maarlyyyn
12.07.06, 14:47
Być może nie otrafię się wyluzować, być może w pewnych momentach jestem
sztywna, a może to nawet są zachowania nerwicopodobne?
Chodzi o to, że nie zawsze mam ochotę na seks, a już na pewno nie wtedy, kiedy
wracamy z pracy po calym dniu zmęczeni, zgrzani, nieświeży... Odbieramy
dziecko, sklecimy jakiś obiad, skoczymy na zakupy, w te upały to wszysko jest
jescze bardziej męczące... Kiedy w końcu zalegnę z książką i marzę tylko o tym
, że zaraz się wykąpię i położę do łóżeczka - on nabiera ochoty... I nie
rozumie, że nie jest dla mnie przyjemnością sklejanie dwóch spoconych ciał. Że
tak nie lubię. Jemu to właśnie odpowiada i zarzuca mi brak spontaniczności i
oziębłośc. Atmosfera jest na tyle skwaszona, że nic się już nie da odkręcić, a
tłumaczenie nic nie daje.
Jestem zmęczona, być może wypaliło się we mnie młodzieńcze pożądanie, ale co
ja mam zrobić? Zmusić się? Chyba będzie jeszcze gorzej?
Czy to tak trudno zaakceptować, że wolę się kochać swieża i wypoczęta?
Przygotowana? Czy to jest jakieś chore i nadaje się na wizytę u specjalisty?