Dwie najcenniejsze rady...

03.08.06, 11:10
które dała mi koleżanka gdy byłam w ciąży, a ona miała już trzyletniego synka:
1. jak będzie ryczeć w łóżeczku/na leżaczku/ w wózku ewidentnie z nudów i
pt. "zajmij się mną" (po pierwszym tygodniu będziesz wiedziała kiedy to jest
taki płacz) to idź, pogadaj do niej, pośpiewaj, pogłaszcz po łapce, ale NIE
BIERZ NA RĘCE!
2. jak zobaczysz, że zbliża się czas przemieszczania się, zacznij wkładać do
kojca. Jak zaczniesz używać kojca jak już będzie raczkować, to będzie
wyłącznie wycie. A jak nie będziesz używać kojca w ogóle, to będąc z
dzieckiem sama w domu nawet do toalety nie pójdziesz sama.

Obie rady wprowadziłam w życie, obie się fantastycznie w moim przypadku
sprawdziły.

Czy Wy też otrzymałyście jakieś cenne rady dotyczące wychowania dziecka?
Podzielicie się?
    • aga1077 Re: Dwie najcenniejsze rady... 03.08.06, 11:23
      Kamilek ma teraz 13 miesięcy. Kiedy byłam w ciąży nikt nie dawał mi niestety
      żadnych cennych rad. A szkoda! Bo do wszystiego musiałam dojśc sama. Uczyłam
      się więc na własnych błędach. Teraz, z perspektywy czasu wiem, gdzie je
      popełniłam. Po pierwsze zbyt długo Kamilek spał z naszej sypialni - od kiedy go
      przeniosłam do własnego pokoju i łóżeczka o wiele lepiej śpi. Po drugie - nie
      nauczyłam go leżec w wózku - nie dało się z nim wyjśc na spacer, bo cały czas
      wrzeszczał w niebogłosy. To tylko dwa przykłady, znalazłoby się o wiele więcej
      takich błędów. Teraz jestem trochę mądrzejsza. Pozdrawiam, Aga
      • ledzeppelin3 Re: Dwie najcenniejsze rady... 03.08.06, 11:28
        Po pierwszym dziecku myślałam, że wiem o dzieciach wsztstko. Po drugim wiem, że
        nie ma żadnych reguł...
        • aga1077 Re: Dwie najcenniejsze rady... 03.08.06, 11:40
          Wiem, że każde dziecko jest inne, ale mam nadzieję, że za drugim razem jest
          lżej... Bardzo się mylę?
          • ledzeppelin3 Re: Dwie najcenniejsze rady... 03.08.06, 11:45
            U mnie drugie ma kolkę, a pierwsze nie miało-to spora różnica na minus. No, ale
            to akurat przypadek. Latwiej jest pod tym względem, że Ty jako mama
            zdecydowanie mniej się stresujesz, jesteś pewniejsza siebie, bardziej się
            dzieckiem cieszysz, a mniej martwisz- przynajmniej ze mną tak jest. No i nie
            staram się już być matką idealną, więc wszystkim jest ze mną lżej (przede
            wszystkim dzieciom).
            • figrut Re: Dwie najcenniejsze rady... 03.08.06, 12:04
              Latwiej jest pod tym względem, że Ty jako mama
              > zdecydowanie mniej się stresujesz, jesteś pewniejsza siebie, bardziej się
              > dzieckiem cieszysz, a mniej martwisz- przynajmniej ze mną tak jest. No i nie
              > staram się już być matką idealną, więc wszystkim jest ze mną lżej (przede
              > wszystkim dzieciom).
              U mnie jest dokładnie tak samo. Mam troje dzieci i mogę
              stwierdzić, że im większe się ma z nimi doświadczenie, tym bardziej człowiek
              sobie uświadamia, jak mało wie o dzieciach i ich zachowaniach. Kiedys, mając
              jedno dziecko myślałam, że wszystkie dzieci da się wpasować do szablonu mojej
              córki, teraz wiem że byłam głupia.
      • monia145 Re: Dwie najcenniejsze rady... 03.08.06, 17:54
        Mnie nikt specjalnie nie bombardował dobrymi radami. Ale kiedys przeczytałam
        mądre zdanie, aby nie starać się byc matką doskonałą, bo tego po prostu
        osiagnąć sie nie da. A dążenie do doskonałości rodzi frustracje i żal.
    • gemmavera Re: Dwie najcenniejsze rady... 03.08.06, 11:53
      A ja myślę, że nie ma rad uniwersalnych - wszystko zalezy od dziecka.
      Mam dwójkę, każde z dzieci było brane na ręce bez ograniczeń, część
      niemowlęctwa każde przespało dosłownie na mnie - i nie miałam z tego powodu
      żadnych problemów. Po prostu jak dzieci nieco podrosły, to stwierdziły, że są
      na świecie rzeczy ciekawsze niż matka. wink) Kojca też nie miałam, a do toalety
      mogłam chodzić bez ograniczeń. wink))
      Pozdrawiam smile
      • martaglowacka Re: Dwie najcenniejsze rady... 03.08.06, 12:06
        To jak u mnie smile I synek (5 lat) i córa (rok i 2 mies) na ręce brani za każdym
        płaknięciem - obecnie jak się bawią mają mnie w nosie. Kojca nie używałam, raz
        z braku miejsca, dwa - bałam się, że jak już dziecko z niego wypuszczę to się
        dopiero zacznie grzebanie w szafkach itp. - Rezultat - nigdy nie miałam
        problemu z zaglądaniem przez dzieci do szafek - pokazałam im co tam jest i to
        tyle, a swobodę mają i po całym mieszkaniu ganiają smile Dzięki temu i
        ja "wolniejsza" jestem.
        Pozdrawiam
        Marta
        • bea.bea Re: Dwie najcenniejsze rady... 03.08.06, 12:11
          podpisuje sie pod tym rekami i nogami..smile

