macierzyństwo to pułapka...

12.10.06, 09:36
pułapka natury , instynktu , ewolucji.... Większość kobiet pragnie mieć
dzieci , pragnie tym mocniej im dłużej musi się o nie starać. Niesamowity
jest instynkt który każe nam dążyć do przedłużenia gatunku.Bo nie oszukujmy
się-mimo wielu racjonalnych powodów domunującym jest głęboko ukryta , nie do
końca uświadamiana , atawistyczna chęć posiadania potomstwa.

Ciekawa jestm ile kobiet , które maja juz dzieci czuje się macierzyństwem
rozczarowana?
Bo ja niestety tak.
Przy czym ,żeby uprzedzić potencjale uwagi-jesteśmy z mężem osobami
odpowiedzialnymi i zdecydowaliśmy sie na dziecko w pełni świadomie.
Nie udawało sie od razu i trochę czasu upłyneło zanim dowiedzieliśmy się ,że
będziemy rodzicami.
Nie miałam wyidealizowanego obrazu macierzyństwa-wiedziałam ,że to cięzka
praca , nieprzespane noce , rezygnacja z własnych potrzeb ,ale miałam
nadzieje ,że ten przysłowiowy bezzębny uśmiech pozwoli mi zapomniec o
wszystkim innym.
Ale wiecie co? Nie pozwolił.....
Mam fajne , pięciomiesięczne , zdrowe dziecko ,niespecjalie marudzace ,
grzeczne i usmiechnięte.
I moja tragedią jest to ,że macierzyństwo nie jest moim powołaniem.Że czuje
często smutek i żal za tym życiem które mineło , za wolnością .
Nie mam depresjipoporodowej , mam w sobie mnóstwo siły i radości , lubie
spędzac czas z mężem i dzieckiem , ale....

Jestem rozczarowana macierzyństwem i zła na siebie , na swoja psychike ,że
nie dała mi znaku ,że akurat ja nie powinnam być mamą , że instynkt pchnął
mnie w role w której się nie odnajduje.

Pozdrawiam / z zazdrością / wszystkie mamy z powołania


    • agulala Re: macierzyństwo to pułapka...??? 12.10.06, 09:52
      Nigdy nie czułam się tak jak Ty i może nie potrafię Cię w pełni zrozumieć ale
      może powinnaś po prostu żyć?
      Mam 6-cio miesięczną córkę i staram się mimo macierzyństwa żyć normalnie. Może
      brakuje Ci po prostu kontaktu z innymi ludzmi? Nie mówię tu o osobach z twojego
      otoczenia. Chodzi mi raczej o osoby obce, przelotne znajomości itd.
      Macierzyństwo nie oznacza końca czegokolwiek. Oboje z mężem od narodzin córki
      wszędzie ją ze sobą zabieramy: zakupy, imprezy. Ale również spędzamy czas bez
      niej (mała zostaje pod opieką babci)lub jedno opiekuje się dzieckiem a drugie
      ma czas tylko dla siebie.
      Spróbuj nabrać dystansu do życia. Wyślij męża, babcie czy kogoś znajomego z
      dzieckiem na spacer a Ty wyłącz komórę i w świat. Albo wróc do pracy lub ją
      zmień. Spróbuj.

      Uważam, że jesteś wspaniałą matką bo się nad tym zastanawiasz. Każdy ma
      wątpliwości...

      • guderianka Re: macierzyństwo to pułapka...??? 12.10.06, 09:55
        to chyba kwestia podejścia
        ja od zawsze czułam miłość do dzieci-i obcych i tych z rodziny-a od 16 r.ż
        pragnełam miec własne. Moja starsza córka-obecnie 6lat-jest niepełnosprawna-
        wiele przepłakanych nocy, chwil strach podczas operacji, obaw o przyszłość. i
        wiesz co? jestem bardzo szczesliwa. bo ja kocham a ona kocha mnie. to takie
        prostesmile
        a moja młodsza ma 6mcy smile
    • marta1382 Re: macierzyństwo to pułapka... 12.10.06, 10:00
      Bardzo mnie dziwi to co piszesz bo ja żebym nie wiem jakiego doła miała to ten
      bazzębny uśmiech potrafi poprawić w ciągu sekundy nawet najgorszy humor. I
      uważam że nie powinnaś się tak przejmować tym, że nie możesz się realizować. Mi
      też często tego brakuje, mam dosyć siedzenia w domu, strasznie chciałabym
      pracować i mieć więcej czasu dla siebie, na to żeby gdzieś wyskoczyć ze
      znajomymi nie myśląc o tym jaka będzie kolejna noc itd. Ale nie przejmuj się,
      to nie trwa wiecznie i nawet nie zauważysz jak dziecko ci się trochę
      usamodzielni, będziesz mogła je z kimś zostawić i powoli wrócisz do
      realizowania siebie. I wtedy nie będziesz się mogła doczekać żeby wrócić do
      domu do swjego kochanego maleństwa. Więc głowa do góry, myślę że twoje
      nastawienie z czasem się zmieni. Pozdrawiam
    • taormina Re: macierzyństwo to pułapka... 12.10.06, 10:30
      A ja Cię dobrze rozumiem. Mam momenty, że myślę podobnie jak Ty. Kocham moją
      córeczkę i męża, wszystko jest ok, mała jest zdrowa, grzeczna, uśmiechnięta,
      ale czegoś mi w tym wszystkim brak... Czasem ogarnia mnie dziwny, bliżej
      niesprecyzowany żal i smutek, może za czasami szeroko rozumianej wolności?
      To se ne wrati...
      Może w moim przypadku powiedzieć, że nie nadaję się do macierzyństwa, to zbyt
      wiele, ale rozumiem o czym piszesz.
      I wiesz co? Może to też jest istota i część macierzyństwa?
      Może lepiej się odnajdziemy, kiedy nasze dzieci będą dla nas partnerami w
      rozmowie, przyjaciółmi w życiu...
      Mam taką nadzieję.
      • marcelkowamama rozumiem rowniez 12.10.06, 10:46
        kocham moje dziecko bardzo, ale czasem patrze na zegarek kiedy bedzie juz ta 19
        ta i zaczne go szykowac do spania i rowniez tesknie za tamtym zyciem sprzed ale
        tak juz nigdy nie bedzie i tez czasem zastanawiam sie czy ja sie nadaje do tej roli.
        • emma_waw Re: rozumiem rowniez 12.10.06, 10:55
          cieszę się dziewczyny ,że nie jestem z takimi odczuciami sama.
          To troche wstydliwy temat , temat tabu naruszający mit matki polki.Przyznam ,że
          nawet mężowi nie mam odwagi o tym powiedzieć.
          Czy zmieni się moje nastawienie gdzy dziecko bedzie dla mnie partnerem? Mam
          nadzieje,że tak. Na razie jest jak jest . I to nie prawda ,ze dziecko niczego
          nie zmienia-zmienia wszystko!

