dom80
30.08.06, 16:25
przepraszam ze piszę i zawracam głowę.
jestem kilka lat po ślubie. Kiedys było ok, ale jakoś nie do końa, czewgoś
brakowało. Codziennie są awantury z byle powodu, mąz nie okazuje mi szacunku,
ciąglę coś ode mnie żąda, ale od siebie kompletnie nie daje nic. Nawet mnie
nie pocałujem przytuli, słówka nie szepnie. Zrobiłam sie wstrętną zimną bez
serca szargulą, nie kochaną, nie docenianą. Z pewnego powodu nie mozemy się
rozstac, ciągle o tym myślę, ciągle daję sobie znów szanse i jemu, bardzo się
męczę. Czasem...chwilka nastaje kiedy jakoś robi się miło między nami ale to
tlyko jesli coś układa się w pracy, jesli mamy więcej pieniędzy, czy inne
tego typu sprawy. Jeżeli coś jest nie tak, czegoś nie możemy załatwić, czegoś
brakuję coś nie tak w pracy to wyładowujemy się na sobie.
Kochane mamy, powiedzcie czy zajmowanie się dzieckiem, codzienne zakupy,
codzienne gotowanie, sprzatanie,itp tp jest mało?
Czy mąż po pracy ma prawo odpoczywac? Ja natomiast nadal mam latac ze ścierą
i przy okazji go obsługiwac? On tak myśli, ze ja leżę i pachne przez cały
dzień, ze obiady zamiawiam przez telefon, ze do dziecka przychodzi opiekunka,
sprzątaczka posprzątac a ja się obijam. I cały czas opowiada bo kolegi żona
pracuje, zarabia, stac ich na to i na to. Nie moge już tego słuchac, czuję
się sfrustrowana, poniżana, zajmuję się rachunkami,dosłwnie wszystkim.
Mąż tylko pracuje, nic więcej kompletnie nie robi, udaje ciągle zmęczonego.
Jestem psychicznie wykonczona, tłumaczę mu kilkaset razy dziennie, to nic nie
daje od kilku lat.Nie kocham go, dziś mu to opwiem jak wróci, wręcz go nie
nawidzę.