rybka9913
02.09.06, 13:05
nawt nie wiem, od czego zacząc. jestem po slubie 7 lat, mamy 2 letniego synka
i .... sie rozstajemy. niemoge psioczyć na mego meza, jest super ojce, bardzo
duzo robi w domu, sprzatak, zakupy, itp. wszytko było ok, gdyby nie inne
kobiety. on twierdzi, ze mnie nie zdradził, ale juz mu nie ufam. wszystko
zaczęło sie ponad 4 lata. byłam w ciazy lezałam w szpitalu, było wiadomo,ze
raczej nie uda sie teh ciązy utrzymac, a mój maz w tym czasie poszedl sobie na
disco.widziała go moja siostra, co prawda nie tańczył, stał pod sciana...
Twierdził,ze musial odreagowac!!!potem było w miare spokojnie. zaszłam w ciaze
i jak byłam w 2 miessącu dowiedziłam sie, ze mój maz poznał kobiete i przez
pare miesiecy wymieniali ze soba smsy, dzwonili. była z innego miasta.
przyznałsie,ze spotkał sie z nią 2 razy,ze do niczego nie doszło itp. potem
złapałam go, jak na gg daje nr tel jakiejsc innej panience. wybaczyłam,
powiedziąłam,z e wiecej nie wybacze. przysiegał, ze wie, ze robił żle, ze to
sie nie powtórzy. za kazdym arzem jak wychodził z kolegami, mówił, ze był na
piwie, obiecywał ze na dyskoteki nie chodza. i co sie okazało???Ze przez 2
lata mój szanowny mąż szalał po dyskotekach, tańczył z innymi kobietami!! nie
iwem, czy było cos wiecej, twierdzi ze nie!!co prawda nie wychodził czesto,
raz na miesiac, ale za każdym razem mnie okamywał!! było mi ciezko, ale
wybaczyłam, dałam ostsnia sznase. były mniedzy nami takei ustalenia,ze wraca o
23 do domu. ale oczywiscie, ciagle jeczał,ze koledzy chodzą, ze on jest
ubezwłasnowolniony, zebym mu zaufała itp. po pół roku powiedziałam,, Ok, ufam
Ci, idz, wracaj o której chcesz, ale nie na dykoteke". wrocił o 2 nad ranem.
oczywiscie, twierdzac,ze nie byli na dyskotece. i bym uwierzyła, gdyby nie to,
ze miał koszulke utytłaną w pudrze jakiejs laski!! przyznał sie, ze był na
disco,ze tańczył z jakaś!! ja nie mam juz sily!! co robić!! odejsc?? bedize mi
bardzo ciezko finansowo?ale żyć z nim dla jego pieniedzy?? oprócz tego co
napisałam, to nie mam praktycznie do niego żadnych zastrzezeń. poardzcie!!
próbowaliśmy rozmawaic. ale on twierdzi,ze chce chodzc nadal, targuje sie, ze
moze raz na 2 m-ce!!! ze nic złego nie robił, tylko tańczył. ze mna nie chciał
wychodzić, bo jak twierdzi, wygodniej samemu, niz kombinowac nianie do małego.
mówi, ze mnie kocha, ze mu sie bardzo podobam, nie wie, czemu tak robił. teraz
pojechał szukac mieszkania,kazałam sie wyprowadzac!!! poradzcie!! Czy ja
przesadzam, czy poddaje sie zbyt łatwo. proponowałam terapie, on nie chce, juz
nie mam pomysłów!!!