zosiakasia
17.10.06, 15:28
Dziewczyny kochane,
pocieszcie, napiszcie, jeśli któraś była w podobnym stanie i jej to
przeszło...
Od 3 tyg. jestem mamą ślicznego, zdrowego chłopca, który ładnie rosnie i jest
zdrowy. Od tygodnia dokuczają mu kolki, które trwają praktycznie cały dzień,
a ja non stop albo karmię piersią albo uspokajam po karmieniu, masuję
brzuszek i patrzę na prężące się ciałko, czerwoną, wykrzywioną twarz i myślę -
czy to, co czuję, to jest miłość macierzyńska?
Cieszyłam się na to dziecko, ciążą przebiegała bez problemów, tak samo poród.
Mam olbrzymie wsparcie ze strony bliskich ludzi, zwłaszcza kochanego męża,
który zajmuje się synkiem od razu po przyjściu z pracy, bym mogła odpocząć.
Ciężko znoszę dni, gdy jestem sama z maluchem. Staram się być spokojna,
tulić, czule przemawiać, piję melisę na uspokojenie, ale czasami to aż muszę
popłakać z małym. Napisałam o kolkach, bo wydaje mi się, że właśnie one są
przyczyną mojego złego samopoczucia... Patrzę na dziecko ze spokojem tylko
wtedy gdy śpi lub je. Nie mogę potrzymać na kolanach, poprzytulać, pocałować
małych łapek, o ile nie śpi lub nie krzyczy. Ja wiem, że on krzyczy, bo go
boli i jest nieszczęśliwy, ale czasami mam tego dosyć, czuję się tak
wyczerpana fizycznie i psychicznie, że chętnie wróciłabym jeszcze do czasów
ciąży i radosnego oczekiwania... Myślę, że pogodziłabym się z nocnym
wstawaniem po 4 razy i ograniczeniami w sposobie życia, spędzania czasu
wolnego, bylebym mogła z radością POBYĆ z moim dzieckiem w ciągu dnia.
Dobija mnie myśl, że tak może być przez parę miesięcy. Jak tu pojechać gdzieś
z maluchem, jeśli on w spokoju nie usiedzi, nie poleży? Łatwo powiedzieć,
zaciśniej zęby, kochaj małego, okazuj mu to, jak ja po nieprzespanych nocach
padam na nos, a w dzień mam taką jazdę...
Teraz dziecko śpi, a ja chodzę po mieszkaniu na paluszkach cała szczęśliwa,
że wreszcie jest spokój, że nic go nie boli.
Tak bym mu chciała pomóc, a nie mogę! Stosuję i różne leki i masaże i co tam
jeszcze doradzają.
To nie tak miało być. Macierzyństwo, mimo trudnych początków, miało być
piękne i radosne. Otóż nie jest radosne! Jeśli cieszę się, że wreszcie śpi,
to tak jakbym cieszyła się, że go nie ma, bo nie daje o sobie znać.
Mam takie wyrzuty sumienia, czuję, że nie zdałam egzaminu na matkę i jeśli to
potrwa - te kolki - kilka miesięcy, długo go chyba nie zdam...
Pomocy! Teraz patrzę na niego i czuję, że zalewa mnie fala tkliwości, ale
wiem, że jeśli się obudzi, zje i będzie na przemian jadł i płakał znów przez
4 h, znów dopadną mnie czarne myśli.
Czy to normalne????????? Nikt o tym nie pisze... Bo wstyd? czy to tylko ja
tak mam?