ojciec nie przy porodzie

IP: *.* 09.05.01, 07:51
hej dziewczyny!Czy któraś z was rodziła bez męża bo tak wybraliście chociaż mieliście taką możliwość? Bo ja jak komuś mówię,że my nie rodziliśmy razem bo tak chcieliśmy to słyszę "coś między wami nie tak?" Nawet w "Pierwszym Krzyku" padło zdanie" prawdziwy ojciec jest przy porodzie" , ojciec moich dzieci też jest prawdziwy i bardzo je kocha tylko takiego dokonaliśmy wyboru .
    • Gość edziecko: Gosia 25 Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 09.05.01, 08:09
      Ja akurat rodzilam zawsze z mezem, ale juz dawno zauwazylam, ze w tym temacie jest jakas niezdrowa histeria, ze jak nie z mezem, to... no wlasnie to co? Nie kazda kobieta jest gotowa takie rzeczy pokazywac mezowi i nie kazdy maz ma ochote to ogladac. na pocieszenie powiem ci, ze my nigdy o tym nie rozmawialismy i wiekszosc naszych znajomych jest przekonana, ze rodzilam sama ;)Mysle ze przy dlugich porodach warto miec ze soba kogos w ogole, bo kiepsko tak samemu kilka biitych godzin siedziec, mozna sie wtedy skoncentrowac na samym porodzie. Ale czy to musi byc maz?
    • Gość edziecko: Aśka Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 09.05.01, 08:16
      Ja rodzilam bez meza, bo chyba zemdlalbysmile A poza tym nie chcialam zeby to widzial, balam się też ze go zeklne w najgorszym momenciesmile Za to byl przymnie zaraz po i to mnie w pełni satysfakcjonowało. Nie każdy facet to znesie i nie każda kobieta sobie tego zyczy.
    • Gość edziecko: jola Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 09.05.01, 08:35
      Dzięki za wsparcie! zgadzam się, że przy długich porodach warto przy sobie kogoś mieć,ja rodziłam tak błyskawicznie,że przy drugim porodzie mąż przydałby się po to żeby zawołać połóżną, która twierdząc,że to jeszcze jakieś dwie godziny spokojnie poszła umyć zęby ale ja nie dałam jej skończyć ,tylko z braku męża zdarłam gardło.A poważnie to ostatnio mało jest zrozumienia dla kobiet, które postępują inaczej niż moda nakazuje, cóż niektórzy nie są modni tylko staromodni!
      • Gość edziecko: tyska Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 09.05.01, 08:41
        Kurcze, taki ładny post napisałam i mi go zżarło :-)W każdym razie ja też uważam, że mąż przy porodzie nie był mi wcale do szczęścia potrzebny. Mieliśmy taką możliwość do samego końca, ale go wysłałam do domu. Nie chciałam,aby ktokolwiek z moich bliskich poza siłą fachową oczywiście był przy mnie. To po prostu jedna z tych chwil, którą pragnę przeżywac w samotności. A mąż i starsza córka zobaczyli dzidzię niecałą godzinę po porodzie i po prostu się rozpłakali ze szczęścia :-)
    • Gość edziecko: jola Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 09.05.01, 08:56
      Myślę, że warto zwrócić uwagę, że po porodzie rodzinnym ojciec ma możliwość pozostać z dzieckiem i się nim nacieszyć, natomiast po normalnym porodach często ojciec musi czekać do pory odwiedzin jak żona urodzi rano albo nie daj boże w nocy do czekaj sobie do 15 ,to co porody rodzinne są lepsze? a"propos wspólnych porodów i chodzenia w ciąży to kiedyś zadano mi pytanie "gdzie chodzicie do ginekologa?" wtedy stanął mi przed oczyma obraz mojego męża na fotelu ginekologicznym i dostałam histerycznego ataku śmiech więc ja bardzo podziwiam panów którzy uczestniczą przy porodzie, ale zachowajmy rozsądek
    • Gość edziecko: wioletta(ignis) Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 09.05.01, 09:16
      Ja rodziłam bez męża, bo tak chciałam, w ogóle uważam, że rodzenie to kobieca sprawa i w sumie mąż nie był mi potrzebny. On też nie bardzo miał ochotę, więc się tak szczęśliwie złożyło, że mielismy takie same zdanie. Odwiózł mnie do szpitala, grzecznie pojechał do domciu i tam czekał na telefon ode mnie, że córcia jest juz na świecie. Nie sądzę, aby na porodówce mógł mi pomóc, bo zasuwałam po korytarzu jak torpeda, chodziłam w kółko, a masaż, który robiła mi położna, zamiast pomóc, tylko mnie denerwował - no sam dotyk mnie drażnił.Jesli ktoś chce razem, fajnie, nie mam nic przeciwko, ale po co robic przy tym tyle szumu? Ja byłam szczęśliwa sama, poród wspominam bardzo mile i nie czuje się gorsza, że męża przy tym nie było.Gdybym kiedyś miała jeszcze raz rodzić, postanowiłabym tak samo.
    • Gość edziecko: Ulka Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 09.05.01, 10:09
      Ja również rodziłam bez obecności męża. On nie wyrażał chęci a ja nie miałam zamiaru go namawiać. W dodatku nie wiedziałam co mnie tam czeka(mój pierwszy poród :fou: ) i jaki to widok jest w rzeczywistosci. Po tym doświadczeniu już wiem że przy następnym porodzie będzie jak sam wyrazi taką chęć.
      • Gość edziecko: AgataZ Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 09.05.01, 11:07
        Cześć dziewczyny!Jakże się cieszę z waszych wypowiedzi, bo miałam obawy, że jestem jakaś niedzisiejsza. Ta presja na wspólne rodzenie jest okropna! Mąż, nawet najlepiej wyszkolony w szkole rodzenia i najbardziej współczujący i opiekuńczy, nie zastąpi dobrej, życzliwej położnej, która potrafi i ocenic właściwie rozwój sytuacji i umiejętnie pomoże - myślę, że to jest bardziej potrzebne każdej rodzącej. Dobrze by było natomiast, aby tatuś mógł jak najszybciej zobaczyć dzieciątko - w takiej chwili tak bardzo chce się podzielić największą radością! Niestety do tego w naszych szpitalach rzadko kiedy są warunki, a szkoda.
      • Gość edziecko: dorota Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 09.05.01, 11:11
        Jola!!!!!Uśmiałam się do łez .Super !!!Pozdrawiam Dorota
    • Gość edziecko: jola Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 09.05.01, 12:30
      polecam książkę Libby Purves "Jak nie być matką doskonałą" cytuję fragment "Niektóre autorki poradników opisują krok po kroku, doświadczenia własnych porodów na które przybyły otoczone przyjaciółmi grającymi na gitarach, popijając herbatkę z liści malinowych z miodem...Ja jednak mam poczucie winy, że moje dziecko nie miało spokojnego i magicznego przyjścia na świat zgodnie z tą wizją, gdyż pierwszym dźwiękiem jaki dotarł do jego uszu był głos matki klącej jak szewc i odgłos razów, jakie wymierzała w kark jego ojcu"KSIĄŻKĄ JEST GENIALNA
    • Gość edziecko: aska mama marka Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 09.05.01, 14:07
      czesc dziewczeta,przy moim porodzie byl tlum, moj maz i moja mama. I bylam bardzo z tege zadowolona. Oni byli bardziej zastresowani niz ja. Ale obecnosc ich bardzo mi pomogla, nawet psychicznie, mama lezala mi na plecach, takie bole mialam, a maz z powazna mina patrzal na zegarek i liczyl czas do boli. Poniewaz skonczylo sie wszystko cesarka , to maz nie musial przecinac pepowiny. Upieklo mu sie jak cholera.On dlugo dochodzil do siebie po tym porodzie. I nie za bardzo ma ochote byc przy tym drugi raz. Ale go zmusze. Ja naprawde go potrzebowolam. a zreszta niech zobacza jak my sie meczymy i ze to nie tak latwo urodzis dziecko.Ale jesli kobieta woli nie, to niech facet siedzi w domu i niech nie przeszkadza hihi>Moj kuzyn po urodzeniu 1 corki, stwirdzil, ze to bylo najgorsze i najpiekniejsze przezycie w jego zyciu. Wczoraj byl znowu przy porodzie. Pozdrawiam Aska
      • Gość edziecko: Kassia Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 10.05.01, 08:03
        Witam wszystkich.Asia możemy sobie podać ręce. Przy moim porodzie był maz i moja siostra. Z małzonkiem to była skomplikowana sprawa bo regularnie mdleje na kursach BHP wiec jego obecnosć w moim mniemaniu była nie koniecznie potrzebna. Moj małżonek natomiast nie dał sobie powiedzieć że zostanie na korytarzu kiedy ja będe rodzić. Dzielnie chodził ze mna na kazda wizyte kontrolna do lekarza (i bardziej sie denerwowal niz ja). Na porodówce głównie pomógł mi noszac za mna kroplówke a przed samym porodem latał po oddziale i szukał połoznej bo akurat wszystkie były przy cesarce. Był dzielny - trzeba mu przyznać. Ostatnio powiedział mi że lepiej na to patrzyc na żywo niz wyobrażać sobie i na sama myśl mdleć. Po urodzeniu Kuby (kiedy lekerz mnie szył) on stał i najspokojniej w swiecie pił coca cole.Stwierdzam, że była to dla nas jedna z nielicznych chwil w życiu, w której poprostu musieliśmy być we dwoje ...no we troje.Pozdrawiam i juz wiecej nie zanudzam Kassia
        • Gość edziecko: agata Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 10.05.01, 08:11
          Tak w ramach żartu i a propos picia coli podczas zszywania: mój mąż pod koniec naszego porodu przyznał się, że przez 8 lat trenował baseball. A potem na wyraźne życzenie położnej i lekarza zaczął im wykładać zasady tej skoplikowanej gry. Płakałam ze śmiechu.
    • Gość edziecko: Marta, mama Marysi Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 09.05.01, 20:00
      Cieszę się, że ktoś poruszyl ten temat. Mój mąż był ze mną przy porodzie i szczerze mówiąc bardzo tego żałuję. Zdecydował się na to sam, bo wkoło wszyscy koledzy byli przy narodznach swoich pociech. Namawiali go, ze to wspaniałe przeżycie itd. I z dziwili się, że można nie chcieć. Wzięty na głupią ambicję mąż z rozterek zwierzał się niechętnie i zaoferował swój udział. Bałam się porodu, a poza tym nasz szpital promował silnie porody rodzinne i położne robiły duże oczy na wszelkie wątpliwości. Mąż jest delikatnie mówiąc niezbyt odporny na szpitalne widoki (zemdlał podczas mojego znieczulenia!) i potężnie nim to wszystko wstrząsnęło. Wzruszył się bardzo widokiem świeżo urodzonej malutkiej, to fakt. Wystarczyłoby więc gdyby wszedł na salę tuż po porodzie. Nad taką decyzją trzeba się poważnie zastanowić, nie podejmować jej pod wpływem mody i zbiorowej histerii. Położna, która mówi, że na to rozwiązanie powinny się decydować tylko dojrzałe i silnie ze soba związane pary, może więcej zaszkodzić niż pomóc. Po sześcioletnim związku głupio się było przyznać, że jesteśmy "parą niedojrzałą";)
    • Gość edziecko: Mela Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 10.05.01, 08:23
      Pisze jako mama dwójki dzieci i teoretyk wspólnego rodzenia z mężem. Pierwsze dziecko rodziłam osiem lat temu, skończyło się cesarskim cięciem i mąż, który nie bardzo chciał byc przy porodzie miał problem z głowy - ja zresztą też nie naciskałam. Przy drugim dziecku stwierdził "obowiązek to obowiązek" - zgodnie z "nowomodą" na wspólne rodzenie. Nie byłam pewna czy ja chcę, po prostu bałam się swoich reakcji. Skończyło się dramatycznym cesarskim w siódmym miesiącu ciąży i sprawa wspólnego porodu stała się najmniej istotną kwestią. Natomiast moja bliska koleżanka rodziła razem z mężem. Przeżył tak duży szok, ze nie jest w stanie widzieć jej jako kobiety. Próbowali rozmawiać, byli u psychoterapeuty, który powiedział że w jego ocenie przytrafia się to 10% parom, które razem rodziły. I co? Od półtora roku są "białym małżeństwem". Dlatego naprawdę warto się zastanowić. Małżeństwo nie kończy się przecież w dniu porodu.Rozbawił mnie wywiad z Profesorem Religą, który spytany czego nie jest w stanie znieść powiedział: "Porodu, Moge robić operacje na otwartym sercu, ale widok krzyczącej kobiety wbijanej na pal jest dla mnie nie do zniesienia. Mdleję".Pozdrowienia dla wszystkich mam!
    • Gość edziecko: Reszka Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 10.05.01, 10:16
      No właśnie. Czy zauważyłyście wszechobecnie nam panujące przeginanie we wszystkich kierunkach? Przedtem porody bez męża, teraz nacisk - same piszecie o wielkich oczach położnych - na obecność męża przy porodzie. Przedtem karmienie piersią jako metoda dla zacofanych i ciemnych, teraz ta która nie karmi piersią to matka wyrodna i wredna. Ja akurat teraz mówię nie o edziecku i "Dziecku", bo obydwie instytucje zachowują wspanialy umiar i wspierają jedne i drugie,nie zapominając o promocji tego co najlepsze ale ostatnio zakupiłam ze względu na ranking szpitali pewne pismo dla rodziców i zgroza mnie ogarnęła, zwłaszcza jak przeczytałam rubrykę o karmiących piersią. Ta mama która karmi butelką w zasadzie powinna po przeczytaniu czegoś takiego iść i utopić się, jeśli ma choć odrobinę przyzwoitści. A nie jest to przypadek, bo kiedyś czytałam kilka numetów tego pisma i było tak samo. W zasadzie tam nie ma promocji karmienia piersią, ale nacisk, a to już nie jest dobrze. Rozpisało mi się nie na temat, ale ciągle jestem pod wrażeniem.
      • Gość edziecko: jola Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 10.05.01, 10:39
        No właśnie zero tolerancji dla kogoś kto wybrał inaczej,ja jestem praktykującą wielką zwolenniczką karmienia piersią ale jak ktoś nie chce nawet ze względu na brzydki kształt piersi to jego broszka. A stwierdzenie położnej, że razem mogą rodzić tylko pary dojrzałe jest dla mnie totalną bzdurą , dla mnie dojrzałością jest wzajemne rozumienie własnych potrzeb i zaakceptowanie faktu, że kobieta chce rodzić sama albo mąż nie chce być przy porodzie .
    • Gość edziecko: Mika_P Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 10.05.01, 11:53
      Nikt chyba nie zwrócił uwagi na drobny fakt - że (o ile wszystko zaczyna się w domu, a nie w szpitalu) w wielu przypadkach mąż jest przy porodzie chcąc nie chcąc: na samym poczatku. Przecież do szpitala nie jedzie się przy pierwszym skurczu, tylko dopiero jak sa one dostatecznie częste, prawda ?
    • Gość edziecko: Dalia Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 10.05.01, 12:08
      Ja rodziłam z mężem i bardzo to sobie chwalę. Odciągał uwagę od skurczów, opowiadał wesołe historie, podawał picie itd. Po prostu był przy mnie, a ja nie wyobrażam sobie, że mogłabym być sama. Ale to była jego decyzja, ja do niczego go nie zmuszałam, on chciał być i uczestniczyć w tym momencie kiedy rodził się nasz synek. I uważam to za wspaniałe. Uważam, że każda rodzina musi sama podjąć decyzję: razem czy osobno, nie zwracając uwagi na modę i naciski. Pozdrawiam.
    • Gość edziecko: Agnieszka Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 10.05.01, 16:46
      Nie za bardzo chciałam, żeby mój mąż był przy porodzie. Nie wiedziałam co mnie czeka, bo pierwszy raz rodziłam, i nie wiedziałam jak się będę zachowywać. Mężuś też nie był tym pomysłem zachwycony. Zaczęły się bóle, pojechaliśmy do szpitala położna stwierdziła że już nie długo, więc został. Całkiem spontanicznie.I bardzo się cieszę. Nic mi nie pomagał, nie opowiadał, nie głaskał (chciał, ale warknęłam na Niego) ale był. Sama Jego obecość mi dużo pomogła.
    • Gość edziecko: jojo Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 11.05.01, 11:03
      do porodu wzielam meza i brata. tak naprawde chcialam rodzic z bratem (jestesmy z lekarsko - weterynaryjnej rodziny i moj brat nie jednego cielaka na ten swiat przywiodl) ale maz jakos sie nakrecil, ze wszyscy to on tez. porod mialam wywolywany ze wzgledu na starzejace sie lozysko. do szpitala dojechalismy o dziesiatej a panowie otworzyli pierwsza flaszke godzinej pozniej. do siodmiej swietnie sie bawilismy potem przyszly potworne bole , na ktore nie dzialalo znieczulenie. i gdyby nie brat tak naprawde bybabym zupelnie sama. to on zapobiegal mojej hiperwentylacji i on wycieral mi spocone czolo. maz byl tak przerazony, ze wlaczyl telewizor i zaczal ogladac wiadomosci. i chyba wlasnie dlatego nie chcialam, zeby tam byl bo podejrzewalam go o taka reakcje. potem byla cesarka i wielkie szczescie. maz gadal do malego po hiszpansku i chyba go pokochal. a potem panowie poszli na wielka balange. tak wiec uwazam, ze rodzenie z mezem nie zawsze ma sens. w koncu nie bez powodu przez cale wieki mezczyzni nie mieli wstepu do pokoju rodzacej kobiety. nie dajmy sie zwariowac. niech kazdy robi to co czuje. wiem, ze nastepne dziecko bede rodzila z bratem a maz wkroczy, gdy malenstwo juz sie na swie
      • Gość edziecko: andzia Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 11.05.01, 11:21
        Gratualcje za tak dobre stosunki z bratem!!może jestem staroświecka,ale może kobietom nie warto "wyzbywać się wszelkiej tajemniczości"
        • Gość edziecko: Gosia 25 Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 11.05.01, 11:34
          co do wyzbywania sie tajemniczosci przy porodzie, to nie wiem nie jestem przekonana, przeciez panowie hmmm juz te rejony naszego ciala poznali. Natomiast wdzieczna jestem starszej poloznej, ktora wywiad lekarski robila nie przy mezu- powiedziala, ze co innego rodzic a co innego o miesiaczkach sluchac i pytaniach o aborcje, w koncu moglam czegos mojemu facetowi nie powiedziec. Gdyby moj maz mial tak, ze nie widzialby we mnie kobiety po porodzie, ciszylabym sie ze dowiedzialam sie takiego czegos gdy jestem mloda a nie po szescdziesiatce sikajac pod siebie.
        • Gość edziecko: jojo Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 11.05.01, 12:44
          dokladnie to moalam na mysl;i piszac o mezczyznach za drzwiami. to samo dzieje sie tez wsrod wszystkich plemiont tzw prymitywnych. tam mezczyzni w ogole nie maja dostepu do kobiety rodzacej i w pologu. cos to chyba znacz
          • Gość edziecko: Yoda Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 11.05.01, 13:11
            Ale badzmy realistkami dziewczyny. Dla wiekszosci z nas maz jest najblizszym czlowiekiem. U prymitywnych plamion z facetami sie nie rodzi, ale jaki tam jest rozdzial zajec kobiecych od meskich! nie wyobrazam sobie ze one sie tam facetom zwierzaja, facet to inny gatunek czlowieka. U arabow jest tak samo.Tam po prostu najblizsze kobiecie sa inne kobiety- ale mimo wszystko kobiety rodza miedzy bliskimi, a nie gdzies daleko wsrod ludzi co na nia krzycza zeby parla.Nasza kultura jest inna. Nie mialam jakiegos ciagu zeby byl ze mna akurat maz, ale szpitali sie boje, a chcialam zeby ktos ze mna byl. A najbliszy jest mi wlasnie maz, wiec bylo naturalne ze jesli ktokolwiek to on. Dla niego na szczescie tez.
            • Gość edziecko: Mika_P Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 11.05.01, 15:58
              No, wlasnie, zgadzam się z Yodą - najwazniejsze, żeby koło rodzacej byl ktos bliski. Gdzies czytalam, że mąż przy porodzie bywał obecny u amerykańskich pionierów - po prostu czasem był jedyną osobą pod ręką. Ja sobie nie wyobrażam, jakby to było bez bliskiej osoby - jak radziły sobie nasze matki ?
              • Gość edziecko: Reszka Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 12.05.01, 20:17
                Jakoś widać sobie radziły. Przeciez urodziły nas, a my jakoś dotąd żyjemy chyba bez większych strat moralnych.
                • Gość edziecko: Yoda Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 13.05.01, 20:01
                  reszko radzily, przezyly, nawet do glowy im nie przyszlo jak mozna inaczej toz to zabieg szpitalny a nie naturalna czynnosc. nasze mamy co wiecej malo nas karmily piersia, szybko dawaly mleko, nie nosily, nie spaly z nami w lozku, nie..... nie... tylko po co. Po co. A czy bez strat moralnych- no... nie wiem.....
                  • Gość edziecko: Reszka Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 13.05.01, 20:16
                    Ale co "po co", bo nie łapię?
                    • Gość edziecko: Yoda Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 13.05.01, 22:52
                      Prosze barzo. Po co rodzily same w fotelach ginekologicznych, jesli mozna urodzic kleczac, wraz z kims tam niekoniecznie z mezem, ale kims bliskim, da kogo jestes najwazniejsza, a nie kolejnym porodem na dyzurze. Po co dokarmialy nas od poczatku kaszkami, zamiast trzymac na cycu jak najdluzej. Po co myly rece przed braniem nas na rece, jesli flora bakteryjna matki jest przyjazna dziecku? Po co odkladaly nas pieczolowicie do lozek zamiast spac z nami i nie nosily nas zbyt duzo "bo sie przyzwyczai"?
                • Gość edziecko: Adzia Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 14.05.01, 07:25
                  Owszem, radziły sobie, bo musiały - moja babcia rodziła trzy dni i też sobie poradziła - a jakie było inne wyjście? Ale podejrzewam, że wspomnień z porodu nie miały zbyt przyjemnych, a ja na przykład wspominam to bardzo mile - pomimo 20-godzinnego bólu, dzięki mojemu mężowi było to nasze najpiękniejsze wspólne przeżycie. Pomimo, że prawie do końca ciąży byłam zdecydowana rodzić sama, jednak teraz - nie mam pojęcia, czego się obawiałam, mało tego, nie wyobrażam sobie, że mogłoby go tam nie być. Nie mówię, że to jest dla każdego, ale nie rezygnowałabym z obecnoście męża, bardzo mu ufam, kocham go i wiem, że mogę na nim polegać - spisał się na medal!
                  • Gość edziecko: Reszka Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 14.05.01, 09:24
                    No to bardzo dobrze ze masz takie mile wspomnienia z porodu z mężem i że ma sz co wspominać. Jednak gdybyś czytała od początku wezystkie posty, a nawet tytuł, to dowiedziałabyś sie ze dyskusja zjechała na trochę inny tor niż piszezsz. Bo ostatnio pisalo nam się o politycznej poprawności, która nie daje możliwości wyboru - z mężem czy z kimś bliskim, czy może jednak sama (bo są i takie ktore wybierają coś takiego), ale narzuca jedną opcję, a ta, która się nie dostosuje jest co najmniej podejrzana. A co do radzenia sobie, to nawet jeśli musiały tak a nie inaczej, to już było i minęło i nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, zwłaszcza jeśli dotyczy to babci, z całym szacunkiem.
                    • Gość edziecko: Adzia Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 14.05.01, 10:22
                      Wyobraź sobie, że czytałam od początku i wydaje mi się, że dyskusja właśnie zjechała ostatnio na ten tor, o którym piszę. Ale do rzeczy. Co do politycznej poprawności (bleee) to także zauważyłam, że kiedy mówiliśmy, że nie chcemy być razem przy porodzie, reakcją było zdziwienie: Aha, boisz się żeby nie zemdlał? albo No, róbcie jak chcecie, ale możecie tego żałować...Teraz wiem już, że naprawdę żałowalibyśmy, gdybyśmy się nie zdecydowali, ale przenigdy nie ośmielę się naskakiwać na jakąś parę, że wybrała tak a nie inaczej. Do wspólnego porodu nie wystarczy, że związek jest dojrzały, potrzeba także odporności na pewne nieuniknione zjawiska - przykładowo znam świetne, kochające się i rozumiejące małżeństwo, które świadomie nie chce być przy tym razem, a to dlatego, że on nie może znieść widoku krwi. Prozaiczna sprawa, któraa w niczym nie narusza ich wzajemnego związku. PS, co do babci, chciałam przez to powiedzieć, że kiedyś kobiety nie miały wyboru, musiały się zgadzać na takie warunki, jakie były. Ale nam przecież cały czas chodzi o to, żeby było lepiej, prawda? Pewnie, babcia i mama sobie poradziła, ja też bym sobie poradziła, ale jeśli mam lepsze możliwości, to dlaczego z nich nie skorzystać?
                    • Gość edziecko: jola Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 14.05.01, 10:35
                      To ja zaczęłam tą dyskusje i patrząc na wiele głosów faktycznie powinnam czuć się gorsza ale na szczęście tak nie jest. Miałam wybór i go dokonałam i co teraz mam się zastanawiać czy moje dzieci poniosły z tego tytułu staty moralne.Przy drugim porodzie myślałam o swoim starszym dziecku dla którego było to pierwsze rozstanie z mamą i chciałam żeby w tym momencie była z drugą najbliższą jej osobą czyli ze swoim tatą .A poza tym ja nie rodziłam sama tylko z lekarzem i położną z osobami kompetentnymi którym zaufałam i może to głupie wiedziałam że nie zemdleją bo co robić jak mąż mdleje na widok krwi i na jego organizm nie działa nawet świadomość że to krew jego żony.Faktycznie moja mama nie miała wyboru ale nie zauważyłam i ona tez tak twierdzi ,żeby to dla niej była tragedia a to że ojciec musiał przekupić portiera żeby mnie zobaczyć przez okno wspominają wręcz z rozrzewnieniem,takie były czasy,nikt nawet nie myślał o porodach rodzinnych, oni nie mieli wyboru ale teraz jest i nie przeginajmy w drugą stronę.Pozdrowienia dla dziewczyn,które rodziły z mężami i mają z porodu miłe wspomnienia w końcu o to chodzi ale naprawdę można mieć też miłe wspomnienia z porodu bez męża.
                      • Gość edziecko: Adzia Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 14.05.01, 11:17
                        Jolu - Ty właściwie powinnaś czuć się lepsza. Z mojego punktu widzenia, okazałaś dużą odwagę. Wiesz z jakiego powodu większość kobiet chce być z mężem przy porodzie (przynajmniej tych, które znam)? Właśnie ze strachu, że sobie same nie poradzą. Odnosi się to również do mojej skromnej osoby. Często "ciągnięcie" męża na porodówkę to trochę akt egoizmu (co prawda, w tym momencie mamy do niego święte prawo).
                        • Gość edziecko: jola Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 14.05.01, 11:58
                          ależ ja też się bałam, bałam się jak cholera ale widziałam że mój mąż jest po prostu przerażony,na początku oczywiście myślałam : zmuszę go, bo w końcu co? ja muszę to niech on też nie ma wyboru, ale potem pomyślałam spokojnie: ja muszę bo do tego stworzyła mnie natura,pozwoliła powstać nowemu życiu a teraz ja muszę dać z siebie wszystko aby je wydać na świat i od tego nie ucieknę i przestałam robić coś na siłę. A o moim mężu też mogę powiedzieć, że spisał się na medal ale po naszym wyjściu ze szpitala bo przynajmniej dla mnie było to trudniejsze niż poród naprawdę byłam przerażona koniec z leżeniem w łóżku,gotowymi posiłkami, pediatrą i położnymi pod ręką nagle przyszło samo życie depresja poporodowa ale i na szczęście dużo pomocy ze strony męża
                          • Gość edziecko: Adzia Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 14.05.01, 12:10
                            Tym bardziej Twoja postawa jest godna podziwu - teraz jest tak łatwo ściągnąć męża do szpitala, że wiele kobiet wręcz zmusza facetów do tego, co może sie różnie skończyć. Ja właściwie znam same pozytywne przypadki, poza jednym - facet zemdlał i do dzis zarzeka się, że więcej na poród nie pójdzie.
                      • Gość edziecko: Reszka Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 14.05.01, 19:13
                        Jolu - nic dodać, nic ująć. Z ust mi to wyjęłaś.
    • Gość edziecko: Anka mama Julki Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 11.05.01, 11:48
      Ohydne jest to zdanie prof. Religi! Mi poród nie kojarzy się z wbijaniem na pal! Chętnie urodzę sobie jeszcze jednego dzidziusia, a na wbijanie na pal też nie mogłabym patrzeć! Rodziłam akurat z mężem i nie wyobrażam sobie inaczej, ale nie próbowałabym swojego doświadczenia dopasowywać do innych kobiet. Jeśli np. moja przyjaciółka nie chciałaby rodzić z mężem i poprosiłaby mnie o towarzystwo to bez zdziwienia poszłabym z nią. I nie zgadzam się też z tym, żeby kobiety rodzące samotnie miały gorsze warunki w szpitalu niż te rodzinne. Przecież to absurd.
      • Gość edziecko: jola Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 11.05.01, 14:27
        To nie chodzi o to,że kobiety,które rodzą same mają gorsze warunki tylko o to,że są niestety szpitale,w których nie ma opcji "ojciec czeka za drzwiami" i nie ma on wstępu na salę poporodową a na oddział położniczy można wejść tylko w godzinach odwiedzin, które niestety są raczej popołudniowymi no owszem można załatwić z położną ale to chyba nie jest w porządku, że trzeba załatwiać, żeby zobaczyć dziecko !
        • Gość edziecko: Agata Zaleska Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 14.05.01, 10:31
          No właśnie, chodzi nam o to, by nie było żadnej presji, żadnego lansowania jednego sposobu zachowania, by była możliwość wyboru - jeżeli z mężem, to po starannym przemyśleniu tej decyzji, jeżeli bez męża to z kimś innym bliskim, lub z położną i to bez żadnej łąski, bez żadnego specjalnego "załatwiania". A tatuś jeżeli chce, niech od razu po porodzie zobaczy szcęśliwą mamę z maleństwem, niech dzieli ich radość, zanim jeszcze odświętuje swoje z kolegami.Gratuluję dziewczynom, które mają takie piękne wspomnienia ze wspólnych porodów i współczuję tym, które zbyt pochopnie uległy modzie. Znam taką parę, w której ona po wspólnym porodzie twierdzi, że było o.k, a on, ale tylko w rozmowach z kolegami, zarzeka się, że więcej by tego nie powtórzył. Co zrobią przy następnym dziecku?
          • Gość edziecko: Margotka Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 15.05.01, 10:46
            Co do tego, co maz kolezanki mowi kolegom patrzylabym przez palce. Wiadomo jak to faceci: zeby poczuc sie kims lepszym i wazniejszym czasami gadaja to, czego wcale nie chcieli powiedziec.Pozdrawiam wszystkich
    • Gość edziecko: Dorota Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 18.05.01, 13:41
      Ostatnio opserwuje jakiś obłęd w tym temacie. KObiety niby nie zmuszają swoich partnerów do wspólnego ordzenia ale jak tu powiedzieć koleżankom że tata nie był przy porodzie. Niewielu facetów ma odwagę powiedzieć nie,i uświadomić że dla nich to nic przyjemnego. Ale niech ma za swoje niech zobaczy jak to boli to może nie będzie chciał następnego.. Potem gdy już są po potulnie kiwa głowami i oszukują wszystkich łącznie z sobą że było to najpikniejsze przeżycie w jego życiu.. Hipokryzja do bólu.. Mój mąż nie był przy porodzie oboje tak ustaliliśmy, uważam że kobieta jest tak skoncentrowana na tym co się z nią dzieje na swoim bólu że obecność męża nie zaspecjalnie pomaga. I teraz pytanie do tych wszstkich super matek rodzących z mężami Mniej was bolało.... gdy on półprzytomny trzymał was za rączkę... I czy kocha swoje bardziej niż ten ojciec który stoi na korykarzu... Mój mąż trzymał naszego synka tyż po urodzeniu nie oglądając całego tego cyrku i jest najbardziej kochającym ojcem jakiego znam. Chyba nie bez przyczyny od wieków kobieta rodziła a chłop czekał pod drzwiami... Dziewczyny!!! Trochę więcej zdrowego rozsądku...i własnego JA
      • Gość edziecko: Margotka Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 18.05.01, 13:58
        A ja uwazam, ze to indywidualna sprawa kazdej pary. Nie mozna generalizowac. Nie opowiadam sie ani po stronie Doroty ani po stronie kobiet, ktore rodzily z mezami. Przeciez do cholery kazdy ma wybor. Nikt nikogo do niczego nie zmusza. A jesli ktos nie ma w sobie tyle silnej woli i zdrowego rozsadku, zeby odmowic, to ja juz zalamuje rece.
      • Gość edziecko: Adzia Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 18.05.01, 14:06
        Mnie naprawdę mniej bolało. Ale to moje osobiste odczucia. Każdy na pewno czuje inaczej.
      • Gość edziecko: Gosia 25 Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 18.05.01, 14:08
        Dorota nie wiem czy mniej bolalo, bo nie rodzilam nigdy bez meza. A on nigdy o tym specjalnie nie mowil, ale ani on polprzytomny tam na sali, ani przerazony. Zanim zaczelam dyskusje na ten temat on uprzedzil, ze to dla niego oczywiste. I tak bylo trzy razy. Naprawde nie zalezy tego dramatyzowac w zadna strone. Co wy za histerykow wyszlyscie, facet troche krwi zobaczy, za glowa siedzi wiec nic z samego porodu nie widzi. MOj maz nie glaskal, nie pocieszal za reke nie trzymal. Pilnowal zebym nie spadla z polki bo zasypialam. Zadawal pytania poloznej. Nic nie mowil, nie dotykal, tylko patrzyl. I dobrze mi z tym bylo. jemu chyba tez. Zaznaczam, ze kupek dzieciecych to ja sie brzydze, pajakow sie boje, na widok krwi rzygam.
      • Gość edziecko: Gosia 25 Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 18.05.01, 14:10
        Twoj jest najlepszym ojcem, bo jest ojcem twojego syna, dorotko, bez oszolomskich argumentow moze?A facet od wiekow stal za drzwiami, ale kto byl z rodzaca? Matka, tesiowa, chrzestna, slowem rodzina, bliscy. A teraz nasze rodziny zaciesnily sie do podtsawowej komorki- kto mieszka w wielopookoleniowych domach?
      • Gość edziecko: agata Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 18.05.01, 15:27
        Już raz to gdzieś pisałam: to także prawo ojca być przy narodzinach swojego dziecka. Dlaczego przeciwniczki wspólnego porodu uważają, że to kobiety zmuszają mężów do tego? Mój mąż nie wyobrażał sobie innej możliwości. Trochę na pewno ze względu na mnie, ale przede wszystkim dlatego, że chciał widzieć, jak przychodzi na świat jego syn. Według mnie tu nawet bardziej chodzi o prawo ojca, niż rodzącej kobiety.Nie znam takich przypadków, o jakich piszesz, Doroto. Faceci owszem, są wzruszeni, przejęci, ale żaden nie zachowywał się w tak karykaturalny sposób, jak to opisałaś (z opowieści koleżanek). Mój mąż z pewnością jako jedno z cenniejszych doświadczeń z naszego wspólnego porodu wyniesie fakt, że poznał swoją żonę od zupełnie innej strony (nie dosłownie ;). Ja, wieczna panikara i mazgaj okazałam się dzielną, zorganizowaną i super skoncentrowaną kobietą. Tak mówi mój mąż i to jest to, co najczęściej wspomina z tego dnia. Nie odbieraj parom możliwości przeżycia tak wyjątkowej chwili.
        • Gość edziecko: jola Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 18.05.01, 15:50
          jeżeli ojciec chce być przy porodzie to, to nie jest zmuszanie, ale jak nie chce to czy ciągnięcie go tam na siłe nie jest zmuszaniem ;)
        • Gość edziecko: inka Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 18.05.01, 21:15
          jeśli nie słyszałaś o przypadku , że ojciec nie był zachwycony obecnością przy porodzie to przeczytaj post rozstępy-pytanie od faceta :(
          • Gość edziecko: Yoda Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 18.05.01, 21:44
            Zachwycony nie byl, ale napisal, ze dla zony by poszedl- z wlasnej woli. Ja nie wiem dziewczyny, jesli chodzi o mnie to tez nie bylam zachwycona swoim porodem, i jesli jeszcze sie kiedys zdecyduje na uczestnictwo przy tym wydarzeniu to tylko dla dziecka :) i meza oczywiscie :)Chyba przeciwniczki ojcow przy porodzie myla wzruszanie i dobra wole z upajaniem sie. Porod nie jest przyjemny dla nikogo. Ale niektorzy faceci decyduja sie na to z no nie wiem, jak napisze poczucia obowiazku albo solidarnosci, to sie naraze. Ale niech tam. To nie znaczy ze wasi mezowie sa niepelnosprawni, zle kochajacy, nieodpowiedzialni. Tylko inaczej to pojmuja. Nasi zdecydowali sie na porod z nami nie ze wzgledow estetycznych bynajmniej. A kiedys rozmawialam z facetami o ich wrazeniach i sie z glupia frant meza spytalam, czy nie brzydzilam go potem. Zakrzyczeli mnie wszyscy. I powiedzieli, ze tylko baba moze po takim wysilku, jak facet stoi caly w szoku, ze tu mu z niej wlasnie dziecko wylazlo, zywe, a jeszcze w dodatku jego wlasne, to tylko baba moze mniec refleksje- o kurcze a ja taka nieuczesana i nieestetyczna. Powiedzieli, ze porod to dla nich jak mecz bokserski- nie o estetyke tu chodzi.
            • Gość edziecko: jola Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 18.05.01, 21:57
              Ja wiem, czy określenie przeciwniczki ojców przy porodzie jest słuszne, ja rodziłam bez męża z naszego wspólnego wyboru ale nie powiem,że jestem przeciwniczką porodów rodzinnych, to bardzo indywidualna sprawa każdej pary to chyba trochę tak jakby kobieta karmiąca piersią potępiała te które karmią, pozdrowienia :)
    • Gość edziecko: stynka Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 21.05.01, 22:45
      Ja rodziłam sama. Z konieczności, bo jestem sama. Miała ze mną być przyjaciółka, ale na szczęście nie mogła. Na szczęście. Miałam przecudowną położną, dzięki której poród przebiegł sprawnie i w fantastycznej atmosferze. Nikt mnie nie rozpraszał, mogłam się skupić na wykonywaniu poleceń położnej. Byłam bez rodziny, ale - otoczona fachową opieką i ogromną życzliwością - nie czułam się samotnie. :) Mam nadzieję, że tak się wszystko w moim życiu ułoży, iż urodzę jeszcze przynajmniej jedno dziecko... I jeśli jego tata będzie chciał uczestniczyć w porodzie, nie zabronię mu, jeśli jednak nie będzie chciał, to już wiem, że rodzenie w pojedynkę wcale nie musi być gorsze od rodzenia we dwójkę. :)
    • Gość edziecko: adri Re: ojciec nie przy porodzie IP: *.* 24.05.01, 12:00
      CzescsmileJa tez rodzilam sama. Rodzilam pierwszy raz, wiec nie mialam pojecia, czy bede potrzebowala przy sobie jakiejs bliskiej osoby, czy nie. Tata dziecka niezbyt przychylnie byl nastawiony na wspolny pobyt na porodowce, ale odnioslam wrazenie, ze gdybym bardzo nalegala, to zgodzilby sie. /Pomijam fakt, ze za te przyjemnosc trzeba by bylo zaplacic 100 zl, ale przemilczalam to i sama bym zaplacila i ublagala wszystkich po kolei, zeby sie nie wygadali/ Teraz, juz po wszystkim, widze, ze to wszystko zalezy od tego jak ten porod przebiega. Jezeli bole trwaja dlugo, jezeli kobieta na tej porodowce lezy i lezy i nie widomo, rodzi, nie rodzi /tak jak ja, lezalam w klinice, porodowka pietro nizej, wyslali mnie na porodowke w sobote po poludniu, w nocy, kolo 1-wszej stwierdzili, ze nie mam sil na rodzenie, akcja prawie ustala, bole byle jakie i skierowali mnie z powrotem na patologie/ to ktos bliski jest potrzebny bardzo. Im dluzej tam lezalam sama jak palec, wpatrywalam sie w przygaszone swiatla, tym bardziej robilo mi sie smetnie, a gdy polozna przyszla i powiedziala mi, ze z takimi bolami nie przychodzi sie rodzic, bo przy okresie sa wieksze...popadlam w taka handre, ze wylam jak bobr, bylo mi wszystko jedno, czy boli, jak mocno /aparat do mierzenia czestotliwosci i natezenia skurczow wlasnie sie popsul/.. i wlasnie wtedy zalowalam, ze nie zmusilam mojego faceta, zeby jednak przy mnie byl. Lezalam kilka godzin nie majac do kogo otworzyc buzi, dostawalam atakow histerycznego placzu. Nastepnego dnia juz sie cos dzialo, kolo mnie rodzily dwie dziewczyny, gdy polozne byly przy nich, od razu i zagladaly do mnie, cos sie spytaly, usmiechnely sie, uspokoily..juz bylo inaczej /pomijam fakt, ze znow mnie podpieli do popsutego aparatu/. Dziewczyny urodzily, ja znow zostalam sama....wlasnie...z nikim nie mozna porozmawiac, nikomu nie mozna sie poskarzyc, ze boli , wiec znow przezywalam, ze jestem sama i klelam na sama siebie, ze jednak nie przekonalam go, zeby byl ze mna. Gdy juz mnie zaczely sromotnie bolec kosci od samego lezenia /nie wolno mi bylo wstawac/, zaczal sie ruch, szybkie przygotowania...i w krotkim czasie juz bylo po wszystkim./i zeby bylo smieszniej, bole przy okresie miewalam wieksze/ Wtedy bylam skupiona na akcji porodowej, na sluchaniu polecen /niczego wczesniej sie nie uczylam/ i ich wykonywaniu...i wtedy, obecnosc ojca dziecka byla mi absolutnie nie potrzebna. Pozniej, owszem, dwie godziny musialam lezec, zanim wyslano mnie z malenstwe na sale, za chwile przyjechal tata Miska. A ja mialam zal, ze jednak go przy mnie nie bylo, ale z cala pewnoscia, nalezy tu rozgraniczyc dwie kwestie...Bycia przy porodzie wlasciwym, a bycia przy calej akcji porodowej. Nie wiem, dlaczego sie tak utarlo, ze facet musi byc caly czas. Jezeli tata nie jest pewien siebie, wlasnych reakcji, boi sie widoku krwi, to po co go zmuszac, zeby to ogladal, przeciez na te pol godziny , czy godzine moze wyjsc, przeciez nie musi byc przy szyciu, nie musi byc przy rodzeniu lozyska. Uwazam, ze moglby sprobowac byc przy rodzacej jak najdluzej, a jezeli okaze sie, ze jednak nie wytrzyma, niech wyjdzie na korytarz, poczeka, i niech mu nikt z tego tytulu nie ciosa kolkow na glowie. Niewazne, ze on tego nie widzi wprost, ze siedzi przy glowie, trzyma za reke. Wyobraznia mu pracuje, i jeden zemdleje, drugi nabierze obrzydzenia, trzeci bedzie szczesliwy, czwarty bedzie udawal, ze wszystko jest ok itp itd. Teraz, zrobilabym inaczej...zaplacilabym za porod rodzinny, tym samym tata mialby byc prawo przy mnie jak najdluzej, a wyszedlby, gdyby sam doszedl do przekonania, ze juz pora, na pewno juz po zaszyciu bylby znow przy mnie. I caly porod wspominalabym duzo, duzo lepiej.
Pełna wersja