galia29
23.10.06, 22:42
Generalnie lubię przedszkole mojego syna a najważniejsze ,że on je lubi,
ale...No właśnie - zeszły rok -jego pierwszy w przedszkolu przechorował
okropnie, ale ponoć wszystkie dzieci tak mają.Ale teraz zaczynają mnie
wkurzać- parę dni temu w zimny dzień odbieram Kubę z przedszkola a dzieciaki
są na podwórku.Pani przedszkolanka opatulona w szaliczku a mój syn w
bluzeczce i wiatrówce -miał już sine usta i uszy, a w szatni ma dwie bluzy ,
dwie kurtki i czapkę na wszelkie kaprysy pogody.Kiedy zapytałąm panią
dlaczego jest tak ubrany , ona odparła: ojej a miał iść do szatni się
ubrać.Kurde może inne niespełna czterolatki są bardziej rozgarnięte i wiedzą
jak się powinny ubrać mój niestety nie jest i trzeba go przypilnować, ale
o.k. machnęłam ręką.Dziś odbieram syna później czyli o 4 kiedy to już chyba
nie ma głównych opiekunów są młodzi wolontariusze i uśmiechnięta panna mówi
mi : och ale on jest cały czarny bo się tam pod drzewem bawią.Zamarłam :
dzieciaki wlazły pod jakiegoś iglaka , siedzą tyłeczkami na zimnej, wilgotnej
ziemi i ryją pazurami w glebie.Już nie chodzi o to ,że zamiast wstąpić po
zakupy po drodze pojechaliśmy prosto do domu, bo wstyd się było z nim pokazać-
nie było widać ani jaka to płeć ani jaka rasa- biały czy czarny o ubraniach
nie wspomnę.Ale brud to nic- mój syn do brudzenia się zawsze miał talent- ale
żesz...jak te dzieci mają nie chorować jak w końcu pażdziernika pozwala im
się siedzieć na gołej ziemi i nikt nie sprawdza co robią i jak są ubrane.że
nie wspomnę ,że panie mogłyby wymyśleć małym lepszą zabawę niż babranie się w
ziemi, gdzie całkiem możliwe ,że srają wszystkie okoliczne koty.Jestem
niespotykanie spokojną osobą ale chyba zrobię im jutro dym.