Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzieckiem

02.10.06, 10:41
Pisałam już kiedyś o tym, ale wasze rady na niewiele się zdały. Zacznę od
początku. Z racji tego że mój mąż nie chciał się zgodzić na opiekunkę gdy
wrócłam do pracy ustaliliśmy teoretycznie wspólnie, choć oczywiście pod jego
naciskiem, że wnukiem będą zajmować się jego rodzice. Tzn. były dwie opcje w
zależności od tego gdzie kupimy mieszkanie. Ja wolałam zamieszkać na innym
osiedlu niż mój mąż wolał ponieważ po 1-wsze mały mógł być u mojej cioci
która zreszta zajmowała nim się przez pół roku, ja wtedy po drodze z pracy
bez problemu mogłabym go odbierać bo od niej na to osiedle miałabym zaledwie
3-przstanki autobusem. Poza tym w razie gdyby ona nie dawała rady bez
problemu mogłabym zapisać go do żłobka , bo jest ich tam sporo. Niestety mąż
nie chciał się zgodzić ponieważ chciał mieszkać bliżej rodziców którzy
mieszkają w Pruszkowie. Zamieszkanie w Pruszkowie z mojej strony nie
wchodziło w grę bo uważam że to stanowczo za daleko do mojej pracy.
Powiedziałam wiem że mogę się ostatecznie zgodzić na Ursus jeśli jego ojciec
czyli teść będzie przywoził mi dziecko. Niestety nie byłam przy ich rozmowie
w każdym razie mąż stwierdził że dziadek będzie przywoził wnuka. Niestety tak
się nie stało i obawiam się że mąż mnie oszukał wychodząc z założenia że
jakoś to się ułoży. Tak więc teraz non stop się kłócimy a raczej ja mówię czy
krzyczę że nie tak miało być. Ponieważ mąż ma taki rodzaj pracy że było z
góry wiadomo że może wracać późnym wieczorem i niestety ostatnio jest tak
coraz częściej. Już wcześniej miałam pretencję że wracał o 19.00 (ja w domu
jestem najpóźniej o 17.30) ale teraz od trzech tygodni to już przegięcie bo
przyjeżdża z małym nawet po 21.00 czyli nie widzę małego cały tydzień.
Niestety ja sama nie mogę go odbierać od dziadków bo nie mam samochodu a poza
tym nie stać nas na utrzymanie dwóch samochodów. W której awanturze mąż
wymyślił sobie że powinnam sama jeździć po małego do Pruszkowa i wracać
autobusem. Uważam że byłoby to za bardzo męczące dla tak małego dziecka
ponieważ w autobusach o tej porze jest okropny tłok a poza tym są straszne
korki. Tak więcja krzyczę i pytam się co mąż zamierza z tym robić ale
oczywiście on milczy i uważa że nie mam prawa się złościć. Jak przychodził po
19.00 i miałam pretensję to nawet wtedy twierdził że i tak jest wcześnie.
Uważa więc że nie mam prawa się złościć. W ostatni czwartek po środowej
awanturze wykrzyczałam mu przez telefon fakt straszne rzeczy , tak więc w
czwartek godzina 22.00 ich nie ma dzwonię więc do niego na komórkę i pytam
gdzie mały a mąż że u dziadków będzie spał bo on siedzi w pracy. Wściekłam
się strasznie bo nawet nie raczył mnie o tym poinformować,. Na moje pytanie
dlaczego nie zadzwonił odpowidział przecież ja też mogłam.I to cały mój mąż.
Chcąc jakoś to wreszcie przeciąć uznałam że zatrudnię osobę która będzie mi
małego przywozić od dziadków. Będzie to znacznie taniej niż zatrudnienie
opiekunki na cały etat a poza tym może wreszcie przestaniemy się kłócić.
NIestety mój mąż jest również wściekły na to. Nie chodzi tu nawet o te
pieniądze. Sama nie wiem tak naprawdę o co mu teraz chodzi, przecież wreszcie
miałby święty spokój. I teraz nie wiem co robić. Czy faktycznie wziąć tą
panią i mieć dziecko o 18.00 w domu czyli cały wieczór dla nas czy siedzieć
cicho i nie wszczynać awantury niezależnie od tego o której przyjadą co
wiadomo że nie wcześniej niż 19.30. Boję się że jak tak dalej będziemy na
siebie wrzeszczeć to skończy się rozwodem, bo on uważa że ja go nie rozumiem
bo przecież on musi zarabiać (ja też zarabiam i niewiele mniej od niego) a
ja że on nie potrafi zrozumieć że dla mnie ważne jest każde pół godziny
dłużej z dzieckiem. Proszę poradźcie mi coś bo oszaleję. Mało tego sama będę
musiała porozmawiać na ten temat z teściami bo on chyba się boi że ojciec
zrobi mu awanturę że obca baba będzie odbierać wnuka. Tak sądzę i też boję
się i zastanawiam się jak z nimi porozmawiać.
    • demarta Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 10:47
      skoro gwoździem do trumny jest odwożenie dziecka daleko i to powoduje spory, to
      zróbcie tak, żeby dziecko było bliżej domu i było łatwiej dostępne popołudniu.
      pozostaje opiekunka lub żłobek..., albo niech dziadek dojeżdża do was do domu i
      tam siedzi z bąblem.
    • monia145 Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 10:52
      Pamiętam Twój watek.....skoro sytuacja nadal jest taka patowa i niebezpiecznie
      ewoluuje w kierunku kryzysu w małżeństwie, zatrudnienie tej osoby, która
      przywoziłaby dziecko jest najlepszym pomysłem. Porozmawiaj z mężem,
      niedopuszczalne jest to, żeby to on decydował o wszystkim i trzymał Cię w
      szachu dzieki swoim humorom...
      • agnes0101 Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 11:42