          Marze o powrocie do pracy / za 3 miesiące/ , mam nadzieję ,że nabiorę dystansu
          do samej siebie , wyrwę siez kieratu powtarzalnych czynności , napije się kawy
          wtedy kiedy będe miała ochote , a nie wtedy kiedy mi dziecko pozwoli .

          I tylko boje sie że za kilka lat ten zwierzecy instynkt znowu da o sobie znac ,
          a ja krótkowzrocznie nie pamietając dzisiajszych odczuc znowu zdecyduje sie na
          dziecko.
          • taormina Re: rozumiem rowniez 12.10.06, 11:11
            Też marzyłam o powrocie do pracy i powrót ten dał mi bardzo dużo. W pracy jest
            tak jak było przedtem, świetni ludzie, miła atmosfera, oderwanie od domowych
            problemów. A potem z radością wracam do domu. Było mi to bardzo potrzebne. Ja
            akurat cieszę się, że macierzyński nie jest dłuższy, bo nie nadaję się tylko do
            siedzenia w domu z dzieckiem. A mam ten komfort, że małą podczas mojej
            nieobecności zajmuje się moja mama.
            Ja też za parę lat dam się pewnie znowu złapać temu instynktowi, ale kto wie,
            czy to nie tak właśnie ma wyglądać... Za 40 lat, to już nie cieszyłby nas ani
            rowerek, ani piwko, ani całonocne imprezki. A tak, cieszyć się będziemy naszymi
            dziećmi i hihihi... wnukami wink))
          • mamajulki080506 pewnie trzeba coś zmienić... 12.10.06, 11:49
            No właśnie, jestem teraz w pracy, ale tak sie przyzwyczaiłam do tego forum, że
            prawie codziennie muszę zajrzeć, co słychać...
            Moja mała ma 5 miesięcy, ja czwarty tydzień jestem w pracy i coraz bardziej
            uswiadamiam sobie, że moje małee, najbardziej kochane dziecko w niczym mnie nie
            ogranicza...(no na razie odpadły mi wszystkie szkolenia i wyjazdy w delegacje,
            bo karmię) ale było ciężko, czasami bardzo, płakałam ja i ona...i też miałam
            wszystkie czynności podporządkowane małej...
            Na dziecko zdecydowalismy się świadomie...zawsze jednak wiedziałam, że nie bede
            typową matką Polką poświęcającą maleństwu 100% swojego czasu, jak moja mama..bo:
            1. dla dobra mojej psychiki
            2. dla dobra psychiki dziecka i mojego męża
            3. moja praca jest dla mnie fascynująca
            4. nie wyobrażam sobie siedzenia w domu, tylko z dzieckiem (rodzinę mamy
            daleko) i czekania na powrót męża z pracy (wiem, wiem, że można by robić w tym
            czasie dużo rzeczy...)
            dziecko zabieralismy ze sobą wszędzie od początku. Rodzice mieszkają 200 i
            300km od nas, ograniczyliśmy tylko częstotliwość podróży, ale nie za bardzo, a
            pierwszy raz pojechaliśmy w trasę, jak mała miała 3 tygodnie....i dało się...
            Jak miała 2,5 mca bawilismy się na weselu do 2 w nocy, ona była z nami, spała w
            wózku na korytarzu (niektórzy pukali sie w czoło, ale mieliśmy to gdzieś)
            Teraz mamy nianię, zupełnie obcą osobę (mimo, że to nie babcia, nie musiałam
            zrezygnować z pracy, aby się zająć dzieckim, jak proponował teść - fajny jest
            nie?)
            Aha, nadal też karmię piersią, a jak mnie nie ma, to niania podaje małej moje
            mleko, był problem, żeby mała nauczyła się pić mleko z butelki, ale dałyśmy
            radę...
            Patrzę realnie na życie, myślę że jestem dobrą mamą (mój mąż twierdzi, że
            najlepszą, mam w nim ogromne wsparcie, jak nie dawałam sobie rady z siedzeniem
            w domu bardzo mnie wspierał, także w tym, żeby szybciej wracać do pracy...)moje
            dziecko jest szczęśliwe, mimo, że nie ma mnie na każde jego "zapłakanie", bo
            czasami jest niania, czasami tata, czasami babcia lub wujek, jak jesteśmy u
            rodziny....
            Porozmawiaj z mężem, na pewno widzi, co sie dzieje...mów głośno, co
            czujesz...będzie Ci lepiej, przecież my też mamy prawo do odpoczynku, do pracy,
            do naszych zachcianek...mamy prawo do tego samego, co nasi partnerzy, a dziecko
            jest wspólne, wspólnie powinnismy się tez nim zajmować...
            Zgadzam się, że dziecko zmienia wszystko, ale nie tak bardzo, jak wcześniej
            myślałam, zmienia, ale tylko trochę, trzeba po prostu pewne czynności, zwyczaje
            nieco zmodyfikować...naprawdę można wszystko pogodzić...
            Ja zamierzam mieć trójeczke bobasów i pracować...i wierzę, że sie uda...i że
            moje dzieci będą kochane, zadbane i dobrze wychowane...

            dlaczego nie wrócisz do pracy teraz? Twój maluch ma 5 mcy, jak bedzie starszy,
            trudniej zniesie rozłąkę...moja córeczka do niani przyzwyczaiła sie szybko, ja
            jestem spokojna, z chęcią rano idę do pracy (bo mogę chociażby wypić kawę,
            kiedy chce i pogadać z innymi ludźmi) i równie chętnie wracam po 7 godzinach do
            domu, bo tesknię za swoim szkrabem...

            I wiem, że niektórym nie podoba się moje postępowanie (bo dziecko do roku
            powinno być z matką itp. itd) i co z tego? Mam to gdzieś.
            Jestem zadowolona ja, mój mąż i moja mała i to się liczy.

            Porozmawiaj z mężem, pomyśl, czego Ty potrzebujesz i spróbuj to zrobić, chcesz
            wrócić do pracy, wróć wcześniej niż za trzy mce, a to o matce Polce, to nie
            każda z nas musi nią być, prawda? Nie porównuj sie do tych mam, ktore tylko o
            dziecku i kupkach szczebiocą, może im to wystarcza.

            Trzymaj się i powodzenia!!!!!!!!!!! I nie pisz, że jesteś złą mamą, na pewno
            jesteś super, bo kochasz swojego dzieciaczka, chyba po prostu potrzebujesz
            zmiany...!!!!!!!!!!!!

            ups, rozpisałam się
            mam nadzieję, że żadnej mamy nie obraziłam, bo nie chce mi się potem odpisywać
            i usprawiedliwiać się
        • ewa_mewa Re: rozumiem rowniez 12.10.06, 10:59
          Doskonale Cie rozumiem. Mój synek ma 4 miesiące, jest absolutnie cudowny i
          kocham go nad życie ale czasem też mi smutno. Absolutnie nie żałuję że go mam
          tylko tęskno mi za dawnymi czasami, za naszymi wyprawami rowerowymi z piciem
          piwka na łonie natury, beztroskimi wyjazdami, całonocnymi imprezami. Nie m
          owicie mi że dziecko tego nie przekreśla bo to hipokryzja. Owszem mogę sobie
          wyjechać na wczasy ale nie wynajmę tam sobie skutera (jak np. robiliśmy na
          greckich wyspach) tylko będę głównie siedziec przy hotelowym basenie. Na imprezę
          mogę pójsc owszem, ale wróce przed 24 i nie będę za dużo pić (no bo jak to, przy
          dziecku?). Mogę od czasu do czasu podrzucić dziecko rodzicom ale uważam to
          generalnie za ostateczność - po to sie chciało mieć dziecko żeby sie nim teraz
          opiekować. I na nocne wyprawy pijackie po knajpach z przyjaciółką też się długo
          nie wybiorę. Oczywiście że bez tego można żyć ale po prostu mi żal.
          • phantomka Re: rozumiem rowniez 12.10.06, 11:02
            Mysle, ze to nie jest kwestia tego, ze nie nadajesz sie do macierzynstwa, tylko
            nie nadajesz sie na matke siedzaca w domu - nie Ty pierwsza i nie ostatnia. Ja
            akurat lubie byc z dzieckiem w domu, ale doskonale rozumiem matki, ktore chca
            sie wyrwac juz do pracy i do ludzi.
            • annna2006 Re: rozumiem rowniez 12.10.06, 11:17
              ja tez czasem czuje zal ze jakis etap mojego zycia sie skonczyl , ze nie pojde
              na imprezke ktora nagle nieplanowanie wypadla ,czy nie zdarzy sie spontaniczny
              wypad na weekend itp... chyba wiekszosc z nas o tym mysli ... i czasem jestem
              zla na moja corcie jak juz wszystko mnie boli ze zmeczenia a ona akurat marudzi
              i chce na rece ale na szczescie usmiech na jej buzi dodaje mi sily i jak go
              widze podnoszac ja to o wszystkim zlym zapominam i pocieszam sie ze dzieci
              rosna tak szybko i juz nie dlugo wyjde gdzies sama......
            • ika92 Re: rozumiem rowniez 12.10.06, 11:20
              Ja również rozumiem i tez czasem zastanawiam się czy jestem dobra mamą.
              Na pewno nie potrafie godzinami bawić sie z dzieckiem i nieistety lubię
              miec czas dla siebie, choc bardzo kocham moją Malutką i nie oddałabym
              jej za żadne skarby świata. Jednak czasem tez żal tej swobody, a jestem
              mamą dopiero 2 miesiace, więc po np. 6 będzie mi pewnie bardziej żal (
              choć niedługo wracam do pracy, to też może być inaczej).Pozdrawiam
              wszystkie "tęskniące".
            • yenepher Re: rozumiem rowniez 12.10.06, 11:54
              ja też podpisuję się pod "rozumiem świetnie". Kocham moją 4 miesięczną córkę
              ponad wszystko, ale czuję, że się duszę sidząc z nią w domu(nie mamy babc ani
              cioci, którym moglibyśmy "podrzucić" dziecko). Moje dotychczasowe bardzo
              aktywne żyie zawodowe i towarzyskie zostao zredukowane do zera.
          • wuempe Re: rozumiem rowniez 12.10.06, 11:17
            ewa_mewa napisała:
            "Mogę od czasu do czasu podrzucić dziecko rodzicom ale uważam to
            generalnie za ostateczność - po to sie chciało mieć dziecko żeby sie nim teraz
            opiekować."
            dlaczego ostateczność? ja mam 4miesięczną córkę i bezzębny uśmoiech
            rzeczywiście wszystko wynagradza ( a miałam duże obawy, że tak nie będzie), ale
            nie oznacza, że nie potrzebuję czasudla siebie czy dla siebie i partnera i
            zostawiam małą czasem z dziadkami lub z siostrą i myślę, że dla wszystkich to
            jest ok, bo nie tylko ja czekałam na to dziecko ale i moi bliscy. Pewnie, że
            czuję nostalgię za szalonymi i twórczymi studenckimi czasami, ale myślę, że
            czułabym ją także nie mając dziecka. Siedzę teraz przy kompie a na łóżku mała
            przewraca się z pleców na brzuch i z brzucha na plecy i wiem, że muszę już
            kończyć a w sumie zajrzałabym jeszcze to tu to tam..ale cóż..kiedy indziej smile
            • ewa_mewa Re: rozumiem rowniez 12.10.06, 11:31
              Wiesz, dla Ciebie podrzucanie dziecka jest OK, ale nie wiem czy ci, którym
              podrzucasz też są zawsze z tego powodu zadowoleni...
              • wuempe Re: rozumiem rowniez 12.10.06, 11:36
                nie byłoby dla mnie ok, gdyby ci, którym podrzucam sami tego nie chcieli. To
                jest ich wnuczka, siotrzenica i też się chcą nią nacieszyć.
      • karolcia86 Re: macierzyństwo to pułapka... 13.10.06, 20:40
        Mam dokładnie takie same wrażenia. Fajne, kochane dzieci, ale gdzieś w tle czai
        się żal za dawnym życiem... I też czekam na moment, kiedy dzieci będą duże i
        samodzielne, będą partenerem do rozmowy; i się wyprowadzą z domu... Tylko czy
        wtedy mi się będzie nadal chciało żyć tak jak wtedy, gdy miałam 25 lat? Pewnie
        nie. I to jest ta pułapka.
    • budzik11 felieton A. Chylińskiej "Macierzynstwo to sciema" 12.10.06, 11:33
      kobieta.interia.pl/news?inf=772463#skipAdnews
      • emma_waw Re: felieton A. Chylińskiej "Macierzynstwo to sci 12.10.06, 11:35
        tak...zanam ten felieton.Napisany mocnym , charakterystycznym dla niej
        językiem , ale cos w tym jest.

        Z tym ,że u mnie problem jest troche bardziej skomplikowany-nie chodzi tylko o
        czyste fizyczne zmeczenie , znużenie-ja po prostu tęsknie za życiem sprzed
        dziecka i czuje ,że macierzyństwo nie jest moim powołaniem.
        • mama_kotula Re: felieton A. Chylińskiej "Macierzynstwo to sci 12.10.06, 12:00
          emma_waw napisała:
          > Z tym ,że u mnie problem jest troche bardziej skomplikowany-nie chodzi tylko o
          > czyste fizyczne zmeczenie , znużenie-ja po prostu tęsknie za życiem sprzed
          > dziecka i czuje ,że macierzyństwo nie jest moim powołaniem.

          Ano właśnie. Utarło się, że naturalną rolą kobiety jest bycie matką (no i tak ją
          w sumie natura stworzyła). Ale i ta natura często płata figle.
          Znam kobiety, których nie zostały powołane do macierzyństwa. Po prostu lepiej
          spełniają się w innych rolach, niż bycie matką, są tego świadome - i to jest
          normalne, nie każda kobieta została stworzona do wychowywania dzieci. Łatwo
          powiedzieć - to po co taka osoba decyduje się na dziecko? Sęk w tym, że
          uświadomienie sobie swojej "niemacierzyńskiej" natury wychodzi na jaw dopiero po
          urodzeniu dziecka, po przeżyciu z nim kilku miesięcy, kilku lat, wcześniej nie
          ma szans się ujawnić.
        • budzik11 Re: felieton A. Chylińskiej "Macierzynstwo to sci 12.10.06, 13:00
          To normalne - przecież nie wszyscy mają powołanie do bycia duchownym,
          dyrektorem, księgową, poetą, malarzem, matką... Ja akurat, mimo totalnego braku
          instynktu macierzyńskiego prze urodzeniem dziecka, odnalazłąmsię doskonale w
          tej roli i wiem, że to właśnie chciałabym w życiu robić - wychowywać dzieci. Od
          wielu lat pracuję, ale praca nie daję mi żadnej satysfakcji, życie towarzyskie
          mnie znudziło - cały mój czas chciałabym spędzać z córeczką. Ale, niestety,
          muszę pracować (pieniądze) i bardzo przez to cierpię. Dlatego Cię rozumiem -
          niedobrze jest, kiedy człowiek jest zmuszony zajmować się czymś, czego robić
          nie chce i do czego nie ma przekonania.
    • aga55jaga Re: macierzyństwo to pułapka... 12.10.06, 11:59
      niektóre kobiety czują się w pełni usatysfakcjonowane i szczęśliwe dopiero
      wtedy, kiedy dziecko zaczyna być w jakimś sensie samodzielne. Kiedy zaczyna się
      etap mówienia potem "głębokich przemyśleń trzylatka", kiedy ona odkrywa, że jej
      dziecko jest bardzo mądrą istotą a ona jest jego matką. TAk to bywa....
    • nisar Re: macierzyństwo to pułapka... 12.10.06, 12:00
      Podejrzewam, że jesteś na urlopie, być może karmisz piersią i Twoje życie
      zawęziło się całkowicie do bycia matką. Prawdę mówiąc rzadko kto wytrzymuje to
      bez problemu.
      Niemniej z perspektywy czasu widzę to tak:
      - dziecko maleńkie jest bardzo absorbujące ale i wspaniałe, całe Twoje
      - ten etap NAPRAWDĘ mija bardzo szybko. Już roczne dziecko można spokojnie
      nieco "odpępić" i zacząć żyć bardziej dla siebie. Dlatego warto się cieszyć
      tymi chwilami, bo się nie powtórzą. A lada moment będzie coraz "luźniej".
    • amwaw Re: macierzyństwo to pułapka... 12.10.06, 12:02
      Współczuje.Domyślam się, że o niebo trudniej Ci ponosić wysiłek związany z
      opieką nad dzieckiem. Wiesz, z czasem kocha się dziecko coraz mocniej,
      naprawde-im starsze tym kochasz je bardziej i bardziej czujesz się
      związana.Myśle więc, że będzie lepiej. Nie od razu Rzym zbudowano.
    • annszc Re: macierzyństwo to pułapka... 12.10.06, 13:34
      Kochana, podpisuje sie po Twoim postem w 100 %, mam identyczne
      refleksje, "pochwaliłam" sie nawet ostatnio własnej mamie tymi rewelacjami i
      staralam sie jej wmówic ze na pewno tez tak miała smile) ale mnie wyśmiała i
      powiedziała ze na pewno zmęczona jestem... No cóz , jestem, ale to nie kwestia
      zmeczenia tylko chyba braku dojrzałosci do macierzyństwa - Tak mi sie wydaje,
      mimo ze leczyłam sie 4 lata zeby zajsc w ciąze to jednak teraz dopiero sie
      okazuje ze chyba nie do konca sie nadaje do tej roli sad((. Pozdrawiam Cie i
      trzymam kciuki ze kiedys to sie zmieni. Ania
      • asia_i_p Re: macierzyństwo to pułapka... 12.10.06, 21:16
        Dziewczyny, wiem że wydaje się wam to nieprawdopodobne, ale to jednak chyba
        jest depresja. Ja miałam straszliwą i to długo, myślę że aż do czasu kiedy moje
        dziecko zaczęło raczkować i nie wiedziałam tego - widzę wstecz. Nie każda
        depresja się tak samo objawia. Dlatego, jakkolwiek zimno i niewrażliwie z mojej
        strony to brzmi - postarajcie się o dużo magnezu i ruchu na słońcu. No i mnie -
        teraz to widzę - tak naprawdę wyleczyło z depresji nie szukanie czasu dla
        siebie, nie nawet uśmiechy dziecka (bo myślałam - ona się do mnie uśmiecha, a
        ja taka okropna - i robiło mi się jeszcze gorzej), ale moja babcia. Bo cenię
        jej zdanie i uważam ją za dość wymagającą osobę, a ona przyjechała, pobyła z
        nami parę dni i powiedziała - masz fajne dziecko i to twoja zasługa, bo dobrze
        je wychowujesz. Chyba wtedy uwierzyłam w siebie i chociaż dalej mam gorsze dni,
        to choć trochę poczułam się mamą (wcześniej kochałam swoje dziecko, ale miałam
        takie odczucia gdzie mama a gdzie ja -mama to pewność siebie, siła spokoju,
        kompetencja, a ja jestem histeryczny bałaganiarz i złośnica). No i jakoś się
        toczy i jest coraz lepiej i u was też tak będzie. Myślę, że jakby się człowiek
        tak dobrze zastanowił, to nie każdy ma powołanie do bycia uczniem,
        pracownikiem, przyjacielem - a jakoś te role spełnia, a potem odkrywa, że mu
        pasują, że mu coś dają. Są powołania i powołania.
    • kaskazuza Re: macierzyństwo to pułapka... 12.10.06, 21:28
      Twoja wypowiedź przypomniała mi moją mamę, która zawsze mi mówiła, że właściwie
      to lubiła mnie coraz bardziej im byłam starsza. Jakos tak wynikało, że jak byłam
      malutka to taki nieszczególnie miała do mnie emocjonalny stosunek. Może i Ty
      zrealizujesz się jako matka znacznie starszego dziecka? A może nie.
      Ładnie to wszystko napisałaś, w taki wyważony sposób, nie budzacy agresji - duża
      to sztuka smile
    • thesaloniki Re: macierzyństwo to pułapka... 12.10.06, 21:29
      nie martw się. za parę miesi ecy wróć do swoich zajęć , swojej normalnej
      aktywności i spełniaj się w niej a jako mama spełniaj się obok tamtego.
      Przynajmniej spróbuj. Nawet mamy z powołania nie powinny rezygnować z życia.
    • shamsa Re: macierzyństwo to pułapka... 12.10.06, 21:45
      miewam podobne odczucia. kocham córke nad życie, ale mam tez poczucie wielkiej
      straty. licze, ze gdy podrosnie, bedzie mi towarzyszyc w moich pasjach, bo bez
      nich zyc nie moge.

