi mają małe dzieci, które są na etapie pełzania po podłodze. Moje
        dzieciaki też bawią się zwykla na podłodze.
        W tym wypadku raczej działa wyobraźnia "rodzicielska", by na takie
        podłogi/dywany dzieciakom brudu nie wnosić. Zwłaszcza w małych mieszkaniach,
        gdzie nie ma wyraźnej granicy: salon/pokój dziecięcy/kuchnia/gabinet "pana"/
        pokój "pani"/biblioteka wink

        çççççççççççççççççççççĂççĂç
        Życie jest mdłe i znikome,życie się całkiem nie liczy
        bez jakiejś wielkiej niewiadomej,bez tajemnicy.
      • alfama_1 Re: A jak to jest ze zdejmowaniem butów przez goś 03.07.06, 15:29
        ewa2233 napisała:

        > Zastanawiające jest jedno:
        > jeśli wchodzi do mieszkania akwizytor/"odczytywacz" liczników/kominiarz
        > sprawdzający instalację gazową/itp. NIKT z nich NIGDY nie ściągnął butów
        nawet
        > zimą!

        Miej litość dla kominiarza!
        Po pierwsze nie powinien zdejmować butów (ale o tym większość poprzednich
        postów)
        Po drugie wyobraź sobie, że ściąga z zakłada buty w każdym mieszkaniu po kolei
        a pewnie tych mieszkań jest dziesiątki dzienne, jeśli nie więcej.
        • sineira Re: A jak to jest ze zdejmowaniem butów przez goś 03.07.06, 15:49
          I dlatego na korytarzu, w kuchni i w łazience dobrze jest mieć kafelkismile))
          • laminja Re: A jak to jest ze zdejmowaniem butów przez goś 04.07.06, 10:31
            a kominiarze, panowie odczytujacy liczniki itp. nie pojawaiją się zbyt często i
            raczej po pokojach nie chodzą. Inni, jak ubezpieczyciele, czy akwizytorzy (ja
            tego typu osób nie przyjmuję w domu, więc nie mam doświadczeń) przychodzą chyba
            sporadycznie. A większość osób doskonale wie, że jesli się ma ubłocone buty to
            powinno się je dobrze wytrzyć albo zdjąć. Można takie osoby poprosić o zdjęcie
            butów, albo stawanie na ścierkach (u moich dziadków sa takie specjalne
            ściereczki. Myślę, że wejście w mokrych butach na dywan jest dla właściciela
            butów też bardzo niezręczne.

            Inaczej jest z gośćmi. Przyjaciele, kktórzy zachowują się jak domownicy znają
            zwyczaje i wiedzą jak się zachować (np. u mnie butów się nie zdejmuje chyba, że
            jest bardzo mokro, a jak ktoś mi ubłoci podłogę to dobrze wie gdzie leży
            ścierka wink).

            W sytuacjach oficjalych - imieniny i inne tego typu imprezy nie powinno się
            wymagac od gości zdejmowania butów. Jak ktoś się boi o podłogi i dywany
            powinien robić takie spotkania na mieście. Oczywiście imprezki mają różne
            konwencje, więc ciężko generalizować.
    • laminja Re: A jak to jest ze zdejmowaniem butów przez goś 04.07.06, 09:58
      zmuszanie gości do zdejmowania butów uważam za coś okropnego. U nas wszyscy
      chodzą w butach (mamy dobrej jakości podłogi) i nic strasznego się podłogami
      nie dzieje.
    • ewa2233 Re: A jak to jest ze zdejmowaniem butów przez goś 04.07.06, 10:10
      alfama_1 napisała: <<Miej litość dla kominiarza! Po drugie wyobraź sobie, że
      ściąga z zakłada buty w każdym mieszkaniu po kolei a pewnie tych mieszkań jest
      dziesiątki dzienne, jeśli nie więcej. >>

      Ja zlitowałam się nad sobą smile przez smród jaki się za kominiarzem ciągnie, nie
      mam odwagi zaryzykować zdjęcia przez niego butów wink

      Co do kafelków w kuchni i łazience - to je mam. Tyleże do kuchni trzeba przejśc
      przez pokój smile

      Mówiąc szczerze, nie tyle kominiarz mnie wkurza (przychodzi "z urzędu" dla
      mojego bezpieczeństwa), co faceci, którzy umawiają się na wciskanie kitu (bo
      taka ich praca) np. z telekomunikacji, ubezpieczeń itp. Włążą w butach nawet
      się nie wahając i nie pytając.
      Już się nie umawiamy na takie pogadankismile
      ------------------------------------------------
      çççççççççççççççççççççĂççĂç
      Życie jest mdłe i znikome,życie się całkiem nie liczy
      bez jakiejś wielkiej niewiadomej,bez tajemnicy.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja