agnes0101
02.10.06, 10:41
Pisałam już kiedyś o tym, ale wasze rady na niewiele się zdały. Zacznę od
początku. Z racji tego że mój mąż nie chciał się zgodzić na opiekunkę gdy
wrócłam do pracy ustaliliśmy teoretycznie wspólnie, choć oczywiście pod jego
naciskiem, że wnukiem będą zajmować się jego rodzice. Tzn. były dwie opcje w
zależności od tego gdzie kupimy mieszkanie. Ja wolałam zamieszkać na innym
osiedlu niż mój mąż wolał ponieważ po 1-wsze mały mógł być u mojej cioci
która zreszta zajmowała nim się przez pół roku, ja wtedy po drodze z pracy
bez problemu mogłabym go odbierać bo od niej na to osiedle miałabym zaledwie
3-przstanki autobusem. Poza tym w razie gdyby ona nie dawała rady bez
problemu mogłabym zapisać go do żłobka , bo jest ich tam sporo. Niestety mąż
nie chciał się zgodzić ponieważ chciał mieszkać bliżej rodziców którzy
mieszkają w Pruszkowie. Zamieszkanie w Pruszkowie z mojej strony nie
wchodziło w grę bo uważam że to stanowczo za daleko do mojej pracy.
Powiedziałam wiem że mogę się ostatecznie zgodzić na Ursus jeśli jego ojciec
czyli teść będzie przywoził mi dziecko. Niestety nie byłam przy ich rozmowie
w każdym razie mąż stwierdził że dziadek będzie przywoził wnuka. Niestety tak
się nie stało i obawiam się że mąż mnie oszukał wychodząc z założenia że
jakoś to się ułoży. Tak więc teraz non stop się kłócimy a raczej ja mówię czy
krzyczę że nie tak miało być. Ponieważ mąż ma taki rodzaj pracy że było z
góry wiadomo że może wracać późnym wieczorem i niestety ostatnio jest tak
coraz częściej. Już wcześniej miałam pretencję że wracał o 19.00 (ja w domu
jestem najpóźniej o 17.30) ale teraz od trzech tygodni to już przegięcie bo
przyjeżdża z małym nawet po 21.00 czyli nie widzę małego cały tydzień.
Niestety ja sama nie mogę go odbierać od dziadków bo nie mam samochodu a poza
tym nie stać nas na utrzymanie dwóch samochodów. W której awanturze mąż
wymyślił sobie że powinnam sama jeździć po małego do Pruszkowa i wracać
autobusem. Uważam że byłoby to za bardzo męczące dla tak małego dziecka
ponieważ w autobusach o tej porze jest okropny tłok a poza tym są straszne
korki. Tak więcja krzyczę i pytam się co mąż zamierza z tym robić ale
oczywiście on milczy i uważa że nie mam prawa się złościć. Jak przychodził po
19.00 i miałam pretensję to nawet wtedy twierdził że i tak jest wcześnie.
Uważa więc że nie mam prawa się złościć. W ostatni czwartek po środowej
awanturze wykrzyczałam mu przez telefon fakt straszne rzeczy , tak więc w
czwartek godzina 22.00 ich nie ma dzwonię więc do niego na komórkę i pytam
gdzie mały a mąż że u dziadków będzie spał bo on siedzi w pracy. Wściekłam
się strasznie bo nawet nie raczył mnie o tym poinformować,. Na moje pytanie
dlaczego nie zadzwonił odpowidział przecież ja też mogłam.I to cały mój mąż.
Chcąc jakoś to wreszcie przeciąć uznałam że zatrudnię osobę która będzie mi
małego przywozić od dziadków. Będzie to znacznie taniej niż zatrudnienie
opiekunki na cały etat a poza tym może wreszcie przestaniemy się kłócić.
NIestety mój mąż jest również wściekły na to. Nie chodzi tu nawet o te
pieniądze. Sama nie wiem tak naprawdę o co mu teraz chodzi, przecież wreszcie
miałby święty spokój. I teraz nie wiem co robić. Czy faktycznie wziąć tą
panią i mieć dziecko o 18.00 w domu czyli cały wieczór dla nas czy siedzieć
cicho i nie wszczynać awantury niezależnie od tego o której przyjadą co
wiadomo że nie wcześniej niż 19.30. Boję się że jak tak dalej będziemy na
siebie wrzeszczeć to skończy się rozwodem, bo on uważa że ja go nie rozumiem
bo przecież on musi zarabiać (ja też zarabiam i niewiele mniej od niego) a
ja że on nie potrafi zrozumieć że dla mnie ważne jest każde pół godziny
dłużej z dzieckiem. Proszę poradźcie mi coś bo oszaleję. Mało tego sama będę
musiała porozmawiać na ten temat z teściami bo on chyba się boi że ojciec
zrobi mu awanturę że obca baba będzie odbierać wnuka. Tak sądzę i też boję
się i zastanawiam się jak z nimi porozmawiać.