Zawiedziona?niespełniona?

IP: *.* 16.08.01, 16:43
Cześć Wam!Nie wiem jak zacząć mój list, aby dokładnie ująć o co mi chodzi. Mam prawie roczną córkę (którą kocham nad życie) i męża który całuje ziemię po której stąpam (naprawdę!). No i właśnie.......Kocham go bardzo, ale......mam 23 lata, a mąż jest moim pierwszym chłopakiem. Znamy się z ogólniaka. On jest bardzo atrakcyjnym facetem, w szkole zawsze miał powodzenie, ale nie był typem playboya, czekał na swoją wielką miłość (czyli mnie). A ja jestem typowym brzydkim kaczątkiem, które zamieniło się w łabędzia...pod koniec ogólniaka, kiedy to zaczęliśmy ze sobą być. Z przeciętnej nastolatki (zakompleksionej) wyrosła naprawdę superlaska (to nie moje słowa- tak postrzegają mnie inni).I tu zaczyna się problem...czuję, że coś w życiu mi umknęło, że nie zdążyłam nacieszyć się swoją atrakcyjnością, że nie zdążyłam pospotykać się z innymi facetami, że nie przeżyłam romansików.............Żeby wszystko było jeszcze bardziej zagmatwane, to ślub był zaplanowany-jestem mężatką już 3 lata, ciąża również była planowana – nic przypadkiem.Mój mąż zaczyna planować następne dziecko, żeby córa miała rodzeństwo, a ja? Wstyd się przyznać, ale ja boję się, że podświadomie chciałabym rozwodu....a matkę z jednym dzieckiem to jeszcze ktoś może zechce, ale z dwoma? Zresztą rozbijać rodzinę? Ale z drugiej strony to przez całe życie żałować i tęsknić za czymś innym? Ale to inne może okazać się też nietrafione? Iść za kilka lat do łóżka z innym facetem, żeby zobaczyć jak to jest? Ale żyć potem z cieniem zdrady i zranić superfaceta jakim jest mój mąż? Coraz częściej łapię się na tym, że zastanawiam się jak byłoby mi w łóżku z innym facetem....ale jednocześnie kocham męża i kółko się zamyka.Nie zrozumcie mnie źle, kocham męża, córka jest całym moim światem. Ja chciałam mieć dziecko, to zabrzmi też nie najlepiej, ale mniej ważne było dla mnie to, że Jej ojcem jest mój mąż..ważne było dla mnie tylko DZIECKO. I co sądzicie o tej sprawie? Nie oczekuję jednakże słów krytyki,(ah ty taka i owaka) ale rad.....Pozdrawiam
    • Gość edziecko: guest Re: Zawiedziona?niespełniona? IP: *.* 16.08.01, 19:37
      Wiesz czasami czuję się podobnie. U mnie też wszystko zaplanowane-praca, małżeństwo i dziecko nic w pośpiechu i wszystko przemyślane. Wielu ludzi zazdrości nam tego a ja czasami w głębi duszy mam tego dość. Też kocham swojego męża, który jest naprawdę wspaniały ale ostatnio mam chęć na zmianę; na wyrwanie się z tego bezpiecznego świata jaki sobie stworzyliśmy w którym każda zmiana burzy porządek życia codziennego.Ludzie są istotami inteligentnymi i kiedy wpadną w półapkę smutnej szarej codzienności zaczynają marzyć o czymś innym czego jeszcze nie doświadczyli. I wtedy zaczyna się kuszenie. A może tak spróbować to czy tamto. Czasami też się nad tym zastanawiam co byłoby gdybym zmieniła męża, pracę itd. Powiem Ci szczerze że nie wiem czy warto burzyć szczęście które mam. Łatwiej chyba zmienić coś w życiu razem np. spełniając swoje fantazje erotyczne i myślę że to może być o wiele lepsze od zmiany partnera jeśli jest on super facetem i mężem.Przecież nie ma gwarancji że z innym będzie lepiej. Od razu uprzedzam że jest to moje osobiste zdanie i nie miałam zamiaru nikogo obrażać więc proszę się nie czepiać. Dzięki. pozdrawiam Su
    • Gość edziecko: AneczkaG Re: Zawiedziona?niespełniona? IP: *.* 16.08.01, 20:37
      Też mi takie dziwne myśli chodzą czasem po głowie... Jak to by było gdyby... A może inny facet to... A co bym jeszcze mogła przeżyć... czego doświadczyć, gdybym nie wyszła wtedy za mąż...I wiesz co sobie myślę? Że każde małżeństwo jest przypadkiem, niezależnie jak długo się wybierało i jak dokładnie podejmowało decyzję. A to, czy nam będzie z tym dobrze zależy głównie od nas samych. (oczywiście nie mam tu na myśli sytuacji szczegółnych: alkoholu, przemocy i Bóg wie czego jeszcze, lecz takie normalnie małżeństwa). I dla mnie ważne jest, by sobie powiedzieć: dokonałam wyboru, najlepszego wyboru i ze wszystkich sił będę się starać, żebyśmy byli szczęśliwi - niezależnie od tego, coteraz czuję i jak nie mogę patrzeć na męża (ot, kobietą jestem, a więc i zmienną, i kieruję się emocjami, nie zawsze pozytywnymi)Nigdy nie będziesz wiedziała co straciłaś wychodząc za swojego męża. Możesz tylko powiedzieć, co zyskałaś. Bo może z kimś innym zyskałabyś ból i upokorzenie?A Twoje małżeństwo zależy od Ciebie. I to czy będziesz szczęśliwa też.Trzymaj sięAneczka - z wyrazami pociechy PS. A może jesteś znudzona monotonią małżeństwa, codzienności? Na to też jest rada!!!
      • Gość edziecko: guest Re: Zawiedziona?niespełniona?- dzięki wszystkim, to znowu ja IP: *.* 16.08.01, 23:22
        Cześć!To znowu ja. Dziewczyny, DZIĘKI, zwłaszcza za to, że teraz wiem że nie ja jedna jestem niepewna, że innym też przelatują przez głowę myśli co by było gdyby, a może jednak...itd. _Su_masz rację, mam ochotę się wyrwać, odkryć coś nowego, sęk w tym, że nie wiem czy chcę to robić wspólnie z mężem - czy też sama, a może z kimś jeszcze innym...? Masz też rację, co do tego, że nie jest warto burzyć szczęścia, które mam, ale patrząc inaczej, całe życie, byc tylko pozornie szczęśliwym, w gładkim związku, z gromadką dzici i dwoma psami, ale nie wiedząc ile się straciło... Aneczko, podobnie mogłabym z kimś innym dostarczć bólu i upokorzenia, ale czy na pewno. A może ten ktoś inny pokazałby mi świat jeszcze cudowniejszy od tego w którym jestem... Marto, Tobie również serdecznie dziekuję. Masz rację nie powinnam decydować się na kolejne dziecię. Ale szkoda mi córy. Jestem jedynaczką, znam zycie samotnika. A duża róznica wieku również nie sprzyja kontaktom. Kocham Małą ponad wszysto, ale przecież szczęśliwa matka ma szczęśliwe dziecie. Więc musze odnależć swoje szczęsie.... Masz rację, życie jest za krótkie, i niestety tylko jedno, aby je przeżyć trzeba czerpać pełną garścią i szukać tego szczęścia jak nasilniej...i znów sprawa sprowadza się do jednego....z obecnym czy z innym partnerem. To, że w liceum na imprezkach było nam super, to nie znaczy, że całe życie jest fajną imprezą... KvM. Myśle, że nie do konca chcę sobie odbić za tamto. Po prostu ja nie miałam okazji zobaczyc jak jest z innym facetem, a to co nieznane ciągnie...Aha, i poruszyłeś ważny temat. Ja nie uważam się za atrakcyjną. Mam cellulit, kilka rozstępów, trzy kilo za duzo (moim zdaniem)...Nie zazdrościłam koleżankom,nie w tym rzecz. Po prostu, nie miałam okazji poznać innego świata. Źle wyraziłam się może na początku, bo to nie tak, że byłam paskuda, a się przepoczwarzyłam, tylko nagle zastrzyk urody i już....Sądzę, że każda babka lubi byc podziwiana, uważana za laskę itd. Ale masz rację, troche filozofujesz, bo każesz mi dokrywać moją psychikę itd, a wczytaj się w mój post, znam siebie dobrze, pogubiłam się tylko z uczuciami i tym co dla mnie jest ważne. Z innej beczki: nie podoba mi się to, że On jest wobec mnie dość uległy. Ze swojej miłości pozwala mi wejść sobie na głowę. On sprząta, gotuje, odkurza, zmywa naczyna, szoruje kible, wyrzuca śmieci itd. Zawsze robimy to co ja chcę...idziemy tam gdzie chce, jemy co ja chce, kupujemy co ja chcę. Mój mąż nie ma już żadnych kolegów (kiedyś był duszą towarzystwa) bo on woli czas spędzać ze mną. Mało tego:swoją nadgorliwością wystraszył mi wszystkie koleżanki!Drażni mnie też to , do czego sama dopuściłam: golę przy nim nogi (albo chodzę kudłata-jak mi się nie chce), łażę w maseczkach z tłustą głową w starych gaciach - bo jemu nic nie przeszkadza i tak jestem naj...Ale ja po pewnym czasie, kiedy byłam z Tego zadowolona, teraz mnie to drażni. Kobieta powinna mieć odrobinę intymności.Aha, seks. Ja uwielbiałam seks - na początku naszego związku. A teraz. Wyobraźcie sobie. Córa ma prawie rok (11 m-cy). Ciąża trwa 9 m-cy. Razem 20 miesięcy i dokładnie 6 razy się kochaliśmy. On jest niezły w łózku - ale ja kompletnie straciłam nim zainteresowanie, tzn. i seksem i mężem. W ciązy miałam wymówkę, że nie chce bo sie boję o dzidzię, a potem, że jestem obolała, a potem, że nie dzisiaj...Ale z drugiej strony...mąż pracuje z bardzo atrakcyjnym facetem, kiedy go widzę od razu mysle sobie co by było gdyby....więc oziebła nie jestem, ale jak sobie pomysle że mam iść do łóżka z własnym mężem, to mnie to wcale nie kręci. Podkreślam, obiektywnie, mąż jest atrakcyjnym mężczyzną.Mąż mnie kocha ponad życie, o wiele bardziej niż córkę, co szczerze przyznaje. Ja jestem kobietą trudną we współżyciu. Trzy lata temu chorowam na anoreksję, przy wzroscie 170 ważyłam 44 kg, mąż , pomógł mi pokonać chorobę, płakał kiedy cierpiałam, chodził ze mną po lekarzach, walczył o mnie. Miewam humory, napady złości.\r\nKocham swoje dziecko, ponad życie. To jedyna istota dla której zrobię wszystko.Nie chcę Jej skrzywdzić, a dziecko powinno miec ojca.Dzięki WAM wszystkim za rady, listy, za zrozumienie i przejecie sie moim postem. To super, wiedzieć że można na kogoś liczyć. Mam nadzieję, że juz niedługo dojdę z tym Wszystkim do ładu. jak coś jeszcze znajdę w mojej gonitwie myśli, to wrzucę to na forum... jeszcze raz dzięki, dobrze wiedzieć że nie jestem sama, pozdrawiam i dziękuję po stokroć
    • Gość edziecko: guest Re: Zawiedziona?niespełniona? IP: *.* 16.08.01, 20:59
      Doskonale Cie rozumiem.Mozna odczuwac to samo nie tylko pod wzgledem swego zwiazku, ale tez kariery, rozwoju duchowego...Jedyna rade jaka Ci moge dac to cierpliwosc. Jesli sie w nia uzbroisz moze zdolasz zrozumiec siebie sama i kryteria Twojego szczescia. Nie decyduj sie na kolejne dziecko bo to by moglo tylko sprawic, ze bez przemuslen i refleksji zaakceptujesz obecna sytuacje czego byc moze bedziesz bardzo zalowala w przyszlosci.Wiedz, ze ciagle zmieniamy sie, nic nie stoi w miejscu, byc moze partner, ktory byl idealny w czasach liceum, teraz jest niczym innym jak przeszkoda przed zmianami i Twoim prawdziwym szczesciem. Takie wczesne zwiazki spotykaja sie czesto z tym problemem. Chlopiec ktory ma 17-18 lat jest kims w trakcie ksztaltowania sie, i trudno przewidziec jakim bedzie mezczyzna majac lat 30...Doskonale Cie rozumiem, ze brakuje Ci tych zgubionych lat szalenstw i poznania siebie i innych.Jesli juz nie masz cierpliwosci to moze porozmawiaj z mezem, wyjedz gdzies na dluzszy czas i zmien dotychczasowa codziennosc, byc moze to upewni Cie czego oczekujesz od zycia.Duzo zalezy od Ciebie, Twojego charakteru, osobowosci...Wiesz, wiem to z doswiadczenia, ze czasami rozpieszcza nas monotonia dobrego(pod wzgledem schematow naszego spoleczenstwa) zycia co usypia nas, a kiedy sie budzimy jest zwykle za pozno. Nie trzeba zebys sie obwiniala czy uwazala za zle to co robisz jesli uznasz to za Twoja droge.Nie wszyscy jestesmy stworzeni do typowych schematow ktore zadza swiatem. Nie wystarczy miec pieknego, dobrego meza i dziecko zeby byc w pelni szczesliwym.Sluchaj glosu Twego serca i zrob wszystko zeby byc szczesliwa, zycie jest takie krotkie...
    • Gość edziecko: guest Re: Zawiedziona?niespełniona? IP: *.* 16.08.01, 22:10
      Wiesz można rozumieć co czujesz. Moim zdaniem jednak powinnaś odkryć i pokochać siebie. Mam wrażenie (być może mylne), że chciałabyś sobie odbić te lata kompleksów, a może upokorzeń. Wiesz ja w pewnym sensie mam podobną historię. Też byłem w ogólniaku bardzo nieatrakcyjny. Akurat nie o wygląd tu nawet chodziło, lecz o moją psychikę. Wbrew pozorom czułem się pewnie podobnie. Kompletnie odrzucony. Dziewczyny po paru minutach rozmowy miały mnie gdzieś ("O czym On gada", "Boze co za nudziarz", "o takich sprawach na imprezie"?) Byłem typem kompletnie odpychającym i kompletnie nie rozumiałem dlaczego tak się dzieje. Wyobrażasz sobie te katusze? Potem przyszło zrozumienie. Odkryłem co jest przyczyną i nagle stałem się bardzo atrakcyjny (jeśli tylko chciałem) potrafiłem oczarować prawie każdą laskę. Krok po kroku oczarowywać ją aż do... momentu kiedy mówiłem stop i do widzenia. Tak naprawdę nigdy nie użyłem swojej siły zdobywcy. Zrozumiałem bowiem, że to nie ma sensu. Przecież ja nie szukałem dziewczyn do zabawy. W istocie nie zmieniłem swojego zachowania. Dalej byłem odpychający (gadałem po prostu o poważnych tematach - próbkę masz na tym forum). Efekt był taki jak zawsze - śmiech politowania i pukanie się w czoło większości dziewczyn. Różnica była taka, że miałem świadomość tego co robię i widziałem, że nie zależy mi na dziewczynach, które wolą rozmawiać o ciuchach i pogodzie. Po prostu byłem szczęśliwy bez względu na okoliczności. Dzięki temu trafiłem na Dorkę. Ona zresztą początkowo też miała mnie za idiotę i śmiała się ze mnie wraz z koleżankami (ubierałem się wtedy co najmniej śmiesznie). Mimo wszystko jednak zdecydowała sie zajrzeć głębiej i do dziś jesteśmy razem. Cieszę się dziś i śmieję z moich kompleksów, które dały mi tyle szczęścia. Wracając do Twojej historii. Myślę, że jeśli odkryjesz swoją wartość - tą rzeczywistą, a nie powierzchowną związaną z pięknem własnego ciała, to takie myśli przestaną Cię trapić (jeśli Twój mąż jest wartościowym człowiekiem). Nie będziesz miała poczucia straconej młodości, braku adoracji ze strony mężczyzn - tego, czego pewnie kiedyś zazdrościłaś koleżankom. Zatem wejrzyj w siebie. Wiem, że mówić to łatwo, szczególnie komuś kto myśli inaczej i komu przyszło to bez trudu. Nie ma jednak innej recepty na szczęście jak własna osobowość/psychika. Tylko tam kryją się odpowiedzi na Twoje wszystkie pytania i wątpliwości. Jeśli podążysz drogą ku zrozumieniu siebie byc może okaże się że świat zmienił swe wartości. To co wydawało Ci się wczoraj atrakcyjne naraz okaże się może bezwartościowym gniotem za którym podąża tłum nie widząc, że to nic więcej niż tylko ozdobny papierek. Nagle odkryjesz całkiem nowe wartości, które zwrócą Ci myśli w kierunkach do tej pory nieznanych. Poszukaj siebie!PozdrawiaKristoVelMefistoNadworny Nudziarz i Zbereźnik
    • Gość edziecko: guest Re: Zawiedziona?niespełniona? IP: *.* 17.08.01, 07:40
      Ja również trafiłam na swojego męża jeszcze w II klasie w ogólniaku. I tak znamy się przez 3 lata liceum, 5 lat studiów, od których minęły już 4 lata, to razem...12 LAT!!! I ja i on byliśmy dla siebie pierwsi. Ale ja uznaję, że jest to zaleta naszego związku. Nie wypominamy sobie innych partnerów, nie porównujemy /bo niby do kogo :) /. To fakt, że teoretycznie to każdy inny facet wydaje mi się posiadać większą fantazję zarówno w związku jak i erotyczną. Ale do póki jest uczucie, do póty te myśli nie mają szans stania się realnymi. Też czasami myślimy, że przespaliśmy najlepsze lata, że dostatecznie nie wyszaleliśmy się, ale przez to nie cierpi nasz związek. Nadal tworzymy zgrany team mimo, że od czasu do czasu wdziera się w nasz związek nutka nudy, normalności, codzienności.Myślę, że to co przeżywasz "ja" minie... Od Ciebie jednak tylko zależy, czy znajdziesz w sobie na tyle siły, żeby to przetrwać chcąc wytrwać w związku wypróbowanym i co tu mówić spełnionym /macie przecież córkę :D /. Ze swojej srtony życzę wytrwałości i powodzenia :bic:
      • Gość edziecko: guest Re: Zawiedziona?niespełniona? IP: *.* 17.08.01, 08:19
        Witaj "ja" .Codzienność jest niestety szara ,szara i raz jeszcze szara .Czasami wdziera się jakaś nutka atrakcji ,kino,kręgle ,zakupki,miłe spotkanie w gronie przyjaciół.To życie codzienne nudzi ,męczy i bywa nużące.Bywa ,że życie innych postrzegamy jako coś ciekawszego,lepszego od naszego i wtedy pojawia się uczucie "straconego".Ale konkretnie:-to, że jesteś mężatką nie przekreśla Twojej atrakcyjność w oczach innych mężczyzn (to już wiesz)i korzystaj z tego,niech się przyglądają,podziwiają a Ty się tym upajaj (jak każda kobieta)-jesteś młodą kobietą ,zajmujesz się dzieciaczkiem(nie wiem czy pracujesz)to męczące zajęcie ,a przede wszystkim odcinające w jakiś sposób od "normalnego" świata.Może praca zawodowa przyniosłaby jakąś odmianę i możliwość realizacji-w sprawie męża konieczna jest rozmowa,szczera rozmowa.Powinnaś jasno wyłożyć swoje oczekiwania i potrzeby.Myślę że twój brak zainteresowania seksem z mężem jest spowodowany właśnie tym,że paradujesz w gaciach(i to dla ciebie nie jest pociągające) oraz twoim spojrzeniem na męża -On stał się gospodynią domową a nie mężczyzną którego chcesz pożądać.Powiedz Mu to!!!!!!!!To tyle,człowiek ma to do siebie, że poszukuje i to bardzo dobrzeŻyczę Ci abyś w poszukiwaniu swojego szczęścia ,nie starciła czegoś ważnego a zyskała same dobre chwilePozdrawiam serdecznie,Gosia :hello:
    • Gość edziecko: guest Re: Zawiedziona?niespełniona? IP: *.* 17.08.01, 08:34
      Ja-, Ty po prostu nie musisz się o nic starać, o nic zabiegać, masz wszystko na wyciągnięcie ręki, pewnie nawet nie musisz jej wyciągać. Nie szanujesz męża, bo zrobił z siebie sługę, a nie partnera, kochanka. Człowiek już chyba tak ma, że nie ceni tego co przychodzi bez trudu, bez starań, bez zabiegania o to coś. Ciągle marzymy o tym czego nie mamy, nie doceniając tego co jest przy nas.Na początku mojego związku, było cudownie, kwiaty, śniadanie do łóżeczka, pyłek spod nóg, sprzątanie gotowanie itd. No i zaczęłam uważać to za normę. Należy mi się przecież. Nie musiałam robić kompletnie nic, odczytywał każde moje życzenie. I zaczęłam traktować go jak umyślnego, przynieś, podaj, pozamiataj, zrób, załatw, co ja piszę, nawet nie musiałam nic mówić, sam to robił. A im bardziej się starał, tym było gorzej. Szacunek, miłość, pożądanie gdzieś odeszły. Zostały tylko pretensje o nie wiadomo co, marzenia ze gdzieś, ktoś, że na pewno byłoby lepiej, itd. I nagle szok. Jego „Odchodzę !” . Jezu, co ja wtedy przeżyłam, teraz to ja musiałam się postarać, o uczucie, o zainteresowanie, o obecność nawet. I udało się , jesteśmy razem już 8 lat (nadal nie jesteśmy małżeństwem), mamy nasza Olcię, i jesteśmy partnerami. Każde z nas troszkę się stara o drugie, i jest OK.Proszę, zastanów się jak przyjęłabyś „ Odchodzę” Twojego męża. To tyle ode mnie.Pozdrawiam
    • Gość edziecko: guest Re: Zawiedziona?niespełniona? IP: *.* 17.08.01, 09:54
      Podobno kobiety kochają łajdakow...Tak mawia mój ślubny, srosząc piórka jak się denerwuję o kolejny późny (oczywiście z pracy) powrót do domu...No i chyba ma trochę racji...Ty jesteś młodą dziewczyną i chyba wbrew podświadomości za wcześnie zostałaś matka, z całą tą kupą obowiązków, przywiązaniem do domu, dziecka i męża. Brakło Ci tego, co ja dostałam w okresie studenckim czyli będac mniej więcej w Twoim wieku wtedy (teraz mam 29 lat, więc aż tak dawno to nie było...). MAm na myśli zwykłe imprezy, wybieranie atrakcyjnych kolegów na piętrze akademika, na roku, w grupie, dyskoteki, TE spojrzenia, umówić sie na piwko, poflirtować, moze na spacer... Rzeczywiście straciłaś...Ja przy tym wszystkim miałam chłopaka, który został w moim obecnym mieście, gdy ja byłam na studiach. Oczywiście o zadnej najmniejszej zdradzie nie było mowy. Znamy się ponad 10 lat i jesteśmy po ślubie 4 lata, jestem z nim bezpieczna.Ale domyślam się, że brakuje ci właśnie takich nicnieznaczacych w rezultacie objawów męskiego zainteresowania. No więc chodźcie na wesela, imprezy, tańcz z innymi facetami, pozwól się adorować...Tylko uważaj na męza - on też jest młody, żebyś nie znalazła go w ramionach innej, bo masz w domu dobrego człowieka. A ze nie spotyka się z kumplami? Poczekaj, jeszcze zatęsknisz żeby byl w domu...ebe
    • Gość edziecko: guest Re: Zawiedziona?niespełniona? IP: *.* 17.08.01, 22:04
      Jeszczę dorzucę for you dwie rzeczy (bo w poprzednim poście było trochę chaotycznie):1. szczęście nie zależy od tego, z którym facetem jesteś. Nie masz gwarancji, że tym następnym też się nie znudzisz... Wiem, wiem, zycie to ruletka, raz wygrasz, raz przegrasz.2. jest taka teoria budowania wspólnoty: pierwszy etap to fascynacja, drugi: negacja, znudzenie, wtedy, gdy chcemy brać zabawki i iść na własne podwórko, wyprowadzić się, rzucić ukochanego itd. Jest wreszcie trzeci etap: wspólne budowanie. Może przechodzisz teraz ten drugi etap? A to wszystko po to, by potem zacząć razem budować?Trzymaj się i nie poddawaj!Aneczka
      • Gość edziecko: guest Re: Zawiedziona?niespełniona? IP: *.* 17.08.01, 23:39
        Musialam sie w koncu odezwac bo mnie temat męczyl. Chcialam powiedziec ze absolutnie zgadzam sie z Aneczką. Wiem że tesknisz do czegos, ale zauwaz ze do czegos czego NIE ZNASZ i nie masz pojecia jakie to jest i jakie bedzie, a marzenia moga okazac sie zludzeniem. natomiast bardzo dobrze WIESZ co masz teraz. Oczywiscie ze jesli cos Ci nie odpowiada to postaraj sie zmienic ale bazujac na tym co masz, na pozytywach waszego obecnego zwiazku, przeciez ich jest az tyle.Naprawde nie podejmuj pochopnie zadnej decyzji, w kazdym zwiazku trzeba sie docierac i isc na kompromisy. Zapewniam Cie, i chyba nie tylko ja tak mysle, ze o wiele latwiej zachecic meza do wychodzenia, do znalezianie wlasnego towarzystwa (zwlaszcza ze potrafi byc dusza towarzystwa) niz odciągnac go od tego niewlasciwego towarzystwa i starac sie by czasami znalazł czas dla żonki. O wiele latwiej urozmaicic sex kiedy wystarczy przekonac do tego tylko siebie a nie te druga osobę itd.I ostatnia rzecz, nie zrzucaj tylko na niego odpowiedzialnosci za taka sytuację, co by sugerowaly twoje slowa: "odtsraszyl moje kolezanki". No chyba to nie do konca jego wina?.No ale wiem wiem zaznaczylas na pozcatku ze niechcesz krytyki tylko rad, dlatego moja bedzie: zacznij cos zmieniac ale przede wszystkim zacznij od siebie, zastanow sie co chcesz naprawde w zyciu i co bys mogla zrobic zeby jednak mimo wszystko nie zaprzepascic tego co już masz. Trzymaj się ciepło, przemysl wszystko. Moge dodac na marginesie że tez cos takiego przeżywałam i cos niestety przez glupotę zaprzepasciłam...Pa! :bic:
    • Gość edziecko: guest Re: Zawiedziona?niespełniona? IP: *.* 20.08.01, 09:03
      Cóż w moim zyciu dopiero niedawno zaczelo sie zaplanowanie, ale historia troche podobna. Za maz wychodzilam jako siedemnastka, jedno dziecko drugie,w miedzyczasie matura i egzaminki na studia. Moj maz facet duzo starszy i doswiadczony zachwycony perspektywa stabilnego domu po szalenstwach studiow z werwa wzial sie za walke o posostanie nad kreska , a ja studiowalam chowalam dzieci i gaslam..... I doszlam do tych mysli, ktore masz ty, do tego ze tak w zasadzie to go kocham, ale....Na szczesce mam charakter, ktory nie znosi akich dluzyzn. Po jakiejs tam awanturze (teraz to dla mnie byla jest po prostu ostra wymiana zdan) wystawilam za drzwi walizki. I ciekawa sprawa- przez nastepny tydzen wyczekiwalam jego powrotu.Wrocil. I wtedy wyszlam ja- wyszlam ze swojego wygodnego zycia,poukladanego i zaplanowanego. Zaczelam szukac czegos swojego- swojego zycia.Nie mozna miec tylko nasze- trzeba miec moje. ie pracuje na etat- doszlam do tego, ze nie moge. Ale pracuje tak w ogole. Na sile zaczelam zachwycac sie zyciem. Na sile wpychalam sie w grona znajomych. Dwa maluchy ciagalam po gorach. Nie masz nawet pojecia jak atrakcyjna jest mamuska z dwujeczka dzielnych piechurow. Dokladnie tak