...

28.08.06, 00:54
no i ja też mam problem, jak to zwykle bywa niełatwy i skomplikowany. Od 10
lat jestem mężatką, a z mężem jesteśmy razem już 15 lat. Przez ten cały czas
nigdy nie mogłam nabrać przekonania, że jestem kochana... Próbowałam z nim o
tym rozmawiać, ale bagatelizowała mój problem, zarzucając mi w miarę upływu
lat, że przeżywam problemy licealistki, że nie zauważam w życiu rzeczy
istotnych tylko skupiam się na bzdurach. Dosyć pokornie przyjmowałam te
zarzuty, bo pochodzę z rodziny alkoholika i myślałam, że to może stąd to
poczucie odrzucenia, bycia niekochaną. Związek mieliśmy dosyć
niekonwencjonalny, mój mąż jest artystą, a ja go bardzo kocham (może już
teraz to czas przeszły), więc nie byłąm drobiazgowa, pozwalałam na wyjścia do
knajpki, wyjazdy, tzw. życie osobiste, mając nadzieję, że doceni to i uzna za
przejaw dojrzałej miłośći. Jasne, że zdarzało mi się o coś "przyczepić" jak
zwyczajna baba, ale tylko wtedy kiedy sytuacje były ewidentnie niefajne.
Oburzał się za każdym razem, a ja za każdym razem, wstydziałam się swojej
zaborczej reakcji i wracało wszystko do porządku dziennego. Zdarzały się
momenty niepokojące, jak malinka na szyi, czy sms, z którym wyznawał, że za
kimś tęskni. Za każdym razem sprawę bagatelizował, umiał ją wytłumaczyć
więc,naiwnie wierzyłam, chociaż lęk, że jest nielojalny pozostawał. Bo to
przez to, że ta miłość mną tak owładnęła, tyle lat. Teraz wydało się że 5 lat
temu przeżył jakąś fascynację, zauroczenie, tylko że to trwało przez trzy
sezony wakacji, bo spotykała się z tą studentką 3 lata z rzędu. Zaklina się
że zdrady nie było!można wierzyć w takie zapewnienia?!to co fascynował się
jej widokiem, ajk warunki były ku temu, żeby się dotknąć? ptrecież to
nielogiczne!na ten trop wpadłam sama oczywiście...mam już dosyć, bo on wcale
dla mnie dobry nie jest, to wpędzanie mnie w poczucie winy, to podłość,
działał tak, żeby przykryć własne grzeszki.Mamy dwie cudne córki, starsza 10
letnia kocha go nad życie, młodsza dwuletnia, mało jeszcze rozumie...mam
dosyć życia w poczuciu, że kochana nie jestem, to jednak miało gdzieś
uzasadnienie, nie do końca problem tkwi we mnie. co robić?!jesteśmy po
poważnej rozmowie, zaproponowałam lekką wersję rozstania, żeby wyjechał za
granicę,zawsze chciał, to by pozwoiło na czas jakiś uniknąć pytań dzieci,
rodziny...nie chce tej wersji zdarzeń,tym razem czuję, że trochę się
wystraszył, bo pierwszy raz od 3 lat włożył naczynia do zmywarki... jest
tchórzem, wiem że wygodnie mu ze mną, w domu nie robi nic.... na zewnątrz
wśród znajomych uchodzimy za cudną parę, lubią nas ludzie i ,że tyle uroku w
nas...to miłe,ale ja już nie daję rady, to poczucie kłamstwa...zrozumiałam,
żę kłamał perfekcyjnie, a mi potrzeba było 15 lat żeby to zobaczyć, to
boli...co robić, czuję że za chwilę oszleję!jestem osobą bardzo samodzielną,
ne boję się samotności, jeśli mnie nie kocha, w niczym nie pomaga, nie
próbuje nawet mamić, że uwielbia kupując kwiaty, to po co to wszystko? dla
dzieci?nie chcę, ale też nie do końca umiem być radykalna. bo dzieci to silny
argument...tyle sprzeczności...czuję że wariuję, nie sposób napisać jak to
wszystko jest złożone w tak krótkim poście...
    • kalendarzowa_wiosna Re: ... 28.08.06, 02:11
      green,
      w to że, zdrady nie było, nie wierzyłabym, zresztą Ty chyba też nie wierzysz.
      Pytanie, co z tą wiedzą o zdradzie zrobisz? Chcesz ciągnąć ten związek dalej?
      Czy odchodzisz? Na te pytania sama musisz odpowiedzieć. To Twoje życie. Nikt za
      Ciebie decyzji nie podejmie.
      Na mój rozum wygląda to tak. Facet zdradził ale to co piszesz o jego zachowaniu
      świaczy, że żałuje i zależy mu na rodzinie. Chyba za bardzo popuściłaś mu
      cugli smile Jeżeli zdecydujesz się zostać, na Twoim miejscu dałabym mu do wiwatu,
      niech nie myśli, że to takie proste, skoczyć w bok a później spokojnie wrócić w
      ciepełko rodzinne. Może fundnij sobie jakiś wyjazd? sama, bez dzieci. Niech
      teraz on poczuje, co znaczy opieka nad domem i dziećmi?
      • polka33 Re: ... 28.08.06, 07:40
        To że włozył naczynia do zmywarki pierwszy raz od trzech lat, to niestety nie
        świadczy o tym,żeby się chłop ogromnie na trudził.Istnieje niestety taka
        niepisana prawidłowoś,że im zona leepsza i pokorniejsza tym bardziej w dupę
        dostaje-zagonic chłopa do roboty radziłabym Ci.Wyjad to dobry pomysłsmileAle może
        wystarczy żeby sie (cytując męża Twojego) zajął prawdziwym życiem, tym co
        istotne, czyli robotą-obowiązkami ojca i męża.
        Może daj mu szansę,ale pokaż twarde oblicze, bądź bezkompromisowa, niech Cie
        zacznie w końcu szanowac.
        • joasiiik25 Re: ... 28.08.06, 07:58
          Polka masz racje!!!
          green27 nie pozwol sie w pedzic w poczucie winy, pamietaj,ze jestes wartosciowa
          kobieta i,ze nalezy Ci sie SZACUNEK i MILOSC...
          Wiesz czasami faceci(nasi mezowie) nie doceniaja tego co maja a
          my "niedocenione zony" czujemy sie z tym zle (nawet nie chodzi o brak uczucia)
          ale w pewnym momencie wypala sie w nas ta iskierka, ktora pozwalala nam dzwigac
          ciezar samotnosci i innych przykrosci.

          Pokarz mezowi,ze jestes silna, badz troche obojetna na jego sprawy...zajmij sie
          soba, nie wdawaj sie w jalowe dyskusje, mow krotko i jasno.
          Na paczatku nie zauwazy zmiany, ale po 2-3 tyg bedzie lezal u Twych stop (tylko
          czy tego chcesz?)


          pozdr
          • malgorzata9 Re: ... 28.08.06, 08:13
            Ech, joasiiik25, cóż za optymistyczna wersja zdarzeń... Zycie bywa bardziej
            skomplikowanesad Nie sadzę zeby "lezał u jej stóp" No może spokornieje na
            chwile. Moja teściowa z takim artysta żyje do dziś - bardzo podobny to zwiazek
            z tego co wiem od niej i od mojego męża. Ciagłe wyjazdy, wyjścia, srodowisko...
            I studentki... To małzeństwo to koszmar - dzis doszedł do tego alkohol.
            • joasiiik25 Re: ... 28.08.06, 08:19
              napisalam potocznie bo ciezko jest mi cokolwiek powiedziec (nie znam tego Pana)
              a optymista trzeba byc zawsze!!!!!
    • g0sik Re: ... 28.08.06, 09:44
      Pytanie czy facet po 15 latach jest w stanie się zmienić...i ile musisz czekać,
      żeby ten związek był dla Ciebie satysfakcjonujący. Nie wiem czy nie szkoda
      Twojego czasu....
Pełna wersja