Być najstarszym...

18.09.06, 22:36
Jestem najstarsza z rodzeństwa, mój mąż również jest najstarszy.
Razem jesteśmy od 13 lat, 8 lat "chodzenia", 5 lat małżeństwa. Teraz kiedy
jesteśmy już po ślubie, i trochę przed nim, jest ok. Wcześniej tak niestety
nie było. Na początku naszego związku nasi rodzice traktowali nas (tak myślę)
z przymrużeniem oka, nie na poważnie. Kiedy jednak mijały miesiące a my wciąż
byliśmy razem, zaczęły się schody. Mniej uśmiechu, więcej podejrzliwości,
pytań. Mieliśmy po 18 lat, wiek dla rodziców baaaardzo zrozumiały. My
traktowaliśmy siebie poważnie, może czuliśmy że to jest to. Nasi rodzice nie
byli tego pewni. Nie będę się rozpisywać co przechodziliśmy, po prostu
czasami tylko nasz upór pozwalał to przetrwać.
Teraz mąż dla moich rodziców jest super zięciem, ja dla jego super (?!?)
synową. A jednak ostatnio przekonałam się że to co było wcześniej, wciąż we
mnie siedzi, choć myślałam że zapomniałam.
Brat męża ma dziewczynę, zaprosił ją na swoje urodziny, będzie wtedy po raz
drugi u jego rodziców. Po pierwszej wizycie teściowa bardzo ciepło mówiła o
niej, cieszyła się że taka miła dziewczyna mu się trafiła. I sama nawiązała
do naszego związku sprzed ślubu, jak wtedy się bała, że tak wcześnie, że
dopiero co zaczęliśmy szkołe, a tu może...
Nie dokończyła, ja musiałam tob za nią zrobić: że trzeba będzie się żenić,
tak?
Potwierdziła.
Cholera, myślałam że zapomniałam, a jednak...
Dlaczego najstarsi mają zawsze pod górkę?
    • anik801 Re: Być najstarszym... 18.09.06, 22:42
      Miałam 20lat gdy wychodziłam za mąż(nie byłam w ciąży).Teściowa jak się
      dowiedziała o naszej decyzji dostała szału!Zaczęła rzucać czym popadnie.Nie
      zaponę tego!Walnęła fantą o ścianę i wywaliła wszystkie kotlety.Darła się jak
      opętana.Teraz śmiać mi się chce,ale wtedy...A chodziło jej o to,że jesteśmy za
      młodzi.
      • jarzebina_cz Re: Być najstarszym... 19.09.06, 08:35
        Marzeno, tak to już jest, że najstarsi przecierają szlaki... Mój brat i jego
        żona mieli identyczną sytuację jak Wy. Pociesz się za to, że najmłodszych
        (wiem, bo jestem) nikt nie traktuje poważnie. Nawet teraz, kiedy jestem po
        trzydziestce, mam męża i dziecko, ciągle traktują mnie jak śmieszną podfruwajkę.
    • iwoniaw Ja i mąż też jesteśmy najstarsi ;-) 19.09.06, 09:03
      Ślub braliśmy w poważniejszym nieco wink wieku niż Wy, ale część Twoich
      obserwacji się pokrywa z moimi. Jak już ktoś słusznie napisał, zawsze jest tak,
      że najstarsi "przecierają szlaki". Gdy rodzice już przeżyją pewne rzeczy i
      widzą, że dzieci mają się dobrze mimo ich wcześniejszych obaw, to i młodszym
      trochę odpuszczają i więcej im wolno wink. Taki los.
    • gika_gkc Re: Być najstarszym... 19.09.06, 09:41
      moje rodzeństwo jest innego zdania tongue_out
      oni uważaja, że to oni mają pod górkę, bo są ciągle porównywani do mnie i
      mojego brata - czyli swojego starszego rodzeństwa
      a wg nich za wysoko "powiesiliśmy poprzeczkę"
      • joasiiik25 Re: Być najstarszym... 19.09.06, 13:40
        oj znam te uczucie, kiedy to ja musialam "przecierac szlak" tak aby mojemu
        rodzenstwu bylo latwiej !!!
        I rzeczywiscie maja latwiej...
        Ja z mezem tez przechodzilismy "male utargi" z rodzicami (tesciowa bala sie ze
        nie skonczy studiow, wstydzila sie mowic,ze mieszkamy razem...bala sie,ze
        zepsuje mu opinie !!!!)
        ja jestem najstarsza maz najmlodszy...
        bylo ciezko - teraz gdy mysle o tym wszystkim przechodza mnie ciarki smile
        niesmak i zal to tesciowej czy rodzicow pozostanie do konca, mimo,iz twierdze
        ze nie pamietam tego co zle to zapomniec tak naprawde nie moge...
Pełna wersja