        Niestety tak jak pisałam wcześniej (wiem że długi ten post więc może to
        umknęło) opiekunka już wogóle nie wchodzi w grę. To stanowczo za duży koszt
        zważywszy że musiałaby przychodzić na ok 10-11 h. Zresztą na taką propozcyję
        mój mąż rzucił do mnie: chyba sama będziesz płacić. Wiecie on jest pod dużym
        wpływem rodziców, nie tyle żebym coś do nich miała, ale u nich to niemalże
        tradycja rodzinna że wnukami zajmują się babcie, co zresztą robią z dużą
        miłością i zaangażowaniem. Więc zatrudnienie opiekunki to niemalże zdrada
        rodziców. Co do żłobka niestety też problem bo w tej dzielicy aby dziecko
        dostało się do żłobka należy je zapisywać będąc jeszcze w ciąży. Z kolei
        wożenie do centrum stojąc w korkach i w tłoku to jak dla mnie za duża męczarnia
        dla dziecka. Proszę tylko pomóżcie mi jakie jeszcze argumenty wysunąć by nie
        urazić dziecka i żeby naprawdę mnie zrozumieli, a nie potraktowali tego jako
        jakąś fanaberię czy kaprys z mojej strony. Zważywszy że też uważają że pracę
        trzeba szanować i w tej kwestii mąż wg nich jest czysty.
        • madziakan1 Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 11:50
          Szczerze mówiąc, wolałabym na twoim miejscu wracać z dzieckiem autobusem. Nie
          przesadzajmy, że to aż taka męczarnia. Wolałabym się przemęczyś i spędzać czas
          z dzieckiem. Setki ludzi nie ma samochodów i jakoś sobie radzą. A jak teść jest
          dobry, to może się zlituje i będzie was odwoziła do domu (dasz kasę na paliwo).
          Jak się bardzo chce to można wszystko, ale nie kzycz na męża tylko porozmawiaj
          o swoich uczuciach. Jeżeli cię kocha to zrozumie, że chcesz spędzać czas z
          dzieckiem. Postaraj się trochę dać coś z siebie! Nawe za cenę zmęczenia. Czas
          stracony jest nie do odzyskania!!
        • nisar Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 11:51
          Niestety, nie mogę zrozumieć, by normalnie myślący ludzie nie rozumieli, że
          matka nie może praktycznie nie widywać dziecka. Przykro mi ale zastanawiam sie,
          czy coś się za tym nie kryje.
          Na litość boską, jesteś matką i masz prawo decydować o tym, co będzie działo
          się z dzieckiem. A z Twoich wypowiedzi wyłania mi się obraz matki, która jest
          ostatnią osobą do decydowania o własnym dziecku. Najpierw głos ma mąż, potem
          dziadkowie, a Ty możesz się z tym ewentualnie zgodzić. A jak się nie zgadzasz
          to i tak to nikogo nie obchodzi.
          Jeśli chcesz próbować na spokojnie, to pojedź to teściów i spytaj ich jakie
          widzą rozwiązanie - może moglibyście spotykać się po drodze, wiesz, teść
          podwozi dziecko gdzieśtam skąd Ty możesz je w drodze z pracy odebrać. Spytaj
          teściów, czy uważają, że jeśli dziecko widzi matkę tylko rano i przed samym
          spaniem, to czy ich zdaniem nie jest to z krzywdą dla dziecka? Spróbuj coś
          wynegocjować, może właśnie "podrzucanie" dziecka gdzieś, skąd będziesz mogła go
          zabrać?
          Na litość, a kiedy masz bodaj pójść z nim do lekarza czy kupić buty przy takim
          układzie???
        • malila Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 12:25
          Moim zdaniem to Ty się już i tak wspięłaś na szczyty dyplomacji proponując
          rozwiązanie, które powinno zadowolić każdego. Tylko okazuje się, że ani Twój
          mąż, ani teściowie do kompromisów skłonni nie są i akceptują jedynie takie
          rozwiązania, które w pełni spełniają ich życzenia. Znaczy się - zlewają Cię tak
          naprawdę. Wcale nie jestem pewna, czy jakiekolwiek argumenty do nich trafią,
          skoro ten podstawowy, ze dziecko potrzebuje matki na codzień, do nich nie
          trafia. Najwyraźniej są przekonani, że są w stanie ją zastąpić i najwyraźniej
          bardzo im to pasuje.
          Propozycja, abyś to Ty jeździła samochodem, a Twój mąż komunikacją miejską jest
          bardzo dobry, ale czuję, że małż na to nie pójdzie i pewnie jeszcze się okaże,
          ze on musi dużo jeździć.
          A myślałaś o taksówce? Przy stałym zleceniu mogą być zniżki.
          • bri Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 13:55
            Ale przecież Autorka nie pisze ani słowa o żadnej dyplomacji względem teściów
            i/lub męża. Im się widocznie nie chce odwozić wnuka, mąż nie może bo późno
            wraca, jej się nie chce (męczyć dziecka). I co robi Autorka, żeby wyjść z tej
            patowej sytuacji? Drze się na męża. Bardzo dyplomatyczne. Bardzo!
          • mathiola Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 14:00
            > A myślałaś o taksówce? Przy stałym zleceniu mogą być zniżki.

            Mysle ze to nienajlepsza propozycja dla kogos, kto - jak pisze - nie moze
            pozwolic sobie na wynajecie osoby do opieki z racji finansow...
            • malila Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 14:28
              mathiola napisała:

              > > A myślałaś o taksówce? Przy stałym zleceniu mogą być zniżki.
              >
              > Mysle ze to nienajlepsza propozycja dla kogos, kto - jak pisze - nie moze
              > pozwolic sobie na wynajecie osoby do opieki z racji finansow...

              Wcale nie jestem przekonana. Agnes chce zatrudnić opiekunkę do przywożenia
              dziecka. Może się okazać, ze przywożenie dziecka taksówką będzie niewiele
              droższe.
    • mathiola Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 12:00
      Ja napisze tylko tyle - nie mamy samochodu, mam troje dzieci, z czego ostatnie
      to 4-miesieczne blizniaki.
      Uwierz mi - mozna z dzieckiem jezdzic komunikacja miejska i podmiejska i nie
      jest to meczace dla dziecka - bardziej dla rodzica. Ale skoro chcesz miec
      dziecko wczesniej w domu a inne rozwiazanie nie wchodzi w gre... Po prostu
      przestan wmawiac sobie ze sie nie da, no bo sie da. Naprawde. Inaczej nadal
      bedziecie sie klocic i wyrzucac sobie kto powinien i czyja to wina. A dziecko
      przez to cale dnie spedza czas z dziadkami zamiast nacieszyc sie mama. Jutro po
      prostu pojedz po dziecko autobusem i je sobie przywiez do domu. Ja bym tak
      zrobila.
    • made-in-china Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 12:07
      A dlaczego to nie Ty dysponujesz samochodem, tylko Twój mąż???
      Przeciez mozesz odebrac dziecko od dziadków wczesniej od niego, a on moze
      wrocic z pracy autobusem.
      Nie wyobrażam sobie niewidywania własnego dziecka, tylko dlatego, zeby nie
      sprawić przykrości dziadkom. Pospiesz sie, bo jak dziecko się zbuntuje i
      wybierze dziadków, to już nie odwrócisz sprawy. Nie będziesz go widywałą nawet
      w nocy jak śpi.
    • jomil Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 12:13
      napisałaś:
      "Niestety ja sama nie mogę go odbierać od dziadków bo nie mam samochodu a poza
      tym nie stać nas na utrzymanie dwóch samochodów."
      Może wobec tego niech mąż pomęczy się w autobusach a Ty korzystaj z samochodu i
      po drodze do domu odbieraj dziecko.
      Jak widzę Ty ustępujesz na każdym kroku a potem zżera Cię wewnętrzna niemoc bo
      przyjęte przez męża i teściów rozwiązania nijak nie odpowiadają potrzebom
      dziecka i Twoim. Postaw się, ale bez awantur i wrzasków bo to do niczego nie
      prowadzi.
    • fiftaszek Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 12:26
      A może porozmawiaj z teściem, żeby to on przywoził małego, a ty bedziesz mu
      dawać pienądze na paliwo? Nie wiem jakie masz układy z teściową, ale jeśli w
      miarę zdrowe, to spróbuj jej wytłumaczyć, że jest ci żle bez dziecka, może
      zrozumie.
      • malila Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 12:34
        Jeszcze mi przyszło do głowy, ze możesz powiedzieć, że dziecko źle znosi takie
        późne powroty do domu i takie długie rozstania z matką. Że źle zasypia, nie
        chce zasypiać, nie chce się rano rozstawać...
        • nisar Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 12:37
          "Jeszcze mi przyszło do głowy, ze możesz powiedzieć, że dziecko źle znosi takie
          późne powroty do domu i takie długie rozstania z matką. Że źle zasypia, nie
          chce zasypiać, nie chce się rano rozstawać..."

          He he, zaraz usłyszy, że dla dziecka to męczące, codzienne powroty do domu i
          lepiej by było, gdyby zabierali małego tylko na weekendy...
          • malila Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 13:16
            nisar napisała:

            > He he, zaraz usłyszy, że dla dziecka to męczące, codzienne powroty do domu i
            > lepiej by było, gdyby zabierali małego tylko na weekendy...

            I lepiej niech nie pyskuje, bo zostanie sama z problemem pt co zrobić z
            dzieckiem, kiedy mama musi pracowaćwink
    • lastka Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 12:45
      Wyjście pierwsze:
      1. Zabierasz mężowi samochód i niech mąż jeżdzi autobusami, w końcu jemu będzie
      wygodniej jak Wam.
      2.Po pracy jedziesz do dziadków i zabierasz małego i wracasz z nim do domu
      autobusen ( da się jeżdzę z małą od 1 roku jej życia a ma 2,5 roku i naprawdę
      doskonale dziecko sobie radzi w autobusach, uwierz mi jest tyle ciekawych
      rzecy)
      3. Jedziesz do dziadków i dziadek nie chcąc żeby mały się męczył w autobusie
      odwozi Was do domu.
      4 Jedziesz do dziadków i tam czekasz na powrót męża i razem wracacie do domu
      jak mała jest chora i siedzi u dziadków też tak robię.
      A wogóle to więcej astertywnoścvi nie zaszkodzi. To jest Twoje dziecko i męża i
      Wy o nim decydujecie a nie dziadkowie.
      Trzymaj się.
    • bri Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 13:05
      Jeśli dobrze rozumiem - mąż podjął pewne decyzje bez konsultacji z Tobą, ale
      zapewne w dobrej wierze. Mieszkasz tam skąd masz w miarę blisko do pracy,
      dziecko ma darmową opiekę u dziadków i mąż jeśli zdąży przywozi je do domu.
      Jedyny problem to przywożenie dziecka od dziadków w te dni kiedy on nie może
      wyjść wcześnie z pracy.

      Czy naprawdę warto z tego powodu stawiać na szali całe małżeństwo?

      Nawet jeśli czujesz sie bardzo rozżalona, z powodu decyzji męża - ugryź się w
      język i przestań się z nim kłócić. Z tego co piszesz widać, że to Ty się na
      niego wydzierasz zupełnie nie doceniając faktu, że mąż starał się zorganizować
      opiekę nad Waszym dzieckiem. Jeśli tak dalej pójdzie on przestanie się tym w
      ogóle interesować i ta sprawa będzie wyłącznie na Twojej głowie.
      • malila Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 13:20
        bri napisała:

        > Z tego co piszesz widać, że to Ty się na
        > niego wydzierasz zupełnie nie doceniając faktu, że mąż starał się
        zorganizować
        > opiekę nad Waszym dzieckiem.

        Myślę, że by go doceniła, gdyby postarał się bardziej i zorganizował dla
        dziecka opiekę tygodniową albo jeszcze lepiej jakby przeprowadził dziecko do
        swoich rodziców na stałe. Odpadłby wtedy kłopot z wcześniejszym wstawaniem i
        odwożeniem dziecka do dziadków. A rodzice wpadaliby do dziecka w niedziele i
        święta i zabierali do kina, teatru , na plac zabaw;->
        • bri Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 13:42
          Otóż obawiam się, że nawet wtedy by go nie doceniła. Wygląda po prostu na taką
          osobę, która przede wszystkim musi postawić na swoim.
          • suger_mouse Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 15:46
            Hmmm, to mógłby jeszcze tak zorganizować, żeby w ogóle dzieciaka nie widywała.
            Może wtedy by doceniła... jak myślisz, Bri?...
            • bri Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 15:54
              Może i jej mąż jest tyranem ale w takim razie ona jest idiotką, że się zgadza
              na jego tyranię. Prze rok siedziała cichutko i za dzieckiem nie tęskniła a
              teraz jej się zmieniło ale nadal sie boi cokolwiek zrobić, żeby to zmienić.
              Nawet jej się nie chce do teściów pojechać po pracy po dziecko. No doprawdy
              biedactwo...
      • sceptyczna1 Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 14:09
        "Nawet jeśli czujesz sie bardzo rozżalona, z powodu decyzji męża - ugryź się w
        > język i przestań się z nim kłócić."

        - i gryź się w ten język do srebrnego wesela. Mąż będzie zachwycony jaką ma
        potulną, realizującą jego pomysły żonę, Ty zaś z każdym rokiem będziesz
        bardziej sfrustrowana i pełna żalu, ale co tam kiedys pójdziesz za to do nieba.

        "Z tego co piszesz widać, że to Ty się na
        > niego wydzierasz zupełnie nie doceniając faktu, że mąż starał się
        zorganizować
        > opiekę nad Waszym dzieckiem. Jeśli tak dalej pójdzie on przestanie się tym w
        > ogóle interesować i ta sprawa będzie wyłącznie na Twojej głowie. " A gdzie to
        widać? Bo wg. mnie to facet kompletnie olał uczucia żony i matki w jednej
        osobie, żeby dogodzić swoim rodzicom .
        • bri Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 14:12
          Nie mówię, że ma się zamknąć całkiem. Ma się po prostu przestać z nim kłócić
          tylko zacząć szukać konstruktywnych rozwiązań tej sytuacji. Jeśli Twoim zdaniem
          kłótnia to jedyny sposób, żeby przekazać swojemu mężowi czego chcesz - to nie
          zdziw się, jeśli nigdy nie spełni on żadnego Twojego żądania.
          • mathiola Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 14:16
            Dla mnie, patrzacej z perspektywy widza, sytuacja wyglada tak: mama szuka
            potwierdzenia, ze to maz jest winny, namietnie kloci sie z nim o to, wyrzucajac
            mu, ze jej nie posluchal, maz nie pozostaje jej dluzny i na zlosc zostaje
            dluzej w pracy, nie odbierajac dziecka... A dziecko siedzi u dziadkow, nie
            widujac prawie wcale rodzicow i pozostajac jakby poza tym wszystkim, bo
            przeciez samo sie nie ubierze i nie przyjdzie do domu, zeby pobyc z mama...
            Zostawilabym rozstrzasanie kto jest winny, wzielabym tylek w troki i
            pojechalabym po dziecko. Po prostu.
            • bri Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 14:19
              Ja to widzę tak samo.
              • sceptyczna1 Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 14:34
                A ja nie, bo z tego co piszecie to pan mąż nie tylko nie dorósł do roli męża,
                ale i ojca, a wg. mnie to boli kobietę nawet bardziej niż lekceważenie własnej
                osoby, a dlaczego - bo od ojca swojego dziecka oczekuje się, że ZAWSZE będzie
                kierował się dobrem dziecka, a nie własnym egoizmem i wygodą. A dobrem dziecka
                w tym wypadku jest jego matka. I miał o tym pomyśleć zanim podjął takie a nie
                inne decyzje. A co do wzięcia tyłka w troki to zgadzam się w całości z mamą
                Wojtusia.
                • bri Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 14:41
                  O mężu tej pani dowiadujemy się czegokolwiek z jej dramatycznego opisu, w
                  którym odsądza go ona od czci i wiary.

                  Nie wiem czy to takie złe dla dziecka, że opiekują się nim kochający je
                  dziadkowie. W dodatku rodzice nie muszą za tą opiekę płacić; brać zwolnień
                  lekarskich w razie choroby itp. Moim zdaniem jej mąż całkiem nieźle to
                  załatwił. Nie dograli natomiast kwestii powrotów dziecka do domu ale ciężko tu
                  przypisywać winę tylko mężowi skoro mama nawet nie raczyła z teściami na ten
                  temat porozmawiać.

                  Moim zdaniem dobrem dziecka, jeśli już, jest oboje rodziców.
                  • sceptyczna1 Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 14:49
                    "Moim zdaniem dobrem dziecka, jeśli już, jest oboje rodziców." Oczywiście,
                    tylko powiedz mi gdzie w tym wszystkim jest ten tatuś? Bo z tego co widzę to
                    całą opiekę scedował na kochających, bo kochających, ale jednak dziadków i
                    żonę.
                    A dlaczego to mama ma na ten temat rozmawiać z teściami skoro to jej mąż
                    doprowadził do takiej sytuacji w jakiej się znaleźli - począwszy od wyboru
                    miejsca zamieszkania?
                    I jeszcze jedno - bardzo mi się nie podoba, że w jego mniemaniu ona nie ma
                    prawa do wyrażania własnych krytycznych uczuć wobec jego zachowania.
                    • bri Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 15:02
                      Znamy całą historię z jednej strony. Widać jednak, że Autorka scedowała opiekę
                      nad dzieckiem na dziadków tak samo jak mąż. Teraz jest awantura o to, żeby on
                      przywoził je do domu o takiej porze o jakiej ona sobie tego zażyczy.

                      Oczywiście, że powinni razem decydować. Dlatego skoro Autorce wątku tak sie nie
                      podobało wożenie do dziadków to powinna była reagować wcześniej.

                      Moim zdaniem ludzie w związku powinni z dużym umiarem wyrażać krytyczne uczucia
                      wobec zachowania partnera. Lepiej raczej mówić czego chcemy w sposób neutralny,
                      nie odnosząc się do zachowania partnera. Np. "Chciałabym więcej widywać swojego
                      synka. Bardzo za nim tęsknię kiedy nie widzę go cały dzień".

                      No chyba, że komuś zależy przede wszystkim na tym, żeby zrobić awanturę i w
                      dodatku mieć w niej ostatnie słowo.
                      • malila Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 15:11
                        bri napisała:

                        > Teraz jest awantura o to, żeby on
                        > przywoził je do domu o takiej porze o jakiej ona sobie tego zażyczy.
                        >
                        > Oczywiście, że powinni razem decydować. Dlatego skoro Autorce wątku tak sie
                        nie
                        >
                        > podobało wożenie do dziadków to powinna była reagować wcześniej.

                        Bri, autorka wyraźnie napisała, że nie tyle scedowała opiekę nad dzieckiem na
                        teściów, ile zgodziła się na nią pod warunkiem, że teść będzie przywoził jej
                        dziecko. I teraz chodzi jej o to, że albo mąż ją okłamał, albo teść oszukał.
                  • malila Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 15:06
                    bri napisała:

                    > Nie wiem czy to takie złe dla dziecka, że opiekują się nim kochający je
                    > dziadkowie.

                    Tak, to źle dla dziecka, kiedy opiekę nad nim niemal w całości przejmują
                    dziadkowie.

                    > Moim zdaniem jej mąż całkiem nieźle to
                    > załatwił.

                    Mąż to SOBIE całkiem nieźle załatwił. Bo ma z głowy zarówno dziecko, jak i
                    swoich rodziców.

                    Nie dograli natomiast kwestii powrotów dziecka do domu ale ciężko tu
                    > przypisywać winę tylko mężowi skoro mama nawet nie raczyła z teściami na ten
                    > temat porozmawiać.

                    Teściowie nie są dla niej partnerem do dyskusji na temat tego, jak rodzice
                    zajmą się swoim dzieckiem. Partnerem jest jej mąż.
                    • bri Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 15:24
                      To ona już nawet nie może porozmawiać z teściami o wychowaniu własnego dziecka?
                      W ogóle się ma do nich nie odzywać? Nie rozumiem tego.
    • malenkajalenka Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 13:09
      nie powinna bylas sie w ogole zgadzac, zeby tam zamieszkac
      • mathiola Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 13:13
        no tak, to teraz niech sie moze pochlasta. Albo wyprowadzi od meza.
    • bri Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 13:18
      Nie rozumiem tu czegoś. Nie możesz sama wychodząc z pracy zadzwonić do teściów
      i powiedzieć, że już wychodzisz i uzgodnić z nimi czy oni przywiozą małego czy
      Ty masz po niego pojechać? Nie możesz ustalić z mężem, że to on będzie jeździł
      do pracy autobusem, żebyś Ty mogła dziecko sama odbierać od dziadków skoro
      autobusem Ci się nie chce?

      Nie wierzę, że teściowie nie zrozumieją, że chcesz się sama zajmować synkiem po
      powrocie z pracy jeśli im o tym normalnie powiesz.

      Widzę co najmniej kilka wyjść z tej sytuacji. Ale zdaje się, że Tobie chodzi
      przede wszystkim o kwestie "kto ma rację - ja czy mąż" a nie o jakieś
      rozwiązanie.
      • miedzymorze Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 13:44
        Może jeszcze być taka opcja, że dziadek lub babcia przyjeżdzają do Was do domu zajmowac się dzieckiem.
        Poza tym jeśli dziecko nie ma 4 lat (czyli teoretycznie mogłabyś być na wychowawczym) to masz prawo uzgodnić z pracodawcą obniżenie wymiaru zatrudnienie z całego etatu na np. 3/4 (ale nie mniej niż 1/2) wtedy zabierz mężowi auto i możesz jeździć po malucha.

        pozdr,
        mi
    • bri Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 13:58
      Piszesz, że nie chcesz sama przywozić dziecka komunikacją miejską od dziadków
      bo to męczące dla dziecka. Co więc zmieni opiekunka, która też zapewne będzie
      je wozić komunkacją?
      • agnes0101 Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 14:49
        1. Opiekunka będzie przywozić małego własnym samochodem
        2. Mężowi samochodu nie mogę zabrać gdyże dla niego samochód jest poniekąd
        narzędziem pracy
        3. Dziadkowie nigdzie nie dowiozą mi dziecka po drodze, bo bardzo ciężko byłoby
        to zgrać , a poza tym usłyszałabym że za dużo wymagam , doskonale go sam, bo
        jest chory, bo nogi bo bolą etc zawsze coś wymyśli, zresztą niby kochający
        dziadek a wszelkie obowiązki spadają na teściową. Kolejna sprwa: od lat nie
        rusza się z Pruszkowa
        4. Do nas również babcia nie przyjedzie, bo dziadek musi na określoną godzinę
        mieć obiad etc, poza tym jest jeszcze prababcia (92 lata) którą również mają
        pod opieką
        5. Jasne że autobusem ewentualnie mogłabym z małym przyjeżdźać tyle tylko że
        połowę tego naszego czasu spędzalibyśmy mimo wszystko w komunikacji ,więc
        prawie na jedno by wyszło. Poza tym zapłacenie za ten dowóz to nie takie
        duże pieniądze, więc mogę sobie kosztem czegoś innego na to pozwolić
        6. Chyba "bri" (przepraszam jeśli się mylę) zarzuca mi że tylko wymagam i
        wrzeszczę na męża. Tu się mylisz i to bardzo. Naprawdę bardzo długo to
        znosiłam, robiłam obiadki, sprzątałam , prałam i co najwyżej od czasu do czasu
        gdy wyraźnie przegiął zrobiłam awanturę. Generalnie jednak zwykle staram się
        najpierw rozmawiać, więc od roku spokojnie prosiłam i pytałam czy widzi jakieś
        rozwiązanie z tej sytuacji, absolutnie nie krzycząc. Mało tego jestem osobą
        która mimo wszystko dąży do ugody i nawet jeśli krzyknę czasami, staram się
        później zachowywać normalnie i próbuję dojść do porozumienia. Teraz również
        wiedząc , zresztą nawet sam nie raczył mi powiedzieć tylko sama się zaptyałam
        jak długo jeszcze będzie tak późno przychodził, że tak będzie coraz częściej
        prosiłam go spokojnie niech to przemyśli i powie jakie widzi rozwiązanie.
        Niestety nie znalazł i zresztą zaczął jak ognia unikać tego tematu, dlatego
        więc sama postanowiłam rozwiązać tą sprawę.



        • bri Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 15:20
          Czy z mężem rozmawiasz tak samo jak z dziadkami: "nie pytam bo znam odpowiedź"?

          Nie znam Twojego małżeństwa więc możesz wszystkie moje opinie tutaj zlekceważyć
          bo są oparte tylko na jednym poście. Mogą być z gruntu fałszywe.

          Jednak dam Ci parę rad, których możesz posłuchać lub nie.

          Po pierwsze: nigdy nie zakładaj, że znasz odpowiedź. (piszesz, że nawet nie
          pytałaś teściów czy mogą Ci odwieźć dziecko bo wiesz co usłyszysz). Z
          mężem "rozmawiasz" tak samo?

          Po drugie: zawsze wypowiadaj na głos swoje życzenia. Piszesz, że czekałaś rok!
          I nie widywałaś przez ten czas swojego dziecka???

          Po trzecie: mówiąc czego chcesz nie odnoś się do zachowania męża, mów o efekcie
          finalnym. Np. "Tęsknie za naszym synkiem. Chciałabym, żeby był już w domu kiedy
          wracam z pracy" a nie "Chciałabym, żebyś go przywoził wcześniej". Nie mnóż
          rozwiązań. Daj mężowi pomyśleć jak to załatwić. Nie musisz też tego powtarzać
          parę razy. Jeśli powiesz to w spokojnym momencie kiedy wiesz, że Cię słyszy nie
          będziesz musiała mówić tego w kółku. Jeśli minie jakiś czas a on nic nie zrobi
          będziesz musiała zająć się tą sprawą sama. Unikniesz awantury, która nie jest
          miła dla nikogo a efekt będzie dokładnie ten sam. Teraz się awanturujesz a
          sprawa nie jest załatwiona. Myślę też, że jeśli wypowiesz swoje życzenie w ten
          sposób jest większe prawdopodobieństwo, że mąż zechce je spełnić.

          Po czwarte: nie rób tego na co nie masz ochoty (dla swojego męża). Naprawdę.
          Założe się, że on woli sam sobie zrobić coś do zjedzenia niż słuchać potem od
          Ciebie jak się dla niego poświęcasz i jak on tego nie docenia. Jesteś to winna
          tez samej sobie. Nikt za Ciebie nie zadba o Twoje potrzeby. Jesteś zmęczona i
          masz okazję - odpocznij. Mąż może sam sobie uprać, uprasować i zrobić coś do
          jedzenia.

    • sceptyczna1 Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 14:23
      Może sie mylę, ale dla mnie problem dowozu dziecka jest problemem wtórnym.
      Zasadniczym jest postawa męża nieliczącego się kompletnie ze zdaniem żony, co
      każdy przyzna jest lekceważące i frustrujące, podejmującego na własną rękę
      decyzje, których konsekewncje ponosi nie kto inny tylko żona("mąż
      > wymyślił sobie że powinnam sama jeździć po małego"). No cóż, ja niczego nie
      uzgadniałabym z teściami, bo od tego jest Twój mąż - najwyższa pora byłoby
      dorosnąć i zachowywać jak ojciec rodziny a nie jak maminsynek. Skoro sam
      nawarzył piwa to niech je sam wypije("obawiam się że mąż mnie oszukał wychodząc
      z założenia że
      > jakoś to się ułoży"). Na litość boską to jest Twoje dziecko i jeżeli uważasz,
      że zatrudnienie pani do przywożenia dziecka jest dobrym rozwiązaniem to to zrób
      bez oglądania się na męża i teściów("ja też zarabiam i niewiele mniej od
      niego"). Owszem, nie krzycz na męża, ale zastanów się na czym naprawdę Ci
      zależy, co chcesz uzyskać , pomyśl jak to osiągnąć, przedstaw pomysł mężowi - i
      konsekwentnie go realizuj bez oczekiwania na jego zgodę czy aprobatę.
      Pozdrawiam serdecznie.
    • mama_wojtusia2 woziłam dziecko do niani w Pruszkowie 02.10.06, 14:24
      Mieszkam w Pruszkowie. Kupiliśmy mieszkanie na innym osiedlu. Z jednego
      sie musieliśmy wyprowadzić a do drugiego nie mogliśmy sie jeszcze
      wprowadzić. Prze dwa miesiące mieszkaliśmy przy Hicie (teraz tesco) na
      górczewskiej. Rano mąż zawoził dziecko do Pruszkowa a po pracy ja go odbierałam.
      Do pracy wychodziłam o 7 rano a wracałam do domu z dzieckiem po 19! Mały
      oczwyście po drodze zasypiał i wieczorem latał do 23, bo mu sie spać
      nie chciało. Ja chodziłam po ścianach ze zmęczenia, schudłam 5 kilo (a myślałam,
      że chudzi już nie chudną). To było okropne!
      Nie wyobrażam sobie, żeby autorka listu miała po pracy jeździć do Pruszkowa
      po dziecko! Pociągi i szybka kolej jeździ faktycznie często i bezkorkowo. Dwa
      razy w tygodniu można sie przejechać. Każda z nas po pracy ma coś do zrobienia
      w domu: zakupy, pranie, sprzątanie, gotowanie. A kiedy agens ma to zrobiś
      skoro musi jeździć po synka do Pruszkowa?
      Nie dziwię się, że ma pretensje do męża. On nie pali sie do rozwiązania problemu
      a wszystkie jej propozycje są dla niego nie do przyjęcia. Więc chłopak
      nie robi nic aby to zmienić.
      Jeżeli agnes za zaufanie do obcej osoby, aby woziła jej synka to pomysł jest
      dobry. Jeżeli nie to moze chociaz raz synka przywiozą dziadkowie a raz pojedzie
      po niego mama. A moze co drugi dzień dziadek zostałby z wnuczkiem w domu?
      • iljana Re: woziłam dziecko do niani w Pruszkowie 02.10.06, 15:12
        całkowicie się zgadzam z postem mamy_wojtusia. Wstępnie doczytałam się ze
        mieszkacie lub dziadkowie mieszkają w Ursusie.. i zaczęłam się zastanawiać
        czemu osoby wypowiadające się, obruszają się na to ze nie chcesz jechać w
        korkach. Teraz wiem że chodzi o Pruszków. Ale wszystko jedno. Oba te miejsca to
        koszmar. Wiem bo jeżdże i do ursusa i do pruszkowa prawie codziennie w
        godzinach "po pracy" i na litość boską, w tych korkach można młodość stracić!
    • kleo_mini Do agnes0101 02.10.06, 14:41
      pisałaś, że była też inna możliwość, tzn. kupienie mieszkania blisko Twojej
      cioci, która już się Twoim dzieckiem zajmowała i od której mogłabyś bez problemu
      dziecko odbierać. Pisałaś też, że w razie potrzeby mogłabyś Małego bez trudu
      zapisać do żłobka.

      czy jedynym argumentem na rzecz tej a nie innej lokalizacji nowego mieszkania
      jest fakt, że rodzice Twojego męża blisko mieszkają? dla Ciebie to źródło
      niezłych problemów, których można byłoby uniknąć.

      nie mogliście się dogadać, nie próbowałaś męża przekonywać?
      • eni.s Re: Do agnes0101 02.10.06, 15:07
        Na Twoim miejscu zrobilabym tak:
        codziennie rano woziłabym dziecko ze soba i w miejscowosci w ktorej pracuje
        zostawiala je w zlobku lub u cioci, jesli nadal mialaby ochote sie nim
        zajmowac, nie interesowaloby mnie co mysli o tym tesciowa bo w tym wypadku
        liczylo by sie dobro moje i dziecka, a nie humory babci. Jesli babcia, dzadek,
        maz czy ktokolwiek inny mialby jakies objekcje co do mojego pomyslu
        powiedzialabym ze nie mam nic przeciwko aby dzecko zostawalo u babci jesli po
        mojej pracy bedzie w domu o odpowiedzniej porze.
        pozdrawiam
        • iljana Re: Do agnes0101 02.10.06, 15:13
          To rozwiązanie i mnie sie podoba... czy tak nie możesz postąpic?
        • agnes0101 Re: Do eni.s 02.10.06, 15:43
          Opcja ciocia czy żłobek wchodziła tylko wgrę gdybyśmy mieszkali tam gdzie
          chciałam pierwotnie, czyli w jej dzielnicy, teraz z kolei wożenie tam to
          zarówno w 1-ą lub 2-ą stronę to ok. 1h- do 1,5 h jazdy więc niestety odpada. No
          nic, zadzwoniłam do teściów powiedzieć że dzisiaj sama przyjeżdżam po małego
          więc odezwę się do Was jak wrócę do domu po rozmowie. Mam nadzieję że mnie nie
          zlinczują.
      • agnes0101 Re: Do agnes0101 02.10.06, 15:15
        Próbowałam owszem przekonać do innej lokalizacji, z punktu infrastruktury i
        ogólnej logistyki znacznie lepszej, ale nic to nie dało. Fakt ustąpiłam, bo mu
        uwierzyłam że będzie tak jak obiecał. Poza tym po części go rozumiałam że chce
        być bliko rodziców, wiadomo że kiedyś trzeba pewnie będzie im pomagać. Choć
        teraz wiem że to był błąd bo wkońcu w dobie samochodów z przejazdem w tą czy we
        wtą nie ma większych problemów. No ale się stało jak się stało i w tej kwestii
        nie ma co już dyskutować. Muszę teraz sama jakoś to rozwiązać.
    • suger_mouse Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 15:42
      Kleo_mini ma rację! Zwróćcie uwagę, że autorka wątku proponowała rozwiązanie,
      przy którym w ogóle nie doszło by do problemu: mieszkanie w miejscu, gdzie
      dzieckiem mogłaby zająć się ciocia Agnes mieszkająca obok, lub Agnes mogłaby
      oddać małego do żłobka.

      Problem pojawił się, bo mąż Agnes uparł się, aby mieszkać blisko jego rodziców.

      Dla mnie z opowieści Agnes aż śmierdzi krecią robotą teściów, którym zachciało
      się mieć synka pod ręką i wychowywać jego dziecko. Natomiast mąż Agnes to
      mamisynek, który dobro żony i dziecka stawia na drugim miejscu, a zdanie żony
      dla niego się nie liczy. Dziewczyna musi byc anielsko cierpliwa i wyrozumiała,
      że nie mówi tego wprost.

      Ale poczytajcie uważnie od samego początku:
      "mój mąż nie chciał się zgodzić na opiekunkę gdy wrócłam do pracy"
      "ustaliliśmy teoretycznie wspólnie, choć oczywiście pod jego naciskiem, że
      wnukiem będą zajmować się jego rodzice"
      "mąż stwierdził że dziadek będzie przywoził wnuka. Niestety tak się nie stało i
      obawiam się że mąż mnie oszukał"
      "on [mąż Agnes] chyba się boi że ojciec zrobi mu awanturę że obca baba będzie
      odbierać wnuka"

      Dla męża Agnes najważniejsze jest, żeby mamusia i tatuś byli zadowoleni.
      Przecież facet od poczatku wiedział, że będzie wracał późno z pracy i będa
      problemy z odbieraniem dziecka.

      Moja rada dla Agnes: bez względu na koszty, zatrudnić opiekunkę. Jak Twój mąż
      będzie protestował, przypomnij mu, że obecny problem powstał z jego winy, zatem
      teraz Ty podejmiesz decyzję; jak powie znowu o "tradycji rodzinnej", zgodnie z
      którą wnukami zajmują się dziadkowie, powiedz mu o Twojej tradycji rodzinnej, w
      której mężowie liczą się ze zdaniem żon.
      • bri Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 15:51
        Jeśli tak jest to czemu ona to znosi? Żeby móc się nad sobą użalać??? W końcu z
        tego, co pisze sama też przewidywała, że będą problemy z przywożeniem dziecka
        do domu.
        • suger_mouse Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 16:00
          Zgodziła się pod warunkiem, że dziadek będzie odwoził wnuka!
          • bri Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 16:04
            Cytat z autorki: "3. Dziadkowie nigdzie nie dowiozą mi dziecka po drodze, bo
            bardzo ciężko byłoby
            to zgrać , a poza tym usłyszałabym że za dużo wymagam , doskonale go sam, bo
            jest chory, bo nogi bo bolą etc zawsze coś wymyśli, zresztą niby kochający
            dziadek a wszelkie obowiązki spadają na teściową. Kolejna sprwa: od lat nie
            rusza się z Pruszkowa"
            • suger_mouse Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 16:13
              "Powiedziałam wiem że mogę się ostatecznie zgodzić na Ursus jeśli jego ojciec
              czyli teść będzie przywoził mi dziecko. Niestety nie byłam przy ich rozmowie
              w każdym razie mąż stwierdził że dziadek będzie przywoził wnuka. Niestety tak
              się nie stało i obawiam się że mąż mnie oszukał wychodząc z założenia że
              jakoś to się ułoży."
              • bri Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 16:16
                No. Nie uważasz, że zaprzecza sama sobie?
                • magi104 Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 22:49
                  Agnes, no i jak?? Chyba cię jednak zlinczowali, skoro nic nie piszesz tongue_outtongue_out
    • triss_merigold6 Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 16:10
      Za długie to wszystko. Ja bym zrobiła tak jak ja chcę, bez oglądania się na
      teściów i męża. I postawiłabym na swoim w kwestii lokalizacji mieszkania.
    • sir.vimes Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 02.10.06, 23:03
      Czy to mieszkanie można sprzedać? I kupić inne, położone w odpowiadającej ci
      okolicy? Ja zrobiłabym właśnie tak - twoja sytuacja jest nie do
      pozazdroszczenia. W innej okolicy odzyskasz poczucie panowania nad swoim życiem
      i będziesz mogła korzystać z pomocy ciotki.
      • agnes0101 Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 03.10.06, 09:56
        Hey, jeszcze raz dzięki wszystkim za wsparcie, a nawet za bardziej negatwyne
        posty które również dają mi wiele do myślenia. Najpierw odpowiedź na ostatnie
        pytanie: sprzedaż mieszkania nie wchodzi absolutnie w grę, prędzej chyba byśmy
        się rozwiedli. Co do rozmowy z teściami. Nie było tak źle. Powiedziałam wprost,
        że ponieważ nie mogę dogadać się ostatnio z ich synem w kwestii powrotu z
        dzieckiem do domu , a mam już dość czekania na nich do późna wieczora,
        rozbierania do spania zaspanago dziecka, etc postaniowiłam coś z tym zrobić.
        Mam dwie propozycje które rozważam. Autobus nie wchodzi jednak w grę mimo że
        jest najbliżej bo ode mnie z pracy do Pruszkowa to ponad 1,5 h jazdy. Tak więc
        pozostaje pociąg, pod warunkiem że będą mi dowozić czy przyprowadzać małego (20-
        25min na piechotę) do pociągu i oczywiście jeżeli za długo nie będziemy czekać
        na pociąg powrotny. O dziwo bez większego ociągania przystali na to.
        Powiedziałam jednak że jeśli to nie wypali , znalazłam osobę która będzie
        przywozić mi małego samochodem. I tu się zaczęło, bo teść strasznie się
        oburzył, powiedział że on absolutnie nie odda dziecka obcej babie etc.
        POwiedział więc że skoro tak to pozostaje mi wynajęcie opiekunki która zresztą
        też jakby nie patrzeć będzie obcą kobietą. Dodałam jednocześnie że z drugiej
        strony to nie wiem jaka dokońca jest prawda, ale podejmując decyzję o kupnie
        mieszkania , a raczej lokalizacji pod naciskiem męża zgodziłam się że
        zamieszkamu tu bo obiecał że dziadek będzie przywoził wnuka. Tak więc jak
        mniemam było to kłamstwo. I wzasadzie na tym się temat skończył co potwierdziło
        moje przypuszczenia o kłamstwie. Tak więc ostatecznie zrobię tak jak będę
        uważała że będzie najwygodniej a oni raczej nie będą już się wtrącać. Problem
        jednak został czyli mój mąż. Zapytałam się go dlaczego mnie okłamał czy ma coś
        na usprawiedliwienie, czy jest w stanie mi to wytłumaczyć. Odpowiedział
        tylko: "a co to by zmieniło". Czyli teoterycznie zakładał że i tak postawiłby
        na swoim. Stwierdzam jednak że pokazał tylko że jest tchórzem,. bo skoro byłoby
        inaczej od razu powiedziałby mi że nie rozmawiał z ojcem. Mimo wszystko
        próbowałam z nim rozmiawiać spokojnie. Powiedziałam mu że w ten sposób rozwala
        nasze małżeństwo etc. Zaczął oczywiście się wówczas użalać, że on haruje cały
        dzień w praca a ja biednego nie potrafię zrozumieć tylko mu dokopuję, etc.
        Powiedziałam więc że ja i tak długo byłam wyrozumiała, że mimo iż podświadomie
        wiedziałam że nie rozmawiał z ojciec to i tak się ostatecznie zgodziłam tu
        mieszkać by był bliżej rodziców. Ale niestety on nie potrafi tego uszanować, bo
        jeżeli ktoś sam sobie nawarzył piwa powinien starać się jakoś wszystko
        naprawić. Niestety obawiam się że moje wywody nic nie dały, nadal jest
        obrażony, nie rozmawia ze mną , nawet nie próbuje dojść do porozumienia.
        Uparcie trzyma się tego co wykrzyczałam mu w czwartek. To fakt ten jeden jedyny
        raz postąpiłam ostro i być może trochę za dużo powiedziałam, ale uwierzcie i
        tak długo wszystko znosiłam . Tak wiec ostatatecznie z teściami będzie ok , ale
        co z mężem, aż się boję
        • bri Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 03.10.06, 10:54
          Cieszę się, że nastąpił jakiś postęp! Mężowi nie rób już więcej wyrzutów, ta
          jedna rozmowa naprawdę wystarczy. Skup się teraz na sobie i odzyskanym świeżo
          synku.
    • tatinka123 Re: Kto ma rację - ja czy mąż późny powrót z dzie 03.10.06, 13:53
      mój mąż tez takich numerów próbował i zapytałam się dlaczego robi ze mnie
      idiotkę? i czy on by się też dobrze czuł w takiej sytuacji.Jezeli nie totrze to
      zrób tak samo zatrudnij kobitke z samochodem bez uzgadniania i finito. Twoje
      dziecko i ty decydujesz na pierwszym miejscu koniec kropka. Też sie czesto
      spieram z mężem o różne rzeczy i potem w duchu musi mi przyznac racje nikt nie
      rozumie lepiej dziecka niz matka i nikt nie jest dla malucha tak bliski.
      Olałabym gościa z pępowinką bo tylko awanturki i kłótnie.
Pełna wersja