      pociesze cie, ze, wraz z wiekiem dziecka, takim jak my jest coraz lzej. role
      dobrej matki ograniczam do zaspokajania jej potrzeb biologicznych, umysłowych i
      emocjonalnych. postaram sie ją dobrze wychowac, ufam swojej milosci do niej. na
      wiecej mnie nie stac, nie czuje pasji wicia gniazda, gotowania obiadków,
      spacerowania z wózeczkiem i pielęgnowania życia rodzinnego.
      • wronka30 Re: macierzyństwo to pułapka... 12.10.06, 22:47
        A ja uwielbiam gotowac (eksperymentowac raczej bo dopiero sie ucze), uwielbiam
        spacery i slonce..A moja mala to wcielony diabel ktoremu tak naprawde nic nie
        pasuje..Ma 3,5 miesiaca i raz jest lepiej a raz gorzej..Juz nie mam sily, do
        tego akceptuje tylko mnie, z mezem bawi sie i oczywiscie ale nie chce zeby ja
        nosil na rekach..O ludziach z zewnatrz nawet nie wspominam, ryk i jeszcze raz
        ryk..Mam jej niejednokrotnie serdecznie dosc, a potem placze ze potrafie zle o
        niej myslec..Rowniez miewam ogromne poczucie straty, tesknie za zyciem
        studenckim, tesknie za przeszloscia blizsza i dalsza, ostatnio tesknilam za
        wakacjami u cioci na wsi ktore spedzalam jak bylam mala dziewczynka..Jestem za
        granica i tesknie jeszcze za swoim krajem, swoja rodzina, przyjaciolmi..Moja
        kochana agunia brala slub w sierpniu a ja jej przyjaciolka nie moglam na nim
        byc..Tesknie za praca a fakt ze mala jest ze mna tak zwiazana mnie przeraza, bo
        nie bede miala jak ja zostawic...Nigdy przenigdy nie czulam sie tak zagubiona
        jak niekiedy teraz, zawsze silna i bezczelnie pewna siebie teraz najmniejsza
        uwaga ze strony mojego meza a ja zalewam sie lzami..Widze ze z czasem jest
        lepiej i to tylko moja nadzieja bo inaczej tak sie po prostu nie da zyc...Maz
        emocjonalnie pomaga mi bardzo, wiem ze kocha mnie przeogromnie, caly czas
        powtarza mi ze jestem najcudniejsza kobieta na swiecie, daje mi wiecej ciepla
        niz potrzebuje, jest opiekunczy i delikatny..Problem to chyba moja
        niedojrzalosc bo ja jestem jak dziecko, przed przyjazdem do holandii moim
        najwiekszym kompanem w zyciu byla moja 13-letnia siostra, robilysmy doslownie
        wszystko razem (spiewy, tance, jazda na rowerze, rolkach, robienie makijazy,
        obcinanie wlosow, wyprawy do kina, gra w kosza i badmintona, klotnie i
        bijatyki smile Teraz jestem matka i ta odpowiedzialnosc mnie przerasta...Mam 25
        lat wiec nie jestem smarkula, ale to chyba nie o wiek chodzi..Pozdrawiam
        wszystkie mamy ktore maja ten sam problem, ciesze sie ze jest ktos kto mnie
        rozumie..
        • oda100 wronka 12.10.06, 23:29
          wronka, bardzo jestesmy do siebie podobne, nasze dzieci tez, tylko ja mam 10
          lat wiecej, ale tez mieszkam w Holandiismile)
          • wronka30 Re: oda 13.10.06, 12:12
            A gdzie mieszkasz bo ja w amsterdamie i cierpie na brak kolezanki-
            mamusi..Zalacz zdjecia to ja tez porownam czy jestesmy podobne smile Pozdrawiam
      • monish Re: macierzyństwo to pułapka... 13.10.06, 22:27
        Zanim się obejrzymy, nasze "pociechy" wylecą z rodzinnego gniazda i tyle je
        będziemy widzieli. Zatęsknimy jeszcze za tym czasem. Pozdrawiam
    • vharia Ale... 12.10.06, 22:43
      ... pięciomiesieczniak (dobrze doczytałam?) to zaledwie przedsmak macierzyństwa.
      Dziecko zmienia się w astronomicznym tempie i zaraz nimowlęctwo sie skończy.
      Zmieniają sie problemy, zmieniają się warunki. Ani sie obejrzysz a będziesz
      mogła je bez problemu zostawić z kimkolwiek (i wyjść poodstresowywać się), potem
      okaze się, ze na trochę a wreszcie i na dłuzej moze zotać samo w domu. Potem ono
      zacznie wychodzic z domu i coraz oględniej tłumaczyć gdzie się wybierasmile Wiele
      matek w tym momencie stwierdza, że tęsknia za chwilami, kiedy były "uziemione" z
      całkowicie przyklejonym do nich maluchem. I coś w tym jestsmile
      Piszę, jako mama dwójki, z czego starsze jest naprawdę spoooro starszewink
      • oda100 Re: Ale... 12.10.06, 23:05
        nie moge powiedziec, ze jestem macierzynstwem rozczarowana, ale myslam ze
        bedzie latwiej. Jednak duzo zalezy od dziecka, jezeli ladnie spi, jest w miare
        ukladne, zlych dni ma mniej niz dobrych to polowa sukcesu.
        Z kolei podejscie i oczekwiania mamy tez graja role. Matka moze byc kazda
        kobieta, ale licza sie tez predyspozycje. Jezeli matke uszczesliwjaja godzinne
        zabawy w akuku, ogladanie z pociecha po raz 100 tej samej bajki, rezygnacja z
        wesela siostry z powodu cycoholizmu dziecka to jest super.
        Ja denerwuje sie, jak np. nie moge zrobic spokojnie malutkich zakupow, wyjsc do
        toalety, jak nie moge wypic herbaty, jak mi dziecko wyrywa telefon z dloni,
        siada na klawiaturze itp. takie "blahostki" w pewnym momencie zaczynaja
        gromadzic sie i powodowac u mnie uczucie "przeciazenia materialu".
        Postrzegam macierzynstwo po roku jako trudniejsze, bo do kwestii ciaglego
        zajmowania sie dzieckiem dochodzi jeszcze wychowanie.
        Chyba najrozsadniej byloby pojsc do pracy i podladowac akumulatory, ale
        zostawienie malucha na 8 godzin w zlobku rowniez nie lezy w mojej naturzesmile))
    • mbkow Re: macierzyństwo to pułapka... 13.10.06, 00:23
      statystycznie czlowiek przezywa szok, cokolwiek by sobie wyobrazal. nagle "musi"
      i nie ma zwolnien, urlopow itp. rozczarowanie wynika z wrodzonego lenistwa.
      zwlaszcza teraz, jak coraz bardziej "przechodzimy" zachodem. nie ma co sie
      doszukiwac glebszych znaczen wink
      na dodatek trzeba dokonywac bardzo trudnych wyborow i ponosic konsekwencje bez
      ulg. sama nie wyobrazam sobie powrotu do pracy w tej chwili, bo nie znosze mysli
      o pozostawieniu mlodszego syna z niania. mam fajny zawod architekt, pracuje w
      fajnej firmie i milej atmosferze, ale wcale nie chce tam wracac kosztem
      pozostawienia synka niani. nie wiem, jak by miala wygladac moja praca lub tez
      zarobki wink, zebym chciala wrocic. zawsze sie nad tym zastanawiam, jak czytam
      wypowiedzi osob, ktore chcialy wrocic do pracy. konsekwencja: no to mine 35 i,
      kto wie, moze bede bez pracy... padaka.
      a jesli chodzi o ten brak rozwoju, to teraz musze niezle przlamywac swoje
      kompleksy i ograniczenia, bo moj 3latek jest dzieckiem odwaznym i co rusz stawia
      mnie w trudnej sytuacji. teraz tak dostaje taka szkole, glownie pokory, jak
      nigdy wczesniej w swoim zyciu.
      jestem strasznie oddana swoim dzieciom, strasznie je kocham. no strasznie.
      wydaje mi sie, ze jestem natural born matka. ale wsciekam sie tez na nie
      okrutnie. mam serdecznie dosc tego oblepienia dziecmi do 22.00. tego, ze NIC nie
      jest na pewno, NIC nie mozna zaplanowac, bo bedzie spal albo nie, bedzie ryczal
      albo nie itp. ale to jest jakis tam procent odczuc, poza tym za 2 lata bede
      miala juz luz. a 2 lata to jest nic.
      no i jeszcze ta idiotyczna ilosc wymagan nakazow zakazow ograniczen sugestii,
      ktore pojawily sie ostatnio w dziedzinie "wychowanie dziecka". sposob noszenia,
      sposob odzywania, mycie zabkow, trujace wozki, edukacyjne zabawki, zakaz
      calowania w usta, basen dla niemowlaka, usnij wreszcie, nadpobudliwosc, jezyk
      angielski w przedszkolu, czy neurolog zezwolil na uzywanie nosidla... to zle, po
      roku juz dobre, a tamto zle... zalezy od sponsora. to jest meczace. i zwyczajne
      zawracanie du... czlowiek zaczyna watpic w swoj instynkt sad
      szkoda, bo to cholernie trudna rola, a przez to wszystko nigdzie sie tak tego
      nie traktuje.
      bezzebny usmiech pozwala mi rozplywac sie strasznie w oceniae milosci, a 30min
      pozniej mnie wkurza na maxa, bo wlasnie mija godzina usypiania wink))
      trzeba sie wyluzowac wink))
      • taormina Re: macierzyństwo to pułapka... 13.10.06, 08:32
        Dziękuję, szczególnie za ostatni akapit. Świetnie powiedziane! Jednak co
        doswiadczenie, to doświadczenie...
        Pzdr
    • martiks Re: macierzyństwo to pułapka... 13.10.06, 12:49
      Ja napisze tak - milosci do dziecka (planowanego, chcianego itd.) musialam sie
      nauczyć - na poczatku bylo poczucie obowiazku i porzerażenie, ale fakt, szybko
      poszło. Natomiast dopiero od jakichś 3 - 4 miesiecy (synek ma 15 m.) moge
      powiedziec z czystym sumieniem, ze go naprawde lubięsmile) Jest fajny, ciekawy
      świata, nie jeczy bez powodu, mozna go czyms zając, cos tam ponegocjowac,
      wykazuje "poczucie humoru" itp. Jak był mniejszy był wrzaskunem pierwszej wody,
      naprawdę. Wymagal 12 godzinnej atencji, bylo to cięzkie, nie powiem, więc myslę,
      ze cię rozumiem. Zaakceptowanie faktu, ze czlowiek nagle znajduje się "w
      więzieniu", nie moze decydowac o swoim czasie, wyjsc z domu, kiedy mu sie
      podoba, robic, co mu sie podoba u niektorych na pewno tez wymaga czasu (a
      niektorzy/niektore nie zaakceptuja tego pewnie nigdysad()
      W każdym raziem napisze ci tak - daj sobie jeszcze trochę czasu, zanim
      definitywnie powiesz, ze macierzynstwo cię rozczarowujewink
    • judytak Re: macierzyństwo to pułapka... 13.10.06, 15:46
      wiesz co, to, co piszesz, to, co czujesz, jest zrozumiałe, naturalne i dość
      powszechne ;o)

      > Nie miałam wyidealizowanego obrazu macierzyństwa-wiedziałam ,że to cięzka
      > praca , nieprzespane noce , rezygnacja z własnych potrzeb ,ale miałam
      > nadzieje ,że ten przysłowiowy bezzębny uśmiech pozwoli mi zapomniec o
      > wszystkim innym.
      > Ale wiecie co? Nie pozwolił.....

      ja miałam o tyle lepiej, że nigdy nie myślałam, że cokolwiek pozwoli zapomnieć
      tyle, że miałam nadzieję, że w dłuższej perwspektywie okaże się, ze się opłacało
      tak też się stało, ale nie tak szybko ;o)
      pięć miesięcy, to najgorszy wiek dziecka, jak dla mnie...
      po roku zaczyna być trochę fajniej, a plusy przeważają nie wcześniej, niż u
      trzy- czterolatka...

      > I moja tragedią jest to ,że macierzyństwo nie jest moim powołaniem.Że czuje
      > często smutek i żal za tym życiem które mineło , za wolnością .

      pomyśl, że człowiek może mieć więcej, niż jedno powołanie
      że macierzyństwo, to jedno z rzeczy, które robisz, jedno ze składników twojej
      osobowości, i że są jeszcze inne
      pomyśl, że wolność nie minęła, tylko chwilowo ma przerwę
      bo tak jest - przecież z dwulatkiem już prawie wszędzie pojedziesz, a
      czterolatka bez problemu wysyłasz na wakacja z dziadkami lub zostawisz z tatą
      na miesiąc :o)))
      a jakąś ciekawą a pożyteczną pracą możesz się zająć od jutra, jak chcesz...

      pozdrawiam
      Judyta
    • felonia Re: macierzyństwo to pułapka... 13.10.06, 15:54
      owszem nie jest to krok ku wolności, ale życie się zmienia. Jest czas na
      dzieciństwo na młodzieńcze szaleństwa na pracę po 12 godzin dziennie wycieczki
      ze znajomymi ale jest też czas na macierzyństwo. Jeżeli jest się dojrzałą osobą
      która przeżyła wszystkie etapy dojrzewania - nie będzie się żałować. Ja jestem
      matką od 2 miesięcy, z mężem mieszkamy sami od 3 lat. Czuję się odstawiona na
      boczny tor, ale siedzę sobie tam zadowolona że mam święty spokój od pracy
      zawodowej (nie na zawsze, tylko na rok). Wyciszyłam się. Patrzę na autobusy
      zapchane ludźmi wracającymi z pracy, na korki. Na ich zmęczone twarze. Czy jest
      co zazdrościć. Przyjdą do domu zjedzą obiad i idą spać...
      • karmelek37 Re: macierzyństwo to pułapka... 13.10.06, 20:11
        Felonia, z ust mi to wyjęłaś. Czasem żałuję, że zbyt późno zdecydowałam się na
        dziecko, ale jak czytam takie wątki to myślę, że dobrze się stało. Był czas na
        szaloną zabawę, dalekie i bliskie podróże, fascynującą naukę i ciężką pracę a
        teraz jest czas na słodkie macierzyństwo i chłonę ten stan każdą komórką swego
        ciała świadoma mijającego czasu. Jestem spokojna, spełniona i szczęśliwa. A
        mówią, że późne matki nie mają cierpliwości do dzieci smile
      • pxm Re: macierzyństwo to pułapka... 14.10.06, 16:21
        ). Wyciszyłam się. Patrzę na autobusy
        > zapchane ludźmi wracającymi z pracy, na korki. Na ich zmęczone twarze. Czy
        jest
        >
        > co zazdrościć. Przyjdą do domu zjedzą obiad i idą spać...
        felonia mądrze napisała, ja też sobie też czasami tak myślę smile
    • mama.martynki Re: macierzyństwo to pułapka... 14.10.06, 12:01
      Przy 5 misięcznym maluszku rola mamy sprowadza się w dużej mierze do
      karmicielki i pielęgniarki. Jasne jest że nie każdy się w tym odanjduje. Życzę
      troszkę cierpliwości - maluszek będzie się rozwijał, uczył i pomału uczesniczył
      w Twoim życiu bardziej aktywnie a radość z WYCHOWYWANIA myślę przyjdzie sama,
      kiedy zauważysz, że Twój malec staje się dla Ciebie partnerem.
      Pozdrawiam serdecznie.
    • kamilcia23 Re: macierzyństwo to pułapka... 14.10.06, 13:28
      Zczycze ci powodzenia napewno poczujesz swoje powolanie tylko moze to przyjsc z
      czasem.Ja z mezem bardzo chcielismy dziecko staranie nam zajelo 3 miesiace na
      szczescie wink wiele razy moj synek malo mnie nie doprowadzil do depresji plakal
      dlugo czesto a ja nie wiedzialam co zrobic o co prosi itd ale wystarczylo ze
      przez chwile nie placze usmiechnie sie zagrucha i juz bylam tak szczesliwa ze
      same lzy naplywaly do oczu momentalnie zapominam o wszystkim co bylo zaledwie
      kilka sekund temu,czasem tez chce odpoczac ale gdy wyjde z psem na dlugi spacer
      to juz po 10 minutach wracam do domu i nie moge sie doczekac kiedy zobacze
      synka ktory usmiechnie sie do mnie i zacznie zagadywac bawic sie ze mna ...
      pozdrawiam i zycze powodzenia w odnajdywaniu takiej radosci z macierzynstwa
      jaka daje mi moj synek Maciuś ktory skonczyl juz 4 mieisace trzymam kciuki wink
Pełna wersja