Gość edziecko: guest IP: *.* 20.05.01, 19:18 Czy możecie przekonać mojego męża, jak ważna jest jego obecność przy porodzie? Jak go przygotować (nie chodzimy do szkoły rodzenia)? Co powinien wiedzieć? A może macie inne zdanie na ten temat? Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
Gość edziecko: guest Re: poród rodzinny IP: *.* 20.05.01, 19:34 Ja bym nie zmuszała męża na siłe. Mojego nie było przy porodzie bo akurat sala do rodzinnego była zajęta i chwała Bogu bo mój małżonek by tego nie zniósł. Po pierwsze mojego wycia, krótkigo bo krótkiego ale zawsze. Po drugie jak zobaczyłam łóżko po porodzie to wiedziałam, ze zemdlałby. Nie każdy jest aż tak silny, zeby to znieść. Ważne jest dlaczego nie chce. Zmuszanie na siłe gdy wiesz ze moze tego nie znieść moze spowodować uraz. Porozmawiaj z nim dlaczego nie chce. Jesli nie boi się widoku krwi i nie spanikuje gdy zobaczy Cię cierpiącą to powinien być, wielu facetów uważa to za cudowne przeżycie, ale zdoświadczenia wiem, że nie każdy to zniesie, a położna musi zajmować się Tobą a nie mdlejącym mężem, zyczę powodzenia w negocjacjach z mężem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość edziecko: guest Re: poród rodzinny IP: *.* 20.05.01, 19:40 Mój mąż nie powiedział kategorycznie : nie. Po prostu widzę, że się waha. Ani nie mówi, że bardzo chce, ani, że bardzo nie chce. Wolałabym, aby był przy mnie. Rodzę drugi raz. Przy pierwszym porodzie byłam sama - zupełnie sama, położna paliła papierosy lub czytała gazetę... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość edziecko: guest Re: poród rodzinny IP: *.* 20.05.01, 19:56 Mój wujek kategorycznie odmówił uczestnictwa przy porodzie przy piewszym dziecku. Drugie rodziło się w stanach i tak jakoś wyszło, że nie miał wyjścia musiał być. Był zachwycony! Nie zemdlał o dziwo Nie patrzył ciotce między nogi więc nie ma jakichś urazów. Mówi, że to co przeżył to coś cudownego i żałuje decyzji co do pierwszego porodu. Dla niego było też ważne to, że widział to cierpienie i jak mówi docenił wysiłek kobiet i podziwia nas za ten trud. Czuł się super mogąc otrzeć żonie czoło, czy mieć wyściskaną rękę przy bólach, czuł się odpowiedzialny za poród, bo wrazie jakby co to był wstanie zrobić awanturę na cały szpital a przecież rodząca ciotka nie mogłaby podnieść sie z łoża i iśćdo lekarza z awanturą. Zresztą asystował przy kąpieli dziecka, mierzeniu, ważeniu, przeżył coś czego ciotka nie mogła I to on jako pierwszy wziął, przytulił córę, położył do "łóżeczka". Jeżeli Twoja połowica nie boi się widoku krwi to powinien być. Po za tym w tej fazie oczekiwania po porodzie (te 2 godziny co nie wolno spać) będzie mógł Ci toważyszyć, pomóc, pogadać to ważne i trochę mi tego brakowało, ale mój mąż mdleje na widok strzykawki więć nie żałuję, ale podziwiam go bo pomimo strachu chciał ze mną być i wiem że przy drugim też będzie chciał być, ale to jeszcze parę lat więc przemyśłe sprawę czy warto go narażać. Do męża: cud narodzin to coś nie powtarzalnego dla mamy, taty i dziecka, będziesz potrzeby osobom, ktore Cie kochają i które kochasz. Nie chcesz zobaczyc jak Twoje dziecię wygląda po porodzie? Zobaczysz jaki tród podejmuje kobieta aby urodzić dziecko, nie wiem co jeszcze napisać uważam, ze jezeli się wahasz bez jakiejś konkretnej przyczyny to powinienieś się zdecydować, albo powiedz żonie dlaczego nie chcesz być. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość edziecko: guest Re: poród rodzinny IP: *.* 20.05.01, 19:57 Aha wujek twierdzi, że poród jeszcze bardziej zżył go z żoną, i bardziej ją kocha. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość edziecko: guest Re: poród rodzinny IP: *.* 20.05.01, 20:37 Ja mówiłam swojemu, że był przy początku, to niech będzie i przy końcu. A także , że więź z dzieckiem nawiązuje się od samego początku. Ale kiedy zaszłam w ciąże to kilka razy pytałam czy na pewno chce, chociaż nie wyobarażałam sobie, by mogło go nie być! i fakt poród nas zbliżył, mąż jako pierwszy nosił naszą córkę - to on ją zaniósł na badanie do pediatrów i potem z powrotem mi na brzuch. On ją uspokajał, kiedy nie mogłam zwlec się z łóżka. Przez pierwsze m-ce tylko on ją usypial i kąpał. Tearaz jak 8 m-czna Hania widzi tatę to sika po nogach z radości, piszczy i nie chce juz mamy!Mąż nie chciał nic czytać i dlatego poszedł do szkoły rodzenia. Był jedynym, który cały czas o coś pytał, a wkrótce potem stał się ekspertem od ciąży ( wchodzil ze mną do ginekologa) i od noworodka. Rozszyfrowal nieścisłości w opowieściach ciotek i rzucil im je w twarz, hi, hi, hi,!pozdrawiam i też myślę nie przymuszaj męża, ale poproś kogos o towarzystwo: mamę siostrę, czy przyjaciółkę, po prostu warto. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość edziecko: guest Re: poród rodzinny IP: *.* 21.05.01, 08:02 Przeczytaj sobie temat "Ojciec nie przy poprodzie", tam znajdziesz różne opinie na ten temat. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość edziecko: guest Re: poród rodzinny IP: *.* 21.05.01, 09:49 Moj maz byl przy porodzie i bardzo mi to pomoglo. Wpuscili go do mnie jak juz lezalam na lozku i wlasnie mialam skurcz. Lukasz poprostu zbladl. Poprostu nie wiedzial jak to wszystko wyglada (ja zreszta tez). Jak mi skurcz przeszedl to dalam Mu zadanie zeby odliczal mi czas miedzy skurczami i dlugosc ich trwania. Byl bardzo dzielny - biorac pod uwage to ze obok na lozku rodzila jeszcze jedna dziewczyna. Dopuki nie przyszedl to mi bylo tam bardzo zle bo lezalam na tym lozku sama i nie mialam sie do kogo odezwac, a jak przychodzily skurcze to lepiej mi sie je przezywalo jak moglam sie wtulic w Lukasza.Goraco namawiam Twojego meza, aby jednak byl z Toba w tej niezwyklej chwili Odpowiedz Link Zgłoś
Gość edziecko: guest Re: poród rodzinny - jestem za IP: *.* 21.05.01, 13:41 Pierwsza i najważniejsza rzecz - dowiedz się, czy w szpitalu, ktory wybrałaś, poród rodzinny jest mozliwy bez szkoły rodzenia, nie wszedzie jest to możliwe, czasem wymagają zaświadczenia o ukończonym kursie. A jako argument polecam nudę pierwszych godzin. Ja swojego meza wysłalam do sklepiku po gazetę, tak nam sie nudziło, tyle że zanim wrócił, to odeszły mi wody i zaczeło naprawdę boleć. Przydał się do pomocy przy przemieszczaniu mnie z kąta w kąt, z łózka na materac, z powrotem na łózko, z łóżka na piłkę itd... pilnował, żebym nie łaziła boso po korytarzu, a tym bardziej nago, jak mi koszula przeszkadzała, a chciałąm iść pod prysznic.Ponadto panie położne miały na mnie haka, bo strasznie się darłam, zamiast planowo oddychać i maluchowi spadło tętno, więc powiedziały, że albo zaczne oddychac jak nalezy, albo wyproszą męża - no to nie mialąm wyboru. Aha, trzymał też rurkę z tlenem.Przydał sie też w kluczowym momencie, jak nadeszły skurcze parte - położne sobie poszły, swierdziwszy 10 cm rozwarcia, a ja im powiedziałam, że przec nie będę, bo nie mam takiego skurczu, więc mnie zostawiły, i za chwilę mąż po nie poszedł.Do tego wszystkiego miał nogę w gipsie i był bardzo biedny, ale znósł dzielnie wszystko. Wiesz, wcale nie musicie umawiać się, że mąż będzie z tobą do samego konca. Przecież ty też mozesz miec w pewnym momencie ochotę być sama (w drugiej fazie porodu na przyklad), więc lepiej z góry umówić się, że każde ma prawo mieć w pewnym momencie dość porodu rodzinnego i zakontraktować męża przynajmniej na początek. To wtedy jest najważniejszy, a myslę, że zniesie bez problemu (raczej nie ma krwi wtedy) ten czas. Z prawem wyjscia w każdej chwili będzie mu lżej, nikt nie lubi byc przymuszany.Aha, jeszcze jedno, porod rodzinny można odbyć z kims innym, nie z mężem, jeżeli miałąbyś ochotę. A co do instruktażu, to należy dużo poczytać na temat porodu, dobrze by było obejrzeć jakiś film. Jak mialam 18 lat, TVP pokazała film dokumentalny BBC o porodach, łącznie z tym, jak wychodzi główka dziecka z ciała matki. Wtedy to był dla mnie szok, ale kiedy wyemitowano ten film ponownie, jak juz byłam mamusią, to połakalam się ze wzruszenia. Nosił on tytuł " Cud Narodzin" bodajże.Życzę udanego porodu. Mika Odpowiedz Link Zgłoś
Gość edziecko: guest Re: poród rodzinny IP: *.* 31.05.01, 09:58 Bardzo sobie chwalę obecność mojego męża przy porodzie. Od początku dzielnie się spisał. Pomógł mi wstawać z łóżka sama nie byłam wstanie. Chodziłam zwisając na jego szyi. Pamiętał o tym aby nawilżać mi usta. Żartował z położnymi, miałam się do kogo przytulić.Prawie na rękach zaniósł mnie do drugiej sali porodowej ( bo tam wygodniejsze łóżko) W czasie skurczy partych ciągle przekonywał mnie, że to już ostatni skurcz w co wierzyłam ( parcie trwało 3 godziny ) a co najważniejsze własnymi rękami pomógł wypchnąć dziecko naciskając mi na brzuch bo lekarka i położne nie miały już siły. A pozatym te najcudowniejsze chwile we trójkę po porodzie..... Naprawdę warto. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość edziecko: guest Re: poród rodzinny IP: *.* 07.06.01, 08:50 hijak Twoj maz z jakies powodu nie chce byc przy porodzie to moze sprobuj namowic kogos innego by z Toba w tym czasie byl, np. swoja mame. Jako kobieta zniesie caly ten widok lepiej - w koncu sama urodzila - i moze nie bedzie trzeba jej ratowac , a poza tym zna Cie na tyle dobrze, ze nie bedziesz musiala sie wstydzic i napewno o Ciebie zadba, zebys nie miala z tego okresu zadnych niemilych wspomnien.Pozdrowienia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość edziecko: guest Re: poród rodzinny IP: *.* 10.06.01, 20:43 Z własnego doświadczenia wiem, że męża na siłę przekonywać do wspólnego porodu nie warto (chyba,że nie chce dla zasady a nie z konkretnego powodu). Mój mąż nie należał do zwolenników wspólnego porodu od początku. Jednak czas działał na naszą korzyść. Wspólnie oglądaliśmy każdy odcinek "Pierwszego krzyku" i wspólnie wycieraliśmy łezki spływające po policzkach, kiedy kolejny maluszek pokonał drogę na tę stronę brzucha. I tak jakoś stopniowo mój mąż nabierał ochoty na wspólny poród. No i stało się to faktem. Nie wyobrażam sobie innego rozwiązania. On z resztą też. Nie wytrzymałby na pewno napięcia czekając na szpitalnym korytarzu czy na telefon w domu. A poza tym należy do osób, którzy nie boją się walczyć o swoje (i najbliższych) prawa i przywileje, więc w każdej chwili gotowy był zrobić dziką awanturę, gdyby była taka konieczność. Na szczęście takiej potrzeby nie było. Rodziliśmy w sali rodzinnej, położna odwiedzała nas od czasu do czasu, żeby mnie zbadać. W pierwszych godzinach, kiedy niewiele się działo rozwiązywaliśmy krzyżówki i słuchaliśmy muzyki, ja chodziłam pod prysznic, było swojsko i przyjemnie (w miarę możlisości na sali porodowej oczywiście). Kiedy skurcze się nasilały masował mi krzyż, który bolał przeokropnie, a w czasie parcia parł razem ze mną. Dzielnie przeciął pępowinę, potowarzyszył Dominikowi przy mierzeniu i ważeniui w drodze z kącika noworodka na mamusiny brzuch. No i płakał jak bóbr, oczywiście ze szczęścia. Muszę powiedzieć, że w trakcie całej ciąży było niewiele momentów, kiedy próbował nawiązać kontakt z maluszkiem. Było to dla niego jakieś dziwne i abstrakcyjne. Natomiast trzymając małego w ramionach poczuł momentalnie więź ojcowsko-synowską. To było piękne. Za dwa tygodnie mam termin drugiego porodu. Tym razem nie było kwestii uczestnictwa męża w porodzie. Jedynym problemem jest to, z kim zostawimy Dominika...Jeżeli twój małżonek zechce jednak uczestniczyć w tym radosnym wydarzeniu, to warto podsunąć mu jakąś fachową literaturę (na pewno znajdziesz coś na stronach dziecka). Dobrze,żeby wiedział jak przebiega poród, czego może się spodziewać, jakich widoków (chociaż w trakcie pierwszej fazy nie ma raczej krwawych widoków, w czasie parcia mężowie zajmują raczej pozycje przy głowie żonki a podczas rodzenia łożyska tatuś jest z dzidziusiem w kąciku noworodka). Ja osobiście nie zamieniłabym obecności męża na kogokolwiek innego (mamy,siostry, przyjaciółki), ale gdybym miała wybierać między samotnym porodem a towaszystwem którejś z tych trzech osób, to wybrałabym oczywiście asystę kogoś bliskiego. Cierpliwości w "urabianiu" męża i powodzenia. Agnieszka Odpowiedz Link Zgłoś
Gość edziecko: guest Re: poród rodzinny IP: *.* 10.06.01, 23:19 Ja chcę się tylko odnieść do słów: "w czasie parcia mężowie zajmują raczej pozycje przy głowie żonki". Otóż mojemu męzowi połozna zaproponowała, żeby sobie popatrzył na rodzącą się główkę maleństwa, a on na to z przyjemnością przystał. Ja byłam przeciwna, ale nie mogłam nawet się wypowiedzieć, bo akurat trwał skurcz i musiałam przeć, a jak mogłam cos powiedzieć, to juz było za późno - mąż już był po drugiej stronie. Jakoś mu to nie zaszkodziło Ale, oczywiście, nie zaszkodzi męża uprzedzić, że jakby ktos mu coś takiego zaproponował, to ma się nie zgadzać, bo to będzie dla zony krepujące. Mnie to do głowy nie przyszło, ale im człowiek starszy, tym mądrzejszy. Na drugi raz mu przypomnę. I nadal jestem za porodami rodzinnymi Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość edziecko: guest Re: poród rodzinny IP: *.* 11.06.01, 20:36 U nas też mąż był przy mojej głowie, ale jak położna zapytała: Czy chce pan zobaczyć włoski? to poleciał pędem. Zaraz potem wrócił. A ja nagle poczułam się bardzo miło zaskoczona w tym parciu, bo nie spodziewałam się, że tak szybko widać włoski i tak blisko już mam dzieciaczka! Odpowiedz Link Zgłoś