          nie ma idealnych rad....
          z niemowlakiem w moim przypadku byólo jeszcze inaczej....zawsze wedrował ze mną
          w lezaczku po mieszkaniu...czyli nie nudził sie....
          kojca nie miałam w ogóle...strat w meblach , czy sprzęcie nie było zadnych...
          a do kibelka zawsze chodziłam....z nim..:0...i dało to pozytywny efekt...w wieku
          2 lat dawno nie wiedziałam co to pielucha....a dziecko nie uznawało nocnika
          ,,,tylko kibelek...bo chciał jak mamasmile))
    • agatkaros Re: Dwie najcenniejsze rady... 03.08.06, 12:15
      Mój synek ma 13 miesięcy. Dostawałam oczywiście podobne rady do tych, z których
      Ty skorzystałaś.
      Ja z nich nie skorzystałam.
      Od początku byłam blisko z dzieckiem, kiedy płakało brałam na ręce. Kiedy
      Kacperek zaczął raczkować kibicowaliśmy mu z mężem, zachęcaliśmy, zaczął
      chodzić, kiedy miał 10 i pół miesiąca. Nigdy nie wkładałam dziecka do kojca,
      gdyż uważam to za ograniczanie jego wolności - mnie nikt nie każe siedzieć w
      kojcu.
      Efekty naszego wychowania są takie, że Kacperek jest bardzo grzecznym i
      pogodnym dzieckiem, bardzo rzadko płacze, jest ciekawy świata i samodzielny,
      wiele już potrafi, na placyku zabaw wspaniale bawi się ze starszymi dziećmi.

      Jak widać każde dziecko jest inne.
      Pozdrawiam
    • lolinka2 Re: Dwie najcenniejsze rady... 03.08.06, 13:03
      akurat te rady uważam za autentycznie głupie i na dużej nie wypaliłyby w ogóle,
      kojca nie używała (chociaż był) a raczkująca zrobiła się cudownie nie
      przeszkadzająca w domu.... po prostu się bawiła, tyle że kuchnia musiała być
      zamknięta i łazienka.
      Nie wyobrazam sobie ryczącego z nudów dziecka wobec którego musiałabym
      poskramiać instynkty jeśli chcę je wziać na ręce...

      Jedna rada która się sprawdziła; masz warunki, naucz ją jeść samodzielnie.

