jogo2
08.08.06, 21:44
Witam,
W niedzielę moja znajoma straciła chłopaka. W czwartek kupił chyba pierwszy
swój samochód, a w niedzielę wracał do domu. Jak pamiętamy, w niedzielę prawie
w całym kraju padało. Facet jechał prawie 190 i zabił się na równej drodze. A
mi się synek wygadał, że ona snuła rozważania, że może wzięli by go samochodem
nad jezioro. Zrobiło mi się zimno więc, jak się dowiedziałam. I jestem
wkurzona. Niespecjalnie mi go żal. Uważam, że Bóg go zabrał do siebie, zanim
on kogoś zdążył zabić, albo uczynić kaleką. Z kolei bliskiej znajomej mojej
siostry koledzy poznani na wakacjach zabili córkę. Tzn. córka była na
wakacjach, poznała kolegów, przyjechali ją odwiedzić, gdzieś z nimi jechała,
chłopak jechał tak szybko, że nie miał jak zwolnić na zakręcie i ot, to
wszystko. Nie rozumiem, jak ludzie dwudziestoparoletni nie mogą pojąć co
znaczy jechać za szybko. Widać skądś taki przykład biorą. Historia panny
zakichanej pływaczki, której nie stało się nic, a i ona sama niespecjalnie
wykazuje skruchę, też robi swoje. Powinna baba chociaż ulice zamiatać przez
pół roku dla przykładu. W takich wypadkach zmartwiona minka, przepraszam i nie
chciałam/nie chciałem nic nie znaczą. Posta piszę po to, że jak jedziecie z
kimś kto jedzie za szybko to wysiądźcie, jeżeli możecie i wykrzyczcie mu w
gębę co robi, bo niedługo strach będzie iść chodnikiem.