jak KvM- JA sie nie zmienilam. Ale zmienilam cos w sobie i w moich relacjach ze swiatem. Teraz mysli jak twoje sa dla mnie dzwonkiemalarmowym.Bo co to znaczy- nie wykorzystalam, nie pozylam, nie zabawilam sie. Maz, dziecko nie sa grobem, tylko etapemna naszej drodze. Jak zycie przezyjemy zalezy od nas samych.Jak jestesmy atrakcyjni- tez. Duzo jestem sama lub tylko z dziecmi- sama jezdze na wyjazdy, z dzieciakami wskakuje pod namiot. Na takich wyjazdach raz po raz podejmuje ecyzje, ze tym razem wroce do meza. Na Imprezach dochodze do wniosku, ze tym razem wyjde z nich z moim mezem. Bo on jest debesciak- to ja tylko pozwolilam sobie o tym zapomniec. Jak dobrze jest wrocic i opowiedziec mu wszystko. Ijednoczesnie jakdobrze wiedziec, ze jak trzeba to pozmywa, nakarmi dzieci. I jak dobrze wiedziec ze jak tylko schudne, to bedzie mnuie na rekach nosil, a na razie caluje ziemie poktorej chodze. Paradoksalnie, od tamtego kryzysu duzo czesciej i gorliwiej i tym bardzej gorliwie im dalej ja jestem im wiecej mam swoich spraw, zadan, znajomych. Ja, najgorzej jest marzyc przez cale zycie- "noce i dnie" taki maddry polski film, pokazuje jak mozna skopac kochanego czlowieka za to tylko, ze ci nanufarow nie przynosi. "Pani Bovary" tez dowodzi ze twoj problem nie jest tak rzadki. nie jest tez godny potepienia. Zamioast myslec jakby ci bylo- sprobuj- i zobacz jak daleko jestes w stanie pojsc. Sadze ze niedaleko, po czym wrocisz do meza, bogo kochasz, jak piszesz.A jesliokazaloby sie, ze nie nie kochasz- no coz, sama napisalas o "pozornie szczesliwym zwiazku"- moim zdaniem nie warto w nim byc. Tak samo jak nie warto byc w "pozornie nieszczesliwym". Moja muza mawiala , gdy za batrdzo zaczynalan sie skupoiac na swoim biednym zyciu- idz do ludzi i zrob cos dobrego- pomoz komus. Ja ci radze to samo. Wolontariat sie rozpowszehnia....
      • Gość edziecko: guest Re: Zawiedziona?niespełniona? IP: *.* 21.08.01, 10:16
        Bardzo poruszył mnie Twój post. Długo zastanawiałam się czy napisać Ci o moich doświadczeniach, czy jest sens, czy zrozumiesz.Miałam taki okres w życiu, gdy przez trzy lata świat regularnie walił mi się na głowę. Każdy dzień przynosił kolejne nieszczęście. Czułam się skarajnie osaczona, z każdego punktu nie było wyjścia. Chłodno kalkulowałam że zakończę już wegetację na tym ziemskim padole. Wtedy mój znajomy lekarz zafundował mi "terapię trzeciego piętra". Zawiózł mnię do Zakopanego, do KaBeKi. To szpital ortopedyczny dla dzieci. Trzecie piętro to najcięższe przypadki. Zobaczyłam tam dzieci czołgające się po korytarzu bez rąk, z nogami wygiętymi w pałąk, kręgosłupami zagipsowanymi na miesiące, żebrami rozdętymi jak wielka piłka. Żadne z nich nie płakało. Patrzyli na mnie oczami w których był tylko bezmiar starczej mądrości. Hiobowy bagaż doświadczeń. Uciekłam, czując do siebie skrajną pogardę. Te wszystkie moje płaskie, smieszne i prymitywne problemy zamieniły się we wstyd. Wstyd który czuję do dziś codziennie, bo od tamtej chwili wciąż patrzą na mnie oczy...Tak więc drpga pani Bovary, dziękuj losowi za każdy dzień stagnacji, za każdy dzień nudy, za każde NIC.A spełnienie?. Przemyśl posty wyżej, a jeśli nie potrfisz znaleźć sobie innej pasji, pamiętaj że jesteś najszczęśliwszą istotą na świecie.
Pełna wersja