kwiat_wrzosu
02.10.06, 13:38
Jak to jest właściwie? Jak wchodzę na forum "Kuchnia", to mam wrażenie, że
jestem - o taka malutka. Jest tam grupka zapaleńców, którzy wyczyniają w
kuchni niesamowite rzeczy. Ja przy swoim doświadczeniu, zapale i
umiejętnościach mam wrażenie, że im do pięt nie dorastam - a muszę
powiedzieć, że zdaniem całej mojej rodzinki z teściową na czele świetnie
gotuję. O mężu w ogóle nie wspominając, bo jemu w ogóle tylko w domu smakuje.
A jak pogadam ze znajomkami, to się czuję drugą Nigellą czy innym Pascalem
Większość koleżanek przyrządza głównie schabowe z frytkami z zupą pomidorową
na przemian. Pierogów takich na przykład nie robiły nigdy w życiu. Ostatnio
jedna wyraziła szczere zdziwienie, że kopytka robi sie z ziemniaków! A już
pyzy czy kluseczki śląskie - czarna magia! No, naleśniki - to owszem,
częściej, dzieci tak lubią, że się trzeba było naumieć.
Gołąbki takie na przykład to lubią wszyscy. Ale jadają je tylko wtedy, jak
miłościwie babcia zrobi. Tyle, że babcie wieczne nie są...
Mam też sporo koleżanek, które nigdy w życiu nie spróbowały upiec ciasta. I
szczerze mówiąc, żal mi ich dzieci, gdy patrzę, jak moje węszą koło
piekarnika, w którym sie piecze szarlotka. Albo jak wykrawają ciasteczka
(średnio co trzeci dzień, ukochane zajęcie) i potem pałaszują.
Tak się zastanawiam, może to po prostu wstyd umieć gotować i się do tego
przyznawać? Czyżby fakt, że się to robić umie i lubi, klasyfikował człowieka
do grupy tych, co to nic innego nie umieją? Czyli kucht - i nic więcej?
Bo muszę też zauważyć, że wiele osób obwieszcza " nie umiem gotować" takim
tonem, jakby je to nobilitowało.
A jakie mamy przeważają na tym forum?