      Wdzięczna jestem tej dziewczynie dozgonnie za nią.

      Kolejna rada (od doświadczonej pielegniarki): z książek się nie nauczysz
      karmienia piersią, wsłuchaj się w siebie, to wszystko natura...

      I też jestem wdzięczna, pamiętam i stosuję...
      • anetina Re: Dwie najcenniejsze rady... 03.08.06, 13:16
        oj tak
        pierwsze co, to jak tylko dziecko będzie już stabilnie siedzieć na krzesełku,
        należy mu pozwolić bawić się łyżeczką
        wtedy sam szybciej się nauczy jeść


        Mały praktycznie na 1,5 roku jadł sam wszystko
        i to bez specjalnego się brudzenia
    • mathiola Re: Dwie najcenniejsze rady... 03.08.06, 13:11
      Nie slucham zadnych rad, do wszystkiego dochodze sama w procesie wychowania.
      Nie mialam kojca i chodzilam do toalety, dziecko plakalo to go sobie kladlam
      obok siebie jak czytalam albo ogladalam rtelewizje, albo w lezaczek jak robilam
      cos w kuchni.
      Kazde dziecko jest inne i rady jednej mamy moga nie pasowac do potrzeb mojego
      dziecka.
    • anetina Re: Dwie najcenniejsze rady... 03.08.06, 13:12
      nisar napisała:

      > które dała mi koleżanka gdy byłam w ciąży, a ona miała już trzyletniego synka:
      > 1. jak będzie ryczeć w łóżeczku/na leżaczku/ w wózku ewidentnie z nudów i
      > pt. "zajmij się mną" (po pierwszym tygodniu będziesz wiedziała kiedy to jest
      > taki płacz) to idź, pogadaj do niej, pośpiewaj, pogłaszcz po łapce, ale NIE
      > BIERZ NA RĘCE!


      wszystko zależało od sytuacji
      niekiedy Mały chciał, aby tylko mnie usłyszeć
      a niekiedy trzeba było go wziąść na ręce



      > 2. jak zobaczysz, że zbliża się czas przemieszczania się, zacznij wkładać do
      > kojca. Jak zaczniesz używać kojca jak już będzie raczkować, to będzie
      > wyłącznie wycie. A jak nie będziesz używać kojca w ogóle, to będąc z
      > dzieckiem sama w domu nawet do toalety nie pójdziesz sama.



      do kojca - a dziecko to pies !?
      nie używaliśmy kojca, Mały chodził, gdzie mógł
      i jakoś nie miałam tego, że nigdzie nie mogę wyjść



      > Obie rady wprowadziłam w życie, obie się fantastycznie w moim przypadku
      > sprawdziły.
      >
      > Czy Wy też otrzymałyście jakieś cenne rady dotyczące wychowania dziecka?
      > Podzielicie się?
      >
      >
    • alfama_1 Re: Dwie najcenniejsze rady... 03.08.06, 13:33
      Gdybym słuchała większości rad, które dostawałam to:
      - wsadzałabym dzieci do kojca i do chodzika dla swojego spokoju
      - zapychałabym im usta smoczkiem
      - karmiła cukrem i soliła potrawy dla smaku
      - dawała się wypłakać bo dobrze robi na płuca
      - zdrabniałabym wyrazy mówiąc do nich bo inaczej nie zrozumieją
      - zakładałabym szczelną czapkę niezależnie od pogody
      - nie posyłałabym do przedszkola bo tam tylko choroby i skrzywianie psychiki

      Takie i podobne rady dostawałam i czasem jeszcze dostaję. Nie słucham, nie
      wcielam w życie, dzieci mają się dobrze. Czytam wybrane miesięczniki i książki,
      czasem radzę się psychologa.
      Z mojej obserwacji wynika, że większość rad to obiegowe, niczym nie podparte
      opinie, często szkodliwe dla dziecka.
    • lola211 Re: Dwie najcenniejsze rady... 03.08.06, 13:46
      Zadne rady mamusiek mnie nie interesowały, kierowalam sie wlasna intuicja i
      poradnikiem, i dobrze na tym wyszlam, moje dziecie równiez.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja