praca i dziecko

IP: *.* 11.08.01, 13:20
Poradźcie mi proszę - większość z was przecież pracuje - co mam zrobić. Mam jedenastomiesięcznego synka, świeżo ukończone studia i możliwość pracy na pełen etat. Zostawiałam dziecko wcześniej z opiekunką pisząc pracę mag.i mając straszliwe wyrzuty, że zaniedbuję je. Od dwóch miesięcy wyłącznie zajmuję się Miłoszem (jego tata mi pomaga, ale często zostajemy sami przez parę dni). Jestem sfrustrowana, złoszczę się, nie mam już cierpliwości do dziecka, dlatego szukam pracy. Nie chodzi o względy finansowe, ale o moją higiene psychiczną. W tych czasach sensowna praca z połowicznym zaangażowaniem jest niemożliwa, więc nie wiem co robić. Boję się , ze skrzywdzę dziecko, że po latach będę w jego oczach egoistką. Nic nie wróci nam ważnego czasu jego wzrastania, który spędzimy z dala od siebie. Dodatkowo tydzień temu przestałam go karmić - byłam już tym naprawdę zmęczona (wyłam oczywiście z żalu pod prysznicem, by nikt nie słyszał).Poradźcie, pewnie macie lub miałyście podobne rozterki.Ewa
    • Gość edziecko: guest Re: praca i dziecko IP: *.* 12.08.01, 14:08
      Droga Ewo, mialam podobne mysli, gdy juz prawie 2 lata temu, po 8 miesiacach urlopu (czy tez "siedzenia z dzieckiem w domu", co oczywiscie nie ma NIC wspolnego z siedzeniem ;) wracalam do pracy na pelny etat. Poczucie winy, ze zostawiam taka kruszynke, z drugiej strony niepohamowana chec powrotu miedzy ludzi i przerwania zakletego kregu dom-sklep-spacer-spanie-spacer etc. Powrotu do pracy nie zaluje. To glowna mysl mojego przekazu. Ale w moim wypadku odbywalo sie to: wejscie do biura i KONIEC myslenia o malej. Czy spi, nie spi, je, nie je, placze,.. nie ma mnie z Nia i NIE MOZNA o tym myslec. Jedyna troska to znalezienie osoby, od ktorej dziecko nie bedzie chcialo sie oderwac, gdy juz wrocisz do domu - to znaczy, ze bylo mu dobrze (jedna babcia jest 300, a druga 400 km od miejsca gdzie mieszkamy, wiec opiekunka musiala byc osoba na ktorej da sie polegac). Druga strona tego rozwiazania wyglada jednakowoz tak, ze staramy sie oboje z mezem spedzac praktycznie caly czas po pracy robiac cos razem z coreczka, bawiac sie, spiewajac, wychodzac wieczorem na pozny spacer przed snem, weekendy na spacerach w lesie albo na basenie. Boze, co bym dala za wyjscie do kina tylko z mezem! Nastepna rzecz- coreczka praktycznie spala caly czas z nami ( no, zeby miala nas przynajmniej w nocy ;) co podobno jest okropne z jakichstam wychowawczych powodow, ale nam nie sprawia klopotu - zaczela zarzucac ten zwyczaj sama, kiedy przeprowadzilismy sie i dostala wlasny pokoj. Nie widze w Niej zadnych objawow poczucia zaniedbania, jest wesolym, odwaznym malym czlowieczkiem z olbrzymia pewnoscia siebie. Wiec powodzenia w pracy i miej szczescie, zeby nikt z otoczenia tej decyzji nie krytykowal i Cie nie pietnowal. Bycie pracujaca matka to krzyz sam w sobie.
    • Gość edziecko: guest Re: praca i dziecko IP: *.* 13.08.01, 07:41
      Popieram Olge. Trzeba znaleść kogoś odpowiedzialnego do dziecka. Osobe, której UFASZ. Jeśli dziecko nie płacze pozostawiane z nią a z uśmiechem robi papa, nie jest zmienione popołudniami, nie płącze w nocy. Jednym słowem nic się nie zmieniło jest OK.Podobnie jak Olga wszystko robimy z Wikrtorią - pomaga nam przy sprzątaniu czy gotowaniu, długie wieczorne spacery itp.Tylko sypia w swoim pokoju ( :-)) )Zawsze staram się dla niej mieć czes - jeśli jestem zajeta to odkładam prace by np poczytać jej coś lub ja przytulić...Ot i tyleMonika P
    • Gość edziecko: guest Re: praca i dziecko IP: *.* 13.08.01, 09:43
      Popieram Olge i Monike.Sama wrocilam do pracy, gdy Kacper skonczyl 8m. Babcie mieszkaja bardzo daleko, wiec Maly zostaje z niania - przyszywana babcia. Jest to osoba, ktora on bardzo lubi (z wzajemnoscia) i do ktorej ja mam ogromne zaufanie. Do pracy wrocilam przede wszystkim ze wzgledow finansowych i zeby jej nie stracic. Ale tez po to, zeby wrocic czesciowo do rzeczywistego swiata, byc na biezaco i... zatesknic. Widze, ze teraz bardzo intensywnie spedzam kazda wolna chwile z malym. Mam wiecej energii mimo, iz mogloby sie wydawac, ze bede bardziej zmeczona. Trzeba byc naprawde dobrze zorganizowanym, zeby zdazyc ze wszystkim w ciagu 24h, ale jest to mozliwe. Dzieci sa bardzo energochlonne, sama po calym dniu z malym ledwo zipie. Czasem przyda sie wyjsc, zeby wrocic z nowym zapasem sil - mysle, ze Maly na tym korzysta majac przez kilka godzin cierpliwa i ciepla babcie-nianie, a potem pelna entuzjazmu i skora do ostrej zabawy i spacerow ZADOWOLONA mame (a to, ze czasem pietrzy sie w zlewie, to nic...).Na pewno nie moglabym przesiadywac w pracy po godzinach ani brac tzw. fuch do domu (co kiedys bylo regula), bo odbywaloby sie to kosztem Kacperka. A jak jestem w domu, to przede wszystkim dla Niego.Powodzenia, Ewo.
    • Gość edziecko: guest Re: praca i dziecko IP: *.* 13.08.01, 10:11
      Ewo dla twojej higieny psychicznej jest bardzo potrzebny uczciwy rachunek sumienia. Twoje plany i marzenia w konfrontacji z potrzebami malenstwa (nooo... przesadzam z tym malenstwem...) najlepiej na czystej bialej kartce. I jasna decyzja. jesli potrzebujesz powrotu do pracy, zrob to. Ale ustal to sobie jasno, ze po tej pracy twoj czas nalezy do synka. Kazdy z nas jest egoista, to calkiem zdrowy objaw. Jesli jednak swoje plany bedziesz realizowac z mloscia w stosunku do dziecka, jesli nie zaczniesz go rozpieszczac, bo mu sie nalezy bo ja pracvuje, ale pomozesz mu zrozumiec, ze to naparawde niewazne, ze wychodzisz z domu, bo i tak zawsze wracasz, to okaze sie, ze on jest z ciebie dumny, ze rozumie ze chodzisz do pracy, bo ma pewnosc, ze nie wlepisz oka w telewizor, ani w gary po powrocie, ale bedziecie zajmowac sie Bardzo Waznymi Sprawami. Powodzenia.
    • Gość edziecko: guest Re: praca i dziecko IP: *.* 13.08.01, 12:50
      Wróciłam do pracy gdy Zuzia miała 6 miesięcy, mam wspaniałą szefową która zgodziła się żebym przez rok pracowała na 1/2 etatu. Od września czeka mnie powrót na cały etat,będę wychodzia z domu o 8 rano i wracała o 18. Boję się tego bardzo, bo żal mi czasu którego nie mogę spędzić z moją córą, ale z drugiej strony pamiętam jak nie mogłam doczekać się powrotu do pracy, tematów innych niż kupki i zupki. Uważam że nie ilość czasu spędzonego z dzieckiem a jakość tego czasu się liczy, ja jak wracam do domu to przede wszystkim zajmuję się dzieckiem (zabawy, spacery itp.) a w drugiej kolejności jest pranie itp, to mogę zawsze zrobić jak mała śpi. Wiem też że mam tę komfortową sytuacje, ponieważ moim dzieckiem zajmuje się babcia, która czasami coś ugotuje, posprząta , upierze . Mam znajomą która siedzi z dzieckiem w domu, zawsze ma ładny makijaż, umalowane paznocie i ładną fryzurę, bo ma na to czas, i trochę jej tego czasami zazdroszczę, bo ja czasu dla siebie mam niewiele, ale z drugiej strony wiem że ona zazdrości mi tego, że mam pracę i kontakt z ludzmi. Myślę że w tej sprawie zawsze można mieć jakieś wątpliwości, bo zawsze chcielibyśmy mieć coś czego nie mamy.
      • Gość edziecko: guest Re: praca i dziecko IP: *.* 13.08.01, 13:05
        Przepraszam, ale po raz kolejny wyrażę swoje zdanie na temat tego obiegowego stwierdzenia, że nie ilość, ale jakość czasu spędzonego z dzieckiem się liczy. Ja pracuję na pełen etat, wychodzę z domu o 8.00, wracam o 18.00. Tego czasu pozostaje mi więc 2-3 godziny. Owszem, staram się spędzić go z synkiem maksymalnie blisko i intensywnie, ale to nie to samo, co gdy spędzałam z nim tak samo blisko cały dzień. Jestem w stanie przyjąć argumenty, że matka bardzo chce do ludzi, pragnie się realizować zawodowo. Ale mówienie o tym lepszym jakościowo czasie, to tak, jakby matka sobie mówiła: OK, idę do pracy i teraz będę swojemu dziecku poświęcała mniej czasu, ale bardziej intensywnie. A wcześniej to co robiła, przepraszam bardzo? Cały dzień czytała gazety albo malowała się? Przecież nie, też zajmowała się z miłością swoim dzieckiem!Nie można zakładać, że czas matki będącej z dzieckiem w domu jest gorszej "jakości". Ja tęsknię do tych czasów, gdy poświęcałam swemu synkowi mój cały dzień, którego "jakość" była chyba tak samo dobra, jak teraz, gdy jestem dla niego tylko 3 godziny dziennie. Nie potrafię już tego jaśniej wyrazić, ale wydaje mi się, że kobiety, które idą do pracy w ten sposób niejako usprawiedliwiają się przed sobą. A przecież żadna z nas nie jest w stanie dać dziecku w czasie 3 godzin tego, co jako kochająca mama dałaby mu przez cały dzień. Opiekunka mojego Szymka dzwoniła do mnie, gdy zrobił pierwsze kroki, pierwszy raz siusiu do nocnika, ja nie mogłam tego widzieć i nie ja uczyłam go wszystkich nowych rzeczy. To dla mnie nie jest przyjemne.Podkreślam, że ja też pracuję, ale uważam, że pójście do pracy z konieczności (strach przed utratą pracy, kredyt w banku) gdy dziecko ma 9 miesięcy to stanowczo wbrew roli matki. Teraz już przystosowałam się nieco, ale przez parę pierwszych miesięcy nie czułam się ani w pełni matką, ani pracownikiem na pełen etat.
    • Gość edziecko: guest Re: praca i dziecko IP: *.* 13.08.01, 13:57
      Myślę że słuszność decyzji czy zostać w domu czy wracać do pracy w dużej mierze zależy od osobniczych właściwości danej Mamy.Nie do końca zgadzam się z Agatą, że nie można mówić o tym, że ilość przechodzi w jakość (uups, wyszło mi podwójne zaprzeczenie, ale chyba zrozumiałe). Chyba matka która spędza z dzieckiem z zadowoleniem i satysfakcją 3 godziny dziennie nie robi temu dziecku dużo większej krzywdy niż gdyby spędzała z nim 10 godzin, ale za to była totalnie sfrustrowana uwięzieniem w domu.Moja Mama pracowała cały czas gdy byłam dzieckiem (jest lekarzem) i właściwie odkąd pamiętam byłam z niej bardzo zadowolona i dumna - że jest ambitna, że nie odwala swojej roboty na łapu capu, że chce się dokształcać choć nie przekłada się to na pieniądze. Myslę, że dla dziecka człowiek (tzn. rodzic) z jakąś pasją do tego co robi stanowi wartość.Warto też wybiec myślą w dalszą przyszłość. Z moich obserwacji wynika, że moi rówieśnicy, których rodzice byli aktywni zawodowo, mają teraz dużo mniej "problemów" ze swoimi rodzicami obecnie wchodzącymi w wiek emerytalny. Natomiast niemalże regułą jest (powtarzam wynika to z moich obserwacji, a ktoś inny może mieć inne doświadczenia), że matki które nie pracowały i poświęciły się wychowywaniu dzieci, nie mają teraz po odejściu dorosłych dzieci z domu swojego pomysłu na życie, usiłują żyć życiem swoich dzieci, co często prowadzi do konfliktów. A dramat zaczyna się wtedy kiedy dorosłe dziecko chciałoby na przykład wyprowadzić się do innego miasta. No i niestety przychodzi wtedy płacić za dwudaniowe obiady jedzone w dzieciństwie o godzinie 14 - bo nikt przyzwoity nie zostawi przecież matki, która nie ma własnych znajomych, własnych zainteresowań, ba nawet często własnej emerytury.Oczywiście to co napisałam nie musi nastąpić - ktoś być może napisze, że można przebywać w domu z dzieckiem i mieć pasje, hobby, kształcić się, itd. Tylko w praktyce rzadko to się robi. Mnie też się wydawało że będąc na urlopie macierzyńskim pouczę się itd. Oczywiście nic z tego nie wyszło, byłam zbyt zmęczona. Dopiero teraz gdy wróciłam do pracy przed dwoma miesiącami, czuję że nadganiam intelektualne zaległości.No i jeszcze jedno - trochę statystyki.Potocznie przeciwstawia się - gdy pójdę do pracy będę z dzieckiem 3 godziny dziennie, jak zostanę w domu - to cały dzień. "Cały dzień" to brzmi dumnie, ale trwa oczywiście 10 godzin (dzieci na ogół śpią po południu, prawda ?). To już brzmi mniej groźnie. Niemniej jednak idąc do pracy spędzam z dzieckiem 30% czasu, który spędzałabym będąc w domu.Dalej są soboty i niedziele - po przeliczeniu w normalnym tygodniu: spędzałabym 70 godzin z dzieckiem będąc w domu, spędzam 35 (2 razy 10 godzin + 5 razy 3 godziny)idąc do pracy. To już "strata" tylko 50%. Dodajmy urlop, święta (w Polsce liczne i długie), zwolnienia lekarskie też są nie do uniknięcia - nie chce mi się liczyć ale w praktyce dobijemy do straty rzędu 35-40%. To już nie jest chyba taki dramat.Oczywiście jeśli ktoś nie czuje się źle spędzając cały czas z dzieckiem i stać go na to finansowo, to powinien zostać w domu jak najdłużej. Nasze realia są jednak takie, że rzadko jest to możliwe. Nie martwmy się jednak - myślę że naszym dzieciom wielka krzywda od naszej pracy się nie stanie.
      • Gość edziecko: guest Re: praca i dziecko IP: *.* 13.08.01, 14:03
        Oczywiście nie mówię o tym, że matka powinna całe życie poświęcić dzieciom i domowi, bo do tego niewiele kobiet ma predyspozycje. Ale na własnym przykładzie stwierdzam, że po 9 miesiącach życia dziecka iść do pracy to za wcześnie. Jeśli mówimy o dzieciach dumnych z mam, któe są czynne zawodowo, mają osiągnięcia i własne abmicje to chyba mówimy o dzieciach co najmniej w szkole podstawowej, a nie o niemowlakach.Może jestem bezlitosna (przede wszystkim dla siebie), ale myślę, że moje miejsce jest przy dziecku co najmniej przez pierwsze 1,5 - 2 lata jego życia, a moja praca to smutna konieczność.
        • Gość edziecko: guest Re: praca i dziecko IP: *.* 13.08.01, 14:10
          OK - 1,5 roku - 2 lata to jasne, ale nie na przykład 4 lata a później przy drugim dziecku następne 4 lata. Przy naszych realiach to niemal śmierć zawodowa albo skazanie się na pracowanie za grosze przez kilkanaście lat.Poza tym tak jak napisałam w pierwszym zdaniu poprzedniego postu - wiele zależy od temperamentu. Ja osobiście poszłam do pracy gdy Klara miała 8 miesięcy (było to dwa miesiące temu) i od razu lepiej się poczułam (wróciłam do świata żywych). U Klary też nie widzę żadnych niepokojących objawów. Ale przyznaję - wychodzę z domu o 8.15, wracam ok. 16, mój mąż wraca ok. 14-15. No i dwa razy w tygodniu idę do pracy na 13 a wracam o 17. Więc to nie jest pełen wymiar. Prawdopodobnie miałabym więcej wątpliwości gdybyśmy oboje musieli codziennie wyjść na 10 godzin.Pa - idę do domu :-).
    • Gość edziecko: guest Re: praca i dziecko IP: *.* 14.08.01, 01:50
      To ja zrobie podsumowanie, bo wedlug mnie w kazdym poscie jest troche racji.Zacznijmy od Ciebie: ledwo masz magisterke i znalazlas prace na caly etat, co w dzisiejszych realiach graniczy niemal z cudem. Dzieki tej pracy zdobedziesz kolejne punkty do CV, rozwiniesz sie, nie tylko zawodowo, odpoczniesz od zajec domowych. Jak na mnie same plusy...Teraz dziecko: ma 11 miesiecy, ledwo odstawione od piersi, do tej pory w sumie spedzajace z Toba cale dnie. Nie znam Twojego synka, ale uwazam, ze decyzje powinnas podjac w oparciu o to czy: on daje sobie rade bez Ciebie pod opieka innych osob; na pewno wlasnie teraz musisz isc do pracy, wszystko jedno z jakiego powodu; czy Twoj zawod wymaga doswiadczenia, czy sama wiedza liczy sie w nim najbardziej; ktora z opcji popiera tatus dziecka; jakie uczucia wywoluje w Tobie mysl o tym, ze masz isc do pracy;Innymi slowy wez pod uwage WSZYSTKO, co moze sie wiazac z podjeciem tej decyzji...Jedyne co moge Ci poradzic to, to, zebys nie podejmowala pracy angazujacej Cie rowniez po pracy... Moja 3,5 letnia corka zaczyna powoli mowic zargonem informatykow i nie raz zdarzalo jej sie siedziec ze mna w firmie do polnocy, bo cos sie stalo i musialam zostac...A propos zargonu... wiecie co mowi moja mala, gdy but jej sie rozwiaze? To nie jest dowcip... "boot error"*, nie dosc ze po angielsku, to nawet nie wiem kiedy to podlapala...Pozdrawiam. I zycze tworczego procesu decyzyjnego.* dla nie zorientowanych oznacza to blad przy rozruchu dysku
    • Gość edziecko: guest Re: praca i dziecko IP: *.* 14.08.01, 09:37
      Droga Ewo, rozterki, które przeżywasz ja również odczułam.... Widzisz, wszystkie dochodzimy do wniosku, że nie ma idealnego rozwiązania (daruję sobie stwierdzenie "u nas w kraju"...). Zapewne pójdziesz do pracy, dzieckiem będzie opiekowała się niania, ty najpierw będziesz bardzo tęskniła (i tak już zostanie przez najbliższe lata), częściej przez to zaglądała tutaj na forum (w czasie pracy!)i leciała do domu bez tchu. Najbliższe miesiące to TOTALNE zmęczenie, bo niunia jeszcze mała (pewnie budzi się w nocy) a do pracy rano trzeba wstać. I na nic więcej nie będzie czasu. I ciągły stres, że coś tam nie zrobione. Ja w końcu po pół roku pracy trafiłam do lekarza z osłabieniem i początkiem choroby niedokrwiennej i na granicy depresji. Teraz jest lepiej bo i synuś większy i ja traktuję rzeczy troichę inaczej, ale wciąż ten stres... Mój synuś miał 11 miesięcy gdy poszłam do pracy, ustawiłam sobie ją tak, że wychodzę o 6;30 a wracam ok. 16. Jestem więc 5 godz. z synkiem. Nianię "ściągnęłam" z innego miasta, płaciłam jej pensję "warszawską" + wyżywienie i pokój u nas w mieszkaniu. Była więc członkiem rodzinny (inna sprawa, że była osobą znaną mej rodzinie od 30 lat) i była "przywiązana" niejako - gwarancja stałości dla synka. Dzięki temu przez 2 lata Filip miał przyszywaną babcię, ale NIGDY nikt nie był ważniejszy ode mnie.... Te zarwane noce, noszenie na rękach i OGROMNA ILOŚĆ czułości, gnanie po pracy do domu pędem (w W-wie 20 min. z Żoliborza na Grochów to rekord w czasie korków!) ale synek odpłaca się przeogromną miłością do mnie... Wiem, że nie jest mu łatwo, gdy wychodzę do pracy, ale bez tego byłabym już pewnie w szpitalu dla nerwowo chorych... Teraz pragnęłabym kilku miesięcy przerwy, ale nie miałabym gwarancji, że praca czekałaby na mnie. Ten przydługi post pewnie nie był radą, raczej refleksją o nas, matkach pracujących... Ewa m.Filipa
Pełna wersja