iwonag25
03.09.06, 21:20
Wczoraj w rodzinnym miescie mojej mamy odbyl sie zjazd mojego rodu.
Wystroilam sie, zrobilam super (lecz bardzo delikatny) makijaz, czego potem
zalowalam (cala bylam rozmazana). Plynely strugi lez. Lez szczescia. Tylu
wzruszen na raz nigdy w zyciu nie przezylam. Nie tylko ja. Ludzie po
kilkudziesieciu latach znowu sie spotkali. Bylo 5 pokolen! Poznalam siostry
mojego niezyjacego dziadka, o ktorych istnieniu nawet wczesniej nie
wiedzialam. Bylo drzewo genealogiczne, byly pamiatkowe zdjecia, wspominki,
byla zabawa (porownywalna z weselem). Bylo 90 osob, a to jeszcze nie wszyscy
z rodziny. Byly rodziny z calej Polski i zagranicy. Bylo po prostu super.
Bylam tak podekscytowana, ze nie moglam w nocy spac. Dzis niestety to
odpokutowalam. Moja corcia byla najmlodsza na tym zjezdzie, byla gwiazdka
wieczoru. Szkoda ze nie bedzie pamietala tej chwili. Juz planowany jest
nastepny zjazd, mamy nadzieje ze wowczas zbierze sie cala rodzina.
Najdziwniejsze bylo to, ze nagle do tak wielkiej rzeszy obcych mi do tej pory
ludzi mowilam ciociu i wujku

Ale to mile.
Ciesze sie ze mam tak wspaniala rodzine. Ciesze sie ze tam bylam.