madame_edith
22.09.06, 09:23
Witajcie.
Znalazłam się w sytuacji bez wyjścia i piszę, bo może mi ktoś coś poradzi.Już
nie wiem, chyba w łeb sobie palnę.
Mój facet przez trzy tygodnie remontował mieszkanie mojej bardzo dobrej
koleżance. Na moją prośbę zgodził się na kwotę co najmniej dwa razy niższą
niż wartość rynkowa tej pracy, bo po znajomości. Pracował tam codziennie
łącznie z sobotami, czasem po 8 godzin, ostatnio po 11. Ona twierdzi, że się
nie wtrącała w jego pracę, on, że ciągle wydzwaniała z pretensjami, że nic
nie jest zrobione. Wczoraj jemu się skończyła cierpliwość i rzucił tę robotę.
Rozstali się w bardzo nieprzyjemny sposób, kiedy zażądał pieniędzy za
wykonaną pracę, wyrzuciła go z domu. Facet twierdzi, że 70% zostało zrobione,
ona, że zostawił ją w rozgrzebanym mieszkaniu i nic mu się za to nie należy.
On zachował się chamsko w stosunku do niej, wiem, jaki potrafi być, bo go
znam. Ona nie ma gdzie mieszkać, a bardzo zależy jej na czasie.
Sytuację mam w domu taką, że lepiej nie mówić, on czuje się potraktowany jak
śmieć, bo pracował jakby nie było i nawet tych nędznych kilku stów za to nie
dostał. Ona z kolei twierdzi, że skoro nie wykonał umowy i sam pracę
zostawił, to nie ma prawa spodziewać się wynagrodzenia, zwłaszcza, że we
własnym domu potraktował ją bardzo chamsko. Oboje mają po trochu rację.
Nie proszę o rady typu zostaw chama, bo gdyby to było tak proste dawno bym to
zrobiła. Powiedzcie mi kto tu ma więcej racji, błagam ja już nie wiem co
robić, czuję się jakbym załatwiając tę współpracę strzeliła sobie w oba
kolana.
BTW dziś jadę oglądać to mieszkanie.