Mój mąż czyta moją korespondencję...

IP: *.* 08.08.01, 10:39
... i żeby jeszcze tego mało ostatnio złośliwie zacytował to co napisałam. Wczoraj zwróciłam mu uwagę, że nie podoba mi się to ( bo komu by się podobało) a on się na mnie obraził bo jak stwierdził to było tylko raz a ja robię z tego katastrofę. Ale czy nie o ten raz za dużo ? Przecież korespondencja nawet internetowa powinna być moją prywatną sprawą ?!
    • Gość edziecko: guest Re: Mój mąż czyta moją korespondencję... IP: *.* 08.08.01, 10:53
      !!!!!!!!! co z tego, ze internetowa ????? to jest Twoja korespondecja i nikt bez Twojej zgody nie ma prawa do niej zagladac !!!!!!!! Tak to dziala rowniez u mnie, ja nie czytam listow mojego meza a on moich, ba (!) jak cokolwiek (lacznie z rachunkami) przychodzi na tylko jego nazwisko to albo zostawiam i czeka jak wroci z pracy albo pytam sie czy moge otworzyc. To oczywiscie dziala w obydwie strony.PozdrawiamPS. Dla mnie to nie ma znaczenia czy to tylko raz czy wiele razy, po prostu nie powinien czytac z zalozenia, a tym bardziej pozwolic sobie na komentarze lub cytaty.
      • Gość edziecko: guest Re: Mój mąż czyta moją korespondencję... IP: *.* 08.08.01, 14:17
        Jedyne co mi sie nasuwa to założyć swoje konto i wprowadzić hasło. Ja sie wściekam o włażenie mi do łazienki :D . Nie mam zwyczaju się zamykać, bo a nuz Kuba zachce np. kupkę. I za przeproszeniem, załatwiam się, myję czy jestem rozebrana, a ten mi BEZ PUKANIA włazi!!!!!!!!!!No szlag mnie trafia!!!!!!!! Tyle razy prosiłam!!!!!! Ja mu nigdy nie weszłam, bo szanuję czyjąś prywatność. Inna sprawa, ze nawet idzie ręce umyć to się zamyka, bo jeszcze bym co zobaczyła...he he. ebe
        • Gość edziecko: guest Re: Mój mąż czyta moją korespondencję... IP: *.* 09.08.01, 21:16
          U nas prywatność zaczyna się i kończy na tym co ustaliliśmy - nie czytamy prywatnej korespondencji drugiego bez zaproszenia (ale to tylko formalność, bo nie mamy tajemnic). Kiedyś upierałam się, że żaden facet nie będzie miał dostępu do moich prywatnych spraw i tajemnic.Myślę, że to kwestia zaufania i własnych blokad(wynikających z własnego wcześniejszego doświadczenia).Nie mam nic przeciwko, żeby mąż wchodził mi do łazienki (może się zdarzyć, że kiedyś któreś z nas będzie musiało dokonywać na drugim różnych czynności higienicznych - i co wtedy "małżeńska żenada"?). Żyjemy razem, stanowimy wspólnotę duchową, intelektualną i cielesną, więc po kiego diabła mamy tworzyć sztuczne granice własnej prywatności?Ale tak jest u nas, możeśmy dziwacy, ale podejrzewam, że ktoś się jeszcze przyzna, że siusia przy mężu ;-)
          • Gość edziecko: guest Re: A moj nie. O dwojgu w jednym. IP: *.* 10.08.01, 00:34
            Ech, Dorka, a myslałam, że to moje małżeństwo jest "dziwakowate" :) Nie ma co robic cudów, jak ma się łazieknę połaczoną z WC, i wyganiać bliźniego z wanny jak ma się tzw. "mała potrzebę", ale to jest maximum bezwstydu, ajkie mogę sobie wyobrazić. Z drugiej strony, poród przekonał mnie, że nawet w obrzydliwych fizjologicznych sytuacjach będę mogła liczyc na pomoc męża, jezeli sama sobie nie poradzę - w koncu to on trzymał przede mną nerkę, jak wstrżasały mna torsje.Niemniej jednak uwazam, ze prawo do prywatnosci jest prawem kazdego człowieka. nawet jednorazowa zgoda na wglad w jakis list nie upowaznia do otwierania innej korespondencji. To nawet nie chodzi o adresata, ale o nadawce wiadomości. Ja mam z mezem wielu wspólnych znajomych, ale nie wszystko, co od nich słyszę, nadaje sie do powtarzania mu. Po prostu są pewne rzeczy, które moi rozmówcy chcą zachować przed moim mężem w sekrecie, z uwagi na swoją płeć, stopień zażyłości czy inne rzeczy. A poza tym, ja lubię mieć swoje sekrety. Czasami jest eksperyment z nowymi kosmetykami (lepiej, żeby mąż nie widział mnie w makijazu złozonym z dziwnych kolorów :) ), czasem chcę mu zrobic niespodziankę i nie wiem, jak mi wyjdzie...Krótko przed slubem teściowa udzieliła mi rady - chodziło jej o to, że gdziekolwiek mąz by nie wychodził, ja tez mam wyjśc z domu i jezeli nie w to samo miejsce, to choćby w okolicy cos zrobić, na przykład, jezeli Olek miałby iść do kolegi na osiedlu, na którym ona mieszka, to ja mam ja odwiedzić. Wtedy to wydało mi się idiotyczne, zreszta, nadal tak uważam. Pomijam juz wrodzone lenistwo, które nie pozwala mi wyłazić z domu co chwila, ale przecież sytuacja powinna byc symetryczna, zeby było uczciwie. A ja wcale nie mam ochoty zabierać męża na babskie plotki, czy spotkanie z moja klasa z liceum - co z tego, ze on je/ich wszystkich zna, jak niekoniecznie musiałby się dobrze czuć wśród tych ludzi. Poza tym, wychodzę z założenia, że krótkie rozstania sa potrzebne - i dla zwiazku, i dla jednostek.Dla jednostek - no, to chyba jasne, poprostu chodzi o higiene psychiczną, czy ja wiem jak to nazwać ? płodozmian ? Czasami trzeba odetchnąc nawet od najukochańszego.Dla związku - powody znalazłyby się ze dwa. Po pierwsze, niezadowolone jednostki nie zbudują szczęsliwej całosci. Po drugie, jak juz się wraca, to jest tak miło, no i jest tyle do opowiadania :)No, czas już kończyć tego posta, już późno... Może trochę wybiegłam poza zadany temat, ale chciałam sie podzielić kilkoma refleksjami. Dobranoc.
        • Gość edziecko: guest oj ebe... IP: *.* 09.08.01, 21:41
          Mogę zrozumieć Twoje postępowanie, bo jest typowe i w zasadzie nieobce także mi (chodzi o włażenie do łazienki). Dotyczy to jednak osób obcych, a nie najbliższej rodziny. Gdyby moja żona miała takie podejście do mnie jak Wy wzajemnie wobec siebie, to zacząłbym chyba podejrzewać, że żona mnie nie kocha, albo coś jest nie wporządku z naszym związkiem. Tak jak napisała Dorka u nas jest tak, że nie ma praktycznie jakichś sfer intymnych, zarezerwowanych wyłącznie dla jednej osoby. Na samym początku naszej znajomości powiedzieliśmy sobie wszystko, nawet te najciemniejsze i najwstydliwsze tajemnice. Na tym między innymi bazowała przyjaźń, która się zrodziła, a później miłość. Niejako naturalną konsekwencją takiej wzajemnej szczerości jest wzajemny brak poczucia wstydu własnego ciała. Nieważne co robimy - nie przeszkadza nam wzajemna obecność. To jest kompletnie naturalne i nie wymuszone. Nie twierdzę, że to jedyny słuszny sposób na życie, rozumiem że wpojone nam w dzieciństwie poczucie wstydu własnego ciała może być tak silne, że nie jesteśmy w stanie przełamać go nawet wobec własnego małżonka. Rozumiem, że może być do tego potrzebne olbrzymie zaufanie. Nam to przyszło łatwo i ku mojemu zdziwieniu nawet z mojej strony bez oporów (miałem spore kompleksy na punkcie własnego ciała i do tej pory jeszcze silnie wdrukowane bezwarunkowe poczucie wstydu - z wyjątkiem mojej żony).Pozdrawiam i ciekaw jestem co o tym myślisz.
          • Gość edziecko: guest Re: oj ebe... IP: *.* 10.08.01, 07:17
            Nie zrozumieliście mnie kompletnie. Mój mąż też był przy porodzie, nie raz zdarzyło mi się wysiusiać, a raz (baaaaardzo dawno temu) nawet się opiłam i b. źle czułam i mój obecny małżonek się opiekował (i sytuacjae odwrotne, oprócz porodu). Ale tu chodzi o DWA PYKNIĘCIA palcem w drzwi. Rozumiecie różnicę? Taki odruch pukania czy nieczytania cudzych listów wynosi się z rodzinnego domu, czego mnie nauczono. Znam się z moim mężem 10.5 roku jak łyse konie, ale nie rozumiem dlaczego ma mnie oglądać w sytuacji wsadzania sobie tamponu i jeśli tego nie zobaczy to moje małzenstwo będzie niepełne i mąż pomyśli, ze ja go nie kocham. Moze w Waszych domach oznaką miłości jest oglądanie drugiej połowy w sytuacjach fizjologiczno-intymnych jak, za przeproszeniem, robienie kupy, ja mam na to wiele innych metod.Pozdrawiam ebe
            • Gość edziecko: guest Re: oj ebe... IP: *.* 10.08.01, 07:55
              I ja i moj maz zamykamy przed sobą drzwi do łazienki. I nie na klucz czy zamek ale jezeli sa zamkniete to on na pewno nie wejdzie ani ja. A tez znamy sie jak lyse konie i w roznych sytuacjach juz bywalismy. I korespondencji tez nie czytamy. I mamy przed soba czasem drobne tajemnice. Moze jestesmy dziwni ale takich tez jest sporopozdrowionka, kama :benetton:
              • Gość edziecko: guest Re: oj ..... IP: *.* 10.08.01, 09:56
                a u mnie jest tak, ze drzwi do lazienki sa praktycznie otwarte, zas jesli ktores z nas nie chce by drugie wchodzilo to sie je po prostu zamyka, jest to wystarczajacy znak, ze jedna strona prosi o chwile dla siebie ....Co do innych czynnosci zwiazanych z funkcjonowaniem ludzkiego ciala - obydwoje wychodzimy z zalozenia, ze sa pewne czynnosci, ktore nalezy wykonac, ze sa one tozsame zarowno dla mnie jak i dla niego i szczerze mowiac nie zastanawiamy sie nad nimi, wszak kazdy z nas pierdzi, beka, robi kupy (nikt nie byl pod namiotem, na polu gdzie nie ma latryny ?), kobiety maja miesiaczki (zadna nie zostawila w lazience tamponu ?) etc. etc.
              • Gość edziecko: guest Re: oj ebe... IP: *.* 10.08.01, 10:35
                Zgadzam się zupełnie z tym, że każdy z nas potrzebuje odrobiny intymności. W przypadku małżeństwa uważam, że jest to właśnie odruch, tak jak powiedziała Ebe, pukania do łazienki. Nie oznacza to oczywiście, że my z moim mężem wstydzimy sie swoich czynności fizjologicznych (mój mąż był ze mną w czasie porodu więc się napatrzył) chodzi o sam fakt, że we własnym domu również potrzebujemy chwil tylko dla siebie a pukanie oznacza szacunek dla intymności i nawet w małżeństwie uważam, że nie jest to uwłaczające tak samo jak mówienie proszę, dziękuję, przepraszam itp. to że jesteśmy małżeństwem nie oznacza, że mamy przestać być dla siebie grzeczni, prawda ?!PozdrawiamAga
                • Gość edziecko: guest Re: Aga, masz rację. IP: *.* 10.08.01, 11:56
                  Właśnie o to chodzi. Czym innym jest wzajemna akceptacja również w sferze intymnej, a czym innym szacunek i przestrzeganie wyznaczonych granic. Można nie czuć wstydu i jednocześnie nie godzić się na zaglądanie do łazienki - jeśli taki nawyk wynieśliśmy z domu.Jeśli współmałżonek nie życzy sobie naruszania granicy jego intymności, mąż/żona nie powinni tego pogwałcać.Dlatego nie dziwi mnie, że ebe jest zbulwersowana. Dorka
            • Gość edziecko: guest Re:j ebe...chi, chi ,chi IP: *.* 10.08.01, 12:06
              Bardzo dobre!Chcesz poczuć pełnię szczęścia małżeńskiego, wejdź mężowi do łazienki, gdy załatwia cięższą potrzebę fizjologiczną.PozdrawiamDorka
              • Gość edziecko: guest Re:oj Dorka...chi, chi ,chi IP: *.* 10.08.01, 13:05
                Przeczytaj, jaki Ci przypadkiem ciekawy tytuł wyszedł...he he he.Swoją drogą cieszę się, że u nas drzwi od łazienki "ciężko chodzą", bo mam jeszcze drugiego kandydata do wchodzenia mi do łazienki...
                • Gość edziecko: guest Re:oj Dorka...chi, chi ,chi IP: *.* 10.08.01, 14:01
                  :lol: ale jaja :spookie: to chyba najweselszy wątek w dniu dzisiejszym :hap: i nikt tego nie zauważył :crazy:
            • Gość edziecko: guest Re: oj ebe... IP: *.* 10.08.01, 12:28
              >ebe napisała/ł:> Moze w Waszych domach oznaką miłości jest oglądanie drugiej połowy w sytuacjach fizjologiczno-intymnych jak, za przeproszeniem, robienie kupy, ja mam na to wiele innych metod.:hap: :lol: :hap:... ja mam taki zwyczaj wchodzenia do łazienki i dotychczas nie rozumiałam czemu mój mąż ma pretensje... postaram sie poprawić :jap:
              • Gość edziecko: guest Re: oj ebe... IP: *.* 10.08.01, 12:33
                wiesia napisała/ł:> >ebe napisała/ł:> > Moze w Waszych domach oznaką miłości jest oglądanie drugiej połowy w sytuacjach fizjologiczno-intymnych jak, za przeproszeniem, robienie kupy, ja mam na to wiele innych metod.> > :hap: :lol: :hap:... ja mam taki zwyczaj wchodzenia do łazienki i dotychczas nie rozumiałam czemu mój mąż ma pretensje... postaram sie poprawić :jap:Oczywiście nie o to mi chodziło, ale jest to chyba na tyle \\\\smieszne, \\\\\\\\ze oczyiste ;-)
Pełna wersja