bunny.tsukino
02.10.06, 09:45
Po kolei. Wczoraj malz wizal mlodego na spacer zebym mogla sobie odpoczac. I
oczywiscie zagladnal do tesciow

jak wrocili to dowiedzialam sie, ze Mlody
dostal od Babci domowe jedzonko na obiad. Okey. Ale jak dowiedzialam sie co
to bylo to mi adrenalina podniosla sie tak do gopry ze myslalam ze cos
rozwale. Dostal mianowicie ziemniaki zmiksowane z kotletem (!) i z maslem. A
do popicia mleko zageszczone zmiksowanym makaronem. Szlak mnie trafil. Syn ma
8 mcy nigdy nie jadl ani kotleta ani masla ani tym bardziej makaronu.
Ja: Okey.Rozumiekm chceci babci, ale mogliscie to skonsultowac ze mna. Chocby
smsa wyslac.
Malz: Ale po co. Przeciez ja przy tym bylem.
j: Dobrze ze byles. ale to ja sie zajmuje mlodym na codzien i wiele trudu
mnie kosztowalo ustalenie mu rozsadnego jadlospisu i nie hcce znow wyladowac
w szpitalu z biegunka.
M: Przeciez dobrze chcieli. Mi takie rzeczy dawali i patrz jak uroslem.
J: Kiedys nie bylo tez pradu, a to co bylo dobre dla ciebie nie musi byc
dobre dla mlodego.
I tak dalej i tak dalej. W koncu sie dowiedzialam ze Tesciowa i pratesciowa
(babcia mojego meza) doszly do wniosku ze zle odzywaiam syna i wezma sie
za "to". Poniewaz go zle odzywiam ma slabe kosci i nie siedzi. Rzeczywicie
mlody nie siedzi, choc ma 8 mcy, ja usiadlam jak mialam 9, lekarze twierdza
ze taka jego uroda z tym siedzeniem i ze trzeba czekac. Ale one nadal swoje.
Beda zatem gotowac mlodemu kleje i galaretki z kurzych lapek i przynosic jak
mi sie nie chce chociaz siedze w domu. I tu pojawila sie piana na ustach,
powiedzialam mezowi ze gotowac, owszem, sobie moga ale ja w zyciu nie dam
tego dziecku do jedzenia. Poszlam do pokoju dziecinnego i tak skonczyl sie
dzien. Moze ja jestem przewrazliwiona??