anna_geras
08.07.06, 22:47
No przyszlo mi dzis wyciagnac reke. Mam sasiada, mieszka kilka domow dalej,
taki tam miejscowy wariat. Caly rok chodzi w jednym ubraniu (garniturze) i
butach 2 numery za duzych.Chyba nigdy sie nie myje. Caly rok cieknie mu z
nosa i on to sobie wyciera reka na bierzaco. W taka pogode smierdzi
niemilosiernie (sweter pod gajerkiem). Ogolnie spokojny obywatel,ktory nikomu
nie przeszkadza,jego smrod ewentualnie. Wracalam ze sklepu z cora za reke i
siatka z zakupami. Sasiad lezy chodniku i wola do mnie,ze nie moze sie
podniesc i wyciaga reke. Zamurowalo mnie chwilowo bo wczoraj jechalam z nim
autobusem i widzialam jak wyciera gile i wiem,ze nie umyl tej reki pewnie
dluuugo. Dylemat : udac,ze nie slyszalam czy podac reke czlowiekowi (ok 70
lat),ktory potrzebuje pomocy ryzykujac,ze moge psychicznie tego nie
pociagnac... Podalam reke i pociagnelam pana do gory. Zza plotu dobiegl glos
sasiadki, naczelnej katoliczki dzielnicy "a zostaw go pani".. No nic, pan i
tak byl juz na nogach. Wrocilam do domu i wyszorowalam rece.
Ciekawa jestem co byscie zrobily w takiej sytuacji? Tylko szczerze prosze.