monia145
05.10.06, 14:57
Jestem feministką- taką opinię o mnie wydała koleżanka w pracy, dowiadując
się, że mój mąż w domu sprząta, gotuje i zmywa

))No parsknęłam smiechem, bo
pomijając fakt, że rzeczywiscie jestem feministką, to zawsze uważałam, że na
to miano trzeba sobie troche inaczej zasłuzyć niz wybierając na męża
normalnego faceta.....Dla mnie feministka to kobieta ŚWIADOMA- swojej
wartości, jako członka społeczeństwa, świadoma swoich praw, nie pozwalajaca
się wykluczyć z pewnych obszarów życia tylko z powodu płci.
Nie zmuszam do niczego swojego faceta, nie prowadze wojny w imieniu
równouprawnienia i poprawności politycznej- ale dostaję rozstroju zołądka,
kiedy słyszę o "naturalnym porządku rzeczy", "prawdziwej naturze mężczyzny"
czy "powołaniu kobiety". Nie palę gorsetów, za to bardzo kocham facetów.
Jestem feministką- nie- walczącą, demonstrujacą, raczej taką siłaczką na
własnym podwórku- od podstaw wszystko się zaczyna......
A w Was, ile jest z feministki?