Do wątku " relacje z matką długie"

06.07.06, 10:38
Przede wszystki kubonka ,dziekuje za ten post i za wszystkie wypowiedzi w
nim,bo sytuacja jest jakże podobna ,ale już ją kiedyś tutaj opisywalam.

Wiecie co,u mnie były dwa tygodnie luzu..Luzu az wstyd pisać.Moi rodzice
wyjechali do Egpitu,małą zajmowała sie teściowa ( i też sobie poradziła ),i
chetnie zostawiłabym jej pod opieką,ale teściowa jest już starsza wiec na
dłuższą mete nie chce jej obciązać.
Wczoraj rodzice wrocili,byliśmy sie przywitac.Słuchajcie tragedia,zamast
opowiadac nam wrażenia ,rodzice:
" A czemu ona nie ma sweterka,pewnie znowu zapomniałaś!!" ( upał w mieszkaniu
totalny)
" CZemu jej dajesz czekolady,zatruje sie!!" ( dałam kawaleczek czekoladowego
miśkopta)
" W sweterku moze sie przegrzać!!" ( ??!!! )
" Dlaczego nie podgrzałas herbatki,przeciez bedzie za zimna!!"
(temp.pokojowa)
" Nie może raczkować,mamy za zimne podłogi" ( a wiec babcia co robi - cały
czas nosi)
" JAk możesz siedzieć z przodu córeczko !!! Dziecko w foteliku same !!! Jak
tak można !!"

itd itd itd itd itd itd

Wytrzymaliśmy 1,5 godz.i fruuu do domu.Tragedia.Wiecie co ,przykro mi ze po
prostu tak jest po urodzeniu dziecka.
Kubonka i u mnie niestety nie jest to tylko mama ale i tata.
Próbujemy z mezem z nimi rozmawiać,zawsze konczy sie obrazeniem i
kłotniami.Teraz jednak wiem i po wypowiedziach w Twoim wątku że malej już z
moją mamą zostawiac cały czas nie bede. Niestety nie dogadamy sie.
Moim rodzicom sie pomieszało,oni traktują i mnie i moją córke jako córki -
niestety.

    • izabela_741 Re: Do wątku " relacje z matką długie" 06.07.06, 10:59
      Na takie teksty odpowiada sie "tak, tak, tak; masz calkowita racje mamo/tato" i
      robi swoje.
      • mag778 Re: Do wątku " relacje z matką długie" 06.07.06, 13:28
        Wydaje mi się, że mozna przytakiwać, ale tylko wtedy, kiedy takie sytuacje nie
        są nagminne i kiedy jesteśmy w stanie się do tego zdystansować, kiedy nie
        wpływa to na nasze życie, uczucia, itd.
        • izabela_741 Re: Do wątku " relacje z matką długie" 06.07.06, 14:28
          A mnie sie wydaje, ze jak matka czy ojciec sami nie wiedza, co plota (przyklad
          sweterka), to mozna smialo sie z nimi zgadzac i robic swoje.
          Z czasem sie zdystansujemy do glupich uwag (trening czyni mistrza).
          To raczej rozwazanie wlasnego zycia, czy uczuc do rodzicow, zle wplywa na nas,
          meza (mozna sie zapomniec i wyzyc werbalnie) czy dziecko (ktore wyczuwa, ze
          matka wsciekla jak osa).
          • mag778 Re: Do wątku " relacje z matką długie" 07.07.06, 12:35
            własnie o to mi chodzi - dopoki jestes w stanie podejsc do tego tak jak Ty to
            opisalas - to ok; nie denerwujesz sie, olewasz i masz z glowy; ale jak ktos
            przytakuje, a potem chodzi i sie truje, denerwuje w domu po wyjsciu rodzicow,
            skarzy sie mezowi i walkuje to w sobie przez dlugi czas - to do bani i nie ma
            to sensu. Trzeba wymyslec inne sposob na upierdliwych rodzicow wink
            • kubonka Re: Historii ciąg dalszy... 07.07.06, 16:01
              Jestem bardzo zaskoczona, że aż tyle z nas ma takie same problemy. Ja szczerze
              mówiąc mocno podbudowana tym, co przeczytałam w Waszych wypowiedziach zmieniam
              swoje postępowanie, oczywiście na bardzo niekorzystne w oczach swojej Mamy.
              Doszło do tego, że w ciągu ostatnich dwóch dni płakała mi w słuchawkę z
              komentarzem "Jak ona mogła mnie tak wychować, myślę tylko o sobie, jestem
              zupełnie nieczułą osobą". Te słowa bolą... bardzo bolą... Niemniej jednak, po
              raz kolejny spowodowała, że mam wyrzuty sumienia. A chodzi o moją ciocię, która
              jest poważnie chora i leczy się w Centrum Onkologii w Warszawie. Ciocia mieszka
              500km od Warszawy, w ciągu ostatnich kilku miesięcy przebywała u nas dosyć
              długo, miała naświetlania a jakiś miesiąc temu poważną operację. W tym tygodniu
              przyjechała na wizytę kontrolną - niestety rokowania są niepomyślne. Byłam po
              synka po pracy bodajże w środę - pierwsze słowa to oczywiście, jak się ciocia
              czuje, itp. (swoją drogą ciocia ma dopiero 46 lat, jest mi najbardziej bliska z
              całej rodziny mojego Taty). Ciocia odpowiada, że w miarę ok, ma wizytę
              następnego dnia u lekarza... Pogadałyśmy, zabrałam małego i wróciłam do domu.
              Następnego dnia jestem w pracy, dzwoni moja Mama i do mnie w słuchawkę(z
              płaczem), że jak jak mogłam ciotce nie zaproponować, że mój mąż zawiezie ją do
              szpitala, jestem okropna, zadufana w sobie, itp., że ciotka w ten upał musiała
              jechać do szpitala autobusem, że fatalnie się czuła. Faktycznie, dziewczyny, w
              pierwszej chwili pomyślałam sobie, że powinnam o tym pomyśleć. Powiedziałam o
              tej rozmowie mężowi, a mąż do mnie, że to Mama powinna była wziąć mnie po cichu
              na bok i zapytać, czy mąż nie mógłby zawieźć ciotki do szpitala, że z jakiej
              racji Mama może z góry zakładać, że on będzie wolny (wspominałam, że mąż
              prowadzi działalność i niekiedy ma w ciągu dnia chwilę). Dodał jeszcze, że on
              chciał zawieźć ciotkę do domu po operacji (czyli tym samym 1000km w obie
              strony), sam to zaproponował, a Mama wówczas powiedziała, że nie ma takiej
              potrzeby, żeby się nie narzucać. Teraz Mama odwróciła front o 360 stopni, jak
              ja mogłam nie pomyśleć... Faktycznie mogłam, tyle tylko, że mi ciocia
              powiedziała, że jest ok. Czy ja powinnam się domyślać??? Czy też moja Mama
              wykorzystała to jako kolejny argument przeciwko mnie, aby mi pokazać, jaka
              jestem zła????
              • lotos.flower Re: Historii ciąg dalszy... 07.07.06, 16:43
                nie musiałaś sie domyślać
                mąż ma racje, mogła wziąć Cię na bok i zapytać. Tak sprawy rozwiązuja normalni
                ludzie. Sorry ale Twoja mam moim zdaniem normalna nie jest. Ale zrobiłaś
                ogromny krok. Widzisz problem. Wiesz,że coś jest nie tak. Następny krok to
                przeciąć pępowinę.
                Powodzenia
                • lolinka2 Re: Historii ciąg dalszy... 07.07.06, 18:03
                  Dopisywałam się ze swoją sytuacją w tym pierwszym, długim wątku, teraz mi się
                  nie chce powtarzać. Dodam tylko tyle: gdy Wasze dzieci podrosną same się
                  opowiedzą. Moja córka zrobiła to kilka dni temu, przyznam, ze było mi nawet
                  przykro... Powiedziała, że nie chce miec babci która robi brzydkie rzeczy (była
                  swiadkiem jej krzyków do nas, widziała jak babcia ukradła nam pieniadze) i żeby
                  babci napisać, zeby sobie poszukała nowych wnuczek, bo ona już jej wnuczką nie
                  chce być. Wniosek: toksyczni rodzice sami pod sobą dołki kopią w ostatecznym
                  rozrachunku.
Pełna wersja