Jak to bylo z tatusiami?

18.07.06, 16:22
Do niedawno bylam opiekunka pewnego aniolka, zrezygnowalam w 5 tyg. ciazy ze
wzgledu na zle samopoczucie.
Chodzi mi o jego ojca. Facet pracuje (w sumie to wydaje polecenia pracownikom
i tylko za nimi biega, godzinami gada przez komore i tak wyglada jego ciezka
praca) po ok. 10 godz. dziennie. Wraca wieczorem, roczny synek do niego
biegnie z usmiechnieta buzka a on na to: "Wez TO DZIECKO, nie mam sily go
nisic, jest obiad? Dlaczego tu tak goraco? I czemu on tak drze tego RYJA?"
Oslupialam za pierwszym razem, ale to okazal sie standard, wiec sie
przyzwyczilam, ze tak tatus wita swoja rodzinke po calym dniu. Czy przyznacie
mi racje, ze to wina matki? Dodam tylko, ze nawet jak on mial wolne, to i tak
ja sie nim opiekowalam, bo tatus byl zmeczony, tu nie przesadzam, nigdy go
nie wykapal, raz przebral mu pieluche i nalozyl ja tyl na przod! Zawsze to
ona nosila malego i karmila itp. Jak mu zabki wychodzily albo byl chory to
tatus w nocy nie wytrzymywal marudzenia i szedl spac do drugiego pokoju mimo,
ze mial wolne nastepnego dnia a jego zona zaczynala sesje. Paranoja. W ogole
nie uczestniczy w jego wychowaniu a teraz beda mieli drugie dziecko! Zaraz po
moim odejsciu zatrudnili opiekunke, to juz trzecia-maly ma dopiero roczek!
Mimo, ze mama studia skonczyla i moze sie zajac dzieckiem, bo nic nie robi!
No ale moje pytanie brzmi: "Jak bylo z Wami? Czy tatusiowie, nawet Ci
przepracowani sami rwali sie do opieki nad dzidzia, czy musialyscie im
troszke o tym przypominac?" Znam mojego meza, wiem, ze kocha dzieci, ale to
nasze pierwsze i mam obawy, zeby mu sie po pol roku nie znudzilo i zeby nie
zaczal wykradac sie z domu... Wiec jak, zmuszac do opieki, zostawiac sam na
sam (dla mnie to chore by ojciec nigdy nie zostal z dzieckiem w domu na kilka
godzin, nie wyszedl na spacer z wlasnej inicjatywy)?
Bo ja bym sie chyba mocno obrazila gdyby chore dziecko cierpialo a tatus
poszedl spac do innego pokoju! Ale bym awanture zrobila, juz by w zyciu nie
wyszedl smile W koncu to nasze dziecko, nie moje!
    • kka77 Re: Jak to bylo z tatusiami? 18.07.06, 16:29
      Moim zdaniem wychodzisz z błędnego założenia, że ojca trzeba namawiać do opieki
      nad dzieckiem. Jak brzmiałoby pytanie z stosunku do matki? Dziwnie prawda?
      Uważam że oboje rodzice mają takie same obowiązki w stosunku do dziecka, a to
      jak podzielą zadania między siebie zależy od ich związku... Pozdrawiam, a tak
      na marginesie to tego tatusia i mamusię (bo nie jest bez winy) kopnęła bym w
      ten szowinistyczny zadek.
      • po_la1 Re: Jak to bylo z tatusiami? 18.07.06, 16:41
        To nie tak, ze wychodze z blednego zalozenia. Wiem, ze moj maluszek bedzie
        rozpieszczony przez tatusia, i dobrze, po to go ma, by go kochal i piescil, ale
        moim zdaniem to jej wina, nie w calosci, ale jej. Skoro nigdy nawet nie
        zwrocila mu uwagi... Gdyby moj maz powiedzial, ze nasze dziecko ma ryj, ostro
        bym sie pogniewala. Moze tez ona myslala, ze wszystko robi lepiej, nie dajac
        szansy by ojciec nabral wprawy i teraz jest z niego taka kaleka ojcowska.
        • lola211 Re: Jak to bylo z tatusiami? 18.07.06, 19:46
          Moj facet miał przede wszystkim obowiazek zarobic na dom, dlatego tez od
          poczatku dzieckiem zajmowalam sie w wieszosci ja, to zreszta logiczne, skoro on
          caly dzien byl poza domem.Pomagal mi kapac niemowlaka, na spacery nie chodzil,.
          bo poźno wracal i nie bylo na to czasu.W nocy nie wstawal, bo i po co- karmilam
          piersia , wiec uznalam za rozsadne, ze wstawac bedzie jedno z nas.Mimo tego
          umial zajac sie dzieckiem i jak byla potrzeba , to zostawal z córka bez
          problemu.
          Ja akurat uwazam, ze nie ma po co angazowac dwoje rodziców np. do opieki nad
          chorym dzieckiem, sama zajme sie nalezycie, facet niech sie skupi na swoich
          obowiazkach, ktorych ma niemalo.
          • maadzias1 Re: Jak to bylo z tatusiami? 18.07.06, 20:39
            Nasza córeczka Ewa to oczko w głowie tatusia. Mój mąż ciężko pracuje fizycznie.
            Więc to ja więcej czasu poświęcam Ewuni. Mimo to często mnie wyręcza w opiece
            nad córeczką. Dzisiaj po powrocie z pracy właśnie opiekował się nią a ja
            pojechałam na zakupy. Po moim powrocie stwierdził, że chociaż ciężko pracuje to
            przez te 8 czy 9 godzin w pracy nie zmęczy się tak jak przez te 2 godziny z
            córcią. A teraz dalej pracuje bo akurat mamy remont w mieszkaniu. Nawet nie ma
            kiedy odpocząć.
    • wiedzma.ple.ple Re: Jak to bylo z tatusiami? 18.07.06, 20:40
      chciałam się przyczepić do jednego konkretnego zdania:

      Czy przyznacie
      > mi racje, ze to wina matki?

      nie przyznam Ci racji, co więcej, nie ukrywam, że bardzo irytują mnie tego typu
      stwierdzenia. dlaczego? ano dlatego, że zapewne oboje rodzice są dorośli i
      odpowiadają za swoje czyny (nie tylko matka), i dlatego, że taka postawa
      zdejmuje odpowiedzialność z ojca za to, że jest złym ojcem (bo to wina matki
      wszak), dlatego, że trudno wychowywać dorosłego mężczyznę, niektórego kobiety
      nie mają po temu cierpliwości i nie muszą jej mieć.

      pozdrawiam
    • be.em Re: Jak to bylo z tatusiami? 18.07.06, 21:05
      ja pracuję, mój pracuje i na spółę wychowujemy małegosmile rzecz jasna poza
      karmieniem piersią, bo to mój przywilej, ale za to kąpanie to przywilej tatysmile
      wstawal ze mną w nocy, przewijał, nosił na rękach, żebym mogła odpocząć na
      macierzyńskim, mimo, że wracał z roboty, ale za to miał czystą chatę, koszule i
      obiady na stolesmile teraz po równo! nie ma że bolismile z innym chlopem bym się nie
      związała. może dlatego, że nie umialabym siedzieć w domu - mamy teakie same
      prawa i obowiązki.
    • kalendarzowa_wiosna Re: Jak to bylo z tatusiami? 18.07.06, 21:39
      jedyną rzeczą której nie robił mój mąż przy dziecku było karmienie piersią
      (choć kiedyś w żartach i tego próbował smile

      Nie czarujmy się, są na świecie prawdziwi O j c o w i e
      i są ojcowie praktycznie tylko na papierze. I nie mówię tu o rozwodach, czy
      patologiach. Myślę, że to wina wychowania, mentalności i nadal pokutującego
      modelu społecznego: ojciec pracuje (zarabia na dom) matka zajmuje się dziećmi.
      • gyokuro Re: Jak to bylo z tatusiami? 18.07.06, 22:27
        Mój też tylko nie karmił piersią - reszte spoko robił i robi nadal. A moja
        siostra wpadła z facetem niemal 40 letnim rozwodnikiem, który nie mieszka z nią
        ale przyjeżdża i sie synem zajmuje jak może. Ma dwoje innych dzieci z byłą
        żoną. Jest zdecydowanie lepszy od tego typa z pierwszego postu...
        A mój to w ogóle anioł. I do tego nie sądzi, by był wyjątkowy. Oni się z Juliem
        uwielbiają i robia razem mnóstwo rzeczy.
    • weronikarb Re: Jak to bylo z tatusiami? 19.07.06, 07:37
      My rodzice razem wychowujemy synka smile Opieką nad nim sie nie dzielimy, każdy
      to robi jak jest w domu. Na moim macierzyńskim wstawalismy w nocy na zmiane,
      abym i ja odpoczęła. Mąż wie że wychowanie to najcięższa praca smile
      Zresztą więcej czasu on ma dla synka aniżeli ja (taki typ pracy).
      Nigdy nie musiałam go "wychowywać", bo wyszłam za mąż za dorosłego faceta smile
      Oboje z synkiem się uwielbiają smile)
    • agnes0101 Re: Jak to bylo z tatusiami? 19.07.06, 09:17
      Czy to wina tej matki, że pozwala na takie zachowania męża? Powiedziałabym i
      tak i nie. Dlatego tak, bo w absolutnie żadnej sytuacji nie pozwoliłabym użyć
      słowa ryj. Nie, ponieważ do końca nie zanmy relacji tych dwojga ludzi i być
      może wieczorem mąż dostaje wygawor od żony za swoje zachowanie. Nie byłaś
      przecież z nimi 24 godziny na dobę. Może też być taka sytuacja że dziewczyna
      poprostu już sobie odpuściła kłótnie i woli mieć święty spokój. Martwię się
      tylko o te dzieci , bo co im z takiego ojca, jaki od da im przykład. Kolejna
      sprawa są kobiety które uważają że skoro mąż ciężko pracuje to wolno mu
      wszystko. No cóż skoro im to odpowiada trudno tu polemizować.
      Jeśli chodzi o mojego męża od samego początku bardzo pomagał by małym. Do tego
      stopnia, że przy moim braku cierpliwości i ogólnie nerwowego charakteru,
      często w pierwszych miesiącach życia naszego malucha, wracając po pracy
      całkowicie przejmował obowiązki nad małym aż do wieczora włącznie z usypianiem,
      mimo że oczywiście ja siedziałam na miacierzyńskim. Teraz też, choć może nieco
      mniej, bardzo aktywnie uczestniczy w wychowaniu naszego brzdąca, bo wiadomo
      zapał i zaangażowanie trochę się zmniejszyłysmile Dodam że też pracuje dość
      ciężko i często po położeniu małego spać siada jeszcze do komputera i pracuje
      do 1 , 2 w nocy. Także jak widać można nawet ciężko pracować a jednak zajmować
      się dzieckiem, tyle tylko że czasami trochę należy utemperować naszych panów.
    • spacey1 Re: Jak to bylo z tatusiami? 19.07.06, 09:41
      Dla mnie to paranoja obciążać żonę winą za to, że ma beznadziejnego męża. To on
      jest ojcem, który nie spełnia dostatecznie swoich zadań (o ile się zgodzimy, że
      nie spełni). Ona co najwyżej może być "winna" temu, że niedostatecznie wymaga od
      niego.
      Czy zgodzę się, że to wina matki? Chętnie. Ale JEGO matki. I to też tylko po części.
    • 76kitka Re: Jak to bylo z tatusiami? 19.07.06, 15:30
      mój mąż wraca z pracy i sie od dziecka opędzić nie może, nigdy sie nie rwał do czynności pielęgnacyjnych, natomiast po przekroczeniu progu domu, aż do pory kapieli jest tylko tatą i wszystko inne musi poczekac, aż mały pójdzie spać. Mąż często widzi synka tylko godzinkę wieczorem, czasem wcale, więc rano nim wyjdzie do pracy maja godzinkę dla siebie, fikaja w łózku, jedzą śniadanie, troche się bawią. Mąż swoje pasje uprawia gdy mały śpi. Nawet gdy gdzieś wychodzimy np. przyjęcie zawsze zabieramy małego. Wychodzimy wtedy wcześnie z imprezy koło 21:00, 22;00. W naszym towarzystwie nikt sie nie upija, nie pali przy stole. Na imprezie średnio jest dwójka, trójka dzieciaków, dla których gospodarze przygotowują jakieś atrakcje. Wczoraj bylismy na urodzinach znajomego, przyjęcie było w zajeździe, na zewnątrz był placyk zabaw, a największą atrakcją był żywy królik. Na placu zabaw byli sami tatusiowie, więc chyba z tym tacierzyństwem ogólnie nie jest źlesmile
Pełna wersja