Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw )

22.10.06, 19:09
Nie wiem, czy tylko ja tak mam i czy w ogóle jest ot powod do wkurzania się,
ale...
Jak idę z synkiem na plac zabaw staram się, zeby nie przeszkadzał innym
dzieciom, nie popychał, nie zabierał zabawek, nie bawił się długo na czyms,
jesli widzę, że czekają inne dzieci.
dziś poszliśmy na plac zabaw, największą atrakcją są tam opony na sznurach,
takie do bujania. Nawet wolę, jak buja się na tym , bo i nisko, i szerokie
siedzenie - nie martwię się, ze spadnie. Kuba pobawił się na jednej zabawca,
drugiej, ale ciągle sterował w kierunku tych opon. Podchodzimy raz - buja się
dwójka dzieci. odchodzimy. Wracamy - ta sama dwójka. Moje dziecię stoi obok i
prawie placze. Tłumaczymy mu, że musi poczekac. Znowu go odciągam na inną
zabawkę. Przy oponach rosie tłumek dzieci. Dobre 15 minut buja się ta sama
parka. Mamusie stoją obok. W koncu mój syn zaczyna płakać. Jedno dzecko
schodzi _ dziewczynka , na oko 5 lat, dużo większa od mojego 3,5 latka. Kuba
podchodzi. Dz\iewczynka szybko leci i wręcz spycha go z opony. Krzyczy do
niego ; zostaw to! mamuśka reaguje, a jakże... Mówi to drugiej mamusi: zawsze
była taka bojowa. Druga mama odpowiada: No tak, trzeba walczyć o swoje.
Sytuacja, że mała schodziła i odchodziła na metr, by zaraz wrócic, gdy tylko
moje dziecię podchodziło, powtarzała się kilka razy. Kuba rozplakał się,
byłam wsciekła. gdyby nie to, że byłam z męzem, ktory ma ochotę ukręcić mi
glowe, gdy wdaję się w jakąś dyskusję, pewnie bym tym mamuskom coś
powiedziała... chociaż nie wytrzymalam i rzuciłam do męża : wiesz, niektorym
się wydaje, że plac zabaw jest tylko ich...
Ja rozumiem, że dzieci się bawią. Ale nie rozumiem, ze zabawke okupuje przez
20 min jedno dziecko na dodatek perfidnie zachowując sie w stosunku do
drugiego. nie mam pretensji do tych dzieci ( choć nie ukrywam, ze jak
popchnęła Kubę to marzyłam, by jej oddać w jego imieniu ) ale mam do matek. I
jeszcze jakie były zadowolone, że ich dzieci tak umieją walczyć o swoje...No,
to się wygadalam smile
    • luxure Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 22.10.06, 19:14
      Mnie też, dlatego omijam place zabaw szerokim łukiem.
      • magdalenkaaa78 Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 22.10.06, 19:16
        Ba, my wczesniej bylismy w parku na spacerze. jak widać, było za mało.
    • natali101 Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 22.10.06, 19:16
      wczoraj byłam ze znajomą na placu zabaw i był chłopiec który bił wszystkie
      dzieci a pech chciał że mamusia stała i nie reagowała aż do chwili gdy udeżył
      moją córeczke 22mesiące a chłopiec ok 4lat a moja córka odwróciła się i oddała
      mu.oczywiście dzieciak sie rozpłakał a msmusia z awanturą że jak mozna tak
      wychowywać dziecko że jestem nieodpowiedzialna itp.oczywiście odpowiedziałam co
      myślałam inne mamy tez włączyły się w dyskusję i Pani wyszła wielce obrażona.
    • lola211 Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 22.10.06, 19:17
      Ja w takich sytuacjach po prostu mowiłam do dziecka, zeby sie streszczalo z
      zabawa, bo inne tez chca skorzystac.Milo, z usmiechem, zawsze skutkowalo.
      • magdalenkaaa78 Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 22.10.06, 19:18
        Pradę mowiąc, to naiwnie liczyłam, ze mamusie się poczuja...
        • anakardia Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 22.10.06, 23:48
          Zawsze licz na siebie. To najpewniejsze. Ja mówię np.: Już długo się bawisz,
          zejdź proszę, by inne dzieci skorzystały, za jakiś czas znów się pobujasz. I
          nie oglądam się na zagadane mamuśki.
    • tatabratlata Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 22.10.06, 19:19
      Ja jestem wprawdzie nie mamą ale tatą i doskonale rozumiem mamy tamtych dzieci.
      I przyznaję, że ja też się tak zachowuję.
      Rozumiem doskonale rodziców dzieci, które sobie radzą na placu zabaw. I jestem
      zdania, że to taki wstęp do przedszkola, gdzie trzeba niestety walczyć o swoją
      pozycję, do szkoły i do dorosłego życia.
      Skoro dziecko jest przebojowe, umie sobie poradzić i osiągnąć zamierzony cel-to
      tylko plus dla niego i jedo rodziców. Fakt, nie biciem, bo na to nie pozwalam,
      ale że jest sprytniejsze to dobrze.
      Po pierwsze nie ma nic gorszego jak mamusie chodzące krok w krok za swoimi
      dziećmi i "torujące mu ścieżki", bo dziecko nie ma szans na naukę życia w
      społeczności i wyrasta na niezaradną pierdołę.
      Każdy psycholog Ci powie, że dzieci same muszą nauczyć się dogadywać z
      rówieśnikami.
      A plac zabaw jest wszystkich i nigdzie nie jest powiedziane, że 5-letnie
      dziecko musi ustąpić 3,5 latkowi.

      heja
      • magdalenkaaa78 Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 22.10.06, 19:23
        Po pierwsze moje dziecko ma autyzm i nie umie powiedzieć, że cos chce, nie bije
        i ustępuje innym. Po drugie oczywiście tak, ale siedzenie na tej samej zabawce
        20 min, gdy inne dzieci czekają jest wstretne i niespoleczne. Sprytne to takie,
        ktore bez pomocy rodziców przejdzie przez drabinki. A nie takie, co złośliwie
        schodzi i szybko zajmuje to miejsce z powrotem. jak masz takie dziecko...cóż,
        dla mnie to egoistyczne potwory.
        napisales, że plac zabaw jest dla wszystkich. Wlasnie. Trzeba się dzielic.
        • anatemka Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 22.10.06, 19:25
          a na nieodpowiednie zachowanie trzeba reagować. Dlaczego nie zwróciłas uwagi
          dziewczynce?
          • magdalenkaaa78 Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 22.10.06, 19:27
            A co mam powiedzieć rozpuszczonej pięciolatce, ktorą popiera mamusia?
        • tatabratlata Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 22.10.06, 19:28
          Po pierwsze o autyzmie nic nie wspomniałaś, a to trochę zmienia obraz.
          A po drugie, trudno mam egoistycznego potwora, który nie bije, nie gryzie, nie
          popycha innych, ale umie podejść, zagadnąć, poprosić o zejście z np. konika
          bujanego na placu zabaw czy innej zabawki.
          Nie stoi z paluchem w buzi jak mimoza i czeka za cud.
          Dla mnie ktoś taki jest zaradny.
          A taki ktoś, kto bez pomocy rodziców chodzi po drabinkach jest sprawny ruchowo,
          a nie zaradny.

          heja
          • magdalenkaaa78 Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 22.10.06, 19:30
            Wiesz, autyzmu nie widac, i nie wymagam przywilejów na placu zabaw z tego
            powodu.
            Wkuszrło mnie najbardziej to, ze ona schodzila z tym opon, i zanim on zdolał
            wejśc podsiadała go ( komentarz mamy juz opisalam ) poza tym krzyczała do
            niego: zostaw to! Moja zaba nie jest mimozą, za to jest grzeczny i ustepował.
            Wiesz : mądry ustapi, głupi pobije.
            Zeby przejść po drabinkach wysokości 1,5 w wieku 3- 4 lat trzaba być i sprawnym
            ruchowo i sprytnym.
          • elza78 Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 22.10.06, 19:44
            wiesz, opisana powyzej sytuacja z zaradnoscia nie ma nic wspolnego, fajnie
            uczyc dziecko jak byc wredna menda smile z tego co pisze autorka dziewczynka nie
            byla tylko zaradna ale takze doskonale sie bawila tym ze maluch placze bo ona
            go podsiadla takie zachowanie jest karygodne, nie jest powodem do dumy dla
            rodzicow...
        • ibulka Re: magdalenkaa78 23.10.06, 15:25
          magdalenkaaa78 napisała:

          > Po pierwsze moje dziecko ma autyzm i nie umie powiedzieć, że cos chce, nie
          bije
          >
          > i ustępuje innym. Po drugie oczywiście tak, ale siedzenie na tej samej
          zabawce
          > 20 min, gdy inne dzieci czekają jest wstretne i niespoleczne. Sprytne to
          takie,
          >
          > ktore bez pomocy rodziców przejdzie przez drabinki. A nie takie, co złośliwie
          > schodzi i szybko zajmuje to miejsce z powrotem. jak masz takie dziecko...cóż,
          > dla mnie to egoistyczne potwory.
          > napisales, że plac zabaw jest dla wszystkich. Wlasnie. Trzeba się dzielic.


          Rację ci przyznam, bo nie znoszę, kiedy jakieś dzieci blokują huśtawki czy coś
          innego za długo, ale jedno mnie wkurza - czemu dopiero teraz wyjechałaś z tym
          autyzmem? Nie można było zaznaczyć tego od razu? To zmienia postać rzeczy!
          • magdalenkaaa78 Re: magdalenkaa78 23.10.06, 15:43
            W jaki sposób zmienia? Kuba tego nie ma wypisanego na czole i bez sensu byłoby
            mowienie: proszę nam ustąpić, bo chcemy bardzo, a syn ma autyzm i nie umie
            wyartykułować swoich potrzeb.
            • ibulka Re: magdalenkaa78 23.10.06, 17:39
              magdalenkaaa78 napisała:

              > W jaki sposób zmienia? Kuba tego nie ma wypisanego na czole i bez sensu
              byłoby
              > mowienie: proszę nam ustąpić, bo chcemy bardzo, a syn ma autyzm i nie umie
              > wyartykułować swoich potrzeb.

              Zmienia.
              Dziecku choremu musisz pomóc bardziej, niż dziecku zdrowemu. Autystyczny
              chłopczyk nie poradzi sobie tak dobrze, jak zupełnie zdrowy maluch.
          • agastrusia Re: magdalenkaa78 24.10.06, 09:09
            A czemu uważasz, że zmienia to wszystko? To co ma chodzić z kartką na czole z
            napisem UWAGA MAM AUTYZM? Jest to tylko problem tego dziecka i jego rodziców a
            przez innych powinno być traktowane tak samo jak każde inne.
            • ibulka Re: magdalenkaa78 24.10.06, 13:24
              agastrusia napisała:

              > A czemu uważasz, że zmienia to wszystko? To co ma chodzić z kartką na czole z
              > napisem UWAGA MAM AUTYZM? Jest to tylko problem tego dziecka i jego rodziców a
              > przez innych powinno być traktowane tak samo jak każde inne.

              Oczywiście. Nigdy nie dyskryminowałam chorych dzieci. Jednakże dla mnie 2,5
              latek czekający pod huśtawką to niekoniecznie powód do zsadzenia z huśtawki
              mojej córki czy syna. Nie mówi - nie zsadzam. I traktuje go jak każde inne
              dziecko.
              Jeśli dowiaduję się, że chłopczyk jest chory - moja reakcja jest inna. Wiem, że
              dzieci z uatyzmem mają problemy z komunikacją - dlatego pytam: 'Chcesz się
              pohuśtać.?' Zsadzam swoje dziecko, jeśli huśta się już długo i zabawka
              udostępniona jest dla chłopczyka, który jest troszkę opóźniony.

              Pisałam, że autyzm zmienia dużo, nie wszystko - może się źle wyraziłam. Chodzi
              mi o to, że przecież dziecku autystycznemu trzeba pomóc w wielu sprawach i tej
              pomocy potrzebuje więcej, niż zupełnie zdrowy maluch.

              Pozdrawiam.
              • agastrusia Re: magdalenkaa78 24.10.06, 15:24
                ibulka napisała:


                > Oczywiście. Nigdy nie dyskryminowałam chorych dzieci. Jednakże dla mnie 2,5
                > latek czekający pod huśtawką to niekoniecznie powód do zsadzenia z huśtawki
                > mojej córki czy syna. Nie mówi - nie zsadzam. I traktuje go jak każde inne
                > dziecko.
                > Jeśli dowiaduję się, że chłopczyk jest chory - moja reakcja jest inna.

                No właśnie chodzi o to co napisałaś wyżej. Jak jest zdrowe to niech spada na
                drzewo a jak chore co bidulek niech sie pobawi.
                Jeżeli dziecko bawi sie już długo jedną zabawką i widzi, że ustawia się
                kolejeczka to mogłoby ustąpić - zważywszy na fakt, że jest starsze i troche
                więcej rozumie.
                • ibulka Re: magdalenkaa78 24.10.06, 23:15
                  agastrusia napisała:

                  > ibulka napisała:
                  >
                  >
                  > > Oczywiście. Nigdy nie dyskryminowałam chorych dzieci. Jednakże dla mnie 2
                  > ,5
                  > > latek czekający pod huśtawką to niekoniecznie powód do zsadzenia z huśtaw
                  > ki
                  > > mojej córki czy syna. Nie mówi - nie zsadzam. I traktuje go jak każde inn
                  > e
                  > > dziecko.
                  > > Jeśli dowiaduję się, że chłopczyk jest chory - moja reakcja jest inna.
                  >
                  > No właśnie chodzi o to co napisałaś wyżej. Jak jest zdrowe to niech spada na
                  > drzewo a jak chore co bidulek niech sie pobawi.
                  > Jeżeli dziecko bawi sie już długo jedną zabawką i widzi, że ustawia się
                  > kolejeczka to mogłoby ustąpić - zważywszy na fakt, że jest starsze i troche
                  > więcej rozumie.
                  >
                  >
                  Wychodzę z założenia, że dziecko 2,5 - 3 letnie potrafi samo powiedzieć, czego
                  chce. Nigdy nie pozwalam moim dzieciom zajmować danej zabawki długo, jeśli
                  ustawia się ogonek w kolejce :]
                  Jednakże dziecku autystycznemu trzeba w tym pomóc i tyle.
      • anatemka Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 22.10.06, 19:24
        zgadzam się.
        Byłam z przyjaciółką na placu. Jej córka /wtedy chyba 5letnia/ przyszła z
        płaczem, że koleżanki ja wyganiają i nie chca się z nia bawić. Powiedziała cos
        na pocieszenie i dodała: cóż, takie jest życie.
      • lola211 Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 22.10.06, 19:27
        Z tym sie nie zgodze, poniewaz mlodsze dziecko nie ma szans w starciu ze
        starszakiem, to oczywiste.Do pewnego wieku rodzice powinni interweniowac, gdy
        juz bedzie starsze, prosze bardzo , niech samo zalatwia takie sprawy.Ja sie nie
        wtracam gdzies tak od 5 r.ż córki.
      • kattkak Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 22.10.06, 19:34
        jestem podobnego zdania co tatabratlata, nie ma nic gorszego niż mamusie, które
        torują ścieżki ( najpierw w piaskownicy a potem w szkole wiecznie wykłocające
        się o oceny).
        Tego problemu nie ma w rodzinach wieloletnich, gdzie dzieci sobie radzą same
        rozwiązywać problem zabawek, huśtawek itp.
        • magdalenkaaa78 Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 22.10.06, 19:35
          Obawiam się, ze poruszamy dwie rózne sprawy.
          • ibulka Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 23.10.06, 15:28
            magdalenkaaa78 napisała:

            > Obawiam się, ze poruszamy dwie rózne sprawy.

            Ja także.
            Dziecko z rodziny wielodzietnej nauczone jest nie tylko walczyć o swoje, ale
            też dzielić się. Dwulatek czy trzylatek nie ma szans w starciu z pięciolatką -
            to tak, jakbym ja startowała do Andrzeja, kolegi mojego Ślubnego - 'rosły
            bysior' z niego i silniejszy od mego Michała.

            Walczyć o swoje - jak najbardziej, u nas ciągle są bitwy o zabawki, huśtawkę
            itd. Ale zawsze jest też umiejętność podziału. I nie ma czegoś takiego, że na
            przykład Julka bawi się lalką, odkłada ją, Daria podchodzi do zabawki, a Jula
            wtedy wraca i z wrzaskiem zabiera lalę mówiąc, że to jej itd. :]
        • lola211 Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 22.10.06, 19:38
          Nie ma nic gorszego niz male cwaniakowae lobuzy..
          • agnieszkas72 Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 22.10.06, 19:51
            A ja się dziwię magdalenko,ze żalisz się na forum,a nie umiesz pomóc swojemu
            dziecku w sytuacji,gdy tej pomocy bardzo potrzebuje.Jestem mamą od 9 lat,mam
            doswiadczenia z dziecmi na placach zabaw jeszcze dłuższe i nie spotkałam dziecka
            ok.5 letniego,które zareagowałoby negatywnie na miłą prośbę osoby
            dorosłej,dotycząca chociażby zejscia z długo okupowanej hustawki-może miałam
            takie szczęscie...W kazdym razie twój synek nie radzi sobie sam w sytuacjach
            społecznych i jak idziesz z nim między inne dzieci,to po to,żeby mu pomagać,a
            nie jadowicic na boku do męża-jemu tez się dziwie oczywiscie.Jesli nie umiesz
            porozmawiac z innym dzieckiem,w miły sposób o coś poprosić,to się naucz i to jak
            najszybciej.
        • kawka74 Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 22.10.06, 19:49
          nie ma nic gorszego niż mamusie, które
          >
          > torują ścieżki ( najpierw w piaskownicy a potem w szkole wiecznie wykłocające
          > się o oceny).
          > Tego problemu nie ma w rodzinach wieloletnich, gdzie dzieci sobie radzą same
          > rozwiązywać problem zabawek, huśtawek itp.

          Jest jeszcze model pośredni pomiędzy puszczaniem na żywioł a wszechobecną
          kontrolą - mam nadzieję.
        • pimenta Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 23.10.06, 17:23
          Moim zdaniem nie nalezy mieszac chamstwa i braku kultury z zaradnoscia. Bo
          zaradny to taki ktory nie da sie wyrolowac a nie taki co roluje innych. Dzieci
          powinny sie w domu nauczyc, ze nie sa pepkami swiata i nie wszystko im sie
          nalezy.
          Potem wyrastaja z nich wstretne dziumdzie z roszczeniowa postawa i wiecznymi
          pretesjami. Lub cwaniacy ktorzy tylko czekaja jakby tu dokopac slabszemu.
          Rzeczywiscie wielce szlachetne. Szczerze mowiac nie cierpie takich ludzi i
          chyba nikt nie lubi. A ja wole zeby moje Zosia byla fajna lubiana i wartosciowa
          osoba, niz nadeta spryciara ktora depcze po innych rzeby osiagnac "sukces".
      • anakardia Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 22.10.06, 23:56
        Halo! Tu nie chodzi o ustępowanie 3,5 latkowi. Chodzi o okupowanie jednego i
        tego samego urządzenia na placu zabaw przez jedno i to samo dziecko. I nie ma
        tu nic do rzeczy przebojowość, radzenie sobie, osiąganie celu itp. Tu chodzi o
        dzielenie się oraz wspólne korzystanie z placu zabaw, który jak piszesz, jest
        dla wszystkich.
        Jeśli dzieci grzecznie stoją w kolejce do np huśtawki, a jakiś 5-latek się
        namiętnie buja 20 min, i ma to gdzieś, to jest to brak wychowania.. a nie
        przebojowość czy spryt. I jeżeli rodzic tego 5-latka nie reaguje - to jest
        pierdoła, i musi to zrobić inna trzeźwo myśląca matka.
        • hanna26 Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 23.10.06, 00:26
          Mogę tylko powtórzyć to, co napisała większość dziewczyn: ja w takich wypadkach
          załatwiam sprawę bezpośrednio z dzieckiem. Miło, grzecznie, ale stanowczo.
          Mówię wtedy głośno do córki: "Chodź, poprosimy tę dziewczynkę, żeby zeszła z
          chuśtawki, bo chuśta się juz długo... itd." Jeszcze mi sie nie zdarzyło, żeby
          któraś taka mądralińska odmówiła naszej grzecznej prośbie. I koniec, po
          sprawie. Nic trudnego, spróbuj, to bardzo dobry sposób.
          • sowa_hu_hu Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 23.10.06, 00:44
            a ja sie dziwie twojej biernej postawie...
      • iwles do Tatybratlaty 23.10.06, 08:59
        Tylko jakie szanse ma 2-latek (albo i młodszy) w starciu z 5-6-latkiem?


        Rywalizacja?
        ok, ale na tym samym poziomie.
        • tatabratlata Re: do Tatybratlaty 23.10.06, 11:57
          To zależy, jacy są Ci 5-6 latkowie.
          Nasze dziecko w wieku 2 lat chodziło po placu zabaw samo, oczywiście pod
          czujnym okiem ale bez asysty.
          Może dlatego szybko się nauczyło o co chodzi. Tylko my jakoś nie trafialiśmy na
          egoistyczne potwory tylko na normalne dzieci. Może dlatego uważam, że autorka
          przesadza.
          • magdalenkaaa78 Re: do Tatybratlaty 23.10.06, 11:59
            Cóż, dzieci są różne. Przebojowość jednego nie oznacza, że inne dziecko jest
            ślamazarą a matka przewrażliwioną babą.
            • tatabratlata Re: do Tatybratlaty 24.10.06, 10:22
              magdalenkaaa78 napisała:

              > Cóż, dzieci są różne. Przebojowość jednego nie oznacza, że inne dziecko jest
              > ślamazarą a matka przewrażliwioną babą.


              Akle wychowanie ma bardzo dużo do rzeczy. Zazwyczaj ślamazarne są dzieci tzw.
              mamusiek trzęsaczek. Sorry-takie mam wnioski z obserwacji wieku dzieci z jakimi
              miałem do czynienia. A poniewaź jestem rehabilitantem pracującym z dziećmi mam
              spore pole do obserwacji.
    • kawka74 Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 22.10.06, 19:54
      Kuba rozplakał się,
      > byłam wsciekła. gdyby nie to, że byłam z męzem, ktory ma ochotę ukręcić mi
      > glowe, gdy wdaję się w jakąś dyskusję, pewnie bym tym mamuskom coś
      > powiedziała... chociaż nie wytrzymalam i rzuciłam do męża : wiesz, niektorym
      > się wydaje, że plac zabaw jest tylko ich...

      Hm... Dzieciak płakał, a Ty nic nie powiedziałaś, bo mąż się mógł zdenerwować?
      Ejże...?
      Pomijam już fakt, że dziewczynka dość swobodnie sobie poczynała, doprowadzając
      Twojego synka do płaczu, i miałaś prawo się wkurzyć.
      • magdalenkaaa78 Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 22.10.06, 20:04
        Prawdę mowiąc, to go zabrałam... Moj mąż uważa, że ak dziecko samo sobie nie
        wywalczy, to nie nalezy mu w tym pomagać, a mnie nie stać było na polemike.
        • ibulka Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 23.10.06, 15:33
          magdalenkaaa78 napisała:

          > Prawdę mowiąc, to go zabrałam... Moj mąż uważa, że ak dziecko samo sobie nie
          > wywalczy, to nie nalezy mu w tym pomagać, a mnie nie stać było na polemike.

          Napisałaś, że twój synek jest dzieckiem autystycznym - więc może problem tkwi
          nie w nim, nie w tobie, a w twoim mężu.?
          Skoro uważa, że dziecko - nie ukrywajmy - opóźnione troszkę i żyjące we własnym
          światku, ma być takie samo odważne/przebojowe/waleczne/zaradne/sprytne itd. jak
          zupełnie zdrowy maluch, to... współczuję mężowi przekonań...
      • estusia od razu zwracam rodzicom uwage 22.10.06, 20:07
        plac jest dla wszystkich a nie dla "najsilniejszych" to nie dżungla
        • estusia Re: od razu zwracam rodzicom uwage 22.10.06, 20:10
          oczywiscie najpierw uwage zwracam dziecku ze kazdy chce sie sie pobawic i trzeba
          sie dzielic a jesli to nie pomaga to z opiekunek rozmawiam
    • monia145 Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 22.10.06, 20:05
      A nie mogłas po prostu powiedzieć do tej dziewczynki: " Kochanie, wybacz, ale
      huśtasz sie juz tyle czasu, Kuba też chciałby skorzystać z tej huśtawki, co ty
      na to?"- jestem przekonana, że mała skuliła by uszy po sobie i grzecznie
      Wam "pozwoliła".
      Ja w taki sposób rozwiązuję większość podobnych problemów na placach zabaw-
      nawet te dzieciaki, które poprzez takie postepowanie chcą udowodnić "kto tu
      rządzi", wymiękają przy miłym usmiechu i słowie.
      Dzieci są, jakie są, to my dorosli jestesmy/powinniśmy byc mądrzejsi i
      sprytniejsi.
      • magdalenkaaa78 Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 22.10.06, 20:08
        Pewnie moglam. Ale...jakoś glupio mi powiedzieć do dziecka : za dlugo sie
        bujasz, prosze zejdź. Poza tym mamom chybz zalezalo, zeby dziecii siedziały jak
        najdłuzej, co chwilę pytały: pobujać cię?
        • moofka Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 22.10.06, 20:23
          magdalenkaaa78 napisała:

          > Pewnie moglam. Ale...jakoś glupio mi powiedzieć do dziecka : za dlugo sie
          > bujasz, prosze zejdź. Poza tym mamom chybz zalezalo, zeby dziecii siedziały
          jak
          >
          > najdłuzej, co chwilę pytały: pobujać cię?
          ______________
          ale dlaczego głupio?
          czekac az ktos sie domysli?
          i dlaczego maz by sie zdenerwowal, no prosze ciebie
          od spokojnej prosby do awantury jeszcze dluga droga
          matki mogly myslec, ze skoro stoicie jak cieleta pod tą chustawką to popatrzec
          chcecie i nie widzialy podowu, zeby interweniowac
          ja bym poprosila dziewczynke o chwile dla malucha
          nie ma w tym naprawde niczego niegrzecznego
          a przy tym - w przypadku kiedy dziecko jest mlodsze niz te dziewczynki - to
          wcale nie jest "torująca zawsze i wszedzie mamusia" tylko dobry przyklad na
          przyszlosc jak grzecznie i nieagresywnie mozna osiagnac to, czego sie chce
          • natali101 Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 22.10.06, 20:49
            moja ma 22miesiące i nie toruje jej ścieżki na placu zabaw ale też nie
            rozsiadam sie na ławeczce i plotkuje z innymi a dziecko sobie samo biega.pewnie
            niech uczy się życia w społeczeństwie ale na bicie nie pozwole a tym bardziej
            jeśli dziecko bije innych a mamusia głupio się cieszy radzi sobie.ja zawsze
            tłumacze ze najpierw dziecko sie pobawi a później my a jak za długo czekamy to
            prosze o ustąpienie miejsca a z tym już róznie bywa.jednak plac zabaw jest dla
            wszystkich a nie dla silniejszych
    • weronka77 Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 22.10.06, 21:00
      Ech,nie tytlko Ty jedna masz takie odczucia.Moją niespełna dwulatkę dzieciaki
      przeważnie odpychają i "warczą". Najzabawniejsze jest to że niczego im nie
      wyrywa,(nawet czasami sama wręcza swoje zabawkiwink)tylko lubu dzieci-jest
      jedynaczką.Czasami chce się dołączyć do zabawy,mimo że nie za bardzo wie o co
      chodziwink),kucnąć,przycupnąc.No i dzieci-ale co dziwne równolatki i tak mniej
      więcej do 6 roku,na oko reagują w podobny sposób o którym pisze autorka.Starsze
      są zainteresowane,same zachęcają ją do zabawy.Chodzimy na place zabaw,nawet
      dzisiaj byliśmy w parku;ale bacznie obserwujemy zachowanie dzieciaków żeby w
      porę interweniować.I mimo że mąż ma niejednokrotnie ochotę na "rękoczyny" to
      ograniczamy się do zabierania małej z "linii ognia" .Zazwyczaj udaje Nam się
      sprawę zbagatelizowac i jakoś jej to wytłumaczyć.Ale wiem że to nie jest
      rozwiązanie problemu,jedynie jego odsunięcie.Prędzej czy póżniej córeczka trafi
      na takie małe indywiduum i nie wiem co wtedy..
    • anet81 Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 22.10.06, 21:17
      Jezuuu, kobieto, ze też masz nerwy 20 minut stać nad jakimś dzieckiem i
      obserowowac jak się huśta. Ja po kilku minutach po prostu proszę owe dziecko,
      zeby już zeszło, bo mój 3 latek chce się huśtać. Jeszcze mi się nie trafiła odmowa.
      Zadnych matek nie zaczepiam, sprawę załatwiam z dziećmi. Czego i Tobie życzę.
    • bea.bea Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 22.10.06, 21:26
      nie ocenie tych pań..bo nie wymagają oceny..smile
      ale dziwie ci sie , ze ( mimo całej sympati do ciebie..smile) stałas ja sierota...w
      sumie prawie jak twój syn...

      bo ja na twoim miejscu w przerwie bujania przebojowego dziecka...podeszłabym do
      owej opony i powiedziała owej milusińskiej...ze teraz ja będe się bujać...

      w końcu duzy moze więcej....duzy nie zawsze znaczy 5io latak w stosunku so 3
      latka...ale własnie dziesto latek...smile))

      i wtedy mała spryciula mogłaby mi naskoczyc...a niech by sie jedna z dróga
      mamusia odezwały..smile)
      • magdalenkaaa78 Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 22.10.06, 22:06
        Mam napiętą sytuację w domu - mój mąż nie do końca rozumie, co się dzieje z
        naszym dzieckiem. I wiem, jak konczą się takie rzeczy... niestety....
        • aleksandrynka Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 23.10.06, 08:26
          nie bardzo rozumiem, dlaczego po raz kolejny w wątku o huśtaniu dzieci piszesz
          o swoim mężu. O co chodzi?
          • magdalenkaaa78 Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 23.10.06, 08:51
            Bo mąż był tuż obok, bardzo niezadowolony, że podczas zwykłego wyjścia na
            zwykły plac zabaw też są problemy. Już ma takiego pecha, że zawsze coś się musi
            dziać ( pisałam kiedyś , że jak bylismy z małym w parku i on plakał, jakaś
            przemądrzała studentka powiedziała: Trzeba go było zabić po urodzeniu ). On
            uważa, że zwracanie uwagmi komu kolwiek jest złe i źle świadczy o zwracającym
            uwagę. Ja mu nawet pokazałam to, co napisałyście ( nie zamierzałam wrzeszczeć
            ani do tej dziewczynki ani do jej matki ), ale on nadal uważa, że jak inne
            dziecko się bawi to ma prawo bawić się choćby do wieczora a drugie dziecko ma
            obowiązek czekać ( ostatecznie w życiu nie ma nic za darmo i nie ma lekko ) a
            jesli dziecko nie rozumie, że ma czekać, to należy je zabrać.
            Ja nie mam zwyczaju zwracania uwagi - kiedyś nie zwracałam, bo mnie to nie
            dotyczyło, teraz, nauczona własnym doświadczeniem i chorobą dziecka staram się
            nie ingerować w poczynania rodziców i w ich metody wychowawcze bo nie wiem,
            czym są spowoodowane.
            • iwoniaw To znaczy, że masz problem z mężem, a nie z obcymi 23.10.06, 09:05
              matkami. Może mąż powinien zrozumieć, że ludzkość nieprzypadkowo na przestrzeni
              dziejów wykształcieła mowę. I że ta umiejętność pozwala na zastosowanie innych
              opcji poza skrajnymi: 1- przeszkadza mi ktoś, to go eliminuję siłą 2- czekam
              potulnie, aż sam się domyśli o co mi chodzi bez słowa z mojej strony.
              Naprawdę, w sytuacji, gdy moje dziecko "okupuje" huśtawkę czy inne ustrojstwo na
              placu zabaw, nie rozglądam się czujnie, czy po okolicy nie krąży ktoś, kto _być
              może_ chciałby teraz korzystać z urządzenia. Podobnie gdy moje dziecko chce się
              huśtać, a huśtawka zajęta, nie widzę problemu w podejściu do bawiącego się
              dziecka i poproszenia o zamianę na jakiś czas.
              Trudno doprawdy wychodzić na publiczny plac zabaw i wzdragać się przed
              odzywaniem do innych ludzi (dorosłych i dzieci), zwłaszcza przy zamiarze
              korzystania ze wspólnych zabawek/urządzeń.
              Na "naszym" placu zabaw też zawsze ktoś chce się huśtać /kręcić na karuzeli
              /zjeżdżać ze zjeżdżalni zajętej akurat przez inne dziecko i rolą rodziców jest
              _nauczyć_ _rozmowy_ i _negocjacji_ z innymi dziećmi - na początek samemu dając
              przykład, jak to robić.
              Czy mąż w codziennym życiu jako dorosły też oczekuje, aż wszyscy dookoła domyślą
              się sami z siebie, o co mu w danej chwili chodzi, a jeśli tego nie czynią,
              narzeka na nieużyte społeczeństwo? Jest może jedną z tych osób, które w tramwaju
              zemdleją, a nie poproszą o ustąpienie miejsca, a potem psioczą na znieczulicę?
              No to powinien ostro popracować nad sobą, a nie terroryzować rodzinę i zabraniać
              żonie i dziecku normalnych zachowań społecznych...
              • magdalenkaaa78 Re: To znaczy, że masz problem z mężem, a nie z o 23.10.06, 09:16
                Mmm, problem z mężem to jedno, a zachowanie tych mam to drugie.
                Widzisz, ja jestem absolutnie przekonana, że proszenie tej małej nic by nie
                dało - ona miała szaloną frajdę i bawiła się czekaniem innych dzieci. A jak
                mowię - wg mnie proszenie było zbędne - obie, i matka i córka doskonale
                wiedziały i widziały,że inne dzieci czekają. Sorry,ale stwierdzenie : Ależ ona
                bojowa" i "trzeba walczyć o swoje" wskazywało raczej na to, że będą trzymać się
                tej zabawki siłą i w razie potrzeby zaczną bójkę, szczególnie, że dziewczynka
                była agresywna.
                Ja się z takim zachowaniem jeszcze nie spotkałam, miewałam róźne, na ktore, w
                pierwszej chwili nie umiałam odpowiednio zareagować i dopiero w domu, na
                spokojnie, analizowałam sytuację i wypracowywałam metody postepowania. Ja
                byłam kiedyś chorobliwie nieśmiała. Pamiętam, jak gdy miałam gdzieś zadzwonić,
                to pisałam sobie na kartce co powiem, z "dzień dobry" włącznie, na szczęście
                skutecznie się z tego leczę.
                Jednak w sytuacji, gdy mój mąż ma mord w oczach i syczy: z nim nie powinno się
                wychodzic, to zastanawiam się, czy słusznie mam zastrzeżenia do innch dzieci
                czy też to "wina" tylko mojego.
                • iwoniaw Re: To znaczy, że masz problem z mężem, a nie z o 23.10.06, 09:24
                  > Jednak w sytuacji, gdy mój mąż ma mord w oczach i syczy: z nim nie powinno się
                  > wychodzic, to zastanawiam się, czy słusznie mam zastrzeżenia do innch dzieci
                  > czy też to "wina" tylko mojego.

                  Mąż ma naprawdę duży problem ze sobą. Nie dopuszcza myśli, że konflikty na placu
                  zabaw są _normalne_ (nie mówię tu o agresji czy ewidentnie źle wychowanych
                  dzieciach, choć warto przyjąć do wiadomości, że i takie się zdarzają) i że _on_
                  _także_ _ma_ OBOWIĄZEK pomagać dziecku się w tym wszystkim odnaleźć.

                  Widuję matki wychodzące na plac zabaw z dziećmi, które naprawdę mają duże
                  problemy - z opóźnieniem umysłowym (widocznym) włącznie. Jeśli zdaniem męża
                  uniknięcie problemów wiąże się z zamykaniem się w domu, to mąż wymaga
                  specjalistycznej pomocy szybciej niż wasze dziecko, ot co.
                • magi104 Re: To znaczy, że masz problem z mężem, a nie z o 23.10.06, 14:39
                  magdalenkaaa78 napisała:

                  > Mmm, problem z mężem to jedno,

                  Przede wszytkim to twój mąż ma problem z zaakceptowaniem własnego dziecka !!!
                  Przepraszam ,że to napiszę, ale twój mąż to kretyn!!!
                  Możesz to wydrukować i mu pokazać!!!
                  Mogę nawet prosto w oczy mu to powiedzieć!!!!
                  grrr.....
                • ibulka Re: To znaczy, że masz problem z mężem, a nie z o 23.10.06, 17:47
                  magdalenkaaa78 napisała:

                  > Jednak w sytuacji, gdy mój mąż ma mord w oczach i syczy: z nim nie powinno
                  się
                  > wychodzic, to zastanawiam się, czy słusznie mam zastrzeżenia do innch dzieci
                  > czy też to "wina" tylko mojego.

                  Tak, to wina męża. Odizolowałabym chłopa od dziecka. To nie wina małego, że
                  jest autystyczny. Za to twój mąż to - przepraszam - wg. mnie popierdo*****
                  baran :]
                  No sorry, ja bym raczej z nim się nigdzie nie pokazała, skoro ma takie zdanie o
                  dziecku... :]
                  Współczuję.
            • anakardia Re: Wkurzający jest twój mąż 23.10.06, 11:26
              magdalenkaaa78 napisała:

              > Bo mąż był tuż obok, bardzo niezadowolony, że podczas zwykłego wyjścia na
              > zwykły plac zabaw też są problemy.
              > .... on nadal uważa, że jak inne
              > dziecko się bawi to ma prawo bawić się choćby do wieczora a drugie dziecko ma
              > obowiązek czekać ( ostatecznie w życiu nie ma nic za darmo i nie ma lekko ) a
              > jesli dziecko nie rozumie, że ma czekać, to należy je zabrać.

              Wiesz co, to jest śmieszne co twój ślubny mówi.
              Tak na poczekaniu mam pytanie czy kiedy małżonek potrzebuje wyjechać z bocznej,
              podporządkowanej uliczki na główną zakorkowaną ulicę, a nikt nie wpuszcza.. to
              stoi do wieczora i czeka bo ma obowiązek czekać aż przejadą samochody na ulicy
              z pierwszeństwem. I czy jest mu to trudno zrozumieć, więc w konsekwencji
              zawraca do domu?

              Przykro mi to mówić, ale facet jest żałosny. Jego wypowiedzi które nam
              przytaczasz sugerują, że nie ma serca dla własnego dziecka, i to
              najprawdopodobniej dlatego że mały jest chory. Pożal się Boże tatuś.
              Najwyraźniej niemożność zaakceptowania tej sytuacji doprowadziła do tak
              absurdalnego myślenia twojego męża. Współczuję.


            • ibulka Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 23.10.06, 17:45
              magdalenkaaa78 napisała:

              > Bo mąż był tuż obok, bardzo niezadowolony, że podczas zwykłego wyjścia na
              > zwykły plac zabaw też są problemy. Już ma takiego pecha, że zawsze coś się
              musi
              >
              > dziać ( pisałam kiedyś , że jak bylismy z małym w parku i on plakał, jakaś
              > przemądrzała studentka powiedziała: Trzeba go było zabić po urodzeniu ).

              Zabiłabym studentkę. Poprosiła o dane osobowe i zadzwoniła po policję.
              A twój mąż chyba nie jest tak wrażliwy, że po dwóch latach jeszcze nie może
              otrząsnąć się z traumy wywołanej słowami jakiegoś durnego babska.???
        • ibulka Re: magdalena 23.10.06, 17:43
          magdalenkaaa78 napisała:

          > Mam napiętą sytuację w domu - mój mąż nie do końca rozumie, co się dzieje z
          > naszym dzieckiem. I wiem, jak konczą się takie rzeczy... niestety....

          Przepraszam, bo teraz ja czegoś tu nie rozumiem...
          Mąż nie wie, że dziecko jest autystyczne czy nie wie na czym autyzm polega i
          jak do takiego dziecka mówić itd.? A może mąż nie chce lub nie umie tego
          zaakceptować.?
      • anakardia Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 23.10.06, 00:17
        Praktyka czyni mistrza.. trzeba po prostu reagować. Mnie ostatnio wkurzyli 13-
        latkowie, którzy postanowili się bujać na huśtawce stojąc brudnymi butami na
        siedzisku. Wyświnili huśtawkę porządnie i poszli. Zeźlilam się nie na żarty i
        zawolałam: HEJ! Macie mokrą husteczkę żeby teraz wytrzeć zafajdane siedzisko
        huśtawki? Odpowiedzieli chórem: Nieee.
        To albo noście je ze sobą, albo siadajcie na huśtawce d.u.p.s.k.i.e.m a nie
        stajecie butami.
        Szczerze, spodziewałam się czegoś w stylu: Spadaj mamuśka. Ale oni przeprosili
        i poszli w siną dal. (Plac zabaw był dla małych dzieci.)


        • myelegans Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 23.10.06, 02:57
          Place zabaw nauczyly mnie asertywnosci. Zawsze zwracam uwage, jak mam taka
          potrzebe, nie milcze i nie zachowuje sie pasywnie-agresywnie, bo pozniej mam
          tylko pretensje do siebie i na innych sie to odbija. Duzo mnie kosztowalo, zeby
          pierwszy raz poprosic, zeby chlopcy chyba 10 letni bez opieki nie obrzucali sie
          wiorami, bo leci na maluchy, albo zeby nie gonili sie po drabinkach, bo moga
          nedepnac na male raczki. Zawsze grzecznie prosze, mowie, prosze i dziekuje,
          bardzo milo z Waszej strony, i do syna tez "popatrz jaki grzeczny chlopiec, dal
          Ci sie pohustac, powiedz "dziekuje". Sama pilnuje, zeby nie przekraczac
          przyzwoitego czasu, ale jak widze jakies dziecko, ktore sie patrzy zachlannie,
          to mowie malemu, ze pora schodzic, bo ktos tam czeka tez.

          Jeszcze mi sie nie zdarzylo, zeby doszlo do nieprzyjemnych konfrontacji, nawet
          mamusie popierajace "zaradnosc" wlasnych dzieci nie moga sie przeciwstawic,
          jezeli propozycja jest wyrazona grzecznie, a nie z pretensja i konfrontacyjnie.
          To ja zawsze wychodze na swoje, i mlody sie mam nadzieje modeluje tez.
          Powodzenia i na drugi raz idz za glosem instynktu, wtedy nie bedziesz
          rozgoryczona wypisywala sie tutaj. Najgorszy pierwszy raz.
          • agnieszkas72 Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 23.10.06, 04:01
            Zupełnie się zgadzam z poprzedniczką.Dodam jeszcze,na uzytek twojego męża,że ja
            bym nie zostawiła w takiej sytuacji bez pomocy mojej prawidłowo rozwijającej się
            4,5 letniej córki.Strasznie szkoda mi twojego malucha po przeczytaniu tego
            wątku-ma o tyle trudniej,że jego niepełnosprawnośc nie jest widoczna,a
            najbardziej odbija się właśnie na sferze kontaktów społecznych.To,co daje mu
            radosc i wiąze się z byciem wśród innych dzieci jest mu bardzo potrzebne-ale
            wy,jego rodzice musicie byc przy nim,zeby pomagać.I jeszcze jedno:chowanie głowy
            w piasek i udawanie,że z dzieckiem wszystko jest ok naprawdę nie uzdrowi
            sytuacji i nie zmniejszy napięcia w waszym małzenstwie.A dla dziecka
            autystycznego byłoby bardzo niedobrze,gdyby nauczyło się,że może skutecznie
            odpędzic dziewczynkę siłą,krzycząc na nią czy obsypując piaskiem.Jesli tak się
            stanie,przez brak waszego pozytywnego wsparcia,wizyty na placach zabaw staną się
            raczej niemożliwe.Czy takiej reakcji oczekiwał od syna twój mąz?
    • aleksandrynka Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 23.10.06, 08:19
      eee tam, jakby mi dziewuszka "pilnowała" huśtawki, żeby tylko mój nie mógł
      wejść to po prostu powiedziałabym do niej: teraz my się pohuśtamy, uprzejmie, z
      uśmiechem ale dość "konkretnym" tonem. Mamusie są różne, chociaż ja, słowo
      daję, nie natykam się na takie sytuacje. Ale jak trzeba to moderuję zabawę,
      ktoś musi, mój syn nie będzie stał jak cielak i wyginał ust w podkówki tylko
      dlatego, że mama nie widzi nic niestosownego w "przebojowości" swojej córy. Ja
      widzę, mała zachowuje się nie fair i na to nie pozwalam. Bośmy krowie spod
      ogona nie wypadli smile
    • krtek7 Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 23.10.06, 09:12
      W takiej sytuacji mówię do dziecka: Podejdź i powiedz że teraz twoja kolej bo
      już długo czekasz.
      Dziecko idzie i mówi a ja stoję metr za nim, więc dziewczynka się peszy, albo
      rozumie przesłanie i odchodzi. Wtedy ja do niego (żeby dziewczynka słyszała):
      widzisz jaka grzeczna dziewczynka! smile
      Z rodzicami tez przeważnie nie wdaję się w dyskusje - to niewychowawcze,
      przecież dzieci słyszą, ale staram się żeby dzieci sobie radziły w takich
      sytuacjach. 3,5-latek już powinien umieć mówić i wygadać swoje w takiej
      sytuacji.
      • magdalenkaaa78 Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 23.10.06, 09:18
        Ba, pewnie powinien. Ale mój nie mowi. I widzę, że jak zwrócę pannicy uwagę ja,
        w zastepstwie dziecka, to okazę się nadopiekuncza a moje dziecko - niezaradną
        ślamazarą.
        • agnieszkas72 Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 23.10.06, 09:31
          Własciwie znowu zaczynasz od tego samego-jakby nic do ciebie nie dotarło.3,5
          latek to jeszcze małe dziecko-wychodzi z rodzicami,potrzebuje ich opieki i
          nauki,jak sobie radzic w sytuacjach społecznych.Twoje dziecko bedzie tej opieki
          potrzebowac dłuzej i dla niego powinnas wydoroslec.
        • monia145 Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 23.10.06, 09:49
          Ty tak uważasz, czy to słowa męża?
          Myślę, że tu jest klucz do tej zagadki.....mam koleżankę, której synek jest z
          gatunku tych, co to z palcem w buzi może przestać pół godziny i dobrze mu z
          tymsmile Jest spokojny, flegmatyczny, no ślamazara po prostu w odbiorze
          społecznymsmileKoleżanka odwiedza psychologa regularnie, psycholog uspokaja, że
          taki jego uroksmile Ale problemem jest tatus małego- facet uważa, że mały jest
          ofermą, że nie da rady sobie w życiu, że "musi" się zmienić i nie dociera do
          gościa, że jego syn macho raczej nie będzie. Wiele razy moja koleżanka
          przechodziła podobne katusze, jak Ty- bardzo chciała pomóc dziecku na placu
          zabaw, ale bała się, że mąż ją skarci, że hoduje kalekę życiowego! W jego
          obecności nawet nie próbuje synowi znaleźć zajęcia, skarcić inne dziecko, które
          małemu wchodzi na głowę itd. Nie wiem, co będzie dalej......
          • magdalenkaaa78 Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 23.10.06, 09:55
            Kuba ślamazara nie być. W przedszkou nauczył się praw dzunglii i walczy o swoje
            także pięścią. W tym wypadku wydaje mi się,że liczył na naszą pomoc, ztesztą
            jak pisałam - z taką sytuacją jeszcze się nie spotkaliśmy i nie opracowalismy
            modus operandii. Ale obiecuję, że nastepnym razem już nie będę się zastanawiać
            tylko zadziałam smile
            • krtek7 Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 23.10.06, 10:22
              Jeżeli Twoje dziecko nie mówi - to zmienia postać rzeczy. Spróbuj do dzieci
              mówić w jego imieniu, tylko grzecznie.
              A także dyskretnie sygnalizować rodzicom, w czym problem. Bo ludzie nie są
              jasnowidzami, nie wiedzą, że dziecko nie jest nieśmiałe, tylko ma problem z
              komunikacją.

              Najgorsi na placu zabaw są rodzice kłócący się za swoje dzieci i w imieniu
              swoich dzieci. Jeśli rodzic nie ma pomysłu jak się zachować w takiej sytuacji -
              nie powinien z dzieckiem przychodzić na plac zabaw.

              Weźmy sytuację odwrotną: mój pięciolatek nie chciałby zejść z tej opony.
              Zwróciłabym mu uwagę, że inne dzieci czekają i że już się długo bawi. Ale jeśli
              nie chciałby zejść - nie nalegałabym, nie ściągała go na siłę. Znając go,
              chwilę by się jeszcze pobawił, zastanowił i ustąpił.
    • jowita771 Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 23.10.06, 09:40
      ja bym w momencie, gdy dziewczynka odeszła na chwilę, podeszła i zdecydowanie
      usadowiła swoje dziecko na huśtawce.
      a co do modelu wychowania prezentowanego przez mamusię dziewczynki, jest wysoce
      prawdopodobne, że zemści się to na niej w przyszłości. i dobrze!
      • krtek7 Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 23.10.06, 10:27
        Właśnie Magdalenka, poddajesz się małej dziewczynce. Ty też masz problem z
        komunikacją, moim zdaniem.
        Musisz się nauczyć radzić sobie z hamstwem/głupotą (czyli z mamą tej
        dziewczynki). Twoją bronią jest kultura i komunikacja.
    • 76kitka Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 23.10.06, 10:21
      W sobotę byliśmy na placu zabaw, gdy przyszliśmy była tylko jedna dziewczynka, dziecko jeszcze nie chodzące, mała raczkowała i potrafiła się podciągnąć do stania. Bawiła się na zjeżdzalni, mój synek to już kawał urwisa ale trudno wymagać od dwulatka, żeby uważał na cudze łapki jak sam jeszcze o swoje nie potrafi się zatroszczyć, więc pilnowałam by nie zrobił Jej krzywdy. Nie wiem czy to była opiekunka, mama czy babcia tej dziewczynki ale ani razu nie wstała z ławki, żeby sprawdzić czy małej nie grozi nic ze strony starszych dzieci, za każdym razem gdy ktoś koło Niej przebiegał zwracałam Mu uwagę, że tu siedzi dzidzia, kilka razy dzieci prawie przebiegły Jej po rączkach, potrącały. Swojemu dziecku mogę zwracać uwagę, że ma nie deptać młodszej koleżanki ale nie jestem od tego by zwracać uwagę innym dzieciom, które gonią się po podestach i zjeżdzalni. Najbardziej wkurza mnie gdy na plac zabaw przychodzą dzieci z jedzeniem, ok niech zje na placu zabaw skoro głodne ale na boku, niech nie biega z lodem po zjeżdzalni i nie robi smaka innym dzieciom, mój synek np. nie dostaje słodyczy bo przestał jeść potrawy o innym niż słodki smaku. Jednak pamięta jak smakują lody i miałam dwie godziny jęczenia o słodycze.
      • ibulka Re: 76kitka 23.10.06, 17:54
        76kitka napisała:

        >Najbardziej wkurza mnie gdy na plac zabaw przychodzą dzieci z jedzeniem, ok
        >niech zje na placu zabaw skoro głodne ale na boku, niech nie biega z lodem po
        >zjeżdzalni i nie robi smaka innym dzieciom, mój synek np. nie dostaje słodyczy
        >bo przestał jeść potrawy o innym niż słodki smaku. Jednak pamięta jak smakują
        >lody i miałam dwie godziny jęczenia o słodycze.

        Chyba trochę przesadzasz... :] Nie zabronisz dzieciom jeść na podwórku.! Moje
        Maluchy też często mają jakiegoś batonika, cukierka czy coś i nie obchodzi
        mnie, że ktoś ma smaka...
        A jeśli cukierków jest dużo itd., to częstujemy dzieci, z którymi Julka, Daria
        i czy Łukasz się bawią.
    • karanissa Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 23.10.06, 10:37
      Tez mialam podobna sytuacje wczoraj.

      Poszlismy z synkiem (niespelna trzylatkiem) na bardzo popularny plac zabaw,
      ktory z racji pieknej pogody byl zapchany ludzmi. Na drabinkach i hustawkach
      sajgon, kolejki ustawialy sie metrowe. Synek wlazl na zjezdzalnie, taka
      spiralna, ale nie mogl zjechac, bo co i rusz grupka 5-6 latkow wbiegala na te
      zjezdzalnie "pod prad", zeby potem zjechac. A synek raczej z tych niesmialych,
      po parokrotnej probie zjazdu, nieudanej oczywiscie, zawolal, ze "mamusiu, nie
      moge zjechac!"

      Poprosilam te dzieciaki, zeby nie bawily sie w ten sposob, chociaz przez
      chwile, bo mlodsze dzieci nie moga zjezdzac - spokojnie i stanowczo. Nie
      protestowaly, na chwile odpuscily, synek zjechal, ale potem widzialam, ze
      powrocily do przerwanej zabawy.

      Dopoki synek bedzie na tyle niesamodzielny, zeby sam zachowac sie asertywnie w
      stosunku do dzieciakow, to trudno - bede interweniowac w takich przypadkach, bo
      nie wyobrazam sobie, zeby zostawic go na tej zjezdzalni i patrzec, jak
      bezskutecznie probuje zjechac.
      • krtek7 Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 23.10.06, 11:19
        Zgadzam się.
        Tylko trzeba pamiętać że 5-6 latki to też jeszcze małe dzieci, choć matce
        trzylatka może się wydawać inaczej. Nie powinno się w tej sytuacji na nie
        krzyczeć, czy wymagać aby się domyśliły i reagowały jak dorośli.
        5,6-latki mają swoją godność.
        • karanissa Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 23.10.06, 12:40
          Absolutnie nie krzyczalam smile W ogole nie przyszlo mi do glowy, zeby krzyczec.
          Nie wymagalam takze, zeby starsze dzieciaki (zajete zabawa) dostrzegly, ze
          jakis niesmialy trzylatek chce zjechac i dlatego poprosilam, zeby go puscily.

          Czasami trzeba zareagowac, im dziecko starsze, tym takie przypadki beda
          rzadsze, mam nadzieje.
          • krtek7 Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 23.10.06, 13:57
            Zgadzam się z Tobą.

            A mnie wkurzają mamusie, które są wkurzone na innych i stoją obrażone i nic nie
            powiedzą. Czy ja się mam domyślić o co takiej kobiecie chodzi? wink
            • magdalenkaaa78 Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 23.10.06, 14:16
              Wiesz, jeśli jesteś inteligentna i widzisz,że dziecko próbuje usiąść na zabawce
              to chyba oczywiste,że chce się pobawić a nie tylko popatrzeć, jak bawi się
              Twoje. I normalnie myśląca mama nie będzie potrzebowała mojej prośby, tylko
              zabierze dziecko a nie rzuci, że mała jest bojowa.
              • krtek7 Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 23.10.06, 14:23
                Dlatego napisałam wcześniej o chamstwie i głupocie.
                I o wyższości komunikacji nad stwierdzeniem: "tacy ludzie mnie wkurzają".
                • magdalenkaaa78 Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 23.10.06, 14:27
                  oczwywiście. Co nie zmienia faktu, że na nich nie krzyczę i nie biję. W
                  komunikację z niektórymi nie wierzę - widzę,że komunikacja pozawerbalna nie
                  działa.
                  • krtek7 Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 23.10.06, 14:42
                    Przewracanie oczami i mina obrażonej to żadna komunikacja. Twoje dziecko uczy
                    się od ciebie że jeśli nie dostaje tego co chce - odchodzi. Naucz go że CZASEM
                    można coś załatwić. Przecież cię baba nie pobije! (chyba...)
                    • iwoniaw Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 23.10.06, 15:30
                      > Przewracanie oczami i mina obrażonej to żadna komunikacja.

                      Dokładnie. Do szału doprowadzają mnie te wszystkie
                      Wymagające-Żeby-Inni-Czytali-Im-W-Myślach, co to nie wyartykułują, o co chodzi,
                      tylko obrażone miny stroją i komentują (chamsko na ogół) na stronie. To naprawdę
                      taki problem podejść i powiedzieć "czy teraz może się Kuba pohuśtać?"
                      Ale nie, lepiej stwierdzić, że rozmowa nic nie da (choć autroka wątku nie
                      próbowała, więc NIE WIE tego) i głupio gadać "niektórzy myślą, że plac zabaw
                      jest tylko ich" i płakać na forum...
                      • magdalenkaaa78 Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 23.10.06, 15:45
                        Nie przewracam oczami - to wyglada śmiesznie. Wg mnie podejście i ustawienie
                        się kolejki jest wystaczajacym sygnalem by zrozumieć,że inni też chcieliby się
                        pobawić. Ale ja myślę raczej o wszystkich dzieciach, może dlatego, ze zależy
                        mi, żeby Kuba bawił się w grupie.
                        • iwoniaw Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 23.10.06, 16:13
                          Wg mnie podejście i ustawienie
                          > się kolejki jest wystaczajacym sygnalem by zrozumieć,że inni też chcieliby się
                          > pobawić.

                          No widzisz - _wg Ciebie_. A inni mogą mieć nieco mniej empatii, albo po prostu
                          uznać, że się przyglądacie - też w końcu możliwe, no nie? Zatem spytam raz
                          jeszcze: w czym problem podejść do dziecka bujającego się i zapytać "czy teraz
                          pozwolisz się chwilę pohuśtać Kubie?" - w najgorszym wypadku usłyszałabyś "Nie"
                          - i nie zmieniłoby to sytuacji w ogóle. W każdym innym wariancie - dziecko
                          mogłoby się bawić na huśtawce, może nawet z tamtymi dziećmi.
                        • malila Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 23.10.06, 16:57
                          magdalenkaaa78 napisała:

                          > Wg mnie podejście i ustawienie
                          > się kolejki jest wystaczajacym sygnalem by zrozumieć,że inni też chcieliby
                          się
                          > pobawić.

                          Owszem, zwykle jest to jakimś sygnałem, że inni też chcą się pobawić, ale nie
                          musi nim być, bo dość często sie zdarza, że dziecko chciałoby, ale boi się i na
                          razie się przygląda, a huśtać będzie się chciało za cztery dni. Poza tym, o ile
                          dość łatwo się domyślić, że ktoś się chce pohuśtać, to raczej nie jest się w
                          stanie odgadnąć, że Ty sobie ustaliłaś, że właśnie teraz powinno przestać. Ani
                          dziecko w głowie nie ma zegarka, ani nie widzę powodu, dla którego długość
                          huśtania miałaby ustalać arbitralnie jedna matka.
                          Osobiście raczej z dzieciakami grzecznie czekałam pod huśtawką i jeszcze nam
                          się nie zdarzyło, żeby trzeba było czekać dłużej niż 5 - 10 minut. Owszem,
                          huśtawki w parku to dobro wspólne, ale ławki w parku też, a jakoś nikt nie
                          zrzuca nikogo z ławki, bo teraz jego kolej, żeby sobie posiedzieć.
                          Jeśli jednak chodzi o sytuację z dziewczynką, która jak ten pies ogrodnika
                          pilnowała huśtawki, to oczywiście zwróciłabym jej uwagę. Nie lubię
                          takiego "sprytu" - ani w wydaniu dzieci, ani w wydaniu dorosłych,
                          którzy "sprytnie" załatwiają sobie renty albo wykorzystując stanowisko kupują
                          komunalne mieszkania po 2 tysiące.
                        • monia145 Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 23.10.06, 17:47
                          Ludzie nie muszą nam czytać w myślach. Jeden jest bardziej domyślny, drugi,
                          chociaż będziesz kręcić sie przy huśtawce, wzdychać, głosno komentować i robić
                          tysiące innych ,naprowadzających według Ciebie, rzeczy- nie domyśli się o co Ci
                          chodzi. Ty zaś nie artukułując tego, czego chcesz, dajesz takiemu rodzicowi
                          niejako usprawiedliwienie, dla jego braku wyobraźni i empatii- "No przecież
                          pani nic nie mówiła!"
                  • ibulka Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 23.10.06, 17:56
                    magdalenkaaa78 napisała:

                    > oczwywiście. Co nie zmienia faktu, że na nich nie krzyczę i nie biję. W
                    > komunikację z niektórymi nie wierzę - widzę,że komunikacja pozawerbalna nie
                    > działa.


                    Wierz mi, że gdybyś nakrzyczała (podkreślam - nakrzyczała) na moje dziecko
                    tylko dlatego, że buja się za długo na huśtawce, a twój syn stoi i patrzy, to
                    nakrzyczałabym na ciebie i to dość ostro :]
                    A jakbyś uderzyła moje dziecko, to by się to skończyło sądem. Dlatego cieszę
                    się, że nie bijesz i nie krzyczysz... ;]
    • mijaczek Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 23.10.06, 14:05
      zgadzam sie. jesli jestes na ogolnodostepnym placu zabaw to powinnas liczyc sie
      z tym, ze inne dzieci tez by chcialy sie pobawic...
    • actim Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 23.10.06, 16:07
      ...a my miałyśmy ostatnio na placu zabaw też dość nieprzyjemną sytuację...
      Moja pięciolatka weszła na zjeżdżalnię i kiedy usiadła, żeby zjechać podbiegł
      do niej z tyłu chłopczyk (na oko 3-latek) i zepchnął ją w dół. Zjechała trochę
      za ostro ale w sumie nic się nie stało. Wszystko działo się na tyle szybko i
      wysoko (to duża zjeżdżalnia) że nie zdążyłam zareagować. Moje dziecię nie
      zrażone przygodą pobiegło na zjeżdżalnię jeszcze raz, a "bojowy" maluch zjechał
      i zaczął wchodzić pod prąd. Zanosiło się na starcie więc ruszyłam w stronę
      zjeżdżalni, ale jeszcze nie interweniowałam, moja córka siedziała na górze i
      czekała, a młody wrzeszczał z dołu "nie zjedzes, nie zjedzies, głupia".
      Na górze zaczęła robić się kolejka, więc podeszłam do buntownika i słodziutko
      powiedziałam, że może by się jednak usunął bo jak te "duże" dzieci zjadą na
      niego to mogą go przygnieść. Na co chłopiec zamachnął się ręką żeby mnie
      uderzyć, usunęłam się w porę i już ostrzej nieco powiedziałam żeby zszedł.
      Wtedy on zaczął na mnie pluć. Ponieważ stałam poza zasięgiem jego rażenia więc
      strasznie się rozzłościł i krzyczał coś co brzmiało jak bluzgi (przypominam
      trzylatek!) Zaczęłam się roglądac za matką i wtedy z ławki ruszyła tleniona
      blondyna z papierosem w kąciku ust, podeszła do młodego palnęła wierzchem dłoni
      w twarz, szarpnęła za rękę, tak że dziecko spadło i powlokła w stronę
      ławki "rzucając mięsem"...
      Fajnie co?
      Nie sądzę żeby ten mały agresor sie zmienił, pozostaje mieć nadzieję, że za
      jakieś 15 lat nie spotkamy go w parku z nożem. Może juz wtedy będzie "siedział"
      • ibulka Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 23.10.06, 18:01
        actim napisała:

        > Nie sądzę żeby ten mały agresor sie zmienił, pozostaje mieć nadzieję, że za
        > jakieś 15 lat nie spotkamy go w parku z nożem. Może juz wtedy
        będzie "siedział"

        A ja mam nadzieję, że się zmieni... Boże, współczuję dziecku. Naprawdę to nie
        jego wina, że ma durną matkę... :]

        Właśnie wróciłam z córeczkami z podwórka. Daria siedziała w wózku, a Julka
        bujała się na huśtawce. Podszedł do huśtawki chłopiec - taki może pięcioletni -
        starał się zatrzymać Darię, chociaż mówiłam, że przecież druga huśtawka jest
        wolna, i żeby nie podchodził pod huśtawkę, bo go uderzy...
        Nie posłuchał i podszedł pod huśtawkę. W ostatniej chwili szarpnęłam go za rękę
        i przewrócił się na trawę. Wtedy podbiegł do mnie jego ojciec i zaczął wyzywać
        od sadystek, nie docierały do niego tłumaczenia, że chłopczyk podszedł pod
        huśtawkę i ryzykował życie.
        No cóż...
        • faustine Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 23.10.06, 22:47
          Mam stosunkowo niewielkie doświadczenia z placem zabaw ( mała ma rok - od dwóch
          miesięcy chodzimy na takowy) Ale jestem przerażona potwornym egoizmem
          większości dzieciaków . Mało które potrafi się dzielić, ustąpić itp. TO MOJE!
          NIE RUSZAJ! Takie hasła to standard. Zaznaczam że przynosimy swoje zabawki
          którymi te egoistyczne stworzenia zadziwiająco chętnie się bawią.
          I to nie jest spryt ani zaradność tylko czyste cwaniactwo wyniesione z domu.
          • krtek7 Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 24.10.06, 09:23
            Bo to jest takie błędne przekonanie rodziców: "mój maluszek musi mieć wszystko
            co najlepsze, wszystko czego zapragnie, cały świat ma należeć do niego. A że
            się przepycha? Bije? To dobrze, ma sobie poradzić w tym chamskim świecie." I
            takim sposobem wychowuje się chama.

            Myślę jednak że przesadzasz - dzieci są przeważnie grzeczne. Tylko że tobie,
            jako matce JESZCZE roczniaka wydaje się że dzieci kilkuletnie bawiące się już
            inaczej niż uczące się stawiać pierwsze kroki dziecko - są niekulturalne i się
            pchają. To jest PLAC ZABAW. A nie PLAC ZABAW DLA TWOJEGO DZIECKA. I to twoim
            zadaniem jest pilnowanie aby twojemu maluchowi się nic nie stało.
            Spróbuj porozmawiac czasem z tymi "niegrzecznymi" kilkulatkami - może być tak
            że wystarczy słowo i już będą uważać na twojego malucha.

            Tylko szkoda, że jak twoje dziecko będzie miało pięć lat - już nie będziesz
            pamietać tej sytuacji.

            Napisałaś:
            Mało które potrafi się dzielić, ustąpić itp. TO MOJE!
            > NIE RUSZAJ! Takie hasła to standard. Zaznaczam że przynosimy swoje zabawki
            > którymi te egoistyczne stworzenia zadziwiająco chętnie się bawią.
            > I to nie jest spryt ani zaradność tylko czyste cwaniactwo wyniesione z domu.

            Wg mnie to jest nauka sprytu/zaradności/dzielenia się. A to jak się wyrażasz
            opisując te dzieci świadczy źle o tobie.

            Jak dziecko ma 2-3 lata zaczyna mieć problem z dzieleniem się i czasem
            krzyczy "Zostaw. Nie ruszaj. To moje." To jest normalne.


          • ibulka Re: faustine 24.10.06, 13:28
            faustine napisała:

            > Mam stosunkowo niewielkie doświadczenia z placem zabaw ( mała ma rok - od
            dwóch
            >
            > miesięcy chodzimy na takowy) Ale jestem przerażona potwornym egoizmem
            > większości dzieciaków . Mało które potrafi się dzielić, ustąpić itp. TO MOJE!
            > NIE RUSZAJ! Takie hasła to standard. Zaznaczam że przynosimy swoje zabawki
            > którymi te egoistyczne stworzenia zadziwiająco chętnie się bawią.
            > I to nie jest spryt ani zaradność tylko czyste cwaniactwo wyniesione z domu.


            To nie jest cwaniactwo. Dziecko dwuletnie nie wie, co to jest cwaniactwo. Wie,
            że to jego zabawki i przechodzi takie etap rozwoju, że nie da i koniec :]
            Wszystko przed tobą wink
          • monia145 Re: Wkurzają mnie takie mamusie ( na placu zabaw 24.10.06, 15:32
            Zobaczymy, co powiesz, jak za rok, Twoje dziecko zacznie zaznaczać swoje
            terytorium, poprzez mówienie" Nie ruszaj, to moje"- zapewne nie posądzisz go o
            egoizm tylko o zdrowe odruchy, prawda?
    • melka_x strzelanie sobie w stopę 24.10.06, 08:54
      Jak czytam takie posty to myślę, że należałoby stworzyć podkategorię nagród
      Darwina, gdzie laureaci co prawda nie eliminują się w sensie biologicznym, ale
      w społecznym robią to bardzo skutecznie. Tak jak ta matką z opisaną przez
      Ciebie dziewczynką. Ktoś bardzo krótkowzrocznie nazwał to sprytem. Strzelanie
      sobie w stopę nie jest sprytnewink. Dziewczynka odpycha inne dzieci, jest
      agresywna i złośliwa, nie ustępuje, od matki dostaje sygnał, że jest to
      zachowanie jak najbardziej aprobowane, a więc będzie je powtarzać. Na placu
      zabaw, w przedszkolu, w innych miejscach, gdzie są dzieci. W krótkiej
      perspektywnie zyska te 5 czy 10 minut więcej na huśtawce, ale inne
      dzieci/rodzice w końcu zaczną ją kojarzyć. A to oznacza, że wcześniej czy
      później dotkną ją represje, mało kto ustąpi jej huśtawki, posunie się w
      piaskownicy, pożyczy zabawkę. Jeśli jej agresja i nieumiejętność współpracy
      będą się powtarzać w końcu zostanie przez dużą część dzieci odrzucona. A
      poczucie odrzucenia przez grupę jest jednym z najboleśniejszych, społecznych
      doświadczeń.

      Magdalenko dziewczyny mają rację, że musisz nauczyć się prosić oraz
      interweniować w sytuacjach, gdy ktoś jest agresywny wobec Twojego dziecka.
      • sylwik7 Re: strzelanie sobie w stopę 24.10.06, 15:24
        Przez większość życia miałam problem z asertwnością i w ogóle załatwianiem
        spraw, ale sporo zmieniło się po urodzeniu córeczki (w wieku 29 latsmile).ŁAtwiej
        mi jakoś teraz coś załatwić a także oczywistym dla mnie jest że muszę być
        rzecznikiem mojego dziecka dopóki sama nie będzie sobie radzić (mam nadzieję,
        że bedzie inna niż ja).Ostatnio nie chodzimy na osiedlowy plac zabaw z uwagi na
        niestety zapalenie płuc małej-efekt przedszkola.Ale np. we wrześniu dwie
        dziewczynki ok.7-8 letnie huśtały sie na huśtawkach położonych koło
        siebie.Robiły to odkąd przyszłyśmy. Mała (3,5 roku) też chciała ale
        powiedziałam jej, żeby najpierw pozjeżdżała na zjeżdżalni, potem karuzelka. W
        końcu pannice zeszły więc Ala podbiegła do hustawek dzieczynki widząc to
        natychmiast wróciły dodam,że wcześniej czyli z 15 minut temu słyszały
        marudzenie Ali o hustawkę. Mała zajęła sie konikiem, dziewczynki zeszły. Ala
        znów zaczęła iść do hustawek a panienki śmiejąc się znów je zajęły. Ewidentnie
        dobrze bawiły sie kosztem malucha. Podeszłam i poprosiła grzecznie aczkolwiek
        zdecydowanie ,żeby dały się pohustać małej. Oczywiście zeszły natychmiast.
        Zdaniem niektórych przedmówców mała jest ofermaą bo mama załatwiła jej
        możliwość pohuśtania?
        Jakie miała szanse wobec złośliwych 8 latek? A nawet gdyby była dajmy na to
        ofermowata to co nie ma prawa się pobawić bo huśtać się mogą sami "zaradni"?

        Z drugiej strony na placu zabaw w osrodku wczasowym siadłyśmy razem na wielkiej
        hustawce - czterosobowej i nawet nie rozhustałyśmy się jeszcze gdy przybiegli 3
        chłopcy - koloniści może 10-11 letni, którzy wręcz wisieli nam nad głowami
        chcąc zapewne zmusić nas do opuszczenia huśtawki poprzez stworzenie nam
        pewnego dyskomfortu, poprosiłam, żeby się odsunęli bo mogę ich uderzyć
        niechcący hustawką i mimo ich niezadowolonych min z zegarkiem w ręku huśtałam
        się z córeczką 5 minut a potem ich puściłyśmy. To była też pewna lekcja dla
        małej że ponieważ pierwsza usiadła ma prawo się pobawić przez pewien przyzwoity
        czas a później zwolnić hustawkę. Gdyby była sama na pewno w momencie by ją
        wyrzucili z huśtawki.

        W opisywanej przez załozycielkę wątku sytuacji zwróciłabym się do okupującej
        hustawkę dziewczynki i poprosiła o jej udostępnienie mojemu dziecku oczywiście
        grzecznie, gdyby mamie coś się nie podobało to też bym jej postarała je
        wytłumaczyć w czym rzecz.
        • krtek7 Re: strzelanie sobie w stopę 24.10.06, 17:28
          Więcej głosów było że to mama jest ofermowata i przekazuje to dziecku.
        • mamaemmy Sylwik7 24.10.06, 19:47
          bardzo mi się podobała Twoja odpowiedz.

          Ja na pewno tez zwróciłabym się do dzieci,skoro ich matki tego nie zrobiłyby.
          Pewnie jeszcze błysnęłabym jakąś madrością typu,ze po jakims czasie powinno się
          ustepowac,gdyz plac zabaw jest dla wszystkich,nie tylko dla nichbig_grin
          • faustine Re: krtek 25.10.06, 14:19
            Czytaj ze zrozumieniem. Nigdzie nie napisałam że żądam prywatnego placu zabaw
            dla mojego rocznego dziecka. Chyba nie masz nic przeciwko temu, że bawią się
            tam również takie maluszki? A może właśnie gdyby było ich tam więcej ,te
            małe egoistyczne stworzenia nie miałyby jak piszesz "problemu" z dzieleniem się
            i ustępowaniem słabszym i mniejszym dzieciakom . Ale do tego też potrzebne
            jest ODPOWIEDNIE wychowanie mamusiek.
            • monia145 Re: krtek 25.10.06, 14:28
              Bywam na placach zabaw różnego rodzaju od sześciu lat- jakoś deficytu maluchów
              nie zauwazyłam.....natomiast mnie irytuje cos innego- dziwne i niczym
              nieuzasadnione przekonanie OPDOWIEDNIO wychowanych mamusiek, ze starsze dziecko
              jest tylko i wyłącznie egoistycznym stworzeniem, jeśli nie ma ochoty i zamiaru
              dzielić się zabawkami z 1,5-roczniakiem......domyślasz sie o kim mowa?

              Żadne dziecko nie ma obowiązku dzielić się zabawkami- jednak MOŻE i nalezy je
              do tego zachęcać ale nie można oczekiwać, że ktoś bez oporów, na pewnym etapie
              rozwoju, odda swoja zabawkę innemu dziecku. To bardzo naiwne podejście do
              sprawy, zwykle boleśnie dla dumy własnej, weryfikowane w czasie przyszłymsmile
              • faustine Re: krtek 25.10.06, 14:38
                Przypominam że te stworzenia nie tylko się nie dzielą , ale również zabierają
                ( a wręcz wyrywają) innym zabawki. Tłumaczenie tego "pewnym etapem rozwoju"
                jest wygodne dla mamuś które w ten sposób wychowują dziecko .
                • krtek7 Re: krtek 25.10.06, 14:42
                  Nie wiem co to za dziwny plac zabaw..... U nas wsród kilkunastu bawiących się
                  dzieci jest tylko 1 chłopiec który wyrywa zabawki. Jest opóźniony w rozwoju.
                  Poza tym u nas nie ma "stworzeń" i wszyscy się jakoś dogadują, w szczególności
                  dzieci.
                  • faustine Re: krtek 25.10.06, 14:47
                    No to masz szczęście - widocznie u nas większość opóźnionych smile
                    • krtek7 Re: krtek 25.10.06, 14:51
                      W takim razie współczuję... wink
              • krtek7 Re: krtek 25.10.06, 14:50
                Zgadzam się z Monią. Jedna z moich znajomych każe dziecku dzielić się
                zabawkami, choćby nie-wiem-co. Czasem wygląda to tak, że chłopczyk (4 latka) ma
                nowy rowerek ale wszyscy na nim jeżdżą tylko nie on... A jak on jest smutny to
                ona mówi że to dobrze że tak umie się dzielić. Jeszcze rok temu wyrywała mu
                zabawki i dawała innym dzieciom, które chciały się pobawić. Chore, nie?

                Dzieciom można zasugerować, zwrócić uwagę na uczucia i emocje innych dzieci: że
                inne dziecko się ucieszy jak mu na chwilę dasz zabawkę, a jesli nie dasz to być
                może będzie mu smutno... itd,. Ale jak nie chce dać to nie. Trudno.
            • krtek7 Re: faustine... 25.10.06, 14:38
              Wiem co piszę i czytam też ze zrozumieniem.
              Jak moje pierwsze dziecko miało 1 rok to nieraz myślałam że @#$%#!!!! na placu
              zabaw. Tak mnie wkurzały te przedszkolaki. Teraz sama mam takich. Wystarczy
              powiedzieć, zwrócić uwagę spokojnie - jeżeli sami się nie domyślą. I przeważnie
              dzieci takie są: rozbrykane z racji wieku ale GRZECZNE. Nie możesz oczekiwać że
              gdy twój maluch się pojawi oni nagle wszyscy znikną bo tak wypada (??).
              Nestępnym razem w takiej sytuacji zwróć im na to uwagę. Komunikacja czyni
              czaserm cuda wink))
            • krtek7 Re: faustine c.d. 25.10.06, 14:40
              W tej całej sytuacji to ty jesteś najbardziej egoistycznym stworzeniem. Moim
              zdaniem.
              • krtek7 Re: faustine c.d. 25.10.06, 14:52
                W zaistniałej sytuacji wycofuję to zdanie, Faustine, przyjmij przeprosiny. I
                znajdź inny plac zabaw.
                • faustine Re: krtek 25.10.06, 14:55
                  smile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja