jogo2
10.09.06, 21:28
Witam,
Może trochę patetycznie sformułowałam problem, chodzi o rzecz następującą. Mam
siostrę, którą czasem odwiedzam, ale nie czuję się tam najlepiej. Moje dziecko
czuje się tam dobrze (4 lata). W zasadzie mogłabym tak nam zaplanować czas, że
też czułby się dobrze, ale staram się pielęgnować więzi rodzinne z myślą o
dziecku, bo uważam je za istotną wartość dla dziecka (zastrzegam, że nie
jeżdżę tam ciągle, raczej bardzo rzadko, a jednak, jak wracam to żałuję, że
pojechałam). Czuję się niedobrze, bo czuję się w milczący sposób krytykowana i
odnoszę wrażenie, że na mój temat toczą się krytyczne rozmowy, kiedy
wyjeżdżam. Wkurza mnie to, bo sobie nie potrafię poradzić z taką atmosferą.
Dam przykład. Dziś wywiązała się rozmowa na temat przedszkola. Na pytania
odpowiedziałam, że obiad dziecku zawożę do przedszkola (ma alergię) i odbieram
go po obiedzie. Nie ja jedna zresztą tak robię. Osoba (synowa mojej siostry),
która mi te pytania zadawała miała taki wyraz twarzy, że widziałam, że jest
głęboko zgorszona. Nie jej sprawa jak karmię swoje dziecko ani o której go
odbieram z przedszkola tak długo, jak nie jest to po np. pół godzinie albo coś
podobnego. Ja się nie wypowiadam na temat sposobu, w jaki ona wychowuje swoją
córkę, a krytyczne uwagi miałabym na niejeden temat w tej kwestii. W sumie
dlatego czuję się tam źle z powodu tych zgorszonych min przy okazji diety
małego (należy rozumieć, że mi odbiło i go rozpieszczam), że nie posłałam go
do przedszkola jak miał 3 lata a teraz, co za skandal, śmiem go odbierać
wcześniej, a ja nie potrafię w żaden sposób takiej atmoafery rozładować. Na
przykład mój synek ma wadę postawy, zresztą robię z nim ćwiczenia w tym
kierunku i w pewnym momencie zastanawiałyśmy się głośno, czy dzieci są równego
wzrostu. Nagle usłyszałam "no jeżeli on tak ciągle biega na ugiętych nogach",
wydaje się, że to drobiazg ale mi się zrobiło przykro, ja bym czegoś takiego
nigdy nie powiedziała. Przypatrzyłam się dziewczynce, jakoś tak pod wpływem
tej uwagi i spostrzegłam, że ona też ma widoczną wadę postawy (tzw. małe iksy
w kolanach), ale gdyby jej rodzicom to powiedzieć, albo, że powinni z nią
cwiczyć, żeby wadę skorygować, to popukaliby się w czoło i powiedzieli, że ona
żadnej wady nie ma. Jak postępować z takimi ludźmi tak pewnymi siebie, że
chyba aż zarozumiałymi, zresztą niech sobie będą jacy chcą, ale sami
popełniają masę błędów, ale na to konto muszą innym się wtrącać albo robić
przykrości? Ja ich o rady nie proszę, sama mogłabym im kilku udzielić, ale oni
przecież wiedzą wszystko najlepiej do tego stopnia, że to przecież ich należy
słuchać.
Wiem, że powinnam być asertywna, ale nie potrafię sobie poradzić z takim
zachowaniem, a odbiera mi to chęć do wizyt tam, chociaż synek lubi tam jeździć.
Pozdrawiam,