nisar
11.09.06, 11:08
Znajomi mają córkę w wieku szkolnym. Co roku powtarza się następująca
sytuacja: mała w wakacje jest w domu, albo u babci (w mieście, nie na wsi),
nie jeździ na kolonie bo nie chce, ok. rozumiem.
Znajomi lubią urlop we wrześniu. Też rozumiem, taniej, mniej ludzi, nie tak
gorąco (jeżdżą do "ciepłych krajów"). Odkąd córka poszła do szkoły, przestała
z nimi na te urlopy jeździć, bo przecież szkoła, trudno potem nadrobić dwa
tygodnie nieobecności itd.
No i kurczę, nie jestem absolutnie typem zwariowanej mamuśki, co to wszystko
dla dziecka itd, ale to rozwiązanie mnie mierzi. Mimo wszystko nie wyobrażam
sobie, żeby moje dziecko siedziało w smrodliwej stolycy ponad dwa miesiące
wakacji, bo ja muszę wyjechać we wrześniu bo tak lubię i juś. Zwłaszcza że
nie jest to jednorazowa akcja, dzieje się tak po raz trzeci, odkąd mała
poszła do szkoły.
A może przesadzam? Co o tym